fot. Marek Rutkiewicz/Archiwum prywatne

Marek Rutkiewicz to jedna z najważniejszych postaci polskiego kolarstwa w I dekadzie XXI wieku. W drugiej części wywiadu przeprowadzonego przez Bartka Kozyrę “Rutek” opowiada m.in. o…

  • …nieprawidłowościach, które pojawiły się w trakcie jego procesu
  • … tym, jak proces pozbawił go wszystkich oszczędności zgromadzonych w trakcie trzech lat w Cofidisie
  • … najgorszych 48 godzinach w życiu

Nie najgorzej rozpoczął się dla Marka Rutkiewicza rok 2004. Sobotę 10 stycznia wielka nadzieja polskiego kolarstwa spędziła m.in. z Adamem Małyszem, Otylią Jędrzejczak, Robertem Korzeniowskim i resztą największych gwiazd polskiego sportu. Na Gali Mistrzów Sportu pojawił się jako osoba towarzysząca swojej ówczesnej przyjaciółki (dziś żony) Anny Szafraniec – drużynowej mistrzyni świata, która w samym plebiscycie zajęła niezłe 10. miejsce.

Jednak on sam również wzbudzał spore zainteresowanie. Był największą nadzieją polskiego kolarstwa szosowego. Jego dotychczasowe osiągnięcia (o których opowiadał w poprzedniej części wywiadu) robiły spore wrażenie, biorąc pod uwagę, że wciąż miał zaledwie 22 lata. A kolejny rok miał się okazać przełomowy. Po transferze do RAGT miał dostać prawdziwą szansę – wraz z Christophem Rinero miał być współliderem zespołu na Tour de France.

Niestety, gdy kilka dni później wrócił do Francji, okazało się, że przełom w jego karierze rzeczywiście nastąpił, ale zupełnie nie taki, jakiego by oczekiwał. Wylądował na paryskim lotnisku, a tam czekali na niego policjanci, którzy poinformowali go, że jest podejrzany m.in. o handel środkami dopingującymi. Tak rozpoczęły się wydarzenia, które później nazwano “Aferą Cofidisu”.

Od razu trafiłeś do aresztu?

Tak, podobnie jak wielu innych zawodników Cofidisu i przede wszystkim Team Octos – bo choć afera wzięła nazwę od drużyny, w której się wtedy ścigałem, to stamtąd zatrzymano chyba jeszcze więcej kolarzy niż od nas. Wszyscy trafiliśmy do aresztu. Wszystko działo się błyskawicznie.. To było gigantyczne policyjne przedsięwzięcie – na podsłuchach było około 30 ludzi!

A ty wiesz, kiedy zaczęto podsłuchiwać ciebie?

Zdaje się, że od maja albo czerwca. Byłem we Francji od dłuższego czasu, więc właściwie nie używałem polskiego numeru, co oznacza, że policja nagrała dosłownie każdą rozmowę, którą przeprowadziłem w ciągu 8 miesięcy.

O co to całe zamieszanie? Bo domyślam się, że celem tak gigantycznej akcji nie mogło być udowodnienie winy 22-latka z Polski…

Po wybuchu afery spekulowano że naprawdę te działania były wymierzone w Lance’a Armstronga, dla którego pracował Cedric Vasseur – mój zespołowy kolega, gdy jeszcze jeździł dla US Postal. Wymyślili sobie, że istnieje siatka dopingowych przemytników, która rozpoczyna się gdzieś w Polsce albo innym kraju Europy Wschodniej, skąd doping trafia do Francji.

Tyle że prawnik Vasseura udowodnił, że francuska policja podczas swoich działań fałszowała dowody i podrabiała podpisy. Wtedy sprawę zamieciono pod dywan, ale żeby zawodnicy, którzy zamieszani byli w tę aferę nie mogli dochodzić żadnych roszczeń, przyklepano nam wyrok za posiadanie nielegalnych substancji na terenie Francji.

Ale chyba coś jednak było na rzeczy.

Zatrzymano mnie na lotnisku w Paryżu, ponieważ francuska policja twierdziła, że nikt nie kupuje biletu za kilka tysięcy złotych by polecieć na weekend do Warszawy. Moje tłumaczenia że poleciałem na “Bal Mistrzów Sportu” były, ich zdaniem, wyssane z palca. Twierdzili że poleciałem po dostawę zakazanych środków na handel – co było kompletną bzdurą. Przy późniejszych rewelacjach – w których okazało się że policja podrabiała dowody i fałszowała podpisy – wyszło na to, że zatrzymanemu można było wmówić wszystko.

W tekście Marka Bobakowskiego, przeczytałem zdanie, że w twoim mieszkaniu znaleziono wyposażenie rodem z apteki.

Po pierwsze, to “wyposażenie rodem z apteki” zmieściłoby się w pudełku na buty, a po drugie, jeśli prześledzi się tę listę środków, jakie tam się znajdowały, to… nie było tam żadnej substancji, na którą nie miałbym pozwolenia. Choć oczywiście próbowano wrobić mnie w rzeczy, których nie zrobiłem (na przykład we wspomniany wcześniej handel środkami dopingującymi). Aby oczyścić się z tych zarzutów musiałem wynająć bardzo dobrego prawnika, który kosztował kosmiczne pieniądze.

No tak, było niebezpiecznie, bo przecież mieszkałeś we Francji, gdzie posiadanie środków dopingujących karane jest więzieniem.

Dlatego właśnie na początku byłem bardzo przestraszony, gdy zatrzymano mnie na 48 godzin i zaczęto robić ze mnie przemytnika. Miałem 22 lata, byłem zdany sam na siebie i ostatecznie zależało mi tylko na tym, żeby po prostu móc dalej jeździć..

Jak wróciłem do Polski, to po kilkunastu miesiącach przeczytałem gdzieś, że sprawa Cofidisu w końcu została zakończona. Dla mnie jednak w tamtym momencie najważniejsze było to, że mogłem się bez przeszkód ścigać i nie obchodziło mnie już, jak ta sprawa została zamknięta. Po latach widzę, że to był błąd. Powinienem bardziej się tym wtedy zainteresować, bo sam doświadczyłem różnych nieprawidłowości. Gdy zatrzymali mnie na lotnisku i trafiłem do aresztu, na miejscu przesłuchiwano mnie z udziałem tłumaczki – francuskiej policjantki, która mówiła także po polsku, jednak wielokrotnie przekręcała moje słowa.

Skąd to wiesz?

Bo mieszkałem we Francji już od czterech lat. Płynnie mówiłem po francusku i dobrze rozumiałem francuską wymowę. Wiele razy wyłapywałem jej świadome lub nie przeinaczanie moich wypowiedzi, natychmiast poprawiałem, a potem zgłaszałem je swojemu prawnikowi.

No dobrze, skoro rozumiałeś francuską wymowę, to po co była ta tłumaczka?

Takie były wymogi. Cały czas miałem polskie obywatelstwo. Rozmawiałem z policjantami po francusku, a mimo to ona później zadawała mi po polsku takie same pytania, na które ja następnie musiałem odpowiedzieć po polsku. Kolejna rzecz to fakt, że po badaniach włosów, w mojej próbce wykryto marihuanę. Miałem wtedy 22 lata i ani razu nie paliłem “trawy”– nawet podczas jakiejś imprezy. Odwoływałem się od tego później, ale bez skutku.

Zostałeś później za to jakoś ukarany?

Nie, UCI nie traktowała tego wtedy jako doping – zresztą nie wiem, czy wciąż tak nie jest. Jeszcze wiele lat później Tom Boonen został na niej przyłapany i nie został za to ukarany.

Wspominam o tym tylko dlatego, że to właśnie wtedy zobaczyłem już czarno na białym, że to, o czym pisało się w przypadku Cedrica Vasseura było prawdą*. Że policja starała się wrobić w coś podejrzanego zawodnika, by przedstawić go w jak najgorszym świetle. Jestem w stanie uwierzyć w to, że na każdym etapie śledztwa wiele rzeczy było podkręcanych i przekręcanych tak, by zrobić z tego dużą aferę i usprawiedliwić tak olbrzymie przedsięwzięcie, które na koniec okazało się fiaskiem.

Widziałem, jaka była ta afera na początku. Kogo próbowano ze mnie zrobić. Co znajdowano w moich włosach i widziałem, jakie były efekty. To niesamowite, że gdy afera wybuchła i próbowano mnie wrobić, o sprawie pisano bardzo dużo. Natomiast później, gdy wiele rzeczy okazało się naciąganych, zrobiło się o niej ciszej.

Do dziś nie wiem, ile rzeczy zmyślono wtedy na mój temat. Pamiętam, że podczas którejś (nagrywanej, jak się później okazało) rozmowy telefonicznej Bogdan Madejak powiedział mi: “Marek, w Paryżu czeka na ciebie przesyłka – buty DMT”. A później policja próbowała udowodnić, że żadnych butów DMT nie było. Że rozmawialiśmy kodem, a “buty DMT” to tak naprawdę środki dopingujące. Ale tego było więcej. Naprawdę pamiętam wiele moich innych rozmów, które później próbowano przeinaczyć i wmówić że była to rozmowa szyfrem.

To wyglądało tak przez cały czas. O tym, co działo się po aresztowaniu, mógłbym rozmawiać jeszcze naprawdę długo. Byłem zatrzymany w areszcie, który mieścił się przy więzieniu. We Francji mówi się, że jest to więzienie bossów narkotykowych. To dlatego, że prowadzi się tam sprawy dotyczące narkotyków, ale też spraw dopingowych. Dużo razy słyszałem:

Marek, jeśli nie powiesz nam tego i tego, to pójdziesz tu siedzieć na trzy miesiące

– O co wam chodzi? Przecież odpowiadam tak, jak jest! – mówiłem wtedy.

Byłem aresztowany, ale wsadzano mnie do celi w części więziennej – nie do aresztu. Byłem tam z gościem, który normalnie odsiadywał wyrok. Przespałem się może dwie godziny i od razu pobudka, śniadanie.

– Co tu się dzieje, człowieku, dlaczego ty masz normalne, cywilne ubranie? Tu jest więzienie, nie jakiś areszt – zagadał do mnie ten osadzony.

– Nie wiem, nie mam pojęcia, kazali mi tu przyjść. Jestem aresztowany – odpowiedziałem.

– Pierwszy raz widzę taką sytuację, żeby gościa wzięli z lotniska od razu do więzienia. Pewnie chcą cię złamać. Liczą na to, że teraz powiesz im to, co chcą usłyszeć.

Rzeczywiście odnosiłem wrażenie, że chcą ode mnie wyciągnąć takie zeznania jakie chcieliby usłyszeć. Wałkowali mnie przez niemal 48 godzin, prawie bez przerw na sen. Myślę, że liczyli na to że w końcu powiem że mam już wszystkiego dosyć i powiem co chcą, byle mnie wypuścili – miałem w końcu tylko 22 lata.

Jak wychodziłem z aresztu miałem głowę niemal całkowicie spraną. To było najgorsze 48 godzin w moim życiu. Niemal nie spałem. Nie znałem zbyt dobrze pisanego francuskiego, więc tak naprawdę nie wiem, czy te zeznania, które podpisałem nie zostały przeinaczone. Wszystko tłumaczyła oczywiście wspominana przeze mnie już policjantka, ale po tym, jak przeinaczała moje wcześniejsze wypowiedzi, nie mogłem zaufać w stu procentach, że to, co mówi tym razem, całkowicie odpowiada moim zeznaniom. Na szczęście w końcu wyszedłem i poczułem olbrzymią ulgę.

*Wspomniany przez Rutkiewicza Vasseur musiał mierzyć się z podobną sytuacją. W próbce jego włosów znaleziono kokainę, jednak później, wraz z prawnikiem zdołał udowodnić, że policja podmieniła jego próbkę włosów.

Bogdan Madejak powiedział mi, że gdy wychodził z więzienia, poczuł, że wszyscy się od niego odwrócili – zadzwonił do niego tylko Cedric Vasseur. A jak było w twoim przypadku?

Generalnie, cała ta afera była we Francji bardzo głośnym tematem. A to, co wydarzyło się później, gdy udowodniono, że ta akcja była nadmuchana i poprowadzona przez policję w sposób skandaliczny, było nagłośnione dużo słabiej. A wszystko zaczęło się od zatrzymania mnie na lotnisku. Byłem w centrum tej afery, więc byłem postrzegany jako “ten zły”. Policja domniemała, że to nie wszystko, a ja posiadam tych wszystkich środków bardzo dużo i działam jako dealer, który to wszystko rozprowadza po kolarzach.

Oczywiście nic takiego nie miało miejsca, a całą sprawę zamieciono pod dywan, ale na początku różnie na mnie patrzono. Team RAGT, z którym podpisałem kontrakt, od początku starał się ode mnie dystansować. Po wybuchu afery byłem dwa razy w siedzibie teamu na rozmowach z dyrektorami by ustalić jakiś plan działania względem mojej osoby. Niestety jedyne co mogli zaproponować to zawieszenie do czasu wyjaśnienia lub zamknięcia sprawy. Zresztą, żeby było jasne – nie mam o to żadnych pretensji , takie są standardowe procedury każdego teamu kolarskiego. Musieli tak zrobić.

O komunikat, w którym pojawiło się sformułowanie: “Na szczęście Marek Rutkiewicz nigdy nie splamił naszej koszulki” też nie miałeś żalu?

Nie, prawdopodobnie musieli go napisać na potrzeby mediów. To było naturalne działanie. Trzeba było zadowolić prasę i sponsorów. Oni ze mną rozmawiali, chcieli poznać moją wersję wydarzeń, a ja powiedziałem im, że oskarżenia, które nade mną wiszą są niesłuszne. Nie było tak, że mnie skreślili od razu po zatrzymaniu.

Mimo wszystko pożegnaliście się zanim zdążyłeś wystartować w ich barwach choćby w jednym wyścigu.

Niestety nie było innego wyjścia. NIe miałem czasu, żeby czekać z powrotem do ścigania aż do wyjaśnienia sprawy. Chciałem wrócić na szosę jak najszybciej i szybko okazało się, że miałem rację. Sprawa ciągnęła się właściwie przez dwa lata, więc cieszę się, że udało nam się w maju polubownie rozwiązać kontrakt i w czerwcu mogłem podpisać kontrakt z ATI-Action. Dzięki temu mogłem już w czerwcu wrócić do mojego ukochanego ścigania.

I nie dostawałeś żadnych informacji odnośnie przebiegu twojej sprawy?

Byłem w kontakcie z Bogdanem Madejakiem, a on mi mówił, co się dzieje. –Tam wzywają teraz niektórych, ale jak nie dostałeś informacji, że masz się stawić w sądzie, to nie przyjeżdżaj – słyszałem na przykład. Często też do niego przylatywałem i nigdy nie miałem żadnych problemów – nikt mnie nie zatrzymywał np. na lotnisku z informacją że mam się gdzieś stawić. Jeszcze w 2004 roku wystartowałem w wyścigu etapowym we Francji w Paris – Corrèze, a w kolejnych latach normalnie brałem udział w wielu francuskich imprezach. W moim przekonaniu mój wątek w sprawie był już zakończony.

Ile kosztował cię prawnik?

Łącznie około 15 tysięcy euro. Nie miałem innego wyjścia, bo widziałem, co się dzieje. Jakbym wziął jakiegoś prawnika z urzędu, to nie wiem czy bym się wybronił z tych zarzutów, które na początku afery próbowano mi przyklepać. Przy takiej sprawie można byłoby wrobić każdego.

Jaka to była część twojej pensji w Cofidisie?

Wtedy zarabiałem trochę więcej niż minimum. 2 500, może 2700 euro na miesiąc. A mieszkanie we Francji, na Lazurowym Wybrzeżu jest bardzo drogie. Wtedy płaciłem około 750 euro miesięcznie za sam wynajem mieszkania. Życie tam kosztowało bardzo dużo, więc nie odkładałem z pensji dużych pieniędzy. Tak naprawdę tamta afera spłukała mnie praktycznie do zera. Od początku sprawy sędziego nie obchodziło, czy mam się z czego utrzymać, czy nie, a przez pierwsze miesiące miałem zakaz opuszczania Francji. Do tego byłem zawieszony przez zespół, więc nie otrzymywałem wynagrodzenia.

Nie było mnie stać na to, żeby mieć prawnika do końca sprawy. Gdy tylko okazało się, że najgorsze już za mną. Że nie skończę w więzieniu i nie będę zawieszony za doping, podziękowałem mu za dobrze wykonaną pracę i się rozstaliśmy. Wtedy dostałem prawnika z urzędu i trochę przestałem się interesować tą sprawą, dość naiwnie uznając ją za zakończoną. Dziś pewnie postąpiłbym inaczej.

Kiedy miałeś pierwszy występ w nowym zespole?

W maju rozstałem się z RAGT, w czerwcu podpisałem kontrakt z ATI-Action. Jeszcze w czerwcu wystartowałem w barwach kadrowych w Mistrzostwach Polski oraz Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków. W lipcu – gdy było otwarte okienko transferowe, zadebiutowałem oficjalnie w ATI-Action.

Szybko udało ci się dojść po tym wszystkim do optymalnej formy?

Na pewno cała sprawa kosztowała mnie bardzo dużo psychicznie, ale fizycznie nie było najgorzej. Bardzo dużo ćwiczyłem – m.in. z Robertem Sassone i kilkoma innymi kolarzami. Codziennie jeździłem po 4-5 godzin dziennie. Przez ten stres dużo schudłem – w pewnym momencie miałem 62 czy 63 kilo.

Z treningami problem był tylko wtedy, gdy przylatywałem do Paryża, na rozprawy, bo na co dzień mieszkałem pod Tulonem. Wtedy nie jeździłem na rowerze – wystarczało mi bieganie po paryskich parkach. Ale tam wyjeżdżałem na 5 dni, więc to nie był długi okres. W kwietniu, jak Madejak wyszedł z aresztu, to zaczął rozmowy z Piotrkiem Kosmalą. W połowie maja wróciłem do Polski i zacząłem trenować do mistrzostw Polski.

Twoja kariera jeszcze się nie zakończyła. Trwała jeszcze blisko dwie dekady, jednak już nigdy nie znalazłeś się tak blisko wielkiego kolarstwa, jak w pierwszych latach kariery. Do najwyższej dywizji już nie wróciłeś.

Tak, choć kilka razy byłem blisko. W 2004 roku zająłem 4. miejsce w Tour de Pologne, na ostatniej czasówce zająłem też czwarte miejsce, za Alberto Contadorem i wtedy podszedł do mnie Wadecki, który był jeszcze zawodnikiem i powiedział mi, że dyrektor Quick-Stepu sam podszedł, żeby zapytać go o moje dane kontaktowe. Chciał, żebym podesłal mu wszystkie dane, parametry. I wszystko było fajnie, aż w końcu kontakt się urwał. Pytam Wadeckiego w pewnym momencie:

– Jak tam, odzywają się do ciebie z Quick-Stepu?

– No nie, cisza.

Po jakimś czasie skojarzyłem, że to był okres, w którym ogłoszono zamknięcie sprawy Cofidisu. I tak powiązałem, że być może to ich trochę wystraszyło. Później były jeszcze inne propozycje, inne rozmowy, które nie zostały sfinalizowane m.in. z powodu mojego rzekomego zakazu ścigania się we Francji, który miał być skutkiem “Afery Cofidisu”…


… To jest jednak materiał na ostatni, najdłuższy odcinek trzyczęściowego wywiadu z Markiem Rutkiewiczem, który ukaże się w kolejnym tygodniu. Poprzednio “Rutek” zabrał nas do “Nieba”, teraz wraz z nim odwiedziliśmy “Piekło”, zatem następnym przystankiem kolarskiej wersji “Boskiej Komedii będzie

“Czyściec” – świat polskich drużyn, w których nasz kolarski Dante spędził ostatnie kilkanaście lat swojej kariery.

Zobacz też inne wywiady autora:

Krzysztof Wyrzykowski – człowiek, któremu sekrety zdradzał Armstrong 

Michał Gołaś – Godzinne konwersatorium z „profesorem kolarstwa” 

Lechosław Michalak i kolarski powrót do lat 80.

Grzegorz Gwiazdowski – Przerwana Historia cz. 1 Przysięga

Grzegorz Gwiazdowski – Przerwana Historia cz. 2 Spełnienie

Grzegorz Gwiazdowski – Przerwana Historia cz. 3 Koniec

Bogumiła Matusiak – wspomnienia ze starego Tour de France

Fignon i spółka powiedzieli: „On musi nas masować” – wywiad z „Bobem” Madejakiem

Od angażu „na kredyt”, do gwiazdy Tour de Pologne w pół roku – wywiad z Janem Brzeźnym cz. 1

Droga prowadząca do Francji – wywiad z Janem Brzeźnym, cz. 2.

Na „ty” z Szarmachem – wywiad z Janem Brzeźnym cz. 3

Maciej Paterski: „Jens Voigt chyba chciał mnie udusić” 

Maciej Paterski – jak pokonał Mollemę i Rogliča 

Maciej Bodnar – jak rozkochał w sobie Włochów i trafił do elity

Maciej Bodnar – Bodyguard zawodowiec

Zbigniew Spruch – wtedy, gdy wszystko się zaczęło

Zbigniew Spruch – Zawsze drugi

Portugalskie przygody Dariusza Bigosa

Dariusz Bigos: „Celujemy w drugą dywizję. Być może już za dwa lata”

Henryk Charucki – Wizyta w fabryce elektrycznych maszyn i kolarskich marzeń

Henryk Charucki – Wielka kolarska emigracja

Marek Leśniewski – 7 sekund do olimpijskiego złota

Marek Leśniewski – długa droga do zawodowstwa 

Tomasz Marczyński – 60 minut z Loco

Janusz Kowalski – Szybszy od Pogačara

Janusz Kowalski – opowieść o niewykorzystanym potencjale

Przemysław Niemiec – Droga do Giro

Przemysław Niemiec – W kolarskim raju

Lech Piasecki – zanim został zawodowcem

Lech Piasecki: „Saronni dał mi zwycięstwo, Anquetil je odebrał”

Włodzimierz Rezner – złotousty sobowtór Merckxa cz. 1

Włodzimierz Rezner – złotousty sobowtór Merckxa cz. 2

Czesław Lang – Igrzyska, które spełniły marzenia

Czesław Lang – Tour de Pologne. Nowy początek

Czesław Lang: „Cavendish żałował, że przyjechał tu tak późno”

Benedetti – Polak z Włoch. Pomocnik, który stał się legendą

Bartosz Huzarski – od Wyścigu Pokoju do wielkich tourów

 

Poprzedni artykułRemco Evenepoel i Grace Brown czasowcami roku zdaniem redakcji Naszosie.pl
Następny artykułNaszosowe podsumowanie sezonu 2024: UAE Team ADQ
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Maciej
Maciej

Ej, a co z pokaźną listą środków dopingujących znalezionych w mieszkaniu Rutkowskiego? Przecież za to m.in. został skazany.

Maciej
Maciej

No oczywiście, doczytałem odnośnik, i właśnie dlatego pytam – czy Pan Rutkiewicz w wywiadzie powiedział, że miał pozwolenia na znalezione substancje? Pozwolenie na, między innymi, klenbuterol i dekstropropofyksen? 🙂 Przecież to absurd.

Woziwoda Kolarstwa
Woziwoda Kolarstwa

Rutek , był świetnym kolarzem. . Trzeba sobie zdawać sprawę z tego jakie było wtedy kolarstwo – afera festiny, afera cofidis , Landis , Cassagrande, DiLuca, Armstrong. Jeśli chcecie osądzać Marka to zróbcie uczciwy research jemu podobnych z peletonu z tamtych czasów. Rutek nie miał tego kolarskiego szczęścia by rozwinąć swój potencjał.
Dla mnie Rutek zalicza się do ścisłej grupy kolarzy tego okresu ( 2000- 2005) zasługującej na szacunek . Wymieniłbym w niej takich kolarzy jak na przykład: Ryba ,Huzar ,Wadek ,Szmytek , Dexter, Bodi Stary , Maniek, Adolf .

Serdecznie dziękuję autorowi za ten wywiad .
Dzięki niemu będziemy pamiętać o tej postaci .
Zachęcam przy okazji autora do kontynuacji cyklu wywiadów z innymi kolarzami.

M@o2.pl

W słowa Pana Marka mógłbym uwierzyć w 2004 roku, ale dzisiaj kiedy wiemy już jak powszechny był doping trochę szkoda, że nie chce uczciwie rozliczyć się z przeszłością. Doping w kolarstwie? Marek: Niemożliwe! To spisek służb. Zatrzymanie na lotnisku? Ja tylko wracałem z Gali, o EPO w bagażu nie wspomina. Bogdan Madejak sprzęt do transfuzji pewnie miał przypadkiem. Skazany przez sąd? A bo miałem słabego prawnika, pozostałe 6 osób skazanych też niestety miało słabych prawników. David Millar przyznał się do stosowania EPO? A pewnie wygaduje głupoty. Panie Marku no wszyscy się zmówili przeciwko Panu!

Miszon
Miszon

Wydaje mi się, że przedstawienie afery Cofidisu tak zupełnie jednostronnie, zwłaszcza w sytuacji kiedy Rutkiewicz całkowicie tu się wybiela, jest błędem.
Ok, wiemy że „brali wtedy wszyscy najlepsi”, ale jak zawodnik tutaj mówi że „nieee, skąd, nie wiem o co chodzi, zostałem w to wplątany przypadkiem, wszystko się rozeszło po kościach, nic nam nie udowodniono” w sytuacji jak kilka osób zostało skazanych (w tym on), a jego „dobry kumpel” David Millar się przyznał, że brał EPO…
No to niesmaczne jest.
Owszem, Rutkiewicz można powiedzieć odpokutował za swoje grzechy, bo jego świetnie zapowiadająca się kariera została w zasadzie na zawsze złamana.
Jednak jak widać w tym wywiadzie, nie ma w nim żadnej refleksji, poczucia winy, czy czegokolwiek.
No słabo wypadł tutaj, a autor jakoś nie naciskał na niego aby dociec prawdy. Bał się, że rozmówca odmówi autoryzacji?
A była to też dla Rutkiewicza posypania głowy popiołem.

Nie dziwię się, że zaraz potem zwolnili go ze stanowiska dyrektora sportowego.