giro d'italia

Przez małe kurorty Abruzji i najwyższe granie Apeninów, blaski i cienie Kampanii oraz znaczący Rubikon, stare mury Bergamo i pachnące cytrusami Lago di Garda, aż po diabelskie szpikulce Tre Cime di Lavaredo i kolosalny Rzym. 106. edycja Giro d’Italia śmiało podąża ścieżką nakreśloną w ostatnich latach, mniej oczywiste sposoby na wykreowanie porywającego spektaklu sprawnie łącząc z charakterystycznymi dla siebie ekstremami. W tym roku amore infinito to oda do samego serca Włoch i ich górzystego kręgosłupa, który spaja pełen różnorodności półwysep w jedną całość.

Kruchy parmezan, wyrazista gorgonzola, pikantna nduja i świeża bazylia, a do tego bosko orzeźwiające prosecco. Jeśli podobnie jak Andy Hampsten macie włoskie żołądki, za sprawą coraz bogatszej oferty portugalskich i niemieckich sieci supermarketów te produkty już na stałe zagościły w waszym menu. Jeśli zaś narodowości włoskiej są wasze serca, kolarstwo szosowe najlepiej musi smakować w maju, który jest początkiem najbardziej intensywnej i obfitującej w akcję fazy sezonu.

To za nim tęsknimy podczas zimowej przerwy, to o nim skrycie marzymy ekscytując się klasykami, kiedy najlepsi specjaliści od wyścigów wieloetapowych po cichu szlifują formę na Teneryfie. Bo pierwszy wielki tour sezonu to zjawisko daleko wykraczające poza sportowe wydarzenie. To żarliwa, zaraźliwa i kompletnie pozbawiona organizacji pasja włoskich tifosi, która u zarania miała jednoczyć wbrew wszelkim podziałom i jednoczy po dziś dzień. To najnowocześniejszy z największych wyścigów etapowych, który jako pierwszy potrafił wyciągnąć rękę do przeciętnego kibica i stworzyć spójną medialną oprawę, idealnie wpisującą się w rytm naszego życia. Wreszcie to angażująca narracja rozpisana na wszystkie zmysły, która bezbłędnie przenika przez systemowe bariery i dociera to tego miejsca, które jest źródłem podejmowania większości nieracjonalnych decyzji.

I kiedy poczuliśmy się już całkiem komfortowo w przekonaniu, że wszystko o nim wiemy i że Giro d’Italia nie byłoby dłużej sobą bez tego zdumiewającego koktajlu brutalności, przesady i kiczu, organizatorzy imprezy udowadniają, że bardziej kameralne podejście do konstruowania ostatnich edycji wyścigu nie było chwilowym kaprysem. Włoski wielki tour dojrzewa na naszych oczach jak najdoskonalsze wino, bardzo sprawnie budując napięcie przed obfitującym w dramaty ostatnim tygodniem, a kiedy już sięga po ekstrema, robi to ze znacznie większym wyczuciem.

Jeśli drogę w poprzedniej edycji imprezy wyznaczały światła największych miast Italii, tegoroczna najczęściej omija metropolie szerokim łukiem, wyjątek robiąc głównie dla Neapolu, Bergamo i niezwykle rzadko odwiedzanego Rzymu. Chociaż decydujące batalie najprawdopodobniej rozegrane zostaną na wysokich przełęczach Alp i Dolomitów, trasa wyścigu jednocześnie jest odą do dźwigających cały półwysep Apeninów i środkowej części Italii, która ten jeden raz jest czymś więcej niż przeszkodą w podróży z południa na północ.

Jaka zatem będzie 106. edycja Giro d’Italia?

Obfitująca w niespodzianki

O ile walka o tytuł może sprowadzić się do rywalizacji dwóch wymienianych przez wszystkich nazwisk, sprawa najniższego stopnia podium imprezy wydaje się dość otwarta. Wśród pretendentów do zajęcia wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej znajdują się zarówno kolarze powracający po nieudanych sezonach, jak i kilku zawodników debiutujących w roli liderów. W połączeniu z sukcesywnie podnoszącą poprzeczkę trasą zwiastuje to pełen przetasowań wyścig, który będzie trzymał w napięciu do (przed)ostatniego etapu.

Lokalna

Poza krótką wizytą w Szwajcarii i zajrzeniem przez płot na słoweńskie podwórka, tegoroczna edycja Giro d’Italia kurczowo trzyma się Półwyspu Apenińskiego, wiele czasu spędzając w zazwyczaj traktowanych po macoszemu Abruzji i Kampanii. Wyłączywszy wyspy, jedynym zupełnie pominiętym regionem jest Kalabria, ale ta nie mogła w ostatnich sezonach narzekać na brak czasu antenowego.

Budująca napięcie

Włoski wielki tour przyzwyczaił do przypadających na weekend bloków górskich etapów, ale zaproponowana na ten sezon trasa bardzo luźno podchodzi do tego schematu: pierwszy i drugi tydzień rywalizacji zawierają tylko po jednym z sześciu kluczowych górskich odcinków imprezy, z których oba przypadają na piątki. Nie oznacza to na szczęście dłuższych przestojów, ponieważ rywalizację nadzwyczaj często urozmaici jazda indywidualna na czas, a przelotowe etapy ze wskazaniem na sprinterów też do najbardziej klasycznych nie należą. Mit o brutalnym ostatnim tygodniu Giro d’Italia nie tylko pozostaje jednak żywy, ale wydaje się dużo bardziej realny niż w poprzednich latach.

Łącząca ekstrema

Czy oznacza to, że do Grande Partenza w Abruzji lepiej przystąpić lekko niedogotowanym? Też nie, ponieważ już w pierwszym tygodniu rozegrane zostaną dwa etapy jazdy indywidualnej na czas i górski odcinek z metą pośród najwyższych szczytów całych Apeninów. Aby sprawę jeszcze bardziej skomplikować, rywalizacja z tykającym zegarem w tle odbędzie się także przedostatniego dnia wyścigu (tak, to już trzeci taki etap) i będzie to wyzwanie łączące dwa różne ekstrema, ponieważ jej kontrowersyjna trasa prowadzi na szczyt podjazdu przypominającego podkręcony Monte Zoncolan.

Zaproponowane przez organizatorów górskie odcinki również obiecują ogromne emocje, prowadząc przez najmasywniejsze z alpejskich przełęczy jak Col du Grand Saint Bernard, dopiero odkrywane przez zawodowe kolarstwo Croix de Coeur i Coi oraz najbardziej wymagające podjazdy Dolomitów, jak Passo Giau i Tre Cime di Lavaredo.

Ekstremalne będą również dystanse, ponieważ aż 7 etapów swoją długością przekracza barierę 200 kilometrów, a kolejnym 4 bardzo niewiele do niej brakuje.

Kiedy przeszło dekadę temu Giro d’Italia diametralnie zmieniło swój charakter, zaczynając proponować bardziej zbalansowane trasy, do utrzymywania swoich szans na powierzchni wystarczało umiejętne minimalizowanie strat. Dziś na żonglującej ekstremami trasie zwyciężyć ma kolarz wyśmienity w niemal każdym fachu, a mistrz olimpijski w jeździe indywidualnej na czas wymieniany jest jako ten, który zmuszony będzie atakować w górach – ponieważ jego młodszy rywal jest w tej dyscyplinie jeszcze lepszy.

106. edycja Giro d’Italia w liczbach to:

3 klasyczne etapy sprinterskie (2, 17, 21)
5 nieco bardziej pagórkowatych odcinków ze wskazaniem na sprinterów (5, 6, 10, 11, 14)
3 etapy jazdy indywidualnej na czas (1, 9, 20; łącznie 70,6 kilometra)
2 odcinki dedykowane specjalistom od wyścigów jednodniowych (3, 12)
3 etapy w średnich górach (4, 8, 15)
5 górskich etapów (7, 13, 16, 18, 19)

Trasa

Zdjęcie

Etap 1 (ITT), 6 maja: Fossacesia Marina > Ortona (19,6 km)

106. edycję włoskiego wielkiego touru, zgodnie z tendencjami z ostatnich kilku lat, otworzy etap jazdy indywidualnej na czas, który najogólniej określić można jako nieskomplikowany technicznie i przeważająco płaski. Ponieważ jego dystans liczy aż 19,6 kilometra, najwięcej od 2005 roku, już sobotnia rywalizacja nada wyraźne szlify klasyfikacji generalnej Giro d’Italia, a przystąpienie do wyścigu pod formą może okazać się kosztownym błędem.

Trasa pierwszego odcinka prowadzi wzdłuż abruzyjskiego wybrzeża, z miejscowości Fossacesia Marina do Ortony. Ponieważ jej przebieg w znacznym stopniu pokrywa się z nową ścieżką rowerową (Ciclovia dei Trabocchi), która powstała w miejsce nieużywanej linii kolejowej, doskonale nadaje się ona do przeprowadzenia tego rodzaju rywalizacji, a jej dodatkowym walorem mają być widoki.

Na trasie wytyczone zostały dwa punkty pomiaru czasu, po pokonaniu 10,5 i 15,5 kilometrów. Jedyna premia górska znajduje się już w Ortonie (1,2 km, śr. 5,0%) i nie powinna mieć ona wpływu na ostateczne losy etapu, ale umożliwi wręczenie pierwszej maglia azzurra. Przewyższenie tego dnia wynosi 171 metrów.

Etap 2, 7 maja: Teramo > San Salvo (202 km)

Bariera 200 kilometrów pęknie już w niedzielę, kiedy w ramach 2. etapu uczestnicy Giro d’Italia pokonają odcinek prowadzący z Teramo do San Salvo. Jego rolą, poza dostarczeniem emocji sportowych, jest dalsze eksponowanie wybrzeża Abruzji, choć to krótkie wizyty w głębi lądu (między innymi w znanym z Tirreno-Adriatico Chieti) oferują urozmaicenie w postaci kilku odznaczających się na profilu pagórków.

W ramach niedzielnego odcinka rozegrane zostaną dwie premie górskie, Silvi Paese (4,2 km, śr. 5,5%) i Ripa Teatina (2,5 km, śr. 5,1%), ale na dystansie 202 kilometrów peleton pokona zaledwie 1882 metry przewyższenia. Wskazuje to dość jasno, że na ulicach nadmorskiego San Salvo dojdzie do pojedynku sprinterów.

Etap 3, 8 maja: Vasto > Melfi (213 km)

Trzeci etap tegorocznego Grande Partenza jest również trzecim najdłuższym 106. edycji Giro d’Italia, na dystansie 213 kilometrów znacznie lepiej eksponując charakteryzującą Abruzję zróżnicowaną rzeźbę terenu i jej pierwotnie ruralny charakter.

Poniedziałkowy odcinek będzie też pierwszym wyzwaniem związanym z rywalizacją na podjazdach. O ile przez blisko 175 kilometrów dzieje się pod tym względem niewiele, w końcówce zawodników czeka wspinaczka w malowniczych Valico dei Laghi di Monticchio (6,4 km, śr. 6,3%) i Valico La Croce (3,1 km, śr. 6,1%), z których jedna płynnie przechodzi w drugą.

Po ok. 15-kilometrowym zjeździe zawodnicy wjadą do Melfi, gdzie rozegrana zostanie lekko pagórkowata końcówka etapu. Nachylenie na finałowych 250 metrach wynosi 5,0%.

Pomimo znacznie dłuższych wzniesień, suma przewyższeń wynosi tylko 1542 metry.

Etap 4, 9 maja: Venosa > Lago Laceno (175 km)

Wtorek to już podróż przez Basilicatę, choć dalej upływać ona będzie pod znakiem malowniczych jezior i relatywnie łagodnych podjazdów południowej części Apeninów.

Licząca 175 kilometrów i 3906 metrów przewyższenia trasa naprzemiennie wznosi się i opada od startu do mety, ale definiujące ją trzy wzniesienia są dość równo rozmieszczone w jej środkowej części i samej końcówce. Pierwsze dwa, okalające półmetek, to Passo delle Crocelle (7,2 km, śr. 5,1%) i Valico di Monte Carruozzo (8,2 km, śr. 5,3%), podczas gdy rola finałowego wzniesienia przypadła stanowiącemu większe wyzwanie Colle Molella (9,6 km, śr. 6,2%, max. 12%).

Szczyt finałowego podjazdu od mety na płaskowyżu Lago Laceno dzielą 3 kilometry.

Etap 5, 10 maja: Atripalda > Salerno (171 km)

Środowy odcinek z Atripaldy do Salerno poniekąd realizuje schemat odwrotny w stosunku do dwóch poprzednich dni, to znaczy rozpoczyna się pagórkowato, a kończy w płaskim terenie nad Morzem Tyrreńskim. W pierwszej części kolarze pokonają między innymi podjazdy pod Passo Serra (3,8 km, śr. 7,5%) i Guardia Dei Lombardi (8,4 km, śr. 3,0%), co w przekroju całego dnia przełoży się na przewyższenie 2516 metrów na łącznym dystansie 171 kilometrów.

W kierunku zatoki, nad którą położone jest Salerno, teren zaczyna opadać już 50 kilometrów od mety. Prawdopodobnie da to wystarczająco dużo czasu tym sprinterom, którzy w dobrym zdrowiu przebrnęli przez pierwsze z górskich odcinków.

Finałowe kilometry należą do wyjątkowo nieskomplikowanych, prowadząc nadmorskim bulwarem.

Etap 6, 11 maja: Neapol > Neapol (162 km)

Neapolowi przez lata nie było z Giro d’Italia po drodze, ale wiele wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości stolica Kampanii bardzo często powracać będzie na trasę wyścigu.

Podobnie jak przed rokiem, jeden z etapów imprezy rozpocznie się i zakończy właśnie w tym mieście, jednak tym razem peleton przemierzy tereny na południowy wschód od niego: zatoczy pętlę wokół Wezuwiusza, przejedzie bajecznym Wybrzeżem Amalfitańskim i zahaczy o Półwysep Sorrentyński.

Pod względem sportowym emocji może być nieco mniej, ponieważ podjazdy pod Valico di Chiunzi (10,4 km, śr. 5,8%) i Capo di Mondo (9,0 km, śr. 4,0%) zlokalizowane są w środkowej części 162-kilometrowej trasy, podczas gdy jej finałowa część pozbawiona jest istotnych przeszkód. Potencjalnie sprinterska końcówka w Neapolu zawiera kilka szybkich szykan, ale na pierwszy rzut oka wygląda bezpieczniej niż spacer ulicami tego miasta.

Przewyższenie tego dnia wynosi 2429 metrów.

Etap 7, 12 maja: Capua > Gran Sasso d’Italia / Campo Imperatore (218 km)

Piątkowy odcinek, drugi najdłuższy tegorocznego Giro d’Italia, wiedzie jednym z ikonicznych szlaków tego wyścigu i bez wątpienia warto dla niego poświęcić inne zaplanowane na ten dzień obowiązki. Na dystansie aż 218 kilometrów prowadzi on z Kampanii z powrotem do Abruzji, gdzie w masywie Gran Sasso d’Italia szczerzą się najwyższe szczyty całych Apeninów: Corno Grande (2912 m n.p.m.) oraz Monte Camicia, Prena, L’Aquila i Corvo.

Sam etap wiedzie do położonego na wysokości 2000 metrów nad poziomem morza płaskowyżu Campo Imperatore (26,5 km, śr. 3,4%; ostatnie 4,2 km, śr. 8,2%), po drodze prowadząc przez niemal równie rozpoznawalny podjazd pod Roccaraso (7,3 km, śr. 6,1%) i Calascio (13,8 km, śr. 5,9%).

Przewyższenie tego dnia wynosi 4206 metrów.

Etap 8, 13 maja: Terni > Fossombrone (207 km)

W ramach 8. etapu peleton przeprawiać się będzie przez środkową część Półwyspu Apenińskiego, dlatego o charakterystycznych dla Tirreno-Adriatico zakątkach przypominać będą zarówno odwiedzane miejsca, jak i pagórkowata w swojej decydującej części trasa.

Na odcinku z Terni do Fossombrone uczestnicy 106. edycji Giro d’Italia przemierzą 207 kilometrów i 2815 metrów przewyższenia, na które składają się głównie położone już na finałowej rundzie-nie rundzie* premie górskie: dwukrotnie pokonywana I Cappuccini (2,1 km, śr. 10,1%) i Monte delle Cesane (7,1 km, śr. 7,1%).

Szczyt ostatniego, bardzo stromego podjazdu od linii mety w centrum Fossombrone dzieli 5,6 kilometra, z czego 4 przypadają na szybki, momentami dość kręty zjazd. Ostatnie 1600 metrów jest płaskie, co ostatecznie tworzy obraz jednego z najbardziej nieprzewidywalnych pod kątem scenariusza etapów tegorocznego włoskiego wielkiego touru.

*nie jest to runda sensu stricte, peleton po raz pierwszy przejeżdża ulicą równoległą do tej, na której zlokalizowana jest meta.

Etap 9, 14 maja (ITT): Savignano sul Rubicone > Cesena (35 km)

Przedłużony pierwszy tydzień rozgrywania 106. edycji Giro d’Italia rozpoczyna się i kończy etapami jazdy indywidualnej na czas, z których ten drugi jest jeszcze dłuższy i jeszcze bardziej faworyzujący kolarzy specjalizujących się w tej dyscyplinie. Z perspektywy głównych pretendentów do tytułu hasła o przekraczaniu Rubikonu niemal na pewno znajdą właściwe zastosowanie, dlatego teraz nie będę wpływać na te wody.

W niedzielę zmagający się z tykającym zegarem zawodnicy rywalizować będą na szosach Emilii-Romanii, pokonując trasę z Savignano sul Rubicone do Ceseny liczącą 35 kilometrów i tylko 80 metrów przewyższenia. O cząstkowych wynikach informować będą trzy punkty pomiaru czasu, umieszczone 13, 23,1 i 29 kilometrów od startu.

Etap 10, 16 maja: Scandiano > Viareggio (196 km)

Po dniu przerwy peleton włoskiego wielkiego touru ponownie przetnie Apeniny, tym razem ze wschodu na zachód, pokonując 196-kilometrową trasę ze Scandino do położonego nad Morzem Liguryjskim Viareggio.

Chociaż pierwsza część wtorkowego odcinka to mozolna wspinaczka w kierunku Passo delle Radici (4,2 km, śr. 6,3%), zlokalizowany tuż po długim zjeździe Monteperpoli (2,4 km, śr. 8,5%) będzie już ostatnim kategoryzowanym podjazdem dnia, podczas gdy jego szczyt od linii mety dzieli 81 kilometrów. Daje to wszelkie nadzieje sprinterom na kolejny szybki finisz na nadmorskiej promenadzie.

Etap 11, 17 maja: Camaiore > Tortona (219 km)

W środę rozegrany zostanie najdłuższy odcinek 106. edycji Giro d’Italia, a znany toskański kurort tym razem gościć będzie start etapu ze startu wspólnego, a nie jazdę indywidualną na czas. Nie będzie to zresztą jedyne odniesienie do innych rozgrywanych we Włoszech wyścigów, ponieważ 219-kilometrowa trasa z Camaiore do Tortony prowadzi między innymi odcinkiem Strada Statale 1 (kiedyś Via Aemilia Scauri, dziś potocznie nazywana Via Aurelia), a następnie odbija na północny wschód od Genui drogą równoległą do przeprawy przez Apeniny uczestników Milano-Sanremo.

Porcja wspinaczki łącznie zawiera tylko 2481 metrów przewyższenia, co może zapowiadać kolejną potyczkę sprinterów, jednak rozmieszczenie tych obiektywnie łatwych premii górskich pozwoli uwierzyć w swój potencjalny sukces harcownikom. W uformowaniu się odjazdu pomoże rozpoczynający się na 68. kilometrze Passo del Bracco (10,1 km, śr. 4,4%), podczas gdy tuż za półmetkiem pokonane zostaną Colla di Boasi (9,3 km, śr. 4,3%) i Passo della Castagnola (4,9 km, śr. 4,5%).

Finałowe 40 kilometrów etapu to łagodne zjazdy w kierunku Niziny Padańskiej i Tortony.

Etap 12, 18 maja: Bra > Rivoli (179 km)

Jeśli dotąd ambitne plany harcowników zostawały raz za razem udaremniane, los może się do nich uśmiechnąć podczas czwartkowego odcinka z Bra do Rivoli. Co prawda liczy on tylko 179 kilometrów i 2314 metrów przewyższenia, ale pagórki tuż po wyjeździe z miasta startowego umożliwiają przeprowadzenie odpowiedniej selekcji, a pokonywana już na finałowej, 54-kilometrowej rundzie Colle Braida (10,8 km, śr. 5,9%; ostatnie 4,9 km śr. 8,3%) mieści się w kategorii podjazdów zbyt trudnych dla sprinterów, ale niedostatecznie wymagających z perspektywy pretendentów do tytułu.

Etap 13, 19 maja: Borgofranco d’Ivrea > Crans Montana (207 km)

Na piątek przypada pierwszy alpejski etap 106. edycji Giro d’Italia, podczas którego z całą pewnością nie zabraknie wrażeń. Licząca 207 kilometrów i 5267 metrów przewyższenia trasa to przejazd przez Dolinę Aosty, przeprawa przez główną grań Alp Pennińskich do szwajcarskiego kantonu Valais i górskie potyczki w trzech, zupełnie odmiennych aktach.

Pierwszym podjazdem 13. odcinka jest majestatyczny, a jednocześnie niknący na tle otaczających szczytów Col du Grand Saint Bernard (34,3 km, śr. 5,5%), Cima Coppi tegorocznego włoskiego wielkiego touru (2469 m n.p.m.). Przełęcz ta, uwzględniwszy jej kaliber, nie należy do najtrudniejszych, ale kombinacja koniecznego do pokonania dystansu z wysokością zawsze doprowadza do selekcji. Blisko 35 kilometrów wspinaczki da też dość miejsca na liczne anegdoty dla miłośników historii i psowatych.

Akt drugi to debiutujący na trasie Giro Croix de Coeur (15,5 km, śr. 8,7%), który pod płaszczykiem pięknej nazwy i zachwycających okoliczności przyrody kryje uparcie rosnące w kierunku szczytu nachylenie. Na finałowych 4 kilometrach przekracza ono 10%, co pozwala sądzić, że właśnie tam rozstrzygnięte zostaną losy piątkowej rywalizacji.

Na tym tle finałowy podjazd do Crans Montany (13,0 km, śr. 7,4%), kojarzonej raczej ze zjeżdżaniem w dół, wydaje się formalnością.

Etap 14, 20 maja: Sierre > Cassano Magnago (194 km)

Jeśli któryś z uczestniczących w wyścigu sprinterów marzył kiedyś o wygraniu etapu, podczas którego pokonywana jest wyrastająca ponad 2000 metrów nad poziom morza przełęcz, w tę sobotę niemożliwe stanie się możliwym.

Z krótkiej wizyty w Szwajcarii Giro d’Italia wróci do domu przez Simplonpass (19,9 km, śr. 6,6%), prawdopodobnie najmniej kojarzony z drogą prowadzącą przez szczyt, ale pozostała część liczącej 194 kilometry i 2324 metry przewyższenia trasy to już monotonna przeprawa Niziną Padańską do Cassano Magnago.

Nic nie będzie przesądzone z góry, wiele też zależeć będzie od morale w peletonie i wyników wcześniejszych potyczek pomiędzy uciekinierami i sprinterami, jednak ten odcinek zapowiada się na interesujący wariant klasycznego przeciągania liny.

Altimetria/Profile Stage 14 Giro d’Italia 2023

Etap 15, 21 maja: Seregno > Bergamo (195 km)

Przedostatnia niedziela włoskiego wielkiego touru to “mała Il Lombardia”, a więc licząca 195 kilometrów i 4040 metrów przewyższenia przeprawa przez pagórki zlokalizowane na południe od Jeziora Como.

Sporymi fragmentami wąska i kręta trasa przypomina wyścig jednodniowy również swoim przebiegiem, składając się z płaskiego odcinka dojazdowego i dwóch sklejonych ze sobą rund o długości odpowiednio 112,4 i 53,8 kilometra. Druga z nich pokonana zostanie dwukrotnie.

Podczas 15. etapu Giro d’Italia kolarze zmierzą się na czterech górskich premiach: Valico di Valcava (11,7 km, śr. 7,9%), Selvino (11,3 km, śr. 5,5%), Miragolo San Salvatore (5,2 km, śr. 7,0%) i Roncola Alta (10,0 km, śr. 6,7%). Szczyt ostatniego wzniesienia oddalony jest od linii mety w Bergamo o nieco ponad 30 kilometrów, jednak mniejszych przeszkód nie zabraknie również podczas przejazdu przez samo miasto. Uczestnicy wyścigu od północy podjadą pod ikoniczne Bergamo Alta przez Colle Aperto i okrążą jego stare mury, a w ścisłym finale pomkną w dół 3-kilometrowym zjazdem.

Etap 16, 23 maja: Sabbio Chiese > Monte Bondone (203 km)

Powrót do rywalizacji po ostatnim już dniu przerwy pełen będzie mniej i bardziej dosłownych uniesień, rozłożonych na dystansie 203 kilometrów i 5851 metrów przewyższenia. Warto zatem zauważyć, że zawiera on większą porcję wspinaczki niż kolosalny alpejski etap do Szwajcarii.

Wtorkowy odcinek rozpocznie się widokowo, na otwierających 60 kilometrach podążając wzdłuż zachodniego i północnego brzegu Jeziora Garda przez popularne kurorty, Limone sur Garda, Riva del Garda i Torbole, a następnie ponad pełną winorośli doliną rzeki Sarca.

Właściwa część rywalizacji rozpocznie się na wysokości pełnego starych willi Arco, którego peleton Giro d’Italia nie odwiedzi, zamiast tego kierując się w stronę położonej na zachodzie doliny Adygi przez dwie pierwsze premie górskie dnia: Passo Santa Barbara (12,8 km, śr. 8,3%) i Passo Bordala (4,6 km, śr. 7,0%).

Zjazd do często odwiedzanego przez wyścig Rovereto wyznacza półmetek rywalizacji, a w środkowej części tego odcinka trasa wije się na południe i zachód od miasta, prowadząc przez nieregularne Matassone (11,4 km, śr. 5,6%) i Serradę (17,5 km, śr. 5,5%).

Finał 16. etapu rozegra się na stanowiącym żelazny punkt kolarskich wypadów nad Jezioro Garda Monte Bondone (22,7 km, śr. 6,4%).

Etap 17, 24 maja: Pergine Valsugana > Caorle (197 km)

Bardziej płasko już być nie może. Środowy odcinek oferuje konieczną chwilę oddechu dla pretendentów do tytułu i najbardziej oczywistą szansę dla sprinterów w całym wyścigu, jednocześnie doskonale odzwierciedlając pełne kontrastów ukształtowanie terenu Wenecji Euganejskiej: od szczytów Dolomitów po laguny północnego wybrzeża Adriatyku.

Na trasie z Pergine Valsugana do Caorle peleton pokona 197 km i 523 metry przewyższenia. Ostatnie kilometry, w porównaniu do końcówek rozgrywanych na długich promenadach, są dość kręte.

Etap 18, 25 maja: Oderzo > Val di Zoldo (161 km)

Kolejny dzień rywalizacji to podróż w przeciwnym kierunku tropem wód Piawy, co oznacza, że tym razem nie zabraknie wspinaczki. Podczas 18. etapu 106. edycji Giro d’Italia kolarze pokonają 161 kilometrów, 4153 metry przewyższenia i pięć górskich premii, rozciętych długim płaskim odcinkiem w środkowej części trasy.

Podjazdy pod Passo della Crosetta (13,5 km, śr. 7,1%) i Piave d’Alpago (3,4 km, śr. 5,5%) pomogą w uformowaniu ucieczki dnia, podczas gdy pokonywane w finale, strome Forcella Cibiana (9,7 km, śr. 7,7%) i Coi (5,5 km, śr. 9,5%) z dużym prawdopodobieństwem wyłonią harcownika, któremu przyjdzie zatriumfować w Val di Zoldo.

Szczyt ostatniego z wymienionych wzniesień oddalony jest od mety o 5,3 kilometra, na które składają się krótki zjazd i wspinaczka do Zoldo Alto (2,7 km, śr. 6,4%). Finałowy podjazd, za sprawą ciasnych serpentyn i kilku stromizn, sprzyjać powinien puncheurom.

Etap 19, 26 maja: Longarone > Tre Cime di Lavaredo (183 km)

W ubiegłym roku o kolejności na szczycie klasyfikacji generalnej zadecydowała wspinaczka na brutalną Passo Fedaia. Przełęcze Dolomitów posłużą również za scenerię ostatniego aktu rywalizacji w górach* 106. edycji Giro d’Italia, a po dokładnie 10 latach na trasę powróci Tre Cime di Lavaredo ze swoimi diabelskimi szczerbami.

W ramach 19. etapu uczestnicy włoskiego wielkiego touru pokonają 183 kilometry, 5423 metry przewyższenia i pięć górskich premii, z czego aż trzy najwyższej kategorii. Kompaktowa budowa Dolomitów sprawia, że każda dolina posiada swój własny ikoniczny podjazd, w związku z czym nietrudno wytyczyć tam trasę tappone płynnie prowadzącego przez największe hity. Subiektywnie muszę jednak przyznać, że w tym roku złożyły się one w konstelację, którą na długo zapamiętam jako jedną z ulubionych.

Nim piątkowa wspinaczka w ogóle się rozpocznie, peleton przejedzie przez pięknie położone na styku Niziny Padańskiej i gór Belluno, a za pierwsze przetarcie posłuży Passo Campolongo (4,0 km, śr. 7,0%). Dalej będzie już tylko ciekawiej, ponieważ uczestnicy wyścigu w krótkiej sekwencji zmierzą się z ostatnimi czasy rzadko wykorzystywanym Passo Valparola (13,9 km, śr. 5,7%), niedającym wytchnienia Passo Giau (9,8 km, śr. 9,3%), Passo Tre Croci (8,0 km, śr. 7,3%) i obrosłym wieloma mitami Tre Cime di Lavaredo (7,1 km, śr. 7,8%; ostatnie 4 km śr. ok. 11,7%).

Ta sekwencja, w której podjazd pod Tre Cime di Lavaredo (do Rifugio Auronzo) zastępuje Passo Fedaia w roli finałowego wzniesienia ostatniego górskiego etapu* Giro d’Italia, ma wyjątkowo dużo sensu. O tym przyjdzie jednak podyskutować za trzy tygodnie.

*ze startu wspólnego

Etap 20, 27 maja (ITT): Tarvisio > Monte Lussari (18,6 km)

Odcinek przypadający na ostatnią sobotę śmiało można nazwać największą niespodzianką tegorocznego włoskiego wielkiego touru, a fakt, że to już trzecia jazda indywidualna na czas, jest dopiero początkiem.

Liczący 18,6 kilometra i 1070 metry przewyższenia etap rozpoczyna się w Tarvisio, co oznacza, że najświeższy romans Giro ze Słowenią może zacząć świętować swój kolejny jubileusz. Do pierwszego z trzech pomiarów czasu wszystko przebiega względnie normalnie, jednak tuż po nim (12. kilometr) rozpoczyna się debiutujący na trasie wyścigu podjazd pod Monte Lussari (7,3 km, śr. 12,1%), który wygląda jak podkręcony Monte Zoncolan. Nie żartuję, nie zazdroszczę, ale już nie mogę się doczekać.

Etap 21, 28 maja: Rzym > Rzym (126 km)

Ostatnie słowo w 106. edycji Giro d’Italia należeć będzie do sprinterów, którzy zmierzą się na ulicach stolicy Włoch. 126-kilometrowy etap ze startem i metą w Rzymie to w pierwszej części typowa parada, po której rywalizacja nabierze rumieńców na sześciokrotnie pokonywanej, 13,6-kilometrowej rundzie.

Faworyci

106. edycja Giro d’Italia od wielu tygodni zapowiadana jest jako epicka batalia o każdą sekundę pomiędzy Remco Evenepoelem a Primožem Rogličem, z czym trudno dyskutować. Jednak nawet jeśli walka o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej rzeczywiście ograniczy się do Belga i Słoweńca, o kolejne miejsce rywalizować będzie bardzo interesująca grupa kolarzy, spośród których wielu wraca do formy po kilku pozbawionych sukcesów sezonach, a inni po raz pierwszy spróbują swoich sił w roli lidera na wielki tour.

Primož Roglič (Jumbo-Visma), zawsze pechowy, choć na różne sposoby, miał stanąć na czele najsilniejszej ekipy tegorocznego włoskiego wielkiego touru. Koronawirus, tradycyjnie już wskrzeszony podczas rywalizacji na szwajcarskich szosach, zrobił jednak swoje, w związku z czym 33-letni Słoweniec będzie musiał “zadowolić się” wsparciem Seppa Kussa, Thomasa Gloaga, Rohana Dennisa, Sama Oomena, Koena Bouwmana, Edoardo Affiniego i Michela Hessmanna. Tak przynajmniej wygląda prezentowana przez kolarskie media narracja, ponieważ obiektywnie jest to dostatecznie mocny skład, nawet jeśli podmianki w trybie last minute znajdą odzwierciedlenie w formie pomocników na pierwszych górskich etapach.

Sam Roglič zmaga się jednocześnie z kilkoma demonami, a trasa Giro d’Italia ma tendencję do wywlekania na światło dzienne najmniejszych słabości, ale jego wiośnie trudno cokolwiek zarzucić – może poza brakiem okazywania jakiegokolwiek entuzjazmu. Lider Jumbo-Visma zwyciężył Tirreno-Adriatico i Volta a Catalunya w bardzo przekonującym stylu, a chociaż w obu wyścigach wygrał łącznie 5 etapów, bardzo oszczędnie dysponował swoimi siłami, korzystając głównie z pracy rywali. Tego rodzaju mądrość Słoweniec powinien przenieść na najbliższe trzy tygodnie zmagań, choć aż trzy odcinki jazdy indywidualnej na czas pozwalają przypuszczać, że do pokonania Evenepoela tym razem będzie on potrzebował w górach czegoś więcej niż sukcesywnego wydzierania bonifikat na kresce. Pamiętamy oczywiście, że Roglič jest mistrzem olimpijskim w tej dyscyplinie, ale co do zasady w zmaganiach z tykającym zegarem jego występy nie są tak przewidywalne, jak belgijskiego rywala, a jego niewyrównane rachunki z wieńczącymi wielkie toury górskimi etapami jazdy na czas czynią tę historię jeszcze bardziej skomplikowaną.

Jeśli ktokolwiek jeszcze się zastanawia, gdzie podział się dominujący w północnych klasykach Quick-Step, odpowiedzią jest Remco Evenepoel (Soudal-Quick Step) i zbudowana wokół niego drużyna z Janem Hirtem, Ilanem Van Wilderem, Luisem Vervaeke, Mattią Cattaneo, Josefem Cernym, Davide Ballerinim i Pieterem Serrym. Tak, to prawdopodobnie najlepszy skład na walkę o klasyfikację generalną wielkiego touru, jaki ta drużyna kiedykolwiek była w stanie zaproponować, ale zachwyty najczęściej nie uwzględniają kluczowego pytania: czy będzie ona zdolna realnie wesprzeć swojego lidera tam, gdzie będzie on najbardziej narażony na ataki? Odpowiedź przyniosą najbliższe trzy tygodnie, ja tylko zaznaczam, że Col du Grand Saint Bernard to nie Mur de Huy.

Największym atutem Evenepoela są aż trzy odcinki jazdy indywidualnej na czas, podczas których powinien on zyskać znaczącą przewagę nad wszystkimi rywalami. Co natomiast wydarzy się w górach, trudno jednoznacznie przesądzić. Występy 23-letniego Belga charakteryzują wybuchy formy, podczas których wydaje się on nie do zatrzymania, jak w drugiej połowie ubiegłego sezonu czy podczas ostatnich dwóch edycji Liège – Bastogne – Liège. Potrafi się on też doskonale pod tym względem przygotować do docelowej imprezy. Trudno postawić jednak znak równości pomiędzy wyzwaniami stawianymi przez Staruszkę czy nawet Vueltę, a niezwykle wymagającym fizycznie włoskim wielkim tourem i jego ostatnim tygodniem, który często odwraca ustaloną wcześniej hierarchię. Nie sposób też nie dostrzec, że okresy dominacji lidera Quick-Stepu przeplatane są często wyraźnymi spadkami prezentowanego przez niego poziomu, który przekłada się głównie na jego postawę na najbardziej wymagających podjazdach, a tych na trasie Giro d’Italia nigdy nie brakuje.

Biorąc pod uwagę dyspozycję z ostatnich kilku tygodni i wcześniejsze doświadczenia z włoskim wielkim tourem, najsolidniejszym kandydatem do walki o miejsce na podium wyścigu wydaje się zwycięzca z 2020 roku, Tao Geoghegan Hart (INEOS Grenadiers). 28-letni Brytyjczyk dostatecznie dobrze jeździ na czas, niestraszne są mu bardzo długie podjazdy i górskie odcinki rozgrywane w trudnych warunkach atmosferycznych, a kiedy jest to konieczne, potrafi on skutecznie minimalizować starty. Jak zazwyczaj ma to miejsce w przypadku INEOSU, na starcie w Abruzji ekipa ta stanie z dwoma alternatywnymi liderami w osobach Gerainta Thomasa i Thymena Arensmana, ale żaden z nich nie będzie się rozpychał łokciami o przejęcie roli Harta. Po ostatnim Tour de France, niezależnie od okoliczności, nie wypada z góry przekreślać szans doświadczonego Walijczyka, podczas gdy dla młodego Holendra najbliższe trzy tygodnie mogą być bardzo poważnym sprawdzianem. Nawet uwzględniwszy prześladującego go na początku sezonu pecha, jego pierwsze występy w nowych barwach nie należały do przekonujących, w związku z czym ma on wiele do udowodnienia sobie i swojej drużynie. W rolę pomocników podczas nadchodzącego Giro d’Italia wcielą się Filippo Ganna, Pavel Sivakov, Laurens De Plus, Ben Swift i Salvatore Puccio.

Z dwoma potencjalnymi liderami na starcie 106. edycji włoskiego wielkiego touru stanie Bora-hansgrohe, ponieważ obok Aleksandra Vlasova swoich sił w nowej roli spróbować chce także Lennard Kämna. 27-letni Rosjanin dotychczas miewał problemy z przejechaniem trzech tygodni na równym poziomie, a początek tego sezonu był w jego wykonaniu bardzo blady, ale podczas niedawnego Tour of the Alps jego forma na podjazdach wyraźnie rosła. Nie da się też ukryć, że strome wzniesienia i aż trzy etapy jazdy indywidualnej na czas składają się na trasę, która idealnie odpowiada jego predyspozycjom. Z kolei 26-letni Niemiec w pierwszych latach swojej kariery dał się poznać jako świetny czasowiec i wybitny łowca etapów. Dopiero w tym roku zmienił on nastawienie, próbując swoich sił w bezpośredniej rywalizacji z liderami na klasyfikację generalną, co zaowocowało 4. miejscem w silnie obsadzonym Tirreno-Adriatico i 6. pozycją w Tour of the Alps. Rywalizacja rozciągnięta na dystansie trzech tygodni to rzecz jasna zupełnie inna bajka, jednak podczas ubiegłorocznego Giro d’Italia Kämna wydawał się na Passo Fedaia równie rześki, co wiele etapów wcześniej na Etnie, a to może napawać nadzieją. Z perspektywy Bory-hansgrohe, długofalowo jeszcze istotniejsze mogą się okazać dobre relacje pomiędzy Rosjaninem i Niemcem oraz taktyczna przenikliwość tego drugiego. Póki obaj będą się liczyć w klasyfikacji generalnej, niemal niezawodny instynkt Kämny przynosić będzie korzyść im obojgu. Wsparcia mają im udzielać Cesare Benedetti, Patrick Konrad, Bob Jungels, Nico Denz, Anton Palzer i Giovanni Aleotti.

Na trasy Półwyspu Apenińskiego kolejny raz powraca Różowa Pantera, João Almeida (UAE Team Emirates), którego gwiazda rozbłysła podczas dziwnej edycji Giro d’Italia z 2020 roku. 24-letni Portugalczyk należy do kolarzy, których szanse zostają notorycznie bagatelizowane niezależnie od prezentowanej formy i niedawnych osiągnięć, a w tym roku są to robiące wrażenie 2. miejsce w Tirreno-Adriatico i 3. pozycja w Volta a Catalunya. W przypadku Almeidy może być to związane z faktem, że w przeszłości nie potrafił on przekonywać swoich własnych ekip do udzielenia mu pełnego wsparcia oraz trajektorii jego pierwszych występów w wielkich tourach, które definiował spadek formy w decydującej fazie rozgrywki. Od tego czasu 24-latek rozwinął się jednak jako kolarz i potrafi znacznie lepiej zarządzać swoimi siłami na przestrzeni trzech tygodni, a drużyna UAE Team Emirates zbudowała wokół niego bardzo mocny skład z Brandonem McNultym, Jayem Vinem, Davide Formolo, Alessandro Covim i Diego Ulissim.

Bahrain-Victorious przystąpi do walki z trzema potencjalnymi liderami, którzy w ostatnich tygodniach odnotowywali bardzo obiecujące rezultaty: Damiano Caruso, Jackiem Haigiem i Santiago Buitrago. Dla przebiegu rywalizacji w ciągu najbliższych trzech tygodni byłoby najlepiej, gdyby swoją formę potwierdził ten ostatni, ponieważ ma on w sobie najwięcej ofensywnego potencjału, ale aż trzy odcinki jazdy indywidualnej na czas będą dla 23-letniego Kolumbijczyka sporym wyzwaniem. Pod kątem charakteru trasy optymalnym wyborem byłby włoski weteran, ale on zdaje się z góry pogodzony z losem niezależnie od jego wyroków.

Podobny, niezaprzeczalnie interesujący zlepek różnorodnych osobowości i doświadczeń, zaprezentuje na szosach Italii drużyna EF Education-Easy Post z Benem Healym, Rigoberto Uranem, Hugh Carthym i Jeffersonem Alexandrem Cepedą. Choć młody Irlandczyk zachwycał w ostatnich tygodniach formą, w kontekście rywalizacji w wielkich tourach jest niezapisaną kartą, dlatego najlepszym wyborem najprawdopodobniej okaże się 28-letni Brytyjczyk. Jazda na czas nie jest jego specjalnością, ale strome podjazdy w typie Croix de Coeur, Passo Giau czy Tre Cime di Lavaredo jak najbardziej.

Do pozostałych kandydatów do walki o miejsca w czołowej dziesiątce klasyfikacji generalnej należą Aurelien Paret-Peintre (AG2R Citroen), Lorenzo Fortunato (EOLO-Kometa), Thibaut Pinot (Groupama-FDJ), Lorenzo Rota (Intermarche-Circus-Wanty) i Domenico Pozzovivo (Isreal-Premier Tech).

Sprinterzy

O triumfy na płaskich etapach i zwycięstwo w klasyfikacji punktowej we włoskim wielkim tourze walczyć będą Mads Pedersen (Trek-Segafredo), Fernando Gaviria (Movistar), Kaden Groves (Alpecin-Deceuninck), Mark Cavendish (Astana-Qazaqstan), Jonathan Milan (Bahrain-Victorious), Alberto Dainese (Team DSM) i Pascal Ackermann (UAE Team Emirates).

Na nieco trudniejszych odcinkach w sprintach zabłysnąć mogą również Magnus Cort (EF Education-Easy Post), Michael Matthews (Jayco AlUla), Andrea Vendrame (AG2R Citroen), Simone Consonni (Cofidis), Vincenzo Albanese (EOLO-Kometa) i Davide Ballerini (Quick-Step Alpha Vinyl).

Polacy

W 106. edycji Giro d’Italia udział weźmie jeden Polak: Cesare Benedetti (Bora-hansgrohe).

Wyścig Giro d’Italia 2023 rozgrywany będzie od 6 do 28 maja.

Giro d’Italia 2023: oficjalna lista startowa
Giro d’Italia 2023: zasady punktacji do klasyfikacji pobocznych
Giro d’Italia 2023: plan transmisji telewizyjnych

Najnowsze artykuły

Giro d’Italia 2024: Luke Plapp i jego problemy żołądkowe

Luke Plapp na piątkowym etapie Giro d'Italia zajął piąte miejsce. Jednak Australijczyka stać było na więcej. Po raz kolejny zawodnik Team Jayco AlUla pokusił się...

Polecane artykuły

Tour of Estonia 2024: Alan Banaszek i Mateusz Kostański w czołówce

Zwycięzca Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków z ubiegłego roku Siim Kiskonen wygrał Tour of Estonia. Na ostatnim etapie z dobrej strony pokazali się Alan Banasze...