fot. La Vuelta/PhotoGomezSport

Ale ten czas biegnie… Czas zaczynać ostatni wielki tour w sezonie 2019, czyli Vuelta a España, która potrwa od 24 sierpnia do 15 września. 

Czas na 74. odsłonę najmłodszego wielkiego touru – Vuelta a España. Pierwsza edycja odbyła się w 1935 roku i do 1995 roku rozgrywana była wiosną. Następnie przeniesiono ją na przełom sierpnia i września, wprowadzając kolarzy w upalne hiszpańskie lato i stan efektywnych przygotowań na przykład do mistrzostw świata. Przy okazji wyścig sam w sobie nabrał prestiżu i nie stanowi już dla kolarzy nagrody pocieszenia, a wartościowy wpis do palmares.

Tegoroczna edycja będzie wyjątkowa dlatego, że La Roja, czyli czerwona koszulka lidera klasyfikacji generalnej będzie obchodziła swoje dziesiąte urodziny. Jako pierwszy w 2009 roku założył ją Mark Cavendish, po tym jak jego ówczesna drużyna HTC-Colombia wygrała jazdę drużynową na czas w Sewilli. Więcej o tej rocznicy można przeczytać > TUTAJ.

Trasa

W podróż dookoła Hiszpanii kolarze wyruszą z Salinas de Torrevieja, miasta położonym na Costa Blanca, w regionie Alicante. Następnie będą poruszać się wzdłuż wybrzeża, aż do pierwszego dnia odpoczynku, który spędzą w Pau. Drugi tydzień wyścigu to ściganie z krótką wizytą we Francji i na północy Hiszpanii, wzdłuż jej północnego wybrzeża, aż do Kantabrii, w regionie Asturia. Ostatnia odsłona wyścigu odbędzie się w centrum kraju, a uroczyste zwieńczenie tradycyjnie nastąpi w stolicy – Madrycie.

Na trasie znajduje się osiem finiszów na podjeździe, z czego trzy zaplanowano w pierwszym tygodniu, cztery w drugim i jeden w ostatnim tygodniu. Ponadto odbędą się dwa etapy jazdy na czas – drużynowa podczas pierwszego etapu oraz indywidualna w dziesiątym dniu rywalizacji. W sumie do pokonania będą 3272 km.

Poniżej prezentujemy profile wszystkich etapów, a kolorem czerwonym wyróżniliśmy kluczowe według nas dla losów klasyfikacji generalnej. Nie należy jednak myśleć, że podczas pozostałych dni będzie można drzemać przed telewizorem. Wręcz przeciwnie – w hiszpańskiej Vuelcie praktycznie nie ma płaskiego terenu, a każdy dzień naszpikowany jest bardziej lub mniej stromymi podjazdami oraz wieloma innymi trudnościami, jak techniczna charakterystyka trasy, wiatr czy upał. Pod tym względem hiszpańska trzytygodniówka jest być może najciekawsza w całym kolarskim kalendarzu. Jeśli dodać do tego wszystkiego, że rozgrywa się w luźnej i przyjaznej, to nic tylko oglądać (na żywo lub przed telewizorem) i poczuć się jak prawdziwy mieszkaniec Półwyspu Iberyjskiego.

24 sierpnia, etap 1: Salinas de Torrevieja – Torrevieja (13,4 km) TTT

25 sierpnia, etap 2: Benidorm – Calpe (199,6 km)

26 sierpnia, etap 3: Ibi. Ciudad del Jugete – Alicante (188 km)

27 sierpnia, etap 4: Cullera – El Puig (175,5 km)

28 sierpnia, etap 5: L’Eliana – Observatorio Astrofisico de Javalambre (170,7 km)

Pierwszy test dla kolarzy walczących o najwyższe miejsca w klasyfikacji generalnej nadejdzie już podczas piątego dnia rywalizacji, czyli w środę. To typowe rozwiązanie dla hiszpańskiego wielkiego touru – bardzo wymagający etap już w pierwszym tygodniu wyścigu, na początku rywalizacji. Na trasie znajdują się trzy oznaczone podjazdy, w tym wspinaczka do obserwatorium astrofizycznego Javalambre – podjazd, którego wyścig Vuelta a España nigdy wcześniej nie widział. Jego długość to 12 km, ale ostatnie 8 km to stałe nachylenie wynoszące 10 proc. Dyrektor techniczny Vuelty Fernando Escartin powiedział, że “to podczas tego odcinka zaczną się oddzielać mężczyźni od chłopców”.

29 sierpnia, etap 6: Mora de Rubielos – Ares del Maestrat (198,9 km)

30 sierpnia, etap 7: Onda – Mas de la Costa (183,2 km)

31 sierpnia, etap 8: Valls – Igulada (166,9 km)

1 września, etap 9: Andorra la Vella – Cortals d’Encamp (94,4 km)

Prawdziwą gratkę dla kibiców kolarstwa (bo raczej nie dla samych kolarzy) organizatorzy przygotowali na dziewiąty dzień wyścigu. Liczący niespełna 95,5 km dystans tego etapu rozgrywanego w Andorze wpisuje się w panującą w kolarstwie tendencję do planowania krótkich i eksplozywnych odcinków nie dających chwili wytchnienia, wymagających odpowiedniej strategii i nie wybaczających żadnych błędów. Niezbędna będzie ostra rozgrzewka, ponieważ natychmiast po machnięciu chorągiewką przez dyrektora wyścigu Javiera Guillena rozpocznie się stromy teren prowadzący na górską premię pierwszej kategorii. Po zjeździe posiadającym niewielkie ząbki kolarze będą musieli zmierzyć się zaś z legendarnym szczytem Col de la Galina. To jednak nie będzie jeszcze koniec…

3 września, etap 10: Jurancon – Pau (36,2 km) ITT

Kto wie, czy etap jazdy indywidualnej na czas do Pau, z uwagi na dystans i fakt, że zostanie rozegrany zaraz po pierwszym dniu odpoczynku, nie wpłynie na losy klasyfikacji generalnej bardziej, a może nawet tak samo jak osiem finiszów na podjeździe i o wiele więcej wymagających podjazdów. Głównym faworytem do zwycięstwa tego dnia z pewnością jest Primoz Roglic (Jumbo-Visma), który scementował swój status jako jednego z najlepszych na świecie specjalistów w samotnej walce z czasem. Na pagórkowatej i wymagającej technicznie trasie z Jurancon do Pau powinien czuć się jak ryba w wodzie.

4 września, etap 11: Saint-Palais – Urdax-Dantxarinea (180 km) 

5 września, etap 12: Circuito de Navarra – Bilbao (171,4 km)

6 września, etap 13: Bilbao – Los Machucos. Monumento Vaca Pasiega (166,4 km)

Hiszpańska Vuelta słynie z tego, że od czasu do czasu zawiera w swojej trasie piekielnie strome podjazdy – kto wie czy nie najbardziej strome na świecie. Do takich z pewnością należy Los Machucos z maksymalnym nachyleniem sięgającym 28 proc., który to ostatnio i jednocześnie po raz pierwszy w historii zaznaczył swoją obecność w 2017 roku. Wówczas jednak dojazd do Los Machucos był o wiele łatwiejszy, a tym razem zawodnicy pokonywać go będą mając w nogach sześć innych oznaczonych podjazdów: Alto de la Escrita (5,9 km; 4%), Alto de Ubal (7,9 km; 6%), Collado de Asón (13 km; 3.9%), Puerto de Alisas (8,5 km; 6%), Puerto de Vuenta las Varas (6,3 km; 4.5%) oraz Puerto de la Cruz de Usaño (4,2 km; 4.7%). Poprzednio na Los Machucos najlepszy był Stefan Denifl z nieistniejącej już drużyny Aqua Blue Sport, któremu odebrano to zwycięstwo za stosowanie dopingu i przyznano Alberto Contadorowi. Miejscowi nazywają ten podjazd rampas inhumanas, co oznacza “nieludzki podjazd”. W istocie tak jest.

7 września, etap 14: San Vicente de la Barquera – Oviedo (188 km)

8 września, etap 15: Tineo – Santuario del Acebo (154,4 km)

9 września, etap 16: Pravia – Alto de La Cubilla. Lena (144,4 km)

11 września, etap 17: Aranda de Duero – Guadalajara (219,6 km)

12 września, etap 18: Comunidad de Madrid. Colmenar Viejo – Bacerril de la Sierra (177,5 km)

Ten etap, obok tego, który odbędzie się dwa dni później, ostatecznie zdecyduje o losach klasyfikacji generalnej. To na tych podjazdach czas będą musieli odrabiać ci, którzy go stracili, zaś ci, którzy mają go zapas – bronić się. Ten odcinek nie zakończy się na podjeździe, ale i tak – mówiąc delikatnie – kolarze będą mieli, co robić. Na trasie znajdują cztery górskie premie pierwszej kategorii: Puerto de Navacerrada (11,8 km; 6,3%), Puerto de la Morcuera (13,2 km; 5%). A następnie, po krótkiej pętli, włącznie z przejazdem przez miejscowość Soto del Real, kolarze ponownie będą się wspinać – tym razem na Puerto de la Morcuera (10,4 km; 6,7%) i wreszcie ostatnią górą w menu jest Puerto de Cotos (13,9 km; 4,8%).

13 września, etap 19: Avila – Toledo (165,2)

14 września, etap 20: Arenas de San Pedro – Plataforma de Gredos (190,4 km)

15 września, etap 21: Fuenlabrada – Madryd (106,6 km)

Lista startowa

Na liście startowej zamelduje się pięciu Polaków: po dwóch z CCC Team (Paweł Bernas, Szymon Sajnok) i z BORA-hansgrohe (Rafał Majka, Paweł Poljański) oraz Tomasz Marczyński z Lotto-Soudal. Z tego grona tylko Majka i Marczyński mają na koncie etapowe zwycięstwa we Vuelcie – “Zgred” dokonał tego w 2017 roku, a w 2015 był trzeci w klasyfikacji generalnej, zaś Marczyński wygrał dwa etapy również w 2017 roku. Dla Bernasa i Sajnoka będzie to debiut w nie tylko we Vuelcie, ale także w wielkim tourze w ogóle.

Strategię startowania z kilkoma liderami kontynuuje drużyna Movistar, która będzie miała w składzie mistrza świata i mistrza Hiszpanii z numerem jeden na plecach – Alejandro Valverde. Ponadto po Tour de France zameldują się Nairo Quintana i Marc Soler. Quintana już dawno nie pokazał dyspozycji, w jakiej wygrywał Giro, Vueltę czy stawał na podium Tour de France, zaś Marc Soler raczej nie przejawia formy na zajęcia miejsca w pierwszej trójce, ale niewykluczone, że może zaskoczyć. Valverde ma podobno celować w zwycięstwa etapowe, ale dyrektorzy sportowi “Niebieskich” przyznają, że kolarza takiego kalibru trudno odciągnąć od walki w “generalce”.

Przez wielu dziennikarzy i ekspertów za największego faworyta do zwycięstwa w całym wyścigu jest Primoz Roglic. Jego stylowi jazdy powinny odpowiadać obie jazdy na czas oraz dynamiczne i strome podjazdy. Kto wie, czy Słoweniec nie zrehabilituje się za przegraną w Giro d’Italia i wzorem Simona Yatesa (Mitchelton-Scott), który w ubiegłym roku poległ we Włoszech, z odniósł zwycięstwo w Hiszpanii, nie zabierze do domu maillot rojo. W składzie Jumbo-Visma znalazł się również trzeci kolarz tegorocznego Tour de France Steven Kruijswijk.

Na papierze bardzo silnie wygląda także Astana, w której składzie są Miguel Angel Lopez, Jakob Fuglsang oraz chociażby bracia Ion i Gorka Izagirre. “Superman” był trzeci w ubiegłorocznej edycji Vuelty, a Duńczyk stoi przed szansą zrehabilitowania się za pech, jaki spotkał go we Francji. Przypomnijmy, że wywrócił się dwa razy – podczas pierwszego i szesnastego etapu. Chociaż po upadku w Brukseli walczył bardzo dzielnie, to po tej drugiej kraksie musiał się wreszcie poddać i wrócić do domu.

Bardzo interesująco prezentuje się także skład drużyny EF Education First z Rigoberto Uranem, Danim Martinezem, Sergio Higuitą oraz Hugh Carthym. Ten ostatni popisał się w tym sezonie imponującym zwycięstwem na ostatnim etapie Tour de Suisse po bardzo długiej solowej ucieczce. Brytyjczyk z pewnością poszuka dla siebie szansy przynajmniej na etapowe zwycięstwa – zwłaszcza że kolarską karierę zaczynał w hiszpańskim zespole Caja-Rural, a kraj ten jest jego miejscam zamieszkania. Nie będzie zatem przesadą jeśli powiemy, że jest to dla niego domowy wyścig.

2016 rok był jeśli idzie o Vueltę piękny dla Kolumbijczyków, ponieważ nie dość, że wygrał Nairo Quintana, to jeszcze Esteban Chaves stanął na najniższym stopniu podium. Wracający po zmaganiach z wirusem mononukleozy kolarz Mitchelton-Scott będzie liderem swojego składu i ponownie postara się o jak najlepszy rezultat. Etapowe zwycięstwo w Giro d’Italia udowodniło, że znajduje się na dobrej drodze do powrotu do szczytu formy.

Czym innym może okazać się walka w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej, a czym innym walka o zwycięstwo. Chociaż… biorąc pod uwagę rozstrzygnięcia poprzednich dwóch wielkich tourów niczego nie można być pewnym. Wiejąca w peletonie fala młodości może spowodować, że w rolach głównych nie będą obsadzenia Alejandro Valverde czy Jakob Fuglsang, a na przykład Tao Geoghegan Hart z drużyny INEOS. Kolarz o nazwisku, którego nie umie wymówić prawie żaden telewizyjny komentator, zaprezentował wysoką formę w Tour de Pologne. W naszym narodowym wyścigu finiszował piąty, pomimo że pomagał Pavlovi Sivakovowi.

Sprinterzy to zdecydowanie są kolarze, którym z uwagi na charakterystykę trasy Vuelta a España można niestety poświęcić najmniej miejsca. W każdym razie wielki szacunek dla każdego, kto dojedzie do Madrytu. Teoretycznie najszybsi kolarze w peletonie będą mieli pięć okazji do walki o etapowe zwycięstwa – na etapach numer trzy, cztery, siedemnaście, dziewiętnaście i dwadzieścia jeden. Do dziewiętnastego etapu trzeba jednak zrobić adnotację, ponieważ ostatni kilometr prowadzi nieco pod górę, i to w dodatku po bruku!

Listę startową podpiszą: Sam Bennett (BORA-hansgrohe), zwycięzca trzech etapów w BinckBank Tour, Fernando Gaviria (UAE Team Emirates), debiutant choć z wielkimi szansami na sukces Fabio Jakobsen (Deceuninck-Quick Step), a także Max Walscheid (Team Sunweb) i Phil Bauhaus (Bahrain-Merida). Skreślać nie można również zwycięzcy dwóch etapów w Tour de Pologne Luki Mezgeca (Mitchelton-Scott).

Jeśli Vuelta a España była zazwyczaj ciekawsza od Touru, to co będzie w sytuacji, gdy Wielka Pętla była najbardziej emocjonująca od lat? Zanosi się na piękne, dynamiczne i zacięte ściganie. Niemal gwarantuje to obsada, obecność Polaków i piękna jak zwykle trasa. Warto ten wyścig śledzić do czego gorąco zachęcamy – także za pośrednictwem Naszosie.pl.

Plan transmisji telewizyjnych z Vuelta a España 2019 znajduje się > TUTAJ