tour de france

TRASA TOUR DE FRANCE 2026

To już końcowe odliczanie do rozpoczęcia największego spektaklu w kolarskim świecie, który w tym roku zapowiadany jest jako najważniejszy pojedynek „Ery Pogačara”. Sześć lat od pierwszego sukcesu Słoweńca w Wielkiej Pętli, okres ten dorobił się takiej właśnie nazwy bez konieczności sięgania po hiperbolę czy ironię, a 113. odsłona wyścigu ma być dość wyraźnym odwołaniem do początków jego legendy. I jeszcze wyraźniejszą próbą położenia fundamentów pod kolejną. Pomiędzy wyczekanym Grand Départ w Katalonii a szalonym świętem na brukach dzielnicy Montmartre, tegoroczny Tour de France chce budować napięcie stopniowo, celując w małe pojedynki wygrywane na punkty zamiast miażdżących rywali nokautów. Tyle że temu bohaterowi, który najbardziej psuje innym zabawę, pozwoli tym samym grać w jego ulubioną grę.

Czy istnieje klucz do tegorocznej odsłony francuskiego wielkiego touru? Liczby nie pozostawiają wątpliwości, że są to góry, ponieważ 54450 metrów wspinaczki plasuje tę edycję na trzecim miejscu pod względem całkowitej wartości przewyższenia w tym dwudziestoleciu. Ludzkie oko, szczególnie takie wprawione w analizowaniu profili etapów, każe natomiast powiedzieć „tak, ale”, ponieważ relatywnie niewielki kawałek tego tortu przypada na spektakularne podjazdy, w których organizatorzy Touru szukali szans na zawiązanie zwrotów akcji w latach ubiegłych. Nie zabraknie rzecz jasna Tourmalet, Galibier czy podwójnej randki z L’Alpe d’Huez, jednak intencja stopniowego budowania napięcia i trzymania klasyfikacji generalnej możliwie otwartej aż do ostatniego tygodnia jest tu bardzo czytelna.

Tak wyraźne przesunięcie środka ciężkości w kontekście ostatecznych rozstrzygnięć byłoby ryzykownym posunięciem w przypadku Giro d’Italia czy Vuelty, jednak, jak powtarzają sami uczestnicy, „Tour to Tour”. Rządzi się własnymi prawami. Organizatorzy liczą więc na epickie ucieczki i pogonie oraz pojedynki na żyletki w średnich górach, czemu dodatkowo sprzyjać ma bardzo ograniczona liczba kilometrów pokonywanych na czas: tylko 26 kilometrów indywidualnie, a łącznie 45,4 km. Pod tym względem trasa bardzo przypomina pamiętną odsłonę Wielkiej Pętli z 2020 roku, do której kluczem okazało się przejeżdżanie młodego-zdolnego górskich odcinków na kole faworyta, któremu zresztą zdawało się to odpowiadać, bo dzieciak wyglądał niepozornie, sympatycznie się uśmiechał i mówił w tym samym języku. I tak aż do przedostatniego dnia imprezy, kiedy założył żółtą koszulkę i spodobała mu się na tyle, że od tego czasu rzadko ją z siebie zdejmował.

Jeśli Francuzi wykoncypowali sobie, że ten sam trik może zadziałać dwa razy, a w tym konkretnym przypadku okazać się metodą nadania jeszcze większego rozpędu karierze ich własnej, szybko wschodzącej gwieździe, nie można ani ich winić, ani nadmiernie krytykować samego pomysłu. W założeniach nie jest głupi, a trasy wielkich tourów tak czy inaczej zawsze projektowane są pod konkretny scenariusz. Potencjalny problem z tym konkretnym jest taki, że jest to broń obosieczna. Bo owszem, nie daje faworytowi łatwej okazji rozstrzygnięcia wszystkiego przed czasem, co odessało powietrze z poprzednich dwóch edycji wyścigu, ale jednocześnie lokuje go w średnich górach, które nazwać można jego domem. Gdzie czuje się najbardziej komfortowo i najtrudniej mu zagrozić. Pod kątem budowania spektaklu na takim podejściu organizatorzy mogą przejechać się również dlatego, że jeśli najmocniejsze teamy zdecydują się rozgrywać wyścig konserwatywnie, jego środkowa część zostanie zdominowana przez ucieczki i sprinterów, z lekkim wskazaniem na tych pierwszych. A zwycięstwa harcowników cieszą tylko wówczas, kiedy nie są opcją domyślną.

Mówiąc o tych „pozostałych” bohaterach, trzeba zaznaczyć, że tegoroczna odsłona Tour de France podtrzymuje tendencję marginalizowania udziału sprinterów w liczbie potencjalnych etapowych zwycięstw. Oficjalne dane mówią o siedmiu płaskich odcinkach, ale spokojnie da się ze dwa z tej puli wyciąć, a w dodatku kolarze tej specjalności nie dostali dla siebie miejsca w ramach Grand Départ w Katalonii i ponownie mogą zapomnieć o klasycznym finiszu na Polach Elizejskich. Kolarski lud łatwo Montmartre nie odda.

Pojawiła się też opinia, że rozpoczynająca się w tę sobotę (4.07) edycja Wielkiej Pętli nie sprzyja specjalistom od wyścigów klasycznych, ale osobiście uznaję ją za co najmniej kontrowersyjną. I wcale nie dlatego, że specjalista od wyścigów klasycznych najprawdopodobniej wygra cały wyścig – Tadej Pogačar jest odpowiednikiem podjazdów HC, poza kategorią i skalą. Jeśli czyimś sufitem nie jest trasa Gandawy-Wevelgem (In Flanders Fields, I know), ale czołowe dziesiątki Wyścigu Dookoła Flandrii, Liège-Bastogne-Liège czy Il Lombardii, powinien właśnie szykować się na żniwa.

Trasa 113. edycji Tour de France

21 etapów (7 płaskich, 4 pagórkowate, 8 górskich, 1 indywidualna jazda na czas, 1 drużynowa jazda na czas)
3333 kilometry
54450 metrów przewyższenia
7 finiszy na podjazdach

Mapa

Etap 1, 4 lipca (TTT): Barcelona › Barcelona (19,4 km | 220 m ↑)

Zmagania na trasie tegorocznej Wielkiej Pętli otworzy blisko 20-kilometrowa drużynowa jazda na czas, rozgrywana w ramach tego wyścigu po raz pierwszy od 2019 roku. Nudy? Nie do końca, ponieważ wieczorna Barcelona nigdy taka nie jest (o ile widoczność pozwala na dostrzeżenie detali), a dodatkowo – czy może raczej przede wszystkim – będziemy mieć do czynienia z najnowszym formatem, testowanym dotąd w ramach Paryż-Nicea i Tour Auvergne-Rhône-Alpes. Jako wynik drużyny liczony będzie rezultat pierwszego zawodnika na linii mety, podczas gdy do klasyfikacji generalnej wzięte zostaną indywidualne czasy każdego z kolarzy, co, upraszczając, daje liderom większą sprawczość.

Podziałowi trasy „drużynówki” na zbiorowe wyprucie się do spodu i solo w finale sprzyja również sam charakter trasy – relatywnie płaskiej w trzech czwartych, ale z podjazdami pod Côte de Montjuïc (1,1 km; 5,1%) i Côte de Stade Olympique w Barcelonie (800 m; 7%) na ostatnich 4 kilometrach.

Etap 2, 5 lipca: Tarragona › Barcelona (169,2 km | 2050 m ↑)

Fakt, że trasa 113. edycji Tour de France na papierze sprzyja harcownikom, ale niekoniecznie wąsko rozumianym specjalistom od wyścigów jednodniowych, jest jednym z paradoksów tej odsłony imprezy. Czy sama hipoteza się obroni, czas pokaże, natomiast ten dzień jak najbardziej powinien należeć do wielokrotnych zwycięzców monumentów i ich bezpośrednich rywali.

Pod kątem przebiegu, niedzielny odcinek z Tarragony do Barcelony przypomina fryzurę na „czeskiego piłkarza”, czyli nudy z przodu i impreza na tyle. Części te od siebie oddziela wspinaczka pod Côte de Begues (6,1 km, śr. 6,5%), podczas gdy o losach etapu zadecyduje rywalizacja na rundach w dzielnicy Montjuïc. Klasyczny finał Volta a Catalunya będzie tu często wspominany, choć podkreślić trzeba że tourowy wariant z podjazdem pod Côte de Château de Montjuïc (1,6 km; 9,3%) jest trudniejszy. Meta zlokalizowana została w tym samym miejscu co dzień wcześniej.

Etap 3, 6 lipca: Granollers › Les Angles (196,2 km | 3940 m ↑)

W poniedziałek peleton 113. edycji Wielkiej Pętli opuści Hiszpanię, a rywalizacja przeniesie się w Pireneje Wschodnie. Uczestnicy wyścigu zmierzą się na pierwszym dłuższym podjeździe tej odsłony imprezy – Col de Toses (9,3 km, śr. 6,5%), jednak umiejscowiony na znacznie krótszym podjeździe finisz w Les Angles (1,7 km, śr. 6,5%) sugeruje, że na rozstrzygnięcia długofalowo rzutujące na kształt klasyfikacji generalnej Touru przyjdzie jeszcze poczekać.

Gdyby to było Giro d’Italia, z góry zaznaczylibyśmy ten dzień jako idealny dla harcowników. W mechanice Touru bardziej prawdopodobnym jest sprinterski pojedynek liderów na klasyfikację generalną. Jeśli natomiast łatwy podjazd do Les Angles wystarczy do podzielenia ich stawki, mniej zafascynowani „doświadczaniem wielkości” odbiorcy mogą już stawiać na tej edycji krzyżyk.

Etap 4, 7 lipca: Carcassonne › Foix (182,4 km | 2780 m ↑)

Okolice baśniowego Carcassonne zazwyczaj sprzyjają harcownikom, a 182-kilometrowa trasa 4. etapu do Foix bardzo śmiało puszcza oko do tych kolarzy, którzy lubią chować się za linią horyzontu. Obie górskie premie – Col de Coudons (10,7 km, śr. 5,5%) i Col de Montségur (6,9 km, śr. 6,6%) – zlokalizowane zostały w drugiej części wtorkowego odcinka, a języczkiem u wagi, jak zwykle pomiędzy Tuluzą a wybrzeżem Morza Śródziemnego, będzie wiatr.

Etap 5, 8 lipca: Lannemezan › Pau (158,3 km | 1400 m ↑)

Dopiero piątego dnia rozegrany zostanie pierwszy klasyczny etap dedykowany sprinterom, a jego areną będą ulice położonego u stóp Pirenejów Pau. Tym samym stolica Pirenejów Atlantyckich wyprzedzi Bordeaux, wskakując na samodzielne drugie miejsce w klasyfikacji najczęściej odwiedzanych przez imprezę miast, aczkolwiek tylko na dwie doby.

Etap 6, 9 lipca: Pau › Gavarnie-Gèdre (186,4 km | 4150 m ↑)

Pierwszy pełnowymiarowy, a zarazem najtrudniejszy z pirenejskich etapów 113. edycji Tour de France, łączy stare z nowym. Na liczącej 186 kilometrów i 4150 metrów przewyższenia trasie uczestnicy wyścigu zmierzą się z doskonale znanymi podjazdami pod Col d’Aspin i Col du Tourmalet, ale finiszować będą na debiutującym w Wielkiej Pętli Cirque de Gavarnie (18,8 km, śr. 4,0%).

Etap 7, 10 lipca: Hagetmau › Bordeaux (175 km | 700 m ↑)

Piątek to przepastne lasy departamentu Landy i finisz w jednym z najczęściej odwiedzanych przez Tour miast – kojarzonym z winem Bordeaux – gdzie najczęściej górą są sprinterzy.

Etap 8, 11 lipca: Périgueux › Bergerac (180 km | 1350 m ↑)

Z perspektywy najszybszych uczestników wyścigu, sobota będzie szansą na błyskawiczny rewanż, ponieważ najbardziej prawdopodobnym scenariuszem odcinka prowadzącego przez malowniczy departament Dordogne jest drugi z rzędu finisz z peletonu – tym razem w Bergerac. Na marginesie zaznaczę jednak, że jest to teren, który wbrew prostej matematyce często sprzyja uciekinierom, dlatego sobotni odcinek powinien znaleźć się wysoko na liście mniej oczywistych, potencjalnych łupów.

Etap 9, 12 lipca: Malemort › Ussel (185 km | 3240 m ↑)

Dość niekonwencjonalny przebieg trasy 113. edycji Wielkiej Pętli, która z Pirenejów przenosi rywalizację w Masyw Centralny, pozwolił umieścić na mapie wyścigu mniej oczywiste punkty – jak odwiedzane w niedzielę, a kojarzone przede wszystkim z Tour du Limousin i krajowym czempionatem, Malemort i Ussel. Liczący 185 kilometrów i 3300 metrów przewyższenia 9. odcinek to prawdziwa gratka uciekinierów i tych z widzów, którym bliższa jest dynamika typowa dla wyścigów jednodniowych.

Etap 10, 14 lipca: Aurillac › Le Lioran (167,3 km | 3790 m ↑)

Po pierwszym dniu przerwy kolarze wrócą do rywalizacji na trasie, która z kolejnymi kilometrami staje się tylko bardziej i bardziej pagórkowata, osiągając łącznie blisko 4000 metrów przewyższenia. Wszystkie trzy górskie premie zlokalizowane są już za półmetkiem 167-kilometrowego odcinka, podczas gdy finisz gości Le Lioran – gdzie w poprzedniej edycji Wielkiej Pętli doszło do jednego z bardziej niespodziewanych rozstrzygnięć.

Etap 11, 15 lipca: Vichy › Nevers (161 km | 1100 m ↑)

Środowy odcinek to szansa dla sprinterów, tym razem z finałem w powracającym na trasę Touru po ponad 20-letniej przerwie Nevers.

Etap 12, 16 lipca: Circuit de Nevers Magny-Cours › Chalon-sur-Saône (179,1 km | 1370 m ↑)

Okazje dla szybkich kolarzy nie przestają chodzić parami, a charakter kolejnej z nich dodatkowo podkreśli start na legendarnym torze Magny-Cours. Po pokonaniu 179-kilometrowej trasy, peleton zafiniszuje w okolonym winnicami Chalon-sur-Saône.

Etap 13, 17 lipca: Dole › Belfort (206,2 km | 2310 m ↑)

Najdłuższy, a zarazem jedyny etap 113. edycji Tour de France przekraczający barierę 200. kilometrów, prowadzi z Dole do Belfort. 2300 metrów przewyższenia wskazuje, że trzynastka okaże się szczęśliwa dla harcowników, choć poprzedzający finisz w Belfort podjazd pod Ballon d’Alsace każe upatrywać zwycięzcy wśród dobrze wspinających się zawodników.

Etap 14, 18 lipca: Mulhouse › Le Markstein (155,7 km | 3940 m ↑)

Na sobotę przypada odcinek typowy dla Wogezów, a więc średniej długości podjazdy, zjazdy w cienistych lasach i bardzo niewiele terenu pomiędzy. W ramach liczącej 155 kilometrów i 3940 metrów przewyższenia trasy z Miluzy do Le Markstein kolarze pokonają cztery górskie premie: Grand Ballon (21,5 km, śr. 4,8%), Col du Page (9,8 km, śr. 4,7%), Ballon d’Alsace (8,9 km, śr. 6,9%) i Col du Haag (11,2 km, śr. 7,3%). Na ten ostatni wiedzie leśna ścieżka rowerowa, a jego szczyt oddalony jest od mety o 5,5 kilometra.

Etap 15, 19 lipca: Champagnole › Plateau de Solaison (184,2 km | 4100 m ↑)

Drugi tydzień rywalizacji zamknie etap w Jurze, którego 184-kilometrowa trasa prowadzi z Champagnole na debiutujący w wyścigu Plateau de Solaison (11,3 km, śr. 9,1%). Finałową wspinaczkę poprzedzi Col de la Croisette.

Etap 16, 21 lipca (ITT): Évian Les-Bains › Thonon Les-Bains (26 km | 470 m ↑)

Jedyny odcinek jazdy indywidualnej na czas 113. edycji Wielkiej Pętli rozegrany zostanie nad malowniczym Jeziorem Genewskim, a liczy zaledwie 26 kilometrów i niespełna 500 metrów przewyższenia.

Etap 17, 22 lipca: Chambéry › Voiron (175 km | 2360 m ↑)

Na ostatnią środę wyścigu przypada reklamowany jako relatywnie płaski odcinek z Chambéry do Voiron, którego bajeczna panorama niemal przyćmiła finiszujących sprinterów podczas poprzedniej edycji Tour de France. Czy tym razem dojdzie do podobnych rozstrzygnięć, trudno z góry przesądzać, ponieważ kumulujące się przez ponad dwa tygodnie zmęczenie sprzyjać powinno mniej szablonowym scenariuszom.

Etap 18, 23 lipca: Voiron › Orcières Merlette (185,6 km | 3944 m ↑)

O ostatecznym kształcie klasyfikacji generalnej 113. edycji Wielkiej Pętli zadecyduje blok górskich etapów rozgrywanych w Alpach – przy czym pierwszy z nich uznać należy za bardzo łagodne przetarcie, a jego przebieg idealnie wpisuje się w potrzeby górali szukających sukcesu w ucieczkach. Należy oczekiwać, że na Côte d’Engins (11,4 km, śr. 5,4%) odjedzie bardzo liczna grupa, ale losy czwartkowego odcinka rozstrzygną się dopiero na finałowym podjeździe pod Orcières-Merlette (7,1 km, śr. 6,7%).

Etap 19, 24 lipca: Gap › Alpe d’Huez (128,3 km | 3570 m ↑)

Wielki finał tej odsłony Touru to podwójne randez-vous z ikonicznym L’Alpe d’Huez (13,8 km, śr. 8,1%), przy czym tylko w przypadku piątkowego etapu bez żadnego zająknięcia można mu przypisać główną rolę. Pokonywane tuż po wyjeździe z Gap Col Bayard (5,1 km, śr. 7,1%) i – przede wszystkim – Col du Noyer (7,2 km, śr. 8,5%) to więcej niż solidne podjazdy, jednak trasa 19. odcinka celowo skonstruowana została tak, by w ostatecznym rozrachunku liczyło się wyłącznie 21 wykutych w kamieniu serpentyn.

Etap 20, 25 lipca: Le Bourg d’Oisans › Alpe d’Huez (172,1 km | 5624 m ↑)

Królewski etap 113. edycji Tour de France prowadzi z Bourg d’Oisans na L’Alpe d’Huez, jednak tym razem tylnymi drzwiami – przez Col de Sarenne (12,8 km, śr. 7,3%). W środku zaś mieści wszystko, co najlepszego ma do zaoferowania ta część francuskich Alp: Col de la Croix de Fer (24,0 km, śr. 5,2%), Col du Télégraphe (11,9 km, śr. 7,1%) i przyćmiewający całe to towarzystwo dach tej odsłony wyścigu – Col du Galibier (17,7 km, śr. 6,9%). Idealnie skomponowany mountain sandwich, który zamiast kalorii zawiera 5600 metrów przewyższenia.

Etap 21, 26 lipca: Thoiry › Paryż (132,6 km | 1295 m ↑)

Sukcesu tego eksperymentu nie powstrzymała nawet kiepska pogoda, dlatego nieuniknione stało się faktem: drugi rok z rzędu wyścig zamknie rywalizacja na paryskiej rundzie poszerzonej o wspinaczkę brukowanymi uliczkami Montmartre. Prawdziwe święto kolarstwa i tych kolarzy, którzy kochają się ścigać i chcą to robić do samego końca – przecież z perspektywy 113. edycji Tour de France jutro i tak nigdy nie nadejdzie.

Polecane artykuły

Czas na harce – zapowiedź 7. etapu Vuelta a España 2026

Dotychczas rozegrane etapy Vuelta a España przyniosły nam zaledwie dwóch różnych zwycięzców etapowych - 3-krotnie triumfował Tadej Pogačar, a 2 razy sukcesy święt...