3 razy po zwycięstwo w Mistrzostwach Świata sięgał Peter Sagan. Całkowite pożegnanie Słowaka z międzynarodowym peletonem spowodowało, że w ostatnich miesiącach napisałem już na jego temat kilka większych artykułów, jednak ten jest uzasadniony prawdopodobnie najbardziej z nich wszystkich. To właśnie 3 zdobyte mistrzostwa świata były prawdopodobnie najważniejszymi momentami w jego karierze.

Oczywiście nie jest tak, że gdyby nie mistrzostwo świata, zakończenie przez Słowaka kariery nikogo by nie obeszło – już wcześniej pisałem tu przecież o jego zwycięstwie w Ronde van Vlaanderen, siedmiu zielonych koszulkach Tour de France czy triumfie w Tour de Pologne, po którym niektórzy pisali, że być może Słowak powinien w Wielkiej Pętli celować nie w zieloną, a w żółtą koszulkę (zresztą – tę też 3 razy zakładał!). Całych wspominkowych artykułów nie doczekały się za to jego imponujące zwycięstwo w Paryż-Roubaix 2018, a także kapitalne występy w kanadyjskich klasykach i blisko setce innych wyścigów (lub ich etapów).

Tak, nawet gdyby zapomnieć o mistrzostwach świata Petera Sagana, ten byłby gwiazdą kolarstwa – tym bardziej, że wyróżniał się również swoim ekscentrycznym zachowaniem. Jednak to właśnie zdobycie trzech tytułów mistrza świata z rzędu, co nie udało się wcześniej żadnemu innemu kolarzowi na świecie, zapewniło mu status legendy tego sportu. 

Koniec kariery, który nie nastąpił

Zresztą, nie wiadomo też, jak wiele z wyżej wymienionych sukcesów Sagan wywalczyłby, gdyby nie jego pierwsze mistrzostwo świata. Jeśli wierzyć temu, co napisał w swojej książce, właśnie to, co wydarzyło się 27 września 2015 roku w Richmond na dobre przekonało go do tego, że… nie warto jeszcze kończyć ze ściganiem. Choć dziś trudno w to uwierzyć, wcześniej poważnie miał rozważać zakończenie kariery

Być może to, co napisał w książce było pewną przesadą, mającą napędzić sprzedaż. Być może czas nieco zniekształcił jego wspomnienia tak, by tworzyły nieco ciekawszą historię (kto z nas nigdy nie doświadczył czegoś podobnego). Być może wreszcie, nawet pomimo dużych wątpliwości, kontynuowałby karierę niezależnie od wydarzeń podczas amerykańskich mistrzostw. W końcu miał dopiero 25 lat i przede wszystkim wciąż wiele wyścigów do wygrania i pieniędzy do zarobienia. 

Tyle że wciąż łatwo sobie wyobrazić scenariusz, w którym Peter Sagan w Richmond kończy wyścig z kolejnym rozczarowaniem, a później, ku rozpaczy Słowackich kibiców (i nie tylko!), w powyścigowym wywiadzie mówi “pas”. Nie byłby jedynym wielkim sportowcem, który kończy karierę tak młodo, by wymienić choćby Magdalenę Neuner (biathlon, 25 lat), Gregora Schlierenzauera (skoki narciarskie, 26 lat) czy Caseya Stonera (MotoGP, 27 lat). Motywacja jest w sporcie kwestią kluczową, zaś Peter Sagan miał w 2015 roku mnóstwo powodów by ją stracić. Wymienić kilka z nich? Proszę bardzo:

  • Po transferze do Tinkoff-Saxo zawodził na tyle mocno, że jego ekscentryczny właściciel – Oleg Tinkow jeszcze przed Tour de France groził mu renegocjacją kontraktu.
  • Podczas Tour de France sięgnął po kolejną zieloną koszulkę, ale znów bez zwycięstwa etapowego. Ogółem w latach 2014-15 zajął 9 drugich miejsc, ale ani razu nie był pierwszy.
  • Podczas 8. etapu Vuelta a Espana wziął udział w kraksie z motocyklistą. W jej wyniku nie dość, że stracił szansę na zwycięstwo i odniósł obrażenia, które zmusiły go później do wycofania się z wyścigu to jeszcze został ukarany finansowo za okazanie swojego niezadowolenia poprzez rzucenie rowerem.
  • Zwolnienie przez właściciela zespołu dotychczasowego dyrektora generalnego – Bjarne Riisa, które znacząco popsuło atmosferę w zespole.

Na szczęście wszystko zmieniło się w Richmond, gdzie Sagan, tuż po przylocie, postanowił się zmotywować poprzez zakład ze swoim menedżerem – Giovannim Lombardim. Panowie uzgodnili, że jeśli Słowak sięgnie w USA po złoto, Lombardi, który po zakończeniu swojej kolarskiej kariery nie tykał roweru, wybierze się z nim na rowerową przejażdżkę. I po wyścigu okazało się, że z obietnicy musiał się wywiązać.

Być może wydarzyło się to także z powodu… wspomnianego upadku na Vuelcie. – Osiem dni ścigania to odpowiedni czas na przygotowanie się do kolejnych wyścigów. Mogłem w pełni skupić się na Richmond! – spekulował później sam Sagan, który w USA zostawił rywali na cztery kilometry przed metą. Zareagował na atak Zdenka Štybara, a później odsadził Czecha i resztę stawki. A w samotnym przekroczeniu linii mety nie przeszkodził mu ani but, który wypiął się z pedału, ani pogoń rozpoczęta przez Grega Van Avermaeta i Edvalda Boassona Hagena.

Wyprzedzić Cavendisha, zrównać się z Bettinim

– W tamtym momencie podjąłem jednoznaczną decyzję, że nie zamierzam na razie kończyć mojej kariery – opisywał chwile po tamtym zwycięstwie Peter Sagan. To “na razie” prawdopodobnie dość szybko zamieniło się prawdopodobnie we “w możliwej do przewidzenia przyszłości”. Sezon 2016 okazał się bowiem najlepszym w całej karierze Petera Sagana. Oleg Tinkow chciał od niego zwycięstwa w monumencie? To wygrał monument – Wyścig Dookoła Flandrii. Etap Tour de France? Proszę bardzo – nawet trzy! A do tego doszło kilka kolejnych zwycięstw.

Choć nieraz, wcale nie bezpodstawnie mówi się o “klątwie tęczowej koszulki” (choć żadnej magii w tym nie ma) to Peter Sagan w 2016 roku pokazał, że nawet wyróżniając się z tłumu można wygrywać częściej, niż kiedykolwiek. Jemu koszulka nie podcięła skrzydeł – ona mu ich dodała. I właśnie w obawie przed jej utratą na kilka tygodni przed kolejnym mundialem pojechał do Plumelecu na mistrzostwa Europy, by, jak później pisał w książce, po mistrzostwach świata w Dosze nie zostać bez żadnej koszulki specjalnej (koszulkę mistrza Słowacji odebrał mu w tamtym roku brat – Juraj).

Tam wygrał i mógł odetchnąć z ulgą, ponieważ w razie niepowodzenia w Katarze, miałby do dyspozycji nowopowstałą koszulkę mistrza Europy. Bo choć zwycięstwo na pagórkowatej trasie w Plumelecu było dobrym sygnałem, to nie on był głównym kandydatem do zwycięstwa w Katarze – tym był Mark Cavendish, który przeżywał swoje pierwsze (lecz z pewnością nie ostatnie!) wielkie odrodzenie – w tamtym roku wygrał cztery etapy Tour de France. 

Tymczasem Peter Sagan wprawdzie był w tamtym sezonie sprinterem z prawdziwego zdarzenia, ale by pokazać pełnię potencjału, potrzebował trudności terenowych. W Katarze ich nie uświadczył – trasa była płaska jak stół (Jedynym, co można było przyrównać do Alpe d’Huez, Arenbergu czy Angliru, była estakada – opisywał później w swojej biografii) , a w dodatku prowadziła po szosach które “Cav” doskonale znał, ponieważ w tamtym roku wygrał Tour of Qatar. 

Nie nastawiał się na tęczową koszulkę – Spokojnie, jedną już mam – odpowiadał pytającym go o to dziennikarzom. W pewnym momencie nawet zaproponował rozprowadzenie… swojemu młodszemu koledze – Michalowi Kolarowi. Ostatecznie jednak, po interwencji szefów zespołu i w wyniku gorszego samopoczucia Kolara, pojechał po zwycięstwo sam. Z Cavendishem, z którym do tej pory bezpośrednie pojedynki przegrywał prawie zawsze (jedyny wyjątek to jeden z etapów Tour of California 2014), tym razem udało mu się wygrać dość wyraźnie – był o pół roweru lepszy.

Trzeci krok do historii

W 2015 roku Peter Sagan wygrywając mistrzostwo świata zmienił, przynajmniej nieco (a być może całkowicie), bieg swojej kariery. W 2016 za to poważnie zapisał się w historii jako jeden z niewielu kolarzy, którym udało się zdobyć mistrzostwo świata dwa razy z rzędu. Przed 2016 roku udawało się to nielicznym. Nie dał rady dokonać tego Alfredo Binda, nie dali rady dokonać tego Fausto Coppi, Francesco Moser, a nawet Eddy Merckx! Ostatnim, któremu się to udało, był Paolo Bettini, a wcześniej wyzwaniu podołali tylko Gianni Bugno, Rik Van Looy i Rik Van Steenbergen.

No właśnie – Bergen – tak nazywała się miejscowość, w której Peter Sagan miał okazję przebić ich wszystkich i ustrzelić hat-tricka. Stałby się wtedy jednym z pięciu kolarzy na świecie, którzy wygrali mistrzostwa świata trzy razy i jedynym, który zrobił to rok po roku. Ze wszystkich tych rekordów Sagan mógł nie zdawać sobie sprawy (choć o jednym wiedział na pewno). Nie był jedynym kolarzem, który do kwestii rekordów nie przywiązywał wielkiej wagi – Każde z tych zwycięstw z osobna sprawiło mi większą radość niż wszystkie razem – pisał w swojej książce o uczuciach, które towarzyszyły mu, gdy dowiedział się, że w swojej karierze wygrał już 100 wyścigów. 

Jednak nawet on musiał wiedzieć o tym, że robi coś niezwykłego. Wszystko przez specyfikę mistrzostw świata. Gdy wygrywa się dwa razy z rzędu Paryż-Roubaix, a później utrzymuje się dobrą formę, w kolejnym roku automatycznie jest się faworytem do zwycięstwa. Tak samo jest podczas Tour de France, Liege-Bastogne-Liege i niemal każdego innego wyścigu. Mistrzostwa Świata są jednak wyjątkowe, ponieważ ich trasa zmienia się z każdym rokiem. Niekiedy sprzyja bardziej góralom (ze względu na konieczność rozgrywania rund po miastach, rzadko), innym razem sprinterom, puncherom lub specjalistom od belgijskich klasyków. I to prawdopodobnie dlatego nikt nie zdominował ich tak jak Tom Boonen Piekło Północy czy Eddy Merckx Wielkie Toury.

I właśnie to było największą siłą Petera Sagana. Być może przez większość kariery nie był najmocniejszy w żadnym terenie, ale za był w ścisłej czołówce wyścigów o bardzo różnych parametrach. To że na całkowicie płaskich zawodach w Katarze potrafił pokonać Marka Cavendisha, nie oznaczało, że będzie bez szans w starciu z puncherami w Bergen, na zawodach o 3 800 metrach przewyższenia. W końcu wygrał kiedyś podobny wyścig w Montrealu.

Mimo wszystko, tamta trasa nie była ułożona pod niego. Wydawało się, że aby wygrać, musi być w bardzo dobrej formie. Tymczasem on po kilku miesiącach pisał w swojej książce tak: – Jeszcze kilka godzin wcześniej [przed końcówką wyścigu – przyp. red.]l klęczałem nad muszlą klozetową – opowiadał. Potwierdzał w ten sposób wcześniejsze plotki, bowiem o jego chorobie mówiło się już przed wyścigiem, a w tej sytuacji za większych faworytów uchodzili inni – m.in. nasz Michał Kwiatkowski.

Tyle że “Kwiato” nie miał okazji wykorzystać swojej świetnej w tamtym roku formy. Choć ataków na ostatnich podjazdach pod Łososiowe Wzgórze próbowali Tom Dumoulin i Julian Alaphilippe, to obaj zostali szybko spacyfikowani. Siła pozostałych do poszczególnych śmiałków była po prostu zbyt duża. Tak czy inaczej – do mety w czołowej grupie dojechali m.in. Alexander Kristoff, Michael Matthews, a nawet Fernando Gaviria! Wszystko rozstrzygnął zatem sprint z 29-osobowej grupy, a na nim najlepszy okazał się Peter Sagan, który o włos pokonał reprezentanta gospodarzy, niesionego żywiołowym dopingiem swoich kibiców. 

Koszulka jak włosy Samsona

Kilka miesięcy później Sagan w fantastycznym stylu, po 54-kilometrowej szarży wygrał Paryż-Roubaix. Był też najlepszy na Gandawa-Wevelgem, a dobre wyniki osiągał również w Amstel Gold Race, Strade Bianche i Mediolan-San Remo. Wygrywał etapy Tour Down Under, Tour de Suisse i, po raz kolejny, trzy podczas Tour de France. 

Był w szczytowej formie, jednak niektóre trasy nie pasują nawet jemu. O ile mistrzostwa świata w Bergen odpowiadały jeszcze jego charakterystyce, to dobry występ na trasie w Innsbrucku ze słynnym “Piekłem” w końcówce (Gramartboden – 2,5 km; 12% śr. nachylenia) pozostawał poza jego zasięgiem. Wyścigu nie ukończył i stracił tęczową koszulkę. 

Po wszystkim miało się okazać, że tęczowe paski na korpusie działa na niego, jak włosy na głowie biblijnego Samsona – po ich utracie nie był już tak mocny, jak wcześniej – nawet mimo tego, że miał zaledwie 28 lat. Przez kolejne cztery sezony uzbierał zaledwie 12 zwycięstw, podczas gdy w ciągu poprzednich trzech, w tęczowej koszulce – 34. Swoją dawną moc tracił stopniowo, ale wyraźnie – aż do momentu, gdy w 2023 zanotował sezon bez choćby jednej wygranej. Być może Peter Sagan nie zakończył kariery będąc na szczycie, jednak mimo to w momencie odwieszania roweru na kołek mógł czuć się kolarzem spełnionym.

Kolarze, którzy trzykrotnie wygrywali mistrzostwa świata:

  • Alfredo Binda – 1927, 1930, 1932
  • Rik Van Steenbergen – 1947, 1956, 1957
  • Eddy Merckx – 1967, 1971, 1974
  • Oscar Freire – 1999, 2001, 2004
  • Peter Sagan – 2015-2017

 Zobacz też:

Mistrzowskie odliczanie (10) – preludium do polskiego dnia chwały

Mistrzowskie odliczanie (9) – dziewięciu wspaniałych

Mistrzowskie odliczanie (8) – ośmiu polskich medalistów

Mistrzowskie odliczanie (7) – (nie)szczęśliwa siódemka De Vlaemincka

Mistrzowskie odliczanie (6) – ostatni taki wyścig D’Artagnana

Mistrzowskie odliczanie (5) – Kwiatkowski. Multimedalista

Mistrzowskie odliczanie (4) – wiecznie trzeci Raymond Poulidor

 

Poprzedni artykułZurych 2024: Szwajcarska juniorka w ciężkim stanie po upadku
Następny artykułWschodzące gwiazdy – zapowiedź 6. dnia Mistrzostw Świata 2024
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Szymonix
Szymonix

Schlierenzauer zakończył karierę w wieku 31 lat

PAPSI
PAPSI

brakuje sagana w peletonie

Klaus schabb
Klaus schabb

Niestety po przyjęciu szprycy na c19, był ciągle chory i nie miał szans na ściganie w zawodowym peletonie.

Podejrzliwy kibic kolarstwa
Podejrzliwy kibic kolarstwa

Przypominam swój komentarz spod wcześniejszego artykułu dotyczącego Petera Sagana, którego uwielbiałem oglądać:
Wydaje mi się, że na spadek formy Petera Sagana w latach 2018-19 miały też duży wpływ aspekty poza sportowe, on się bardzo zmienił po rozstaniu z żoną w tamtym okresie. Pamiętam, że w trakcie jednej z transmisji Krzysztof Wyrzykowski również o tym mówił, że to jest główna przyczyna słabego Sagana.
Później doszło do tego kilkukrotne zachorowanie na covid, które też wydaje się, że mocno odbiło się na jego organizmie. Jak ktoś śledził całą jego karierę, to musi zauważyć, że Sagan w ostatnich latach był wyraźnie przygaszony nie tylko sportowo, ale właśnie przede wszystkim psychicznie i to jest główną przyczyną tak słabego końca jego i tak wspaniałej kariery.”