6 – tylu kolarzy sięgnęło w XXI wieku po mistrzostwo świata ze startu wspólnego jeżdżąc na co dzień w koszulce Quick-Stepu. Prawdopodobnie jednak żaden z nich nie był takim symbolem tego zespołu, jak Julian Alaphilippe. Mistrzostwa w Zurychu będą dla Francuza ostatnimi, na które przyjedzie jako kolarz ekipy Patricka Lefevere’a.
Wąsaty Francuz, zwany niekiedy D’Artagnanem, w Quick-Stepie przeżył wszystko. Zaczynał jako nieopierzony 20-latek z quick-stepowej młodzieżówki, by stać się kolejno: największą nadzieją dorosłej ekipy na piękną przyszłość, najlepszym kolarzem świata i tym, który schodzi z piedestału, niemiłosiernie irytując szefa ekipy.
Jego przygoda z “Watahą” rozpoczęła się właściwie już w 2013 roku, gdy stał się częścią Etixx-iHNed, pełniącego wówczas nieformalnego zaplecza drużyny nazywającej się wówczas Omega Pharma-Quick Step. W tamtym sezonie jego kolegami z drużyny byli m.in. Petr Vakoč, Florian Senechal czy… nasz Łukasz Wiśniowski, a w kolejnych latach dołączali do niej kolejni zawodnicy, których później można było oglądać w barwach drużyny Patricka Lefevere’a (np. Remi Cavagna, Enric Mas czy Maximillian Schachmann). Alaphilippe spisał się w niej na tyle dobrze, że już po pierwszym sezonie postanowiono przesunąć go do drużyny World Touru.
Być jak Kwiatkowski
Alaphilippe nie od razu stał się jednak najmocniejszym kolarzem Quick Stepu w pagórkowatych klasykach. W tamtym momencie najlepszym puncherem w ekipie był bowiem… 24-letni Michał Kwiatkowski, który miał za sobą pierwszą udaną kampanię klasyków i obiecujące Tour de France. To od niego bardzo utalentowany Francuz miał się uczyć i na niego miał pracować, choć ostatecznie ich kooperacja… nie okazała się tak owocna, jak mogłaby być.
– Młody Francuz w swoim pierwszym sezonie w World Tourze był już kilka razy na podium [dokładniej dwa – na etapach Volta a Catalunya – przyp. red.], a tutaj dostanie szansę, by nauczyć się od swoich starszych kolegów jazdy w klasykach
– można było przeczytać na stronie Omega Pharma-Quick Step tuż przed debiutem Alaphilippe’a w Amstel Gold Race. W Holandii, ale także w Strzale Walońskiej i Liege-Bastogne-Liege miał być dla “Kwiato” cennym wsparciem, ale niestety jego przygoda z tryptykiem ardeńskim 2014 okazała się wyjątkowo krótka. Już podczas “Piwnego Wyścigu” ucierpiał w kraksie i belgijsko-holenderski cykl dobiegł dla niego końca. Lepiej było w GP Ouest France-Plouay, gdzie Alaphilippe osiągnął życiowy sukces, zajmując 5. miejsce, także dzięki jeździe starszego kolegi.
– Obecność Kwiatkowskiego w 7-osobowym odjeździe, pozwoliła pozostałym zaoszczędzić nieco energii w finale – tłumaczył po zakończeniu wyścigu dyrektor sportowy drużyny Tim Steels. Gdy kilka miesięcy później “Kwiato” przyjeżdżał w tęczowej koszulce na Amstel Gold Race, Alaphilippe starał mu się zrewanżować tym samym – bez powodzenia. – Gdy po Caubergu zobaczyłem, że Michał wciąż jest w pierwszej grupie, postanowiłem zrobić wszystko, by dojechać do niego i mu pomóc. To pierwsze mi się udało – niestety drugie okazało się poza zasięgiem. Byłem zablokowany i nie byłem w stanie wspomóc lidera – opowiadał po zakończeniu wyścigu kolarz, który już dwa dni później symbolicznie przejął od starszego kolegi miano najlepszego punchera ekipy:
– W końcówce zabrakło mi sił […], ale na szczęście mamy Juliana. Dużo mi pomagał, a w końcówce miał jeszcze siłę, by zająć drugie miejsce… Jesteśmy z niego dumni – mówił Kwiatkowski po słabszej dla niego Strzale Walońskiej, gdzie Alaphilippe zajął drugie miejsce, przegrywając tylko z królem Mur de Huy – Alejandro Valverde. A gdy kilka dni później sytuacja się powtórzyła, a “Alaf” był w stanie zafiniszować na 2. miejscu pomimo wykonania gigantycznej pracy na rzecz “Kwiato”, nasz kolarz nie miał najmniejszych wątpliwości: – Ten chłopak ma gigantyczny potencjał. Jest przyszłością tego zespołu – przyznawał kolarz, który pół roku później opuścił Watahę.
To “Klątwa tęczowej koszulki”, która dopadła Michała Kwiatkowskiego z opóźnionym zapłonem, spowodowała, że Alaphilippe już jako 22-latek był w stanie pokazać, że należy do czołowych kolarzy na świecie. Sprawiła też, że “Kwiato” nigdy nie zdołał wykorzystać w pełni pomocy swojego nieco młodszego i szalenie utalentowanego kolegi z drużyny – dużo lepiej jego obecność wykorzystał już jako kolarz Sky, gdy wygrał Mediolan-San Remo po trójkowym odjeździe, do którego dołączył właśnie dzięki atakowi swojego dawnego ucznia.
100 dni Napoleona szczęśliwego wąsacza
Alaphilippe zakończył tamten wyścig na 3. miejscu, przegrywając także z Peterem Saganem. Tamten wynik doskonale wpisywał się w ogólną tendencję. Alaphilippe kończąc 25 lat miał na swoim koncie aż trzy podia trzech różnych monumentów, ale jeśli chodzi o zwycięstwa, to mógł się pochwalić… tylko jednym na poziomie World Touru (etap Paryż-Nicea). Olbrzymi progres w tej materii poczynił w 2018 roku, gdy wygrał m.in. Strzałę Walońską, dwa etapy Tour de France i Clasica San Sebastian, jednak prawdziwy przełom w jego karierze nastąpił w kolejnym sezonie.
W 2018 jego seria sukcesów rozpoczęła się… chwilę po zapuszczeniu wąsów – na zdjęciu z początku tamtego sezonu widzimy go jeszcze z gładką ogoloną twarzą, zaś już w kwietniu, gdy wygrywał Strzałę Walońską widać u niego wyraźny zarost. Rok później to właśnie jego wąsy stały się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów peletonu, a jego samego zaczęto nazywać “D’Artagnanem”.
Określenie szybko do niego przylgnęło – pewnie także dlatego, że podobnie, jak bohater Dumasa, niezależnie od okoliczności i otaczających go rywali, w czasie ani na moment nie tracił wiary we własne siły. I prawie zawsze znajdował sposób na rywali – w każdym możliwym terenie. Pomimo tego, co wydarzyło się w dwóch kolejnych latach, prawdopodobnie najbardziej ikonicznym czasem w karierze Francuza był właśnie okres między marcem, a lipcem 2019.
Wygrywał w każdym możliwym terenie. Był w stanie wygrać finisz z będącym w życiowej formie Vivianim (6. etap Tirreno-Adriatico) i czasówkę podczas Tour de France, a na szczyty Tourmalet czy La Planche des Belles Filles wjeżdżać razem z największymi faworytami całego wyścigu.
Był królem klasyków – jego pojedynki z Jakobem Fuglsangiem były jednym z najbardziej wciągających seriali tamtego kolarskiego sezonu. Gdzie pojawiał się jeden, tam był i drugi, niezależnie, czy był to wyścig jednodniowy, czy „tygodniówka”. W Strade Bianche lepszy był debiutujący na szutrze Julian Alaphilippe, podobnie jak w Strzale Walońskiej. W Liege-Bastogne-Liege zdecydowane zwycięstwo nad wielkim rywalem odniósł Jakob Fuglsang, zaś Amstel Gold Race przegrali obaj, gdy najpierw uciekli reszcie rywali na około minutę, a później zajęci czarowaniem się między sobą zostali doścignięci przez kilkuosobową grupę prowadzoną przez Mathieu van der Poela.
Być może najważniejszy dla budowania legendy Francuza był jego występ w Tour de France – tam gdzie Fuglsanga niektórzy typowali nawet do walki o zwycięstwo. A jednak bohaterem tamtego wyścigu był właśnie on. Czternaście dni spędzonych w koszulce lidera i dzielna zacięta walka o utrzymanie żółtej koszulki w drugiej części wyścigu nasuwała skojarzenia z niespodziewanym występem Thomasa Voecklera z 2014 roku, jednak było to skojarzenie fałszywe, bo Alaphilippe’a nikt nie zlekceważył. Swoją przewagę, dobijającą w pewnym momencie do dwóch minut Francuz wywalczył nie jedną ucieczką dnia, a walką wręcz z innymi faworytami i widowiskowymi akcjami, takimi jak ta z etapu do Saint-Etienne, gdy wraz z Thibautem Pinotem, dzień przed Świętem Zburzenia Bastylii, zapewnili swoim rodakom mnóstwo radości przyjeżdżając 20 sekund przed niczego się nie spodziewającym peletonem.
Tak, w 2019 roku Alaphilippe, jak kiedyś jeden z jego znanych rodaków, miał swoje 100 dni (dokładniej 149). Tyle że jego okres chwały nie zakończył się na szczęście zesłaniem na Wyspę Św. Heleny, a spadkiem na 5. miejsce w klasyfikacji generalnej Tour de France. A później wcale nie kończył swojego żywota, podtruwany przez przeciwników arszenikiem, a doczekał się kolejnych wielkich sukcesów.
Kolejny po “Kwiatku”
– Tęczowa koszulka to mój Święty Graal – tak Alaphilippe mówił przed mistrzostwami świata w Yorkshire, będącymi zwieńczeniem bardzo udanego dla niego sezonu. Zresztą nie po raz pierwszy, bo podobnie pompatycznych słów używał dwa lata wcześniej, w Bergen. Wygląda na to, że mistrzostwa świata zawsze były dla niego wyścigiem wyjątkowym, jednak w deszczowej Brytanii o sobie dało znać jego zmęczenie trudnym sezonem. Był najlepszym kolarzem świata (nie tylko zdaniem Velo d’Or, ale także według Was), lecz na tytuł mistrza świata musiał jeszcze poczekać.
Tak samo jak Quick-Step. Niesamowita była do pewnego momentu regularność z jaką sponsor na co dzień produkujący panele podłogowe mógł chwalić się, że w swoim zespole ma tęczową koszulkę. W XXI wieku doczekali się aż sześciu mistrzów świata, a niektórzy z nich (jak np. Paolo Bettini) wygrywali dwa razy. To daje niesamowitą skuteczność i czyni Quick-Step najbardziej utytułowaną ekipą w najnowszej historii tych zawodów. Jednak w 2020 roku zespół czekał na kolejny sukces już od sześciu lat – najpierw ich przekleństwem okazał się dominujący przez 3 lata Peter Sagan (który na początku kariery poważnie rozważał podpisanie kontraktu z Quick-Stepem), a później kolejno Alejandro Valverde i Mads Pedersen.
Na szczęście dla Patricka Lefevere’a, pandemia odmieniła wiele rzeczy, ale nie formę Juliana Alaphilippe’a. Fakt, Francuz nie był już tak skuteczny, jak rok wcześniej, jednak wciąż należał do czołowych kolarzy globu, a dodatkowo, dzięki przesunięciu wiosennych klasyków na jesień, nie musiał przygotowywać dwóch (albo i trzech) szczytów formy, by liczyć na tęczową koszulkę. Tym razem nie był głównym faworytem – w tym kontekście mówiło się częściej o będącym w gazie Woucie Van Aercie – tak jak “D’Artagnan” w 2019 mającym za sobą zwycięstwa w Mediolan-San Remo i Strade Bianche, będące w dodatku nie odległą przeszłością, a wydarzeniem odległym o miesiąc.
Podczas Primavery Belg pokonał Alaphilippe’a na finiszu, co być może skłoniło mocno wierzącego rok wcześniej w swój finisz Francuza do tego, by poszukać innego rozwiązania. Choć możliwe, że po prostu zareagował na to, co działo się na trasie. Na decydującym podjeździe pod Cima Gallisterna zaatakował bowiem Marc Hirschi, którego szlakiem podążył Michał Kwiatkowski, a delikatne zamieszanie spowodowane tą akcją wykorzystał właśnie “D’Artagnan”, który zostawił wszystkich rywali i popędził przed siebie.
– To było największe marzenie w mojej karierze. Niestety do tej pory nawet gdy byłem blisko, nigdy nie udawało mi się nawet stanąć na podium. Najlepszy dzień w moim życiu
– opowiadał po wszystkim nowoukoronowany mistrz świata.
Skoro Francuz tak bardzo marzył o tęczowej koszulce, to dostał ją z całym dobrodziejstwem inwentarza – łącznie z wiążącą się z nią klątwą. Owszem, dość szybko wygrał w niej pierwszy wyścig – Strzałę Brabancką, ale w pozostałe wyścigi udały mu się zdecydowanie mniej, choć był być może najmocniejszym kolarzem w stawce. Liege-Bastogne-Liege przegrał, bo zbyt wcześnie zaczął cieszyć się ze zwycięstwa i w ostatniej chwili wyprzedził go Roglič (a potem jeszcze stracił drugą pozycję przez niebezpieczne zachowanie na finiszu), zaś w Wyścigu Dookoła Flandrii jako jedyny utrzymał tempo Van der Poela i Van Aerta tylko po to, by zakończyć swoj sezon po starciu z samochodem.
Być może to natężenie niefortunnych zdarzeń sprawiło, że “klątwa” szybko się wyczerpała i w kolejnym roku Alaphilippe mógł w zasadzie zapomnieć o jej istnieniu. A pod koniec roku, w belgijskim Leuven, na zupełnie innej trasie, niż ta z 2020 roku, po bliźniaczej akcji (tym razem trwającej 17 km) zdobył drugie z rzędu złoto.
Przykry koniec długiej przygody, który jeszcze może być piękny
– Na mecie Julian nie przestawał pytać, czy jestem z niego dumny. Oczywiście, że jestem! Poza tym nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem aż tylu płaczących mężczyzn – opowiadał Patrick Lefevere już po pierwszym tytule zdobytym przez jego podopiecznego. Nic dziwnego, bo choć w swoim życiu doczekał się już wielu mistrzów świata, to z żadnym nie przeszedł tak długiej drogi, jak z Alaphilippem.
W ciągu 11 lat spędzonych w Quick-Stepie 32-latek zdołał wygrać tyle, że nie powinien dziwić fakt, że dziś, wchodząc na stronie Soudal-Quick Step w zakładkę z Julianem Alaphilippem przeczytamy o nim, że jest jedną z największych legend i najbardziej utytułowanych kolarzy w historii zespołu.
Niestety można było o tym zapomnieć, bo ostatnie lata to dla Francuza głównie przepychanki ze swoim kolarskim ojcem. Jeszcze w 2022 roku, gdy ten pierwszy jeździł w tęczowej koszulce, a ciągłe kraksy i dojście do głosu nowej, dominującej generacji uniemożliwiały mu powrót na dawny poziom, drugi wbijał mu ciągłe szpilki. Niekiedy atakował jego żonę, mówiąc, że ma na niego zły wpływ, innym razem nazywał go „sytym kotem”, jednak niemal za każdym razem nie omieszkał się dodać, że Francuz zarabia za dużo jak na aktualnie prezentowany poziom.
Lefevere dziś żałuje tamtych słów – miesiąc temu przepraszał już swojego podopiecznego na łamach Het Laatste Nieuws, tyle że jednocześnie obstaje przy swoim – Julian zarabia za dużo, jak na prezentowany przez siebie poziom. – A skoro tak, to nie było innej możliwości, niż rozejście się obu panów, nawet pomimo ocieplenia się relacji obu panów widocznego już od czasu ostatniego Giro d’Italia.
I nawet pomimo niezłej formy Alaphilippe’a od tego czasu. We Włoszech, po raz pierwszy od wielu miesięcy, dostał od swojego szefa wsparcie i szybko zrewanżował się wygranym etapem. A ostatnio znów jest w dobrej formie, co pokazał podczas Clasica San Sebastian i przede wszystkim GP de Montreal, gdzie jeszcze większe wrażenie niż bardzo dobry wynik robiła jego bardzo aktywna jazda. I choć przy kapitalnej obsadzie zuryskich mistrzostw – z Pogačarem, Rogličem, Van der Poelem i Evenepoelem na czele, wydaje się, że zdobycie przez niego trzeciego mistrzostwa świata graniczy z cudem to już medal innego kruszcu nie jest wcale nierealny. A nawet on byłby całkiem sympatycznym zwieńczeniem mimo wszystko owocnej francusko-belgijskiej współpracy!
Mistrzowie świata z Quick-Stepu w XXI wieku:
- Oscar Freire – 2001*
- Tom Boonen – 2005
- Paolo Bettini – 2006 i 2007
- Michał Kwiatkowski – 2014
- Julian Alaphilippe – 2020 i 2021
- Remco Evenepoel – 2022
*Mapei-Quick Step z 2001 roku trudno nazwać bezpośrednim poprzednikiem obecnej ekipy Patricka Lefevere’a. Historia ekipy sprzed 2003 roku jest dość skomplikowana i zasługuje na osobny artykuł, ale pokrótce temat wyjaśnił w rozmowie ze mną Zbigniew Spruch. Generalnie, spadkobiercą tamtej ekipy można byłoby określić zarówno UAE Team Emirates, jak i Soudal-Quick Step, zaś sam Lefevere w 2000 roku odszedł z Mapei do Dolmo-Farm Frites, a gdy po trzech latach tworzył Quick-Step Davitamon, większość zawodników wziął właśnie z tych dwóch ekip.
Zobacz też
Mistrzowskie odliczanie (10) – Preludium do polskiego dnia chwały
Mistrzowskie odliczanie (9) – dziewięciu wspaniałych
Mistrzowskie odliczanie (8) – ośmiu polskich medalistów
Mistrzowskie odliczanie (7) – (nie)szczęśliwa siódemka De Vlaemincka








