Za Michałem Kwiatkowskim start w jego 7. w karierze Tour de Pologne. Aż 4-krotnie nasz najlepszy zawodowy kolarz w historii kończył ten wyścig na podium klasyfikacji generalnej, ale tegoroczna edycja z pewnością nie pozostanie w pamięci 36-latka ze względu na końcowy wynik. Mimo to ten zauważał wiele pozytywów, szczególnie związanych z trasą i atmosferą przy niej, jaką tworzyli polscy kibice.
To nie było wymarzone Tour de Pologne dla Michała Kwiatkowskiego i jego kolegów z Netcompany INEOS. Choć Polak przystępował do niego z pewnym optymizmem, który był związany z potencjalnymi wynikami Sama Welsforda w sprincie, a następnie Magnusa Sheffielda oraz swoim osobistym w klasyfikacji generalnej, to jednak rzeczywistość nie napisała tym razem pięknej historii dla 36-latka i jego ekipy. Pierwszy z wymienionych był najwyżej 18. na etapie, z kolei w górach o zwycięstwa ocierał się Axel Laurance, który jednak wcześniej poniósł straty i nie liczył się w walce o cały wyścig. Francuz był kolejno 3., 4. i 5. na trudniejszych odcinkach, a brytyjska grupa kończy wyścig z 5. miejscem Magnusa Sheffielda w czasówce i „dopiero” 18. lokatą Laurence’a w generalce. Jak to Tour de Pologne w wykonaniu swoim oraz kolegów z ekipy ocenia Michał Kwiatkowski?
Myślę, że apetyty były dużo większe. Wyjeżdżałem z Tour de France z dobrymi nogami… Z Tour de France, do którego, że tak powiem, byłem bardzo dobrze przygotowany. W tym roku łapałem bardzo szybko formę po kontuzji i brakuje przez to tej wytrzymałości. Po trzech pierwszych etapach, gdzie była pewna świeżość, jeszcze z wypoczynku mogłem powalczyć pod Orlinek w Karpaczu, ale potem z dnia na dzień zmęczenie dawało się we znaki. Pod Kocierz, w Bukowinie, dzisiaj na czasówce… Tendencja formy była cały czas spadkowa i myślę teraz przede wszystkim o wypoczynku, spokojnym powrocie do treningów i zbudowaniu czegoś bez pośpiechu, bo mam wrażenie, że na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy po kontuzji z San Remo, czy też po zeszłorocznej kontuzji na wiosnę, cały czas gonię za tą formą i nie mam czasu na spokojne przygotowanie. Liczę na to, że ten cały pech jest za mną i będę mógł złapać oddech, spokojnie pomyśleć o zbudowaniu wytrzymałości, która potem pozwoli mi w takich momentach, jak na Tour de Pologne, być z dnia na dzień coraz silniejszym, a nie słabszym
— zaczął Michał Kwiatkowski.
Tegoroczna, 83. edycja Tour de Pologne stanęła pod znakiem odwiedzenia regionów, których wyścig ten nie widział od przeszło dwóch dekad. Jak takie odświeżenie formuły i przejazd przez miejsca, o których nasza największa impreza zdawała się zapomnieć, oceniał jedyny w historii polski mistrz świata zawodowców w elicie mężczyzn, zdobywca złota z Ponferrady z 2014 roku, czyli po prostu Michał Kwiatkowski.
Ja uwielbiam takie ściganie, gdzie jeździmy po całej Polsce. Mogliśmy zobaczyć całe wybrzeże, środkowo-zachodnią część Polski – to nie była tylko jazda po Małopolsce, dookoła Krakowa, gdzie wszyscy bardzo dobrze znają te trasy, ale jednocześnie nikt nie znał Kaszub, wybrzeża, więc świetnie, że mogliśmy pokazać wyścig i Polskę z tej strony, bo jest naprawdę piękna. Wielu kolarzy podjeżdżało do mnie na trasie, mówili, że są w szoku, jak wspaniały mamy kraj
— kontynuował Michał Kwiatkowski, który bez wątpienia jest ambasadorem naszego kraju w światowym peletonie. Pozostając jednak przy temacie trasy i wyścigu, jaką rzecz najbardziej zapamięta z niego 36-letni zawodnik Netcompany INEOS?
Przede wszystkim zapamiętam jak bardzo jestem rozpoznawalny w Polsce, bo wiadomo, że będąc w autobusie obok Egana Bernala, Gerainta Thomasa i innych, to widać ich popularność. Nie chcę powiedzieć, że jestem gdzieś tam w cieniu, ale mam wrażenie, że brakuje mi tego wsparcia. Oczywiście są zawsze polscy kibice, widziałem na Alpe d’Huez polskie flagi, ale dopiero jak przyjeżdża się do Polski, to widać, jak wielkie mam wsparcie i ilu kibiców jest za mną, ze mną na dobre i na złe, dlatego dziękuję im za to. Nieważne w jakiej formie będę w przyszłym roku, to chcę tu wrócić, bo jestem tu z uśmiechem na twarzy i z przyjemnością… Chciałbym celebrować to, że reprezentuję Polskę, że ścigam się dla polskich kibiców, którzy tak świetnie nie tylko mnie, ale jednak widzę, że przede wszystkim mnie, wspierają. Chcę im w jakiś sposób za to podziękować
— kontynuował Michał Kwiatkowski.
Wiemy już co za Polakiem, mamy też świadomość tego jak ciężka za nim droga w ostatnich latach, ale wiemy, że ten cały czas posiada ważny kontrakt aż do końca 2028 roku z zespołem Netcompany INEOS. Jakie są zatem kolejne cele biało-czerwonego na ten rok? Czy zobaczymy go na Mistrzostwach Świata w kolarstwie szosowym – Montréal 2026?
Od początku sezonu miałem w planie przygotowanie się do Mistrzostw Świata w Kanadzie poprzez tamtejsze klasyki – Québec i Montréal. Mam teraz 4 tygodnie, może nawet nieco ponad, na złapanie oddechu, treningi, przygotowanie się do nie tylko Mistrzostw Świata, ale i klasyków po nich. Może wybiorę się również na Mistrzostwa Europy, może uda się pojechać, chociaż to będzie długa wyprawa, bo klasyki w Kanadzie to początek września, potem Mistrzostwa Świata… Pociągnięcie tego do Mistrzostw Europy w Słowenii to byłaby wielka wyprawa, niemal jak wielki tour, jeśli chodzi o dniówki. W tym momencie cała moja motywacja jest związana z tym, żeby dobrze się pokazać w Montréalu. Lubię ścigać się na tych trasach, choć wiadomo, że ta runda tam nie wybacza. Jest bardzo trudna i Tadej Pogačar będzie tam robił co chciał, ale nie składamy broni od razu i mam nadzieję, że będę mógł tam pojechać z lepszymi nogami niż na Tour de France czy Tour de Pologne
— odpowiadał 36-latek, którego dopytano o to, czy cały czas odnajduje w sobie motywację.
Wiesz co? Tak. To jest część mojego życia, żeby robić to co lubię i nie widzę się na razie w innej roli. Daję z siebie 100% każdego dnia, to mnie motywuje, to mi się podoba, taki przykład daję dzieciakom ze swojej akademii i wszystkim innym dookoła, że w ten sposób podchodzę do wszystkiego, co robię. Tak samo moim córkom pokazuję, choć wiadomo, że są jeszcze młode, że do wszystkiego staram się podchodzić profesjonalnie. Teraz myślę o tym, by jak najlepiej skończyć sezon, każdy dzień będzie się teraz liczył jeśli chodzi o wypoczynek i treningi, bo mam nadzieję, że teraz po tym dłuższym czasie pecha, który ciągnie się od Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, będę miał teraz okres, gdzie spokojnie potrenuję. Już nawet nie myślę tu tylko o tym sezonie, w którym oczywiście chcę jeszcze coś osiągnąć, ale i o dłuższej perspektywie przyszłego roku, żeby mieć to wszystko za sobą i móc coś zacząć w końcu wygrywać
— rozwinął Michał Kwiatkowski.
Nasz najlepszy w historii zawodowy kolarz, w którego dorobku znajdziemy w sumie aż 33 zawodowe zwycięstwa, w tym 15 odniesionych na poziomie UCI World Tour, został na koniec zapytany o to, czy jest w stanie dać jakąś radę dla tego, który w tym roku został najlepszym Polakiem 83. edycji Tour de Pologne, czyli młodszego o 15 lat od siebie Filipa Gruszczyńskiego.
To ciężki temat… Tak w kilku słowach ubrać radę. Ja staram się robić to co najlepiej potrafię. Ciężka praca przez długi czas, nie poddawanie się – kolarstwo to są wzloty i upadki. Trzeba mierzyć bardzo wysoko, a jak się to robi, to po drodze można zahaczyć i kilka mniejszych sukcesów, więc jeśli Filip będzie mierzył bardzo wysoko, to na pewno uda mu się osiągnąć bardzo wiele w kolarstwa. Najważniejsze to nie poddawać się na samym początku, bo wiadomo, że jak się ogląda Tadeja Pogačara, Remco Evenepoela i innych kolarzy, to wydaje się to być niemal nieosiągalny poziom, ale jak wierzysz, że możesz tam być, to ciężką pracą jesteś w stanie naprawdę wiele osiągnąć i ja tak do tego zawsze podchodziłem, a teraz jestem tu gdzie jestem
— zakończył Michał Kwiatkowski.
W Wieliczce udział w wywiadzie brał Jakub Jarosz.










Kwiato,
Tak, może Pan zawsze liczyć na kibiców. Na mnie też.
Szkoda, że znowu rozminąłem się z Panem i nadal nie mam Pańskiego autografu. Przy mecie pod ośrodkiem Kocierz było blisko – już odwracał się Pan w moją stronę, ale ktoś z obsługi pociągnął Pana w przeciwną stronę… Ale sporo innych obecnych i byłych kolarzy, ludzi ważnych dla kolarstwa, udało się ☺️. Do następnego zatem 🤗
Zdziadział strasznie niestety