fot. ASO / Thomax Mehaux

Peter Sagan to prawdopodobnie największa postać drugiej dekady XXI wieku. Jednym z tych wyścigów, w czasie których Słowak najmocniej zbudował swoją legendę było Tour de France. Aż trudno uwierzyć, że już dziś od jego ostatniego triumfu mija pięć lat.

Dziwnie potrafią się toczyć koleje kolarskiego losu. Gdy w 2019 roku 29-letni Peter Sagan wygrywał 5. etap Tour de France, starszy o pięć lat Mark Cavendish powoli przymierzał się do zakończenia kariery po trwającym trzy lata koszmarze. Wtedy nikt zapewne nie spodziewał się tego, że w 2024 ten drugi pobije rekord Eddy’ego Merckxa, zaś pierwszy będzie oglądał jego wyczyny już jako kolarski emeryt.

Tak, okres wielkości Petera Sagana zakończył się nadspodziewanie szybko – ale łatwo zrozumieć przyczynę. Lata, w których Sagan był uznawany, jeśli nie za najlepszego, to jednego z najlepszych kolarzy na świecie były dla niego wyjątkowo intensywne – bogate w starty od marca (klasyki), przez lipiec (Tour de France) aż po wrzesień (mistrzostwa świata). Tym bardziej, że wszystko zaczęło się naprawdę wcześnie…

Peter Zwycięzca

Siódemka to szczęśliwa liczba, która zaskakująco często pojawia się przy okazji sportowych rekordów. Siedem mistrzostw świata Formuły 1 zdobyli Michael Schumacher i Lewis Hamilton, siedmiokrotnie motocyklowym mistrzem świata zostawał Valentino Rossi, siedem razy z rzędu mistrzostwo Polski w siatkówce zdobyła Skra Bełchatów, a w hokeju tego samego dokonała Unia Oświęcim… można byłoby długo wymieniać. 

Zresztą, w historii Tour de France siódemka również zajmuje szczególne miejsce. Przed edycją z 2012 roku można było na przykład z czystym sumieniem powiedzieć, że siedmiokrotnie Wielką Pętlę z maillot jaune kończył Lance Armstrong, zaś z maillot à pois – Richard Virenque. Do kompletu (bo trudno liczyć na to, że ktokolwiek kiedyś wygra siedem razy maillot blanc) brakowało tylko maillot vert – tu rekordzista, Erik Zabel mógł pochwalić się tylko sześcioma zwycięstwami. Wśród aktywnych zawodników najwięcej triumfów miał wtedy 34-letni Thor Hushovd – on wygrywał klasyfikację punktową Tour de France dwukrotnie. Rekordowi Niemca nikt nie zagrażał. Do czasu…

Sam początek Tour de France 2012 przyniósł bowiem rewelacyjne występy 22-letniego Słowaka – Petera Sagana. Występu, którego nikt się nie spodziewał? Wręcz przeciwnie. Choć wobec 22-letnich kolarzy rzadko formowane były wtedy jakiekolwiek oczekiwania, to akurat ten był wyjątkiem – Chcemy umożliwić mu sięgnięcie po przynajmniej jedno zwycięstwo – zapewniał przed Tour de France Stefano Zanatta. Sagan nie był bowiem kolarstwie postacią nową. Pomimo bardzo młodego wieku, miał już na swoim koncie… 16 worldtourowych zwycięstw. Także na etapach Vuelta a Espana i w klasyfikacji generalnej Tour de Pologne. 

Słowak stał więc przed olbrzymim wyzwaniem, ale przez kolejne dni pokazywał, że może stawić czoła każdej gwieździe. Pierwszy etap – z metą na końcu delikatnego wzniesienia to jego zwycięstwo po pokonaniu Fabiana Cancellary. Dwa dni później “Spartakusa” i resztę czołowych kolarzy tamtych czasów wyprzedził o kilka długości roweru, a jego przewaga była na tyle duża, że sędziowie policzyli mu jednosekundową przewagę nad resztą stawki. Po siedmiu dniach ścigania Sagan miał już 3 etapowe zwycięstwa. Na szóstym etapie wykorzystał to, że większość sprinterów ucierpiała w fatalnej kraksie i na płaskim finiszu pokonał jadącego ze zwichniętym barkiem Andre Greipela. Ze swoich sześciu pierwszych etapów (odliczając prolog), 22-latek wygrał równo połowę. Pewnie prowadził w klasyfikacji punktowej, a biorąc pod uwagę jego młody wiek, a także szybkość połączoną ze wszechstronnością, szybko stało się jasne, że ma wszystko, by za jakiś czas walczyć o przebicie wyniku Zabela. 

Zawsze drugi

Tour de France to jednak nie wyścig tygodniowy – peleton ściga się tam nie przez 7, a 21 dni. I niestety kolejne dwie tercje wyścigu zakończył już bez choćby jednego skalpu. Na koniec jednak mógł być z siebie bardzo zadowolony. Mimo posuchy, jeśli chodzi o zwycięstwa – trzy drugie miejsca i jedno trzecie na kolejnych etapach, musiały go cieszyć – tym bardziej, że wystarczyły do sięgnięcia po wymarzoną zieloną koszulkę.

– Osiągnąłem rezultat, przekraczający moje najśmielsze oczekiwania. Chciałem przynajmniej wygrać jeden etap – wygrałem aż trzy. Pragnąłem założyć zieloną koszulkę i zdobyłem ją mówił po wyścigu. Wtedy jeszcze drugie miejsca cieszyły młodego Słowaka. Niestety za jakiś czas zaczęły go męczyć – pewnie każdego by zmęczyły, gdyby pojawiały się w jego wynikach tak często. W czasie kolejnych 3 edycji Słowak wywalczył sobie 13 drugich miejsc i zaledwie jedną wygraną. 

Był jak Wout van Aert – za wolny, by seryjnie wygrywać na finisze, zaś gdy teren odpowiadał mu bardziej, inni cały czas się na niego oglądali, a on nie miał dość mocy, by zgubić wszystkich. Widać to było choćby na 16. etapie Tour de France z metą w Gap. Sagan zabrał się tam w odjazd i przez długi czas musiał samotnie prowadzić grupę goniącą za Rubenem Plazą, aż w końcu stracił cierpliwość i samotnie ruszył za pogoń za Hiszpanem, zjeżdżając z Col de Manse jak szaleniec. Jego popisy były imponujące, ale i tak wystarczyły wyłącznie do tego, by zmniejszyć stratę z minuty do 30 sekund. Po wszystkim Słowak zaczął uderzać dłonią w klatkę piersiową, co tłumaczył później – Wziąłem to z filmu “Wilk z Wall Street”. Chciałem sobie dodać energii.

I choć gdy wypowiadał te słowa, na jego twarzy można było dostrzec uśmiech, to kolejne drugie miejsca go frustrowały – Trudno jest wygrywać, gdy każdy się na ciebie ogląda. Każdy siedzi na moim kole i czeka, aż to ja coś zrobię…  – mówił później, w trakcie tego samego wywiadu. Jego szef – Oleg Tinkov głośno wyrażał swoje współczucie. – Biedny facet. On naprawdę zasługuje na wygranie jednego etapu. Niestety wszyscy jeżdżą tak, jakby ścigali się tylko z nim!

Oczywiście seryjnie zdobywane zielone koszulki mogły nieco osładzać mu kolejne rozczarowania, ale trzeba przyznać – kolarze, szczególnie sprinterzy, jeżdżą po to, żeby wygrywać. Nic dziwnego, że Saganowi cała sytuacja powoli przestawała się podobać. W książce „Mój Świat” zdradził, że zastanawiał się wówczas nawet nad zakończeniem kariery. O tym zaś, jak dużą frustrację wzbudzała w nim tamta sytuacja niech świadczy fakt, że opisywaniu jej poświęcił aż 5 stron. Ostatnie zdania tamtego fragmentu brzmiały następująco:

Pozostał już tylko jeden etap dla sprinterów. Słynny wyścig na Pola Elizejskie, którego ukoronowaniem miała być dekoracja zwycięzcy w Paryżu. Postanowiłem zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby nie być drugi. Udało mi się. Byłem siódmy – Tak, 2015 był rokiem, gdy do Petera Sagana łatka wiecznie drugiego przylgnęła na dobre. Na szczęście nie trwało to długo.

Mistrz świata

Wielka Pętla zakończyła się w lipcu, a już dwa miesiące później Sagan był już mistrzem świata. Nie, nie wicemistrzem, ale właśnie mistrzem. Najlepszym kolarzem na świecie. I jak kiedyś wyliczyliśmy, nikt nie radził sobie z “klątwą tęczowej koszulki” tak dobrze, jak on. Podczas gdy inni kolarze po zdobyciu mistrzostwa świata spuszczali z tonu, on jakby zyskiwał zastrzyk dodatkowej energii – może dlatego, że na szosie wszyscy i tak zawsze oglądali się właśnie na niego, zaś poza nią kochał znajdować się w centrum uwagi.

Do Tour de France 2016 przystępował jako zwycięzca m.in. Gandawa-Wevelgem i Ronde van Vlaanderen. Wygrał pierwszy monument w karierze. “Nic już nie muszę”, mógłby sobie zatem powiedzieć przed rozpoczęciem Wielkiej Pętli, tyle że… to nie byłaby prawda. – Chcesz jechać na igrzyska olimpijskie? Musisz wygrać dwa etapy Tour de France! – usłyszał od Tinkova kilka miesięcy przed zbliżającą się imprezą czterolecia, w czasie której chciał się zaprezentować jako kolarz… MTB. Nie było zatem innej możliwości – trzeba było przerwać posuchę i w końcu – po dwóch latach przerwy wygrać etap Tour de France.

Na szczęście Słowak swój cel zrealizował. Na finiszu w Cherbourgu okazał się lepszy od całej klasycznej śmietanki – z Alejandro Valverde, Danielem Martinem i Julianem Alaphilippem na czele, zaś kropkę nad “i” postawił dzięki… Maciejowi Bodnarowi. Kilka dni później Polak znalazł się bowiem w grupie wraz ze Słowakiem, Geraintem Thomasem i Chrisem Froomem. Na płaskim etapie bardzo mocna czwórka wykorzystała podmuchy wiatru, by pozbyć się pozostałych kolarzy i samotnie rywalizować o zwycięstwo.

Umiejętności Bodnara, jeśli chodzi o jazdę indywidualną na czas okazały się wówczas nieocenione – to również dzięki nim grupka dojechała do mety przed peletonem, a Sagan mógł wykorzystać rozprowadzenie Polaka i sięgnąć po swoje drugie zwycięstwo. Słowak zrealizował swój cel, a na dokładkę kilka dni później wygrał jeszcze po raz trzeci.

Koszulka dodawała mu skrzydeł. Przez trzy lata wygrał w niej aż siedem etapów tego wyścigu. Niestety zdarzały mu się też gorsze momenty – niestety dla niego, ale zdecydowanie bardziej dla Marka Cavendisha, którego w 2017 Słowak strącił swoim łokciem z roweru. Wylała się wtedy na niego fala krytyki, a jego rywal – Andre Greipel powiedział nawet o nim: “Niniejszym przestajemy być przyjaciółmi”, jednak sam Sagan tłumaczył później w swojej książce:

– Przeanalizujmy to wszystko razem (…). Greipel widzi wyprzedzającego go prawą stroną Kristoffa, myśli: “Muszę załapać się na ten pociąg” i rusza, by uczepić się na kole. Przy okazji w niezamierzony sposób spycha Bouhanniego na prawo. Po prawej od Bouhanniego jedzie rozpędzony Arnaud Demare, który zostaje zepchnięty jeszcze bardziej na prawo na skutek przetasowań rozpoczętych przez Greipela (…). Bouhanni i Demare zepchnęli mnie w tym samym kierunku, a ostatnim zawodnikiem w tym rządku był Cavendish.

Czy Saganowi należała się wtedy nałożona przez sędziów dyskwalifikacja? Pewnie większość z was ma już na ten temat wyrobioną opinię, a pozostali mogą wyrobić ją sobie, oglądając choćby powyższe nagranie. Tak czy inaczej – to właśnie wtedy Peter Sagan po raz pierwszy w karierze nie został zwycięzcą klasyfikacji punktowej Tour de France. Po raz pierwszy, ale nie po raz ostatni.

Zmierzch ery

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że w lipcu 2019 roku Peter Sagan nie był już najlepszym kolarzem na świecie. Trasa ostatniego kolarskiego mundialu w Innsbrucku okazała się dla niego zbyt trudna i w efekcie Słowak stracił tęczową koszulkę, a wraz z nią, można było odnieść wrażenie, całą swoją moc. Wiosną, w okresie klasyków głównie narzekał na pasywność rywali, a do momentu rozpoczęcia Tour de France odniósł zaledwie dwa zwycięstwa – oba poza Europą. Cycling Weekly pisało: – Jak do tej pory jego forma jest nieporównywalnie gorsza niż w poprzednich latach – zaznaczając jednocześnie, że… – prawdopodobnie znów z łatwością wygra klasyfikację punktową!

Tak rzeczywiście się stało, a Peter Sagan zakończył tamto Tour de France z pewną, 68-punktową przewagą nad Calebem Ewanem. Pobił rekord Zabela i stał się samodzielnym rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę zielonych koszulek. Mimo wszystko, było widać, że nie był tym samym Saganem, co w poprzednich edycjach. Owszem, zanotował jedno zwycięstwo, jednak cały wyścig, zakończył mając ledwie 314 punktów – o 93 mniej, niż w najgorszym do tej pory pod tym względem 2013 roku. Jego rekord byłby zagrożony, gdyby Ewan – zwycięzca trzech etapów był zainteresowany punktami na lotnych premiach, jednak Australijczyk nie kwapił się, by po nie sięgać.

Rok później było inaczej. W 2020 roku Słowak, choć zdobył podobną liczbę punktów, został zdecydowanie zdystansowany przez Sama Bennetta także dzięki temu, że ten zdobył na lotnych finiszach jeszcze więcej punktów od niego! W efekcie, choć przez długi czas szedł z nim łeb w łeb, ostatecznie stracił do niego blisko 100 punktów. Po raz ostatni zieloną koszulkę założył na 10. etapie tamtego Tour de France. Tego samego dnia stracił trykot, a nazajutrz, po przesunięciu na koniec peletonu za spychanie Wouta van Aerta (czy to zawsze musi być on?!) jego strata stała się w zasadzie nie do odrobienia.

Końcówka kariery Sagana nie była dla niego całkowicie nieudana. Później potrafił jeszcze wygrywać etapy i punktową klasyfikację Giro d’Italia, ale odebranie na Polach Elizejskich zielonej koszulki Tour de France po raz ósmy było już poza zasięgiem. I choć szefowie TotalEnergies – jego ostatniego zawodowego zespołu zapewne bardzo żałują, on nie musi. Jego kariera, zakończona dzień po rozpoczęciu tegorocznego Tour de France i tak była naprawdę udana!

Poprzedni artykułParyż 2024: Urška Žigart poza kadrą Słowenii. Tadej Pogačar i Alex Carera mówią o układzie
Następny artykułTadej Pogačar: „Myślę, że jesteśmy na podobnym poziomie”
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Podejrzliwy kibic kolarstwa
Podejrzliwy kibic kolarstwa

Wydaje mi się, że na spadek formy Petera Sagana w latach 2018-19 miały też duży wpływ aspekty poza sportowe, on się bardzo zmienił po rozstaniu z żoną w tamtym okresie. Pamiętam, że w trakcie jednej z transmisji Krzysztof Wyrzykowski również o tym mówił, że to jest główna przyczyna słabego Sagana.
Później doszło do tego kilkukrotne zachorowanie na covid, które też wydaje się, że mocno odbiło się na jego organizmie. Jak ktoś śledził całą jego karierę, to musi zauważyć, że Sagan w ostatnich latach był wyraźnie przygaszony nie tylko sportowo, ale właśnie przede wszystkim psychicznie i to jest główną przyczyną tak słabego końca jego i tak wspaniałej kariery.