fot. Tour de France/ Jered & Ashley Gruber / A.S.O.

Na 11. etapie Tadej Pogačar po raz pierwszy został pokonany przez Jonasa Vingegaarda. Słoweniec i tak utrzymuje przewagę w klasyfikacji generalnej i nie czuł się pokonany przez Duńczyka.

Tadej Pogačar sam zdecydował się na atak daleko od mety 11. etapu. Jednak nie wszystko poszło dokładnie po myśli lidera Tour de France. Co prawda, odjechał rywalom, ale Jonas Vingegaard zdołał do niego dojechać. Dwaj wielcy rywale wspólnie dojechali do mety, gdzie na finiszu mocniejszy okazał się obrońca tytułu.

Myślę, że jesteśmy na podobnym poziomie. Pireneje przed nami i jestem na to dobrze przygotowany. To był bardzo dobry dzień. Zespół spisał się dobrze. Przez problemy z rowerem straciłem trochę energii i poczekałem na Jonasa, bo wiedziałem, że i tak wróci. Czułem się dobrze na pierwszym podjeździe i zaatakowałem, ale na drugim lepszy był Jonas i jechaliśmy razem. To był dobry dzień dla Vingegaarda, ale także dla mnie. Nie myślę, że przegrałem z nim walkę mentalną. Dobra, wygrał sprint, ale byliśmy na równi

– powiedział lider wyścigu po etapie.

Remco Evenepoel przyjechał na metę 25 sekund za dwójką liderów. Kolarz Soudal-Quick Step utrzymał drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. Jednak jego strata do lidera wzrosła do minuty i 6 sekund, a przewaga nad Vingegaardem zmalała do 8 sekund. W górach Belg na tym wyścigu nie jest w stanie utrzymać tempa duńskiego kolarza.

Nie było mowy, aby pojechać za Pogačarem po jego mocnym ataku. Postanowiłem pojechać własnym tempem. Jechałem w Primożem, ale nie udało nam się wrócić do czołowej dwójki. Myślałem, że jestem dobry na zjeździe, ale oni byli naprawdę szybcy. Znowu straciłem trochę czasu, ale to dobry etap

– powiedział po etapie Evenepoel.

Primož Roglič po ataku Pogačara stworzył pościg razem z Remco Evenepoelem. Słoweniec i Belg nie dojechali do mety wspólnie, ale mieli taki sam czas. To dlatego, że w końcówce, w strefie ochronnej lider Red-Bull BORA-hansgrohe miał upadek.

Primož poślizgnął się na drodze. Powiedział, że jechał za bardzo po wewnętrznej stronie. Ale Szybko wrócił na rower. Ma tylko kilka zadrapań i czuje się dobrze. Słusznie, że dostał czas Evenepoela. Szkoda, że nie mógł powalczyć o trzecie miejsce. Jonas i Tadej byli dzisiaj niesamowici. Ale widzimy pozytywny trend. Możemy być zadowoleni

– powiedział w wywiadzie dla ITV Sport dyrektor sportowy Red-Bull BORA-hansgrohe Ralf Aldag.

Strata Primoža Rogličia do podium to już ponad minuta. Obecnie jego czas jest gorszy od Tadeja Pogačara o 2:15, od Remco Evenepoela o 1:09, a od Jonasa Vingegaarda o 1:01.

Poprzedni artykułMr. Green – Peter Sagan i jego Tour de France
Następny artykułTour de France 2024: Upadek Wouta van Aerta. Obyło się bez złamań
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

No tak, tyle że Pogi jest ponoć w najlepszej formie w życiu, a Jonas miał upadek po którym leżał kilka tyg w szpitalu i zaburzone przygotowania 😀

Mariusz
Mariusz

Tak, ale Tadej jest po Giro, to też trzeba wziąć pod uwagę

Kuba
Kuba

Tadej może i czuł się w najlepszej formie w życiu na początku TdF, ale zmęczenie Giro da o sobie znać w trzecim tygodniu, a może już w ten weekend. Pytanie, czy Jonas faktycznie będzie coraz silniejszy i czy będzie w stanie wykorzystać brak świeżości u Pogiego. Primoż powalczy raczej tylko o trzecie miejsce z Remco.

Andrzej
Andrzej

Biorąc pod uwagę tylko same podjazdy (czyli wykluczając zjazdy) to Pogačar najpierw nadrobił nad Duńczykiem około 10 sekund, a potem stracił 35. Czyli wychodzi 25 na plus dla Jonasa. A prawdziwe góry to jeszcze przed nami.

Ryszard
Ryszard

Vinegeard na pewno nie dogonił by Pogaczara gdyby gonił Sam