Fot.: UAE Team Emirates / Sprint Cycling

Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) okazał się triumfatorem 6. etapu tegorocznej edycji Vuelta a España (2.UWT). Słoweniec pokonał w sprinterskiej batalii fenomenalnie dysponowanego Enrica Masa (Movistar Team), który dogonił go na podjeździe Puerto el Bartolo. Zawodnik UAE Team Emirates-XRG jest oczywiście liderem klasyfikacji generalnej, a czwartkowe zwycięstwo oznacza dla niego trzeci etapowy triumf w tegorocznym wyścigu. 

W czwartek kolarze mieli do pokonania 177,5 kilometra, ścigając się na trasie Alcossebre – Castelló. Profil czwartkowego etapu był dość wymagający, a najciekawiej zapowiadała się premia górska 1. kategorii Puerto el Bartolo (9,4 km ; 7%), zlokalizowana na około 20 kilometrów przed metą. Na tym podjeździe kolarze zmierzyli się również z szutrowym sektorem, więc było gdzie nadrobić nad rywalami.

Rywalizacja rozpoczęła się o godzinie 13:10. Już na samym początku mieliśmy liczne próby ataków. Problemy z rowerem mieli z kolei Lorenzo Fortunato (XDS Astana Team) i Jay Vine (UAE Team Emirates-XRG). 156 kilometrów przed metą na czele jechali Léo Bisiaux (Decathlon CMA CGM Team) i Alexey Lutsenko (NSN Cycling Team), ale ich przewaga wynosiła zaledwie 25 sekund. Wkrótce rozpoczęła się wspinaczka na Puerto de la Serratella (2. kategoria – 14,1 km ; 4%).

Na przyspieszenie zdecydował się Walter Calzoni (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), któremu udało się dołączyć do czołówki. Po paru kilometrach na czele jechał już peleton. Tempo dyktowała ekipa Decathlon CMA CGM Team. Na szczycie jako pierwszy pojawił się Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious), który zgarnął 5 punktów do klasyfikacji górskiej. Po 3 punkty sięgnął tam Lorenzo Fortunato, a 1 punkt wywalczył Stefan Küng (Tudor Pro Cycling Team).

Pojawił się też komunikat, że wyścig opuścił Joshua Tarling (Netcompany INEOS). Następnie na czele utworzyła się nam blisko 20-osobowa grupa, w której znalazł się m.in. Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike), ale ta akcja szybko została skasowana. Panowie wspinali się na Coll de la Bandereta (3. kategoria – 4,6 km ; 6,6%). Na 109 kilometrów do mety z przodu jechało czterech kolarzy: George Bennett (NSN Cycling Team), Andreas Kron (Uno-X Mobility), Gijs Leemreize (Team Picnic PostNL) oraz Santiago Buitrago. Goniła ekipa UAE Team Emirates-XRG.

Na szczycie po 3 punkty do klasyfikacji górskiej sięgnął Santiago Buitrago, a za jego plecami pojawili się Gijs Leemreize i George Bennett. Z peletonu odpadł z kolei Mads Pedersen (Lidl-Trek), któremu udało się jednak wrócić do głównej grupy. Razem z nim jechał Matthew Brennan (Team Visma | Lease a Bike). Za czołową czwórką utworzyła się nam mocna grupka pościgowa, która wkrótce dołączyła do czołówki, więc mieliśmy tam już 16 zawodników. Na czele jechali Carlos Canal (Movistar Team), Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike), Thomas Gloag (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), Pello Bilbao Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious), Patrick Konrad (Lidl-Trek), Ramses Debruyne (Alpecin-Premier Tech), Gianmarco Garofoli (Soudal Quick-Step), Vincenzo Albanese (EF Education-EasyPost), Hannes Wilksch (Tudor Pro Cycling Team), Lars Craps (Lotto Intermarché), Urko Berrade (Equipo Kern Pharma), Gijs Leemreize (Team Picnic PostNL), George Bennett (NSN Cycling Team), Andreas Kron (Uno-X Mobility) i José Manuel Díaz (Burgos Burpellet BH).

Następnym zawodnikiem, który zrezygnował z dalszej rywalizacji był Markel Beloki (EF Education-EasyPost). Czołowa grupa miała nieco ponad minutę zapasu nad peletonem. Sytuację starała się kontrolować ekipa UAE Team Emirates-XRG. Niestety w peletonie doszło do kraksy, w której uczestniczyli Marco Brenner (Tudor Pro Cycling Team) i Valentin Madouas (Groupama-FDJ United). Ucieczka powiększyła swoją przewagę do 2 minut. Defekt w głównej grupie zanotowali Magnus Cort (Uno-X Mobility) i Matthew Brennan. Na lotnej premii Benicàssim najlepszy okazał się Wout van Aert, który zdobył tam 20 „oczek” do klasyfikacji punktowej.

57 kilometrów przed metą peleton tracił do ucieczki 2,5 minuty. Na podjeździe 2. kategorii Alto del Desierto de las Palmas (7,5 km ; 5,1%) z peletonu odpadli Matthew Brennan i Lorenzo Fortunato. Tempo nadawał z kolei João Almeida (UAE Team Emirates-XRG). Kontakt z czołówką stracili Van Aert, Bilbao, Konrad, Leemreize, Wilksch oraz Bennett. Po 5 punktów do klasyfikacji górskiej sięgnął na szczycie José Manuel Díaz, 3 punkty wywalczył tam Santiago Buitrago, a 1 punkt zgarnął Thomas Gloag. Van Aert został złapany przez peleton, ale celem Belga była wygrana na lotnej premii i ten cel udało mu się zrealizować w stu procentach.

46,5 kilometra przed metą czołówka miała 2 minuty i 20 sekund zapasu nad peletonem. Na zjeździe do czołówki wrócili Bilbao, Konrad, Bennett, Wilksch i Leemreize, więc mieliśmy tam 15 zawodników.

Peleton prowadzony przez UAE Team Emirates-XRG zmniejszył stratę do 1 minuty i 50 sekund. Do mety pozostały 33 kilometry. Wielkimi krokami zbliżała się wspinaczka 1. kategorii z szutrowym sektorem – Puerto el Bartolo (9,4 km ; 7%). Chwilę później panowie znaleźli się na podjeździe. Kontakt z peletonem stracił Van Aert. Z czołówki odpadł za to mocno zmęczony Pello Bilbao, który wykonywał tam solidną pracę. Tempo w głównej grupie nadawał Jay Vine.

Podjazd 1. kategorii był bardzo wymagający, ponieważ na czele zostało już tylko 7 zawodników (Buitrago, Debruyne, Garofoli, Kron, Craps, Berrade i Díaz). Główna grupa szybko złapała Vincenzo Albanese. Vine zakończył swoją pracę, a zmienił go Pablo Torres. Czołowa siódemka miała 55 sekund przewagi nad peletonem. Do mety pozostało zaledwie 25 kilometrów. Przyspieszył lider wyścigu – Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG).

Słoweniec mijał kolejnych zawodników, aż w końcu wyszedł na samotne prowadzenie. Jeśli chodzi o pozostałych zawodników z czołówki klasyfikacji generalnej, to najlepiej radził sobie Enric Mas (Movistar Team), który jechał kilkanaście sekund za Słoweńcem. Dalej byli Primož Roglič (Red Bull-BORA-hansgrohe) i Felix Gall (Decathlon CMA CGM Team), z którymi jechał Ramses Debruyne. Fenomenalnie prezentował się Enric Mas, który zbliżał się do Słoweńca i dogonił go tuż przed samym szczytem, zgarniając tam 10 punktów do klasyfikacji górskiej oraz 6 sekund bonifikaty czasowej.

Na zjeździe do Masa i Pogačara zbliżali się Roglič, Gall i Debruyne. Ta trójka traciła zaledwie 20 sekund. Dalej byli Richard Carapaz (EF Education-EasyPost) i Harold Tejada (XDS Astana Team), którzy tracili 35 sekund, a za nimi jechał Oscar Onley (Netcompany INEOS). Zapowiadało się na wielkie emocje, ponieważ grupka z Gallem cały czas odrabiała. Panowie wjechali na finałowe 10 kilometrów.

8,5 kilometra przed metą Hiszpan i Słoweniec mieli 15 sekund zapasu nad 3-osobową grupką pościgową. Dalej byli Carapaz i Tejada (ze stratą 30 sekund), a potem była grupka z Onleyem (ze stratą 1,5 minuty – Onley, Kuss, Skjelmose, Berthet i Cristián Rodríguez). Dwa kilometry później przewaga czołowej dwójki nad grupką Galla wzrosła do 20 sekund.

Mas i Pogačar wjechali na ostatnie 5 kilometrów i zanosiło się, że to właśnie oni powalczą między sobą na finiszowych metrach o etapowe zwycięstwo. Do grupki Galla dołączyli Carapaz i Tejada. Świetnie spisujący się Tejada był bardzo aktywny. Słoweniec i Hiszpan byli już na ostatnich dwóch kilometrach. Pozostało nam czekać na sprinterską potyczkę. Grupka pościgowa traciła już ponad 30 sekund. Wkrótce rozpoczął się finałowy kilometr.

Ostatecznie po etapowe zwycięstwo sięgnął Tadej Pogačar, dla którego jest to już trzeci etapowy triumf w tegorocznym wyścigu. Drugie miejsce po wspaniałej walce wywalczył Enric Mas, a podium uzupełnił Ramses Debruyne. Słoweniec jest oczywiście liderem klasyfikacji generalnej.

Wyniki 6. etapu Vuelta a España 2026:


Wszystko o Vuelta a España 2026:
Poprzedni artykułPrezes UKS Cykliści Rypin spędzi 24 godziny na rowerze by zebrać środki dla klubu
Następny artykułTransfery: Lotto Intermarché, Visma, CANYON//SRAM i Pinarello Q36.5 z ciekawymi ruchami
Mateusz Gruszeczka
Pasjonat biegania i podróżowania. Ulubiony kierunek? Czarnogóra. Miłośnik wszelkich wyścigów - również tych mniejszych i nieco mniej znanych. W wolnej chwili copywriter.
guest
20 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Mikołaj
Mikołaj

No tego że Mas dogoni Pogiego to za grosz się nie spodziewałem. I teraz strasznie szkoda że przegrał na tym finiszu. Ładna historia by była. No cóż 6 etap 3 dla Pogiego ale on je kosi.

Haaland
Haaland

No i o to chodzi. Brawo Mas. Podoba mi sie taka jazda. W walce o 2 miejsce trzymam kciuki.

Łukasz
Łukasz

W 99 procentach przypadków kibicuję Pogiemu, ale dziś całym sercem byłem za Masem. Waleczność najwyższy poziom. Rozsądek na zjeździe w przeciwieństwie do Tadka, który dziś głupio przykozaczył i mógł stracić koszulinę i narobić sobie sporo problemów. Chciał pokazać jaki to on jest super chruper mistrz wiraży i w efekcie zaliczył pobocze. A gdyby złapał kapcia lub zaliczył upadek? To było niemądre.
Szkoda naprawdę Enrica. Tak mało wygrywa. Jednak zyskał dziś sporo nad rywalami i wskoczył na drugie miejsce w generalce. Brawo dla niego.

roni
roni

Mas fenomenalny ? To dlaczego nie wygrał ???

Dynda
Dynda

To jak tak wygladac bedzie jazda ekonomiczna to srednio widze imprezy mistrzowskie i Lombardie.

love_velo
love_velo

Za to uwielbiam kolarstwo !!!

Za to co Mas właśnie zrobił.

Miał takie demony w głowie, był kolarzem połamanym psychicznie.
Gość, który był przedmiotem memów, którego wszyscy już skreślili, po tych wszystkich kraksach, po tym paraliżu na zjazdach, po tym jak każdy ekspert w Hiszpanii mówił, że „Mas już się nie podniesie”… A on wrócił z charakterem, większym niż ten, który miał wcześniej.
Unzue mógł go wyrzucić. Mówili mu „Potrzebujesz lidera, nie pacjenta”.
Ale nie zrobił tego.
Movistar, z całym swoim chaosem, memami i dramatami, z perspektywą braku
sponsora, w tym przypadku zachował się jak rodzina: nie zostawili go.

No i Jose Vicente García, on zawsze w niego wierzył

Mas nie wygrał etapu, …On już nie musi nic wygrać, żeby jego historia była kompletna
Ale trzyma kciuki jeśli jego celem jest GC

Kanapka
Kanapka

Fajny dzisiaj etap, brawo Mas, zawsze uwazalem go za wiekszego nudziarza niz Jonas i do tego przegrywa ale dzisiaj pieknie walczyl. Jakby doszedl Pogiego troche wczesniej to kto wie?

Don
Don

Dwa lata temu postawiłem na tym gościu krzyżyk…, a on dzisiaj dogonił Pogacara pod górę. Henrik Mas czapki z głów. Jedzie znakomity wyścig i choć do końca jeszcze daleko widzę szanse i życzę powodzenia. Walka o podium bardzo realna.

Don
Don

Panie Mateuszu Gruszeczka znakomita riposta. Trzeba gasić w zarodku głupawe i prowokacyjne komentarze ewentualnie odsyłać je na sport.pl, tam to są dopiero kolarskie mózgi, mam na myśli piszących(choć często powolują się na „Na szosie” i czytających.

Don
Don

Znakomity komentarz love_velo, ja dwa lata temu skresliłem Masa,a dziś… on wraca i za to właśnie we love cycling. Mam tylko pytanie : czy dziś oglądaliśmy „zajeżdżanie ekipy Pogacara” ?

Marek
Marek

Pogacar celowo dał się dogonić, za dużo mówi się o dopingu. Proszę zwrócić uwagę ,że na olimpiadzie nie startował , tam mają najlepsze labolatoria.

Lance
Lance

Dynda nie żartuj, można z góry przewidzieć jak to się skończy i Twoje zaklinanie rzeczywistości nic tu nie zmieni. Tadej wygra jeszcze tak z 5 etapów na tym wyścigu, potem MŚ i Lombardie. Może też ME, jeżeli zechce mu się zawitać do własnego kraju (wstępnie zapowiedział, że tak, ale to było jeszcze przed planami z Vueltą). To oczywiście wyłącznie kwestia czystego talentu, po prostu te inne sieroty w peletonie nie dostały tego daru od Boga (tudzież, dla ateuszy, od matki natury) co on – żeby nie było, że śmiem cokolwiek sugerować. No i gość się widocznie bardziej stara a innym się nie chce.

love_velo
love_velo

Przegrywa? Wiesz przez co przeszedł Mas?

Początkiem był upadek na TdF22, zjazd, duża prędkość, techniczny zakręt
Mas upadł, fizycznie: otarcia, potłuczenia, nic „katastrofalnego”.
Psychicznie?
Armagedon.
Kompletna blokada podstawowych umiejętności kolarskich.
Potem upadki w kolejnych wyścigach – efekt domina i wiadomo…hejt, publiczne wątpliwości „ekspertów”, memy.
Mas wycofał się psychicznie, zdiagnozowano u niego syndrom „yips”.
Udzielił wywiadu, przyznał się do tego publicznie. Rozpoczął terapię.
Startował bo to był jej element.
„Krytykę” brali na siebie Unzue i Garcia, ale i tak nie było mu łatwo…choćby pamiętna historia startu na Giro 26 w damskiej koszulce. Znowu memy…..

Ale od dzisiaj, moim zdaniem, Mas jest bardziej niebezpiecznym kolarzem, niż kiedykolwiek.

Po prostu, ktoś to przeszedł przez piekło, nie boi się już ognia….jak to mówią.

szczebelek
szczebelek

Drugie miejsce pod kątem etapu to porażka, ale za to przyjazd razem Pogacarem na metę to już zysk w klasyfikacji generalnej takie gorzko-słodkie uczucia po etapie…

kurowski
kurowski

Lance pełna zgoda z tobą

Łukasz
Łukasz

Mas jako feniks powstający z popiołów lub Kopciuszek zgarniający całą pulę sprzed nosa wrednego świata to bardzo romantyczna wizja. Osobiście myślę, że to był jednorazowy przebłysk, dzień konia. Pokazał moc, ale dotychczasowa kariera pokazuje, że Enric nie ma siły, aby utrzymać formę przez dłuższy czas. Całkiem możliwe , że nie znając szczegółów tego z czym się musiał zmagać nie mam pełnego obrazu jednak fakty nie stoją za tym ,aby Mas wybił się na lidera zdolnego sięgnąć po najwyższe laury.
Dla widowiska było by korzystniejsze, gdyby Hiszpan postawił twarde warunki peletonowi i pokazał na co go stać. Trzymam przysłowiowe kciuki za tę opcję.

Hubert
Hubert

Wyszło na to samo. Pogacar wygrał etap. Powiększył przewagę nad każdym. Nie musiał iść na 100% na podjeździe. Nawet jakby Mars go dogonił na 2 km przed szczytem to myślicie że on nie utrzymałby się na jego kole? Jeszcze sprintem by wyszarpał 1 miejsce na szczycie górskiej premii.

jasiek
jasiek

Co do Enrica Masa, to obawiam się, że jak przyjdzie mu znowu wystartować w Tour de France z „piętnem” lidera w głowie, demony wrócą i znowu całkowicie go zablokują kolarsko. Obym się mylił, bo życzę mu nawet zwycięstwa.

Arnaud
Arnaud

@don
Nie wiedziałem, że na sport.pl piszą o kolarstwie, ale to może dlatego, że unikam zachodzenia w te rejony DarkNetu, związane z mediami Szechtera. Ale wszedłem z ciekawości i widzę, że i tam dzielnie bronisz dobrego imienia Tadeja 💪, domagając się dowodów w sprawie ew. dopingu. Bo oczywiście zwykły kibic może sobie takie dowody kupić w pierwszym lepszym sklepie z dowodami, a skoro nikt tego nie robi, to znaczy, że nie ma absolutnie żadnych wątpliwości i Tadek jest na 100% czysty jak łzy niemowlęcia. Znany chwyt, choć nieprzesadnie porywający intelektualnie (ale stosowany chętnie i tutaj, również przez prominentnych redaktorów).