Filippo Ganna (Netcompany INEOS) zdominował etap jazdy indywidualnej na czas podczas Giro d’Italia. Włoch nie pozostawił żadnych złudzeń rywalom, pokonując o niemal 2 minuty zespołowego kolegę Thymena Arensmana oraz Remi Cavagnę (Groupama-FDJ United).
29-letni Filippo Ganna po zakończeniu dzisiejszych zmagań w jeździe indywidualnej na czas nie krył zadowolenia. Potwierdził, że starał się oszczędzać siły z myślą o tym etapie, przyznając jednocześnie, że właśnie długie, płaskie czasówki są tymi, które lubi jeździć najbardziej. Włoch podkreślił także bardzo dobry wynik Thymena Arensmana, co jego zdaniem jest pokłosiem ogromnej pracy zespołowej wykonanej zimą.
Naprawdę lubię takie długie czasówki. Cieszę się, że mogłem znów pojechać długą czasówkę bez podjazdów. Między innymi dlatego celowałem głównie w ten etap. Wykonaliśmy sporą pracę jako zespół by się dobrze przygotować do tej próby, więc możemy świętować dziś wieczorem, pozostając jednocześnie skupieni na tym, co mamy jeszcze do zrobienia. Minionej zimy ciężko pracowaliśmy i wykonaliśmy niesamowitą pracę, co widać, chociażby po wyniku Thymena Arensmana
— opowiadał dwukrotny mistrz świata w jeździe na czas. Z uwagi na fakt, że dzisiejszy etap samotnej walki z czasem był jedynym na trasie całego wyścigu, Włochowi o kolejny triumf będzie ciężej. Nie ma zamiaru jednak składać broni.
Od dziś zaczyna się nowe Giro dla Filippo. Teraz będę starał się oszczędzać energię i wygrać jeszcze jakiś etap, być może ten w piątek?
— Zakończył retorycznym pytaniem Filippo Ganna.
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Podsumowanie 1. tygodnia wyścigu
- Wszystkie artykuły










I to jest prawdziwa jazda na czas,42 km a nie jakieś juniorski dystanse po 15- 20 km😉
Prawdziwe czasówki to były jeszcze w latach ’90, kiedy liczyły 60-80 km. Teraz większość kolarzy spadłaby z roweru po takim dystansie. Obecne grand toury to jest śmiech na sali. Etapy coraz krótsze, a przerw coraz więcej.
Ogólnie, jeszcze 30 lat temu kolarstwo było ciekawsze. Wystarczy obejrzeć stare powtórki na yt. Kolarze mniej kalkulowali, a więcej atakowali. Teraz jest typowe kunktatorstwo. Na górskim etapie my faworyci zaatakujemy najwyżej 5 km przed metą, albo i nie, bo po po co, jeszcze się zmęczymy. Lepiej jechać na remis i spróbować na następnym etapie. Kiedyś na królewskich etapach były popisy faworytów, np. na 15 etapie Tdf, atakował Massi, potem Escartin, a po nim poprawiał jeszcze Pantani. Obecnie, można odnieść wrażenie, że kolarze mają wyłączone myślenie. Wszystko mówi dyrektor sportowy, nawet to jak finiszować na płaskim (bo kolarz może tego już nie wiedzieć), czy na jakim przełożeniu ma jechać. Tragedia.
Z tą długością itt to prawd, dawno takiej nie było i od razu widać że czołówka GC już nie dominuje W wynikach czasówki.
A co do dawnego kolarstwa, myślę że długo jeszcze będę podkreślać, że najlepszy tdf to 2011 z apogeum na 19 etapie do d’Huez.
Chociaż I giro 2015 było ciekawe jak Alberto Sam musiał jechać przeciwko dwójce z astany.
Kiedyś to było, hoho. Wszyscy narąbani jak złoto. Chemia nie pozwalała im myśleć, wlewki dożylne zagęszczały krew jak u szerpów w Himalajach. Wybacz, ale wspominasz najgorsze z czasów w kolarstwie.Ale dziesięć lat wcześniej to dopiero było, hoho🤣
@up: Teraz na pewno jeżdżą czyści, chyba że się umyją.