fot. Giro d'Italia

Oto nadszedł on – pierwszy z wielkich tourów w sezonie 2026. Przez ponad 3 tygodnie fani kolarstwa będą mogli dzień po dniu zatapiać się w kolarskich emocjach związanych z rywalizacją w ramach 109. edycji Giro d’Italia. Ta zapowiada się naprawdę interesująco, bowiem na kluczowe rozstrzygnięcia nie trzeba będzie czekać aż do ostatniego tygodnia, a szybkie otwarcie może sprawić, że wielu zawodników zacznie z czasem szukać okazji, by ugrać coś dla siebie w mniej konwencjonalny sposób. Oto rzut oka na oficjalną trasę 109. Giro d’Italia.

Każdy wyścig kolarski tworzą przede wszystkim 2 elementy – trasa oraz kolarze. O ile tych drugich omówimy sobie bliżej startu La Corsa Rosa, który nastąpi w piątek 8 maja, o tyle już teraz można spojrzeć na to, jakimi drogami organizatorzy włoskiej trzytygodniówki puścili swój wyścig. Ten nie odwiedzi w tym roku zbyt wielu słynnych gór i przełęczy, ale nie oznacza to, że zabraknie emocji, ba, zanosi się, że będzie wręcz odwrotnie. Zapewne sporo osób nadal ma pewien niesmak po edycji z 2023 roku, kiedy to przez pełne 3 tygodnie kolarze czekali na 20. etap i czasówkę z metą na Monte Lussari – tym razem projektanci trasy zadbali, by takie niekoniecznie ciekawe wyczekiwanie na wielki finał nie miało miejsca, a emocje sięgnęły zenitu już w pierwszej części zmagań.

Grande Partenza 109. edycji Giro d’Italia będzie miało miejsce w Bułgarii, która po raz pierwszy ugości jakikolwiek wielki tour. Organizatorzy przygotowali tam 3 ciekawe etapy, które dają potencjał na to, że lider wyścigu będzie się zmieniał dzień po dniu – na początek o różową koszulkę powalczą sprinterzy, kolejnego dnia prawdopodobnie będzie zbyt ciężko, by jeden z nich dał radę ją obronić, a ta trafi na ręce jednego z puncherów, by wreszcie w niedzielę 10 maja doszło do zapowiadającego się pasjonująco przeciągania liny pomiędzy obiema tymi grupami a uciekinierami.

Po 1. dniu przerwy, który wypadnie w poniedziałek 11 maja, z racji na konieczność transferu do Włoch, kolarze rozpoczną już zmagania w Italii, a konkretniej w najbardziej wysuniętych na południe regionach tego kraju. Pierwsze 2 etapy w macierzystym kraju Giro d’Italia nie będą jednak łatwe, a sprinterzy będą czekali aż do 6. odcinka i mety w Neapolu. Dzień później tymczasem walka o klasyfikację generalną rozpocznie się na dobre, albowiem zawodnicy będą musieli wjechać na legendarny Blockhaus – być może najsłynniejszą spośród wspinaczek w ramach całej 109. edycji La Corsa Rosa.

Dość wczesny finisz na tak trudnym podjeździe może sprawić, że różnice w wyścigu już na tym etapie będą spore, a to paradoksalnie może pozytywnie wpłynąć na poziom emocji. Jeśli Jonas Vingegaard i jego Team Visma | Lease a Bike faktycznie zdołają sobie wypracować przewagę już na tym etapie zmagań, to wielu spośród rywali nie będzie miało nic do stracenia, a to w połączeniu z dość selektywną trasą może oznaczać, że każdy kolejny odcinek będzie stał pod znakiem ciekawych odjazdów, śmiałych akcji i nietuzinkowej rywalizacji. Bez wątpienia liczą na to także i organizatorzy, którzy na koniec 1. tygodnia zabierają kolarzy w Apeniny.

Po 2. dniu przerwy na zawodników czekać będzie jedyna w tegorocznej edycji jazda indywidualna na czas – aż 42-kilometrowa próba w Toskanii jest praktycznie gwarancją tego, że i tu powstaną spore różnice. Następnie zawodnicy udadzą się do Ligurii i Piemontu, gdzie pagórki będą się przeplatały z okazjami dla sprinterów. W weekend peleton dotrze do Aosty, gdzie ponownie na zawodników czekać będzie rywalizacja w górach.

Chociaż ostatni tydzień nie zawiera tak selektywnych prób, jak zdarzało się to w historii Giro d’Italia, to nie można o nim powiedzieć, że będzie łatwy. Wizyta w Szwajcarii czy 2 etapy w Dolomitach są przygotowane tak, że jeśli tylko ktoś będzie chciał jeszcze odwracać losy walki o zwycięstwo, miejsce na podium czy w czołowej „10”, to okazji do tego nie zabraknie. Na zakończenie kolarze polecą zaś do Rzymu, gdzie czeka na nich etap przyjaźni dedykowany sprinterom.

Trasa 109. edycji Giro d’Italia (8-31.05.2026)

  • 21 etapów
  • 17 razy meta we Włoszech, 3-krotnie w Bułgarii, raz w Szwajcarii
  • 3468 kilometrów
  • 48700 metrów przewyższenia
  • 1 etap jazdy indywidualnej na czas (42 km)
  • 5 odcinków dedykowanych sprinterom
  • 8 met na podjazdach

1. etap (8.05, piątek): Nesebyr – Burgas (147 km | 500 m przewyższenia)

109. edycja Giro d’Italia rozpocznie się w mieście Nesebyr, skąd kolarze wyruszą na 147-kilometrowy przejazd wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego. Będzie zatem miejsce na podziwianie widoków, rozmowę o historii i architekturze, która to będzie o tyle ciekawa, że przez miejsce startu przewinęli się m.in. Grecy, Rzymianie i Bizantyjczycy, a którego centrum dziś znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Sam etap będzie tymczasem prawdopodobnie dość spokojny, oczywiście na ile można coś takiego napisać o 1. odcinku jakiegokolwiek wielkiego touru. Walka o trykot górala rozegra się na 2-krotnie przejeżdżanym podjeździe Cape Agalina (1,1 km; 2,6%), a w Burgas o różową koszulkę powinni rywalizować sprinterzy, którzy są w tym roku dość licznie reprezentowani w stawce wyścigu.

2. etap (9.05, sobota): Burgas – Veliko Tarnovo (221 km | 2600 m)

Po nocy spędzonej w malowniczym Burgas, peleton skieruje się na zachód, a przeprawa będzie to naprawdę długa – 221 kilometrów czyni ten odcinek 2. najdłuższym w ramach 109. edycji Giro d’Italia. Na przełęczach Byala (7,7 km; 4,6%) i Vratnik (9,1 km; 4,1%) poznamy zapewne nowego lidera klasyfikacji górskiej, ale na emocje przyjdzie nam zapewne poczekać do wspinaczki zatytułowanej Lyaskovets Monastery Pass (3,9 km; 6,6%), z której końca do mety pozostanie tylko 10 kilometrów. Zła wiadomość dla sprinterów jest też taka, że 800 metrów etapu ma średnio 5,3% nachylenia, a finał częściowo został poprowadzony po brukowanej nawierzchni. Z pewnością będzie tu emocjonująco, a przy tym bardzo nerwowo.

3. etap (10.05, niedziela): Płowdiw – Sofia (175 km | 1600 m)

Na zakończenie bułgarskiej części Giro d’Italia, kolarze wyruszą z Płowdiw i skierują się w stronę stolicy tego kraju. By ją osiągnąć konieczne będzie przejechanie przez Borovets Pass (9,2 km; 5,3%) – podjazd być może nie najtrudniejszy, ale całkiem regularny i pozwalający potencjalnie odczepić część spośród sprinterów. Z jego szczytu do mety pozostanie jednak 71 kilometrów, a zatem z odpowiednim wsparciem możliwy będzie powrót do peletonu. A może wszystkich ubiegną uciekinierzy? Wiele zależy od tego, w czyich rękach będzie różowa koszulka, a także czy znajdą się zespoły chętne do kontrolowania wydarzeń na trasie wyścigu.

11.05 (poniedziałek) – dzień przerwy
4. etap (12.05, wtorek): Catanzaro – Cosenza (138 km | 1800 m)

Po dniu przerwy ściganie przeniesie się na południe Włoch, gdzie na kolarzy czeka etap będący niemalże „kopiuj-wklej” niedzielnego odcinka. Ponownie po dość spokojnym starcie na peleton czeka dłuższa wspinaczka, tym razem pod Cozzo Tunno (14,4 km; 5,9%), po której zawodnicy będą mieli jeszcze 43 kilometry do mety. Sprinterzy mogą mieć spory problem z jej przetrwaniem, a jednocześnie ciężko spodziewać się, by faworyci ruszyli tak wcześnie, zwłaszcza, że sam podjazd nie należy do najbardziej selektywnych. Może zatem zobaczymy ciekawą walkę o obecność w odjeździe dnia, w którym stawką będzie nie tylko etapowy triumf, ale i koszulka lidera?

5. etap (13.05, środa): Praia a Mare – Potenza (203 km | 4100 m)

Środowy etap przywita nas rzutem oka na Morze Tyrreńskie, a Praia a Mare może się pochwalić naprawdę pięknym wybrzeżem. Kolarze opuszczą jednak północ Kalabrii i udadzą się w stronę Basilicaty, w której to stolicy ulokowana została meta. Trasa będzie dość pofałdowana, a jej kluczowym punktem powinna być wspinaczka na Montagna Grande di Viggiano (6,6 km; 9,1%). Z jej szczytu do pokonania pozostanie ponad 40 kilometrów, a zatem ponownie można sobie zadać pytanie, czy ktoś będzie chciał kontrolować wydarzenia, czy też do głosu i tu dojdą uciekinierzy.

6. etap (14.05, czwartek): Paestum – Neapol (141 km | 500 m)

Po kilku trudniejszych dniach, w czwartek do głosu ponownie powinni dojść sprinterzy. Neapol to bez wątpienia jedno z najbardziej rozpoznawalnych miast w Italii, a jego historia liczy sobie ponad 2 tysiące lat. Etap zapowiada się na taki, podczas którego realizator będzie miał okazję pokazywać kolejne piękne miejsca i perły krajobrazu i architektury, aczkolwiek sam finał może okazać się nerwowy – wszystko za sprawą tego, że na Piazza del Plebiscito na kolarzy czeka aż 600 metrów brukowanej nawierzchni.

7. etap (15.05, piątek): Formia – Blockhaus (244 km | 4600 m)

Uciekinierzy to, uciekinierzy tamto – ktoś mógłby zapytać czemu już w 1. tygodniu tak często wspominałem o tym, że któryś z odcinków może by dedykowany harcownikom. Odpowiedź na to poznamy na początku 2. weekendu, kiedy to na kolarzy czeka najdłuższy z etapów rozgrywanych w ramach 109. edycji Giro d’Italia, mierzący aż 244 kilometry odcinek z Formii na Blockhaus. To nie będzie spokojna wycieczka, albowiem na kolarzy czekać będzie m.in. Rionero Sannitico (9,5 km; 5%), Roccaraso (6,9 km; 6,5%) czy La Forchetta (1,8 km; 7,6%), których zadaniem będzie zmęczenie stawki nim ta dotrze do finałowego Blockhausu (13,6 km; 8,4%). Legendarna wspinaczka w Apeninach Abruzyjskich zyskała swoją sławę za sprawą tego, że jej zbocza nie biorą jeńców – tu nie można ukryć gorszej dyspozycji, a jeśli ktoś będzie miał siły, to dobrym atakiem da się zyskiwać nie tylko sekundy, ale i minuty. W historii Giro d’Italia Blockhaus był linią mety 7-krotnie – wygrywali tu Eddy Merckx (1967), Franco Bodrero (1968), José Manuel Fuente (1972), Moreno Argentin (1984), Franco Pellizotti (2009), Nairo Quintana (2017) i Jai Hindley (2022).

8. etap (16.05, sobota): Chieti – Fermo (156 km | 1900 m)

Po piątkowej wizycie na Blockhausie, w sobotę na zawodników czeka zdecydowanie prostszy, choć jednocześnie nadal nie prosty odcinek. Po kilku zmarszczkach zlokalizowanych tuż po starcie w Chieti, peleton czeka płaskie jak stół 70 kilometrów wzdłuż wybrzeża. Po lotnej premii stawka odbije jednak nieco w głąb lądu, a pierwszą trudnością będzie Montefiore d’Aso (9,9 km; 3,6%). Następnie stawka przejedzie przez Monterubbiano (4,7 km; 5,7%), by po nieco prostszym fragmencie dotrzeć do finałowej kombinacji podjazdów, na którą złożą się Capodarco (2,5 km; 6,1%) i Fermo (3,7 km; 5,7%). To jeden z tych etapów, gdzie trzeba być czujnym, bo bardzo łatwo stracić niejedną sekundę.

9. etap (17.05, niedziela): Cervia – Corno alle Scale (184 km | 2400 m)

Dopełnieniem bardzo ciężkiego weekendu będzie kolejny etap, który można by podzielić na 2 połowy. Pierwsza, prowadząca do Bolonii, będzie zupełnie płaska, druga zaś z kilometra na kilometr powoli będzie opuszczać poziom morza, by na ostatnich 28 kilometrach osiągnąć średnie nachylenie 4,4%. Być może nie brzmi to zbyt okazale, ale gdy odejmiemy przeszło 5-kilometrowy prostszy fragment w połowie, to okaże się, że na kolarzy czeka najpierw Querciola (11,5 km; 4,2%), a następnie jeszcze trudniejsze Corno alle Scale (10,8 km; 6,1%). W najtrudniejszym punkcie finałowa wspinaczka będzie miała aż 15% – będzie zatem gdzie atakować.

18.05 (poniedziałek) – dzień przerwy
10. etap (19.05, wtorek): Viareggio – Massa (42 km, ITT | 50 m)

Etapy po dniu przerwy nigdy nie należą do najprostszych, a jakby tego było mało, to organizatorzy 109. edycji Giro d’Italia przygotowali dla faworytów podwójną pułapkę – zawodnicy będą musieli bowiem być w 100% przygotowani i w pełni zdani na siebie, albowiem czeka na nich jedyna w tegorocznej La Corsa Rosa indywidualna jazda na czas. Na wybrzeżu Morza Tyrreńskiego będzie niemal zupełnie płasko, ale taki teren daje potencjał na to, że może dość mocno powiać. Choć sama czasówka jest dość prosta technicznie, to aura może podczas niej sporo namieszać, a różnice na mecie aż 42-kilometrowego odcinka powinny być dość spore.

11. etap (20.05, środa): Porcari – Chiavari (195 km | 2850 m)

Gdybym poprosił sztuczną inteligencję o wygenerowanie „etapu dla uciekinierów”, to prawdopodobnie otrzymałbym profil bardzo podobny do tego, jaki zobaczymy podczas 11. etapu. 3 górskie premie w drugiej części dystansu nie są na tyle wymagające, by do walki między sobą przystąpili faworyci klasyfikacji generalnej, jednocześnie dość wątpliwym jest, by w takim terenie ktokolwiek próbował kontrolować odjazd i dążył do finiszu z głównej grupy. Płaski początek tymczasem może sprawić, że przez pierwszą godzinę zawodnicy przejadą przeszło 50 kilometrów, bo walka o obecność w ucieczce dnia powinna być tu bardzo intensywna.

12. etap (21.05, czwartek): Imperia – Novi Ligure (175 km | 2250 m)

Choć czwartkowy start znajduje się na wybrzeżu Ligurii, to kolarze szybko pozostawią morze za sobą i skierują się w głąb lądu.  Choć wówczas etap nie zaoferuje wielkich podjazdów, to te w postaci Colle Giovo (7,8 km; 4,9%) i Bric Berton (7,5 km; 4,9%) przy odpowiednio wysokim tempie mogą pokrzyżować plany części sprinterów. Końcówka jednak będzie ponownie zdecydowanie prostsza, a szerokie drogi będą sprzyjały pogoni – prawdopodobnie co wytrzymalsi sprinterzy stoczą tu bój o kolejną wygraną etapową.

13. etap (22.05, piątek): Alessandria – Verbania (189 km | 1400 m)

Piątkowy etap można by śmiało nazwać „miniaturowym Mediolan-San Remo”. Przez większość 189-kilometrowego odcinka nie będzie się działo bowiem zupełnie nic, by w końcówce peleton musiał się zmierzyć ze wspinaczkami pod Bieno (2,4 km; 5,7%) i Ungiascę (4,7 km; 7%). Ze szczytu tej drugiej do mety pozostanie zaledwie 13 kilometrów – prawdopodobnie za mało, by ci, którzy stracą kontakt z peletonem mogli powrócić, przejść na czoło i włączyć się do walki w finałowym sprincie. A może do tego w ogóle nie dojdzie? Verbania, miasto narodzin Filippo Ganny, było już świadkiem wielu ciekawych rozstrzygnięć, a podczas ostatniej wizyty peletonu Giro d’Italia, która miała miejsce w 2015 roku, na solo triumfował tam Philippe Gilbert.

14. etap (23.05, sobota): Aosta – Pila (133 km | 4350 m)

133 kilometry i ponad 4 tysiące metrów przewyższenia – czy trzeba pisać cokolwiek więcej? Kolarski spektakl na dużych wysokościach zapoczątkuje Saint-Barthélémy (15,8 km; 6,5%), które posłuży zapewne do zawiązania się bardzo mocnej ucieczki dnia. Dalej na zawodników czekać będą wspinaczki do Doues (5,8 km; 6,2%), Lin Noir (7,4 km; 7,9%) i Verrogne (5,6 km; 6,9%), które będą stanowiły okazję do męczenia rywali przed finałowym podjazdem do Pila (16,5 km; 7,1%) – znanego ośrodka narciarskiego nad Aostą, z którego rozpościera się widok na Mont Blanc. To będzie jeden z najtrudniejszych momentów całego 109. Giro d’Italia.

15. etap (24.05, niedziela): Voghera – Mediolan (157 km | 200 m)

Niebiesko-Czarni już w 1966 roku wypuścili utwór „Niedziela będzie dla nas”, który przez kolejne dekady był wykonywany i przerabiany przez niejedną polską kapelę. 24 maja swoją wersję tego dzieła wykonać mogliby sprinterzy zgromadzeni na starcie 109. edycji Giro d’Italia, albowiem płaski jak stół etap będzie w 100% dedykowany właśnie nim. Zaledwie 136 kilometrów z metą w słynnej stolicy mody wydaje się wręcz nie pasować do reszty etapów, jakie zostały przygotowane w 2. tygodniu rywalizacji.

25.05 (poniedziałek) – dzień przerwy
16. etap (26.05, wtorek): Bellinzona – Carì (113 km | 3000 m)

Po 2. dniu przerwy na kolarzy czeka kluczowa czasówka, po 3. zaś nogi zawodników przetestuje górski etap na północy Włoch, którego metę ulokowano w szwajcarskim Carì. Zaledwie 113-kilometrowy etap zawiera najpierw przejeżdżane po 2 razy podjazdy pod Torre (4,7 km; 5,6%) i Leonticę (3 km; 8,5%), które będą stanowiły preludium do finałowej wspinaczki o długości 11,7 kilometra o średnim nachyleniu aż 7,9%. O ile miłośnicy sportów zimowych czy dziewiczej przyrody mogą pokochać Carì za jego piękno i bogatą ofertę turystyczną, o tyle niejeden kolarz biorący udział w 109. edycji Giro d’Italia będzie przeklinał to miejsce, bo końcówka jest naprawdę mordercza.

17. etap (27.05, środa): Cassano d’Adda – Andalo (202 km | 3300 m)

3200 metrów przewyższenia w środę brzmi dość wymagająco, ale gdy spojrzy się na profil przeszło 200-kilometrowego odcinka to widać, że trudności te są rozłożone tak, iż do głosu najprawdopodobniej dojdą uciekinierzy. Passo dei Tre Termini (8,2 km; 5,9%) i Cocca di Lodrino (8,2 km; 4,1%) są mocno oddalone od mety, a San Lorenzo Dorsino (2,9 km; 6,4%) oraz Andalo-Lever (8 km; 3,6%) wydają się być zbyt proste, by faworyci klasyfikacji generalnej spróbowali czegokolwiek. W końcówce na kolarzy czeka mała rundka, a podjazd w końcówce ma 2300 metrów o średnim nachyleniu 6,3%.

18. etap (28.05, czwartek): Fai della Paganella – Pieve di Soligo (171 km | 2050 m)

Czwartkowy etap, zależnie od tego kto go omawia, albo jest dedykowany sprinterom, albo też jest jednym z tych, gdzie ci nie mają szans. Wszystko bowiem zależy od tego, czy na profil tego odcinka spojrzymy jedynie powierzchownie – wówczas niespecjalnie widać tu trudności, czy też jednak przyjrzymy mu się dokładniej. W tym drugim przypadku dostrzeżemy wiele zmarszczek terenu takich jak np. Combai (1,9 km; 6,2%), a wszystko zwieńczy bardzo strome Muro di Ca’ del Poggio (1,1 km; 11,3%). Z jego szczytu do mety pozostanie tylko 9 kilometrów. Czy któryś ze sprinterów wraz ze swoją ekipą zdoła upilnować tu ucieczkę dnia, a następnie przetrwać trudności by zafiniszować w Pieve di Soligo? Daję na to 50% – w końcu albo się uda, albo się nie uda.

19. etap (29.05, piątek): Feltre – Alleghe (151 km | 5000 m)

Na 3 dni przed końcem 109. edycji Giro d’Italia na kolarzy czeka etap, który z pewnością zasługuje na miano królewskiego. Jeśli tylko aura nie spłata figla organizatorom, to ci przygotowali dla zawodników prawdziwie wysokogórską przeprawę zawierającą podjazdy pod Passo Duran (12,1 km; 8,2%), Coi (5,8 km; 9,7%), Forcella Staulanza (6,3 km; 6,7%), będące najwyższym punktem wyścigu, czyli premią Cima Coppi Passo Giau (9,9 km; 9,3%), Passo Falzarego (10,1 km; 5,6%) oraz finałowe Piani di Pezzè (5 km; 9,6%). Liczba kilometrów pokonywanych przy nachyleniach rzędu 9-12% będzie tego dnia naprawdę duża, a to gwarantuje spore emocje i daje nadzieję na to, że w razie jakiegoś kryzysu rywali można tu odrobić nie tylko sekundy, ale i wiele, wiele minut.

20. etap (30.05, sobota): Gemona del Friuli – Piancavallo (200 km | 3750 m)

Region Friuli-Wenecja Julijska ugości ostatni spośród decydujących etapów 109. edycji Giro d’Italia. Dzień przed etapem przyjaźni na zawodników czekać będzie 200 kilometrów, na które złoży się prostsza pierwsza część odcinka, a następnie pokonywane 2-krotnie Piancavallo (14,5 km; 7,8%). Góra ta ugości metę dopiero 4. raz w historii wyścigu, a wygrywali tu Marco Pantani (1998), Mikel Landa (2017) i Tao Geoghegan Hart (2020). Szczególnie zwycięstwo tego ostatniego było znamienne – do 15. etapu tamtej edycji Brytyjczyk przystępował jako 11. zawodnik klasyfikacji generalnej. Po tym sukcesie udało mu się przesunąć na 4. pozycję i zmniejszyć stratę do João Almeidy do niespełna 3 minut. Czas pokał, że był to dla Tao Geoghegana Harta początek drogi ku zwycięstwu w całym Giro d’Italia. W 2026 roku dla kogoś na Piancavallo ta droga się zakończy – kto wsiądzie w samolot do Rzymu z myślą o tym, że jego nazwisko następnego dnia zostanie wygrawerowane na Trofeo Senza Fine?

21. etap (31.05, niedziela): Rzym – Rzym (131 km | 500 m)

Na zakończenie kolorowa karawana poleci, a w przypadku sprzętu zapewne pojedzie do stolicy Włoch, by to właśnie tam świętować fakt dotarcia aż do końca 109. edycji Giro d’Italia. Jedni będą pili triumfalnego szampana, innym pozostanie pluć sobie w brodę, że tym razem nie wyszło. Po mniej sportowej części, która zapewne potrwa przez pierwsze kilkanaście kilometrów, następnie zawodnicy skierują się w stronę rund – tych będzie 8, a każda będzie mierzyła 9,5 kilometra. Fani kolarstwa doskonale mogą je znać, albowiem te są bliźniacze do finałów z poprzednich lat, a zatem na kolarzy czeka nieco kostki brukowej, a ostatnia prosta będzie mierzyła 700 metrów. Olav Kooij, Mark Cavendish, Tim Merlier, Sam Bennett – oni już wygrywali w tym miejscu. Kto tym razem zwycięstwem zwieńczy udział w La Corsa Rosa?

W kolejnych dniach przygotuję dla Państwa zapowiedzi dotyczące faworytów zarówno klasyfikacji generalnej, jak i zestawień pobocznych. W naszym serwisie znajdą Państwo także oficjalną listę startową i plan transmisji telewizyjnych, a następnie każdego dnia pojawiać się tu będą zapowiedzi poszczególnych etapów oraz relacje z tychże. Zachęcam zatem do śledzenia Naszosie.pl podczas pierwszego z tegorocznych wielkich tourów.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułFilip Pasterski: „Przyjechałem tu po coś więcej – po wygraną” [wywiad]
Następny artykułGiro d’Italia 2026: Kolejne ekipy ogłaszają oficjalne składy
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Kurcze no przydałoby się giro z 2 tyg później, żeby dało się wjechać w Alpy. A Vuelta 2 tyg później to trochę chłodniej.
A trasa – ciekawa, nieoczywista. Kluczowe 14, 16, 19 I 20, chociaż pewnie i na mniejszych podjazdach cos się będzie działo, ktoś straci.

Łukasz
Łukasz

Pozwolę sobie na jednorazowe bycie na „ty” i napiszę:Jakub dobra robota! Rzetelny artykuł. Zresztą jak większość. Z całą pewnością kilka cieplejszych słów się przyda, zważywszy na wcześniejszy artykuł.
Jeżeli będę potrzebował przypomnieć sobie trasę wrócę do tego artykułu i szczegółowego opisu poszczególnych etapów.
Dobra robota 💪💪💪

Mat
Mat

A gdzie news, że Daria Pikulik odeszła z Human Powered Health?