Za nami 1. pełny tydzień 109. edycji Giro d’Italia. Dzień przerwy po takowym zawsze jest świetną okazją do tego, by nieco dokładniej spojrzeć co już za nami i podsumować to w kilku akapitach. Co zatem warto zapamiętać z początku rywalizacji na włoskich szosach?
Zaskakująco ciekawe bułgarskie Grande Partenza zasłużyło w tym roku na osobne podsumowanie, toteż dziś przyjrzymy się wydarzeniom, które miały miejsce w ramach 1. pełnego tygodnia 109. edycji Giro d’Italia. Po przelocie do Włoch rozegrano póki co 6 etapów, które wygrała czwórka zawodników – po 2 zwycięstwa zanotowali Jhonatan Narváez i Jonas Vingegaard, po razie najlepsi byli zaś Igor Arrieta i Davide Ballerini. Patrząc na te nazwiska, a także fakt, że liderem jest Afonso Eulálio, trzeba przyznać, że początek La Corsa Rosa miał momentami bardzo niespodziewane rozstrzygnięcia. Nim jednak dokładniej im się przyjrzymy, pozwolę sobie wymienić kto jest liderem poszczególnych klasyfikacji podczas 2. dnia przerwy:
- klasyfikacja generalna: Afonso Eulálio (Bahrain-Victorious)
- kl. punktowa: Paul Magnier (Soudal Quick-Step)
- kl. górska: Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike)
- kl. młodzieżowa: Afonso Eulálio (Bahrain-Victorious)
- kl. drużynowa: Team Visma | Lease a Bike
- Red Bull: Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber)
- kl. lotnych premii: Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber)
- Fuga: Diego Pablo Sevilla (Team Polti VisitMalta)
Co zatem warto zapamiętać z 1. pełnego tygodnia 109. edycji Giro d’Italia? Podzieliłem to na 5, a licząc z drobną predykcją na kolejne 6 etapów rywalizacji 6 części. Miłej lektury!
Spodziewaj się niespodziewanego
Jeśli ostatnie dni ścigania w ramach La Corsa Rosa miały nas czegoś nauczyć, to przede wszystkim przypomniały nam to, że wyścigu nie tworzy trasa, a kolarze. Na nic zdawało się bowiem rozpisywanie scenariuszy, gdy stawka 109. edycji Giro d’Italia co rusz nas zaskakiwała, na co dowodem są wyniki poszczególnych etapów czy układ w klasyfikacji generalnej.
Już we wtorek byliśmy świadkami dość nietuzinkowych wydarzeń, kiedy to Movistar Team postanowił całkowicie ugotować rywali na Cozzo Tunno. Praca na rzecz Orluisa Aulara była tak mocna, że problemy przeżywał m.in. Egan Bernal (Netcompany INEOS), ale finalnie to nie mistrz Wenezueli sięgnął po wygraną etapową, a kolarz z położonego nieco na zachód Ekwadoru – konkretnie Jhonatan Narváez (UAE Team Emirates-XRG).
Środa? Wydawało się, że może być dość spokojnie, ale ulewny deszcz w połączeniu ze słabością ekipy Lidl-Trek sprawił, że od kilometra 0 oglądaliśmy jedno z najlepszych kolarskich widowisk ostatnich lat. Masa ataków w wykonaniu wysoko sklasyfikowanych zawodników, długie przeciąganie liny między peletonem a odjazdem, a finalnie całkowita kapitulacja głównej grupy, gdy na czele znaleźli się Afonso Eulálio (Bahrain-Victorious) i Igor Arrieta (UAE Team Emirates-XRG), a także grupa goniących ich kolarzy. Portugalczyk i Hiszpan w szczycie wypracowali sobie ponad 8 minut przewagi, a choć 2 upadki w końcówce mogły nieco zaburzyć odbiór środowego widowiska, to sama końcówka na prostej do mety w Potenzie z pewnością na długo zapadnie w pamięć widzów. Portugalczyk wziął koszulkę lidera, Hiszpan zgarnął etap – w tym układzie obaj mogli czuć się zwycięzcami.
Jeśli gdzieś nadeszło rozczarowanie, to w czwartek – na wybrzeżu nie powiało, nikomu nie chciało się uciekać, a zamiast pięknego pojedynku sprinterów zobaczyliśmy wielką kraksę na mokrym bruku i niespodziewane zwycięstwo Davide Balleriniego (XDS Astana Team), który wykorzystał pecha rywali. Brak chętnych do odjazdu zobaczyliśmy niestety także i w piątek – choć etap z metą na Blockhausie wydawał się być stworzony pod liczną ucieczkę, to do przodu ruszyła zaledwie piątka kolarzy, a wszyscy stworzyli praktycznie autostradę do 1. w karierze zwycięstwa etapowego w Giro d’Italia dla Jonasa Vingegaarda (Team Visma | Lease a Bike).
Weekend otworzyła najbardziej szalona walka o obecność w odjeździe dnia od dawna, choć teren zdecydowanie temu nie sprzyjał – finalnie jednak 3-osobowa grupka w składzie Jhonatan Narváez i Mikkel Bjerg (UAE Team Emirates-XRG) oraz Andreas Leknessund (Uno-X Mobility) potrafiła się obronić przed niemal 40-osobową pogonią. Osoba zwycięzcy być może była spodziewana, ale to jak szalony to był etap, zdecydowanie mogło stanowić pewną niespodziankę. Tą otrzymaliśmy także i w niedzielę, gdy Decathlon CMA CGM Team postanowił nadać ton rywalizacji przygotowując grunt pod kolejny sukces Jonasa Vingegaarda – 2. był jednak ich Felix Gall, a na zaskakującym 5. miejscu 9. etap zakończył Afonso Eulálio, który w ten sposób pozostaje liderem klasyfikacji generalnej w 2. dniu przerwy.

Mówiąc krótko – choć zwycięstwa Jonasa Vingegaarda nie były niespodziankami, to jednak to, jak przebiegała cała rywalizacja mogło się naprawdę podobać, a śledzenie wydarzeń z trasy 109. edycji Giro d’Italia sprawiało w ostatnim tygodniu zaskakująco dużo przyjemności.
Jonas Vingegaard w swoim stylu
Duńczyk stojący na czele Team Visma | Lease a Bike przyjechał na La Corsa Rosa z prostym celem – wygrać klasyfikację generalną zostając 8. w historii kolarzem, który skompletowałby triumfy we wszystkich wielkich tourach, a przy tym zrobić to na tyle rozsądnie, by następnie być jeszcze w stanie rywalizować o najwyższe cele podczas Tour de France, gdzie stawka będzie zdecydowanie mocniejsza. Nie mogło zatem dziwić, że 29-latek nie wychylał się, gdy padał ulewny deszcz, jechał obok najgroźniejszych rywali, gdy powiało, a także zaatakował wyłącznie wtedy, gdy pojawiła się okazja do wygrania etapu i zarobienia czasu nad konkurencją. Jonas Vingegaard jest wręcz definicją skutecznego wykorzystywania swoich atutów. Jeśli reszta stawki nie wymyśli czegoś, to Duńczyk może zakończyć Giro d’Italia z 5-6 zwycięstwami na poszczególnych odcinkach, czy to się podoba jego przeciwnikom, czy też nie. Na ten moment bowiem na ataki lidera Team Visma | Lease a Bike odpowiedział jedynie raz Giulio Pellizzari (Red Bull – BORA – hansgrohe), który później za to słono zapłacił. Jonas Vingegaard jest o półkę wyżej, Jonas Vingegaard kontroluje, Jonas Vingegaard zmierza pewnie do obranego celu nie zwracając uwagi na to, czy będzie w tym efektowny – liczy się przede wszystkim efektywność.
Paul Magnier pewnie do celu
Jeśli chodzi o kolarzy, którzy z dużym spokojem zbliżają się do swojego sukcesu, to drugim takim sportowcem jest bez wątpienia Paul Magnier (Soudal Quick-Step). 22-letni Francuz już z Bułgarii wyjechał z dużą przewagą w klasyfikacji punktowej, a w kolejnych dniach udało mu się ją tylko powiększyć. Nie przeszkodziła mu w tym kraksa w Neapolu – choć ta zatrzymała go na długo i pozbawiła szans na zwycięstwo etapowe, to jednak młody sprinter zachował chłodną głowę, zebrał się i wyrwał po 3. miejsce na tamtym odcinku, co jeszcze mocniej zbliżyło go do zdobycia cyklamenu. Jeśli kolejne dni nie przyniosą czegoś niespodziewanego, to już w niedzielę Paul Magnier może sobie matematycznie zapewnić triumf w klasyfikacji punktowej – o ile rzecz jasna uda mu się potem dotrzeć do Rzymu.
UAE Team Emirates-XRG nie zwalnia mimo przeciwności losu
Gdy upadali i wycofywali się na skutek kraksy na 2. etapie Adam Yates, Jay Vine i Marc Soler, wydawało się, że mocno przetrzebione UAE Team Emirates-XRG może mieć problem by wynieść wiele z tegorocznego Giro d’Italia. Przedwczesne skreślanie bliskowschodniej ekipy jest jednak zawsze wielkim błędem, a ta szybko pokazała, że przestawienie się na walkę o etapy może przynieść genialny skutek. 3 zwycięstwa w ciągu 6 dni muszą robić wrażenie, a 7 triumfów etapowych z zeszłorocznego Vuelta a España w wykonaniu tej formacji wydaje się być wynikiem, który można co najmniej wyrównać, a być może nawet przebić. Jhonatan Narváez jest w genialnej dyspozycji, choć dopiero co wrócił po kontuzji, Igor Arrieta potrafił wykorzystać swoją szansę, Jan Christen wciąż czeka na zwycięstwo, podobnie jak António Morgado, zaś Mikkel Bjerg został bohaterem soboty i gdy wręczano mu czerwony numer można było stwierdzić, że choć raz ten bezsprzecznie trafił we właściwe ręce.

Mieszane uczucia gospodarzy
Po 9. etapie Włosi mogą cieszyć się z dwóch rzeczy – szalenie niespodziewanym zwycięzcą etapu został Davide Ballerini (XDS Astana Team), a przez 1 dzień koszulkę lidera, po raz pierwszy w karierze, dzierżył Giulio Ciccone (Lidl-Trek). O ile ten pierwszy osiągnął sukces, który całkowicie rozlicza udział nie tylko jego, ale i całej ekipy w tegorocznym Giro d’Italia, o tyle ten drugi póki co generuje mieszane uczucia. 31-latek przed startem La Corsa Rosa mówił, że nie zamierza walczyć o klasyfikację generalną, więc jeszcze po etapie z metą na Blockhausie plasował się w czołowej „10” i zdawał walczyć o każdą sekundę. Efekt? Nikt nie chciał puścić Ciccone na 8. etapie w odjazd, a ten celowo złapał kilka minut straty, by dzień później wyruszyć w dość straceńczą ucieczkę w 2. połowie odcinka. 31-letni Włoch z Lidl-Trek ma świetną nogę, ale wydaje się źle korzystać ze swoich atutów.
Dobre nogi być może ma także Jonathan Milan (Lidl-Trek), ale po dwóch przegranych w Bułgarii 25-latek miał w 1. pełnym tygodniu tylko jedną okazję do walki o etapowy triumf, a tą zaprzepaściła kraksa w Neapolu. To wzbudziło wielką frustrację u sprintera, któremu nie tylko pozostaje coraz mniej okazji do zwycięstwa, ale i zdaje się odjeżdżać mu klasyfikacja punktowa, której Milan był głównym faworytem.
To może gospodarzy zadowolił Giulio Pellizzari (Red Bull – BORA – hansgrohe). Owszem, Włoch w pięknym stylu odpowiedział na atak Jonasa Vingegaarda na Blockhausie, ale później 22-latek za to zapłacił, a w niedzielę ten zmagał się nie tylko z rywalami, ale najprawdopodobniej i chorobą. Efekt? Spadek na 9. miejsce w klasyfikacji generalnej i coraz większa strata nie tylko do podium wyścigu, ale i nawet białej koszulki, którą przed wyścigiem zakładano mu na ramiona. Młody góral wciąż pozostaje jednak nadzieją gospodarzy po tym, jak rolę pomocnika obrał Damiano Caruso (Bahrain – Victorious), a ogromne straty poniósł już Alessandro Pinarello (NSN Cycling Team).
Włosi, którzy mieli wygrywać przed własną publicznością etap za etapem i praktycznie każde z pobocznych zestawień, kończą zatem 1. pełny tydzień z zaledwie 1 zwycięstwem i coraz mniejszymi szansami na to, że ich przedstawiciel zgarnie choć jedną koszulkę czy stanie na końcowym podium. Być może we wtorek ucieszy ich Filippo Ganna (Netcompany INEOS), ale w ogólności trzeba przyznać, że nie jest to wymarzony wielki tour dla gospodarzy.
Co przed nami?
2. pełny tydzień otworzy aż 42-kilometrowy etap jazdy indywidualnej na czas, która to została poprowadzona po wybrzeżu Morza Liguryjskiego. Następnie na peleton czeka bardzo pofałdowany, mogący się rozstrzygnąć na wiele sposobów odcinek do Chiavari, by w czwartek doszło do kolejnego przeciągania liny pomiędzy wytrzymałymi sprinterami a ucieczką. Piątek to płaski etap ze ścianką nieopodal mety, która pokrzyżuje plany najszybszym, w sobotę zaś rozegrany zostanie odcinek, który w bardzo wielu wyścigach zasłużyłby na miano „królewskiego” – na 133 kilometrach na kolarzy czeka aż 4350 metrów przewyższenia, a do mety poprowadzi podjazd o długości 16,6 kilometra o średnim nachyleniu 7%. Będzie się działo, ale niestety w niedzielę nie dostaniemy kolejnego ciekawego pojedynku, a całkowicie płaski etap do Mediolanu, gdzie do głosu dojdą klasyczni sprinterzy.
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Podsumowanie bułgarskiego Grande Partenza
- Wszystkie artykuły










Moim zdaniem mimo wszystko lepiej mieć ew. wątpliwości co do stylu w jakim Jonas wygrywa, niż co do tego, na jakich to „sokach z gumijagód” jeździ jego główny „wróg”, że pozwalają mu prawie zawsze wygrywać w tak spektakularny sposób…
Jakaś taka pustka dziś…
Bardzo ciekawy 1 tydzień