fot. Giro d'Italia / La Presse

Choć zwykle z podsumowaniem 1. tygodnia każdego wielkiego touru czekałem do 9. etapu, to tym razem uznałem, że warto osobno przyjrzeć się bułgarskiemu Grande Partenza 109. edycji Giro d’Italia. Choć to były tylko 3 dni ścigania, to jest po nich o czym pisać, zatem pora na krótki przegląd wydarzeń z rozpoczęcia tegorocznego La Corsa Rosa.

Wielkie toury zwyczajowo dzieli się na 3 tygodnie, choć w praktyce by przeprowadzić 21 etapów potrzeba ich ciut więcej, bo 3,5. Zważywszy na to, że podczas bułgarskiej inauguracji 109. edycji Giro d’Italia działo się naprawdę sporo, postanowiłem osobno podsumować Grande Partenza, tak by nie wracać do wydarzeń z premierowych etapów w ramach „właściwego” tekstu o pierwszym pełnym tygodniu zmagań. Zanim jednak omówimy sobie w podpunktach to, co zapadło mi w pamięć, słowem wstępu pozwolę sobie tylko wymienić kto jest liderem poszczególnych klasyfikacji podczas 1. dnia przerwy:

  • klasyfikacja generalna: Guillermo Thomas Silva (XDS Astana Team)
  • kl. punktowa: Paul Magnier (Soudal Quick-Step)
  • kl. górska: Diego Pablo Sevilla (Team Polti VisitMalta)
  • kl. młodzieżowa: Guillermo Thomas Silva (XDS Astana Team)
  • kl. drużynowa: XDS Astana Team
  • Red Bull: Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber)
  • kl. lotnych premii: Diego Pablo Sevilla (Team Polti VisitMalta)
  • Fuga: Diego Pablo Sevilla (Team Polti VisitMalta)

Co zatem warto zapamiętać z bułgarskiego Grande Partenza 109. edycji Giro d’Italia? Podzieliłem to na 5, a licząc z drobną predykcją na 1. pełny tydzień rywalizacji 6 części. Miłej lektury!

Młody, a dojrzały

Przed startem 109. edycji Giro d’Italia na sprinterach ciążyła dość spora presja – nie na co dzień ci mają bowiem okazję powalczyć o koszulkę lidera klasyfikacji generalnej wielkiego touru. Stawka ta była jeszcze o tyle większa, że żaden z obecnych na starcie zawodników w swojej karierze nie dzierżył takowej przez choćby jeden dzień. W kontekście walki o wygraną mówiło się zatem przede wszystkim o tych nieco bardziej doświadczonych kolarzach, którzy mieli sobie potencjalnie lepiej poradzić z presją, a głównym faworytem był kolekcjonujący w ostatnich latach etapy wielkich tourów Jonathan Milan (Lidl-Trek). Czas pokazał jednak, że obydwa sprinterskie odcinki wygrał kto inny, bo nie mający dotychczas ani jednego w swoim dorobku Paul Magnier, a sporą zasługę w sukcesach 22-latka odegrali jego koledzy z Soudal Quick-Step.

Młody Francuz, który jadąc na Giro d’Italia nie mógł się pochwalić przesadnie udanym sezonem, wyjeżdża z Bułgarii niczym król. 2 zwycięstwa, dość wyraźna przewaga w klasyfikacji punktowej, dzień w koszulce lidera – Paul Magnier nie mógł sobie wymarzyć lepszego otwarcia. Jednocześnie po wypowiedziach 22-latka widać, że choć ten bardzo docenia wagę tych sukcesów, to wciąż twardo stąpa po ziemi, dając sobie czas zarówno na celebrowanie sukcesów, jak i pamiętając, że po tym trzeba zacząć pracować nad kolejnymi. Taka postawa, w połączeniu z świetną formą Francuza, pozwala wierzyć, że sprinter Soudal Quick-Step nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a kto wie, może Paul Magnier będzie w drodze do Rzymu walczył nie tylko o kolejne etapy, ale i skutecznie bronił prawa do noszenia cyklamenowej koszulki.

Niespodziewany lider

Mistrzostwa zupełnie nie kojarzonego z kolarstwem kraju, wygrane etapowe w mniejszych wyścigach w Portugalii, zwycięstwa w Chinach – oto jak dotychczas wyglądał dorobek Guillermo Thomasa Silvy. Nic nie ujmując 24-letniemu Urugwajczykowi, wydawało się, że jego obecność w XDS Astana Team jest związana raczej ze strategią tej ekipy, która opiera się na zatrudnianiu zawodników pod kątem punktowania w mniej prestiżowych imprezach, mistrzostwach krajowych czy kontynentalnych, w czym Guillermo Thomas Silva odnajdywał się dotychczas świetnie. Gdy jednak triumfator tegorocznego Tour of Hainan (2.Pro) znalazł się na liście startowej Giro d’Italia, to należało go traktować raczej jak jednego z uczestników wyścigu, aniżeli faworyta do wygranej etapowej, zwłaszcza w inny sposób niż z odjazdu. Czas pokazał jednak, że kolarz XDS Astana Team był zdolny do sprawienia ogromnej niespodzianki, a Urugwaj został 42. krajem w historii, którego przedstawiciel wygrał etap jednego z wielkich tourów. Piękna historia napisała się na naszych oczach, a niesamowity czas Guillermo Thomasa Silvy wciąż trwa, ten bowiem w różowej koszulce spędza dzień przerwy i wjedzie w niej do Włoch.

Nie ma co się zatem dziwić, że gratulacje dla Urugwajczyka płyną z różnych stron, a dołączył się do nich będący nawet legendą tamtejszego sportu piłkarz Luis Suárez.

Bułgaria poradziła sobie

Były wnioski dość oczywiste, pora zatem na delikatną kontrowersję. Choć przed bułgarskim Grande Partenza można było obawiać się, czy aby na pewno to państwo będzie przygotowane na ugoszczenie startu wielkiego touru, to czas pokazał, że obawy te były zupełnie niepotrzebne. Bułgarzy udźwignęli wyzwanie, przy trasach zgromadzone były prawdziwe tłumy widzów, a realizatorzy mieli co pokazywać nie tylko w temacie sportu, ale i kultury, architektury oraz innych rzeczy związanych z krajem-gospodarzem. Choć państwo to nie kojarzy się w ostatnich latach z kolarstwem, to udało się tam stworzyć atmosferę prawdziwego święta.

Ktoś powie jednak – „ale przecież były kraksy!”. Tak, były, ale w sumie odnotować można przede wszystkim dwie. Ta pierwsza, na finiszu 1. etapu, wynikała nie z bułgarskiej infrastruktury, a raczej skrajnie nieodpowiedzialnego zaprojektowania końcówki. RCS Sport ma dekady doświadczenia w organizacji imprez, nad etapami zapewne czuwają także komisarze z UCI czy inne kolarskie organy i organizacje, a jednak ktoś pozwolił, by na ostatnim kilometrze premierowego odcinka wjechać w przewężenie… To była głupota, za którą można winić wiele osób, ale nie przypisywałbym tu winy Bułgarom. Naiwnym bowiem byłoby wierzyć, że to oni lobbowali za takim finiszem, a inni ich od tego odwodzili. A nawet jeśli (choć podkreślam, że w to nie wierzę) tak było, to rolą organizatorów jest jednak postawić na swoim i uczynić finisz bezpieczniejszym, czego tu niestety zabrakło. Dobrze, że na 3. etapie nie zobaczyliśmy powtórki, choć i wówczas o nią się proszono – po co po wielokilometrowej, bardzo szerokiej prostej był ten finałowy zakręt na ostatnich metrach i wjazd z pełną prędkością na kostkę brukową? To jak proszenie się o coś niedobrego.

2. kraksa zaś, ta dużo bardziej krwawa i niosąca dużo poważniejsze konsekwencje, miała miejsce na mokrym zakręcie jakich są setki w kolarskich imprezach. Droga była tam jednak szeroka, wydaje się, że równa, a zatem prawdopodobnie było to po prostu pechowe zdarzenie, które równie dobrze mogłoby się wydarzyć w każdym innym miejscu świata. Moim zdaniem zatem Bułgaria zdała egzamin z goszczenia kolarskiego peletonu, choć oczywiście mam świadomość, że nie każdy jest fanem zagranicznych Grande Partenza.

Nie wszyscy dotrą do Italii

Jeśli jesteśmy już przy kraksach, to niestety warto wymienić tych, którym nie będzie dane dotrzeć do Italii. Pierwszym pechowcem wyścigu, na skutek wypadku w końcówce 1. etapu, został jeden z czołowych sprinterów, a mianowicie Matteo Moschetti (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team). Dzień później doszło do sporego zdarzenia, na skutek którego poza Giro d’Italia znalazło się aż 3 kolarzy UAE Team Emirates-XRG, w tym ich lider na klasyfikację generalną, czyli Adam Yates. Jego los podzielili także Marc Soler i Jay Vine. Stawkę opuścili wówczas także poważnie poturbowani Santiago Buitrago (Bahrain – Victorious), Andrea Vendrame (Team Jayco AlUla) i Ådne Holter (Uno-X Mobility). To duża strata dla widowiska, choć niestety warto pamiętać, że to część kolarstwa, a nerwowa atmosfera na pierwszych etapach każdego wielkiego touru praktycznie zawsze zbiera jakieś żniwo w postaci kraks i wynikających z nich wycofań.

Bez walki

Jeśli coś było za to rozczarowaniem podczas pierwszych dni 109. edycji Giro d’Italia, to była to postawa peletonu w temacie ucieczek. Przez 3 dni na czele stawki zobaczyliśmy w sumie jedynie 4 różnych zawodników z zaledwie dwóch ekip – swoich sił trzykrotnie próbował Diego Pablo Sevilla (Team Polti VisitMalta), który bez wielkiej walki zgarnął 100% górskich premii, 2-krotnie uciekał Manuele Tarozzi (Bardiani CSF 7 Saber), a po razie na czele meldowali się dwaj koledzy tego pierwszego – Mirco Maestri i Alessandro Tonelli. Kolarze myślący o trykocie górala całkowicie przespali zatem okazję do otworzenia swojego dorobku, a łowcy etapów bardzo zawiedli, szczególnie w kontekście 2. etapu, którego przebieg wręcz prosił się o to, by spróbować jakiejś akcji i rzucić wyzwanie peletonowi. Zamiast tego zobaczyliśmy ściganie się poniżej najwolniejszej przewidywanej prędkości, a emocje generował nam co najwyżej motocykl telewizyjny, który w końcówce 3. etapu usilnie starał się pomóc uciekinierom ubiec główną grupę i sprinterów.

Co przed nami?

Pierwszy pełny tydzień na włoskiej ziemi otworzy etap-zagadka, na trasie którego znajdziemy Cozzo Tunno (14,4 km; 5,9%). Pojedyncza góra jest jednak dość mocno oddalona od mety, co sprawia, że w sumie ciężko wskazać kto mógłby wygrać wtorkowy odcinek. Pofałdowana trasa czeka na zawodników także w środę, w czwartek do głosu powinni dojść sprinterzy. Głównym daniem tego tygodnia będzie bez wątpienia piątkowy etap z metą na Blockhausie (13,4 km; 8,5%), aczkolwiek i sobota z metą w Fermo (3,7 km; 5,7%) może przynieść sporo emocji. W niedzielę zaś zobaczymy świetnie zapowiadający się odcinek zakończony wspinaczkami na następujące tuż po sobie Querciola (11,5 km; 4,2%) i Corno alle Scale (10,8 km; 5,9%).


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułNetcompany INEOS wciąż poszukuje nowego sponsora tytularnego
Następny artykułInauguracja pierwszego etapu 83. Tour de Pologne UCI WorldTour na ,,ORP Błyskawica”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Mic
Mic

Motocykl telewizyjny rozkręca wyścig, telewizja dźwignią sportu🙃