Foto: Unipublic / Antonio Baixauli / Vuelta a Espana

Jeśli ktoś patrząc na tytuł ma déjà vu, to uspokajam – nie jest to mylne wrażenie, albowiem dokładnie taki sam znajdował się przy omówieniu faworytów Giro d’Italia 2024. Powtórzenie to nie wynika jednak z recyklingu treści, a z faktu, że pomiędzy 107. a 109. edycją La Corsa Rosa jest sporo podobieństw, a tym naczelnym jest to, że ponownie u progu wyścigu więcej jest dysput nie o tym kto wygra, a z jaką przewagą. Czy Jonas Vingegaard faktycznie jest aż takim faworytem? Kto jeszcze może pokusić się o dobry wynik? Przyjrzyjmy się temu dokładniej!

W piątek 8 maja wystartuje 109. edycja Giro d’Italia – jednego z najważniejszych wyścigów kolarskich na świecie. 184 kolarzy reprezentujących barwy 23 zespołów rozpocznie w Bułgarii zaplanowaną na 3468 kilometrów rywalizację, której finał będzie miał miejsce 31 maja w stolicy Italii, czyli Rzymie. Choć wszyscy wystartują z tego samego punktu, to nie wszystkim będzie dane dotrzeć do mety, na tej zaś różnice będą mierzone w wielu wypadkach nie tylko w sekundach, ale i minutach oraz godzinach. Choć przed startem wyścigu grono faworytów klasyfikacji generalnej jest długie, to z czasem kryzysy, upadki, choroby bądź po prostu różnica poziomów sprawią, że lista kolarzy walczących o zwycięstwo, podium czy czołową „10” w końcowym zestawieniu będzie się stale kurczyła. Tylko jeden zawodnik na końcu będzie mógł unieść do góry słynne Trofeo Senza Fine – jedną z najbardziej rozpoznawalnych nagród w kolarstwie, na której wstędze wygrawerowane są nazwiska zwycięzców kolejnych edycji Giro d’Italia.

Historia

Nim przyjrzymy się dokładniej faworytom tegorocznej edycji spójrzmy na tych, do których dołączyć na liście triumfatorów chcieliby uczestnicy tegorocznego Giro d’Italia. Włoski wyścig po raz pierwszy rozegrano już w 1909 roku, a zatem impreza ta jest o tylko 6 lat młodsza od Tour de France i o aż 26 lat starsza od Vuelta a España. Pierwszym zwycięzcą La Corsa Rosa został Luigi Ganna i aż do 1950 roku na liście najlepszych kolarzy znaleźć mogliśmy wyłącznie gospodarzy, wśród których były takie sławy jak Alfredo Binda (1925, 1927-29, 1933), Gino Bartali (1936-37, 1946) czy Fausto Coppi (1940, 1947, 1949, 1952-53). Tym pierwszym obcokrajowcem, którego nazwisko wpisano na słynne Trofeo Senza Fine został Hugo Koblet, a w kolejnych dekadach do grona słynnych triumfatorów dołączali m.in. Jacques Anquetil (1960, 1964), Felice Gimondi (1967, 1969, 1976), Eddy Merckx (1968, 1970, 1972-74), Giuseppe Saronni (1979, 1983), Bernard Hinault (1980, 1982, 1985), Miguel Induráin (1992-93) czy Marco Pantani (1998). W XXI wieku Giro d’Italia było świadkiem zarówno bardzo spodziewanych zwycięstw, które odnosili najwięksi tacy jak Alberto Contador (2008, 2011, 2015), Vincenzo Nibali (2013, 2016), Chris Froome (2018), Primož Roglič (2023) czy Tadej Pogačar (2024), jak i niespodzianek, na jakie ówcześnie wyrastały triumfy takich kolarzy jak Ryder Hesjedal (2012), Tom Dumoulin (2017) czy Richard Carapaz (2019). Także i zeszłoroczna wygrana Simona Yatesa z pewnością zalicza się do tych drugich, bowiem choć Brytyjczyk od lat należał do ścisłej światowej czołówki, to jednak jego gwiazda wydawała się nie lśnić już tak jasno jak kiedyś – czas pokazał jednak, że było to tylko złudzenie. Kto wie, może i w tym roku ktoś napisze podobną historię?

Jeśli chodzi o rekordzistów, to najwięcej edycji, bo po 5, wygrali trzej wspomniani powyżej Alfredo Binda, Fausto Coppi i Eddy Merckx. Ten ostatni triumfów mógłby mieć więcej, ale w 1969 roku Belg, który wówczas był liderem po 17. etapie, został zdyskwalifikowany w związku z aferą dopingową (w jego organizmie zostały wykryte m.in. fenkamfamina i amfetamina). Rekordziści, a właściwie ostatni żyjący spośród nich, mogą spać spokojnie, albowiem żaden z aktywnych kolarzy nie ma w swoim dorobku więcej niż jednego zwycięstwa, a zatem szczyt tabeli wszech czasów przez najbliższe lata nie powinien ulec zmianie.

Jeśli chodzi o Polaków to trzech spośród biało-czerwonych zaznało smaku obecności w czołowej „10” klasyfikacji generalnej – 4-krotnie czynił to Rafał Majka, 2 razy sztuka ta udała się Zenonowi Jaskule, a raz osiągnął to Przemysław Niemiec. Pierwszy z wymienionych jest autorem najlepszego rezultatu, którym jest obecnie 5. miejsce wywalczone w edycji z 2016 roku. W tym sezonie niestety możemy być pewni, że w tej materii nie nastąpi żadna zmiana – w stawce 109. edycji Giro d’Italia nie zobaczymy ani jednego biało-czerwonego.

Ósmy w historii?

Przegląd faworytów warto rozpocząć od tego, którego nazwisko jest odmieniane przez wszystkie przypadki w kontekście zwycięstwa w tegorocznym Giro d’Italia. Mowa rzecz jasna o Jonasie Vingegaardzie (Team Visma | Lease a Bike), który wydaje się być o poziom wyżej od któregokolwiek z rywali. Jak już zatem wspominałem we wstępie, rzeczone dyskusje najczęściej nie dotyczą tego czy Duńczyk sięgnie po zwycięstwo, a raczej tego, w którym momencie ten odjedzie rywalom oraz z jaką przewagą zakończy całe zmagania. Historia kolarstwa uczyła nas jednak, że przedwczesne wręczanie tytułów potrafi się bardzo źle zestarzeć, zatem pomimo pozycji murowanego faworyta zdecydowanie nie wolno jeszcze koronować 29-latka na triumfatora 109. edycji Giro d’Italia.

Jeśli już jesteśmy przy temacie historii to warto wspomnieć, że Jonas Vingegaard walczy tu nie tylko o zwycięstwo w La Corsa Rosa, ale i dołączenie do naprawdę elitarnego klubu kolarzy, którzy mają w swoim dorobku wygraną w każdym z wielkich tourów. Dotychczas uczynili to wyłącznie Jacques Anquetil (komplet triumfów skompletował w 1964 roku), Felice Gimondi (1968), Eddy Merckx (1973), Bernard Hinault (1980), Alberto Contador (2008), Vincenzo Nibali (2014) i Chris Froome (2018), a zatem Duńczyk ma szanse być 8. w historii kolarzem, który by tego dokonał.

Wracając jednak do osoby Jonasa Vingegaarda, to ten dawno nie zaznał goryczy porażki w wyścigach wieloetapowych. W tym roku jego łupem padły bowiem Paryż-Nicea i Volta a Catalunya, rok temu kolarz Team Visma | Lease a Bike wygrał Vuelta a España. Ostatnią „porażką” jest zatem 2. miejsce w Tour de France, gdzie lepszy był wyłącznie Tadej Pogačar. Gdyby zaś poszukać wyścigu, który Duńczyk ukończył, a w którym pokonał go ktokolwiek inny niż Słoweniec, to trzeba by się cofnąć aż do Vuelta a España 2023 i „przegranej” z klubowym kolegą Seppem Kussem. Gdyby zaś trzeba było znaleźć wyścig, w którym górą był ktoś z innej ekipy, to byłaby to dopiero Paryż-Nicea 2023, gdzie Jonasa Vingegaarda wyprzedził nie tylko Tadej Pogačar, ale i David Gaudu. Wydaje się zatem, że trwająca ponad lata seria sukcesów może zostać przedłużona, a jedynym, co może zatrzymać Duńczyka w drodze do celu, będą zdarzenia losowe, przez które ten miałby nie dotrzeć do mety.

To, że Jonas Vingegaard ma świetną passę i wydaje się być o poziom wyżej od rywali to jednak nie wszystkie atuty 29-latka. Ten może także liczyć na świetny zespół, a u jego boku wystąpią tacy górale jak Sepp Kuss, Wilco Kelderman, Davide Piganzoli i Bart Lemmen, zaś w prostszym terenie ogromnym wsparciem będzie bez wątpienia Victor Campenaerts, oprócz którego do pracy oddelegowani będą także Tim Rex i Timo Kielich. Team Visma | Lease a Bike ma zatem skład, który na papierze może kontrolować wyścig przez pełne 3 tygodnie, choć wydaje się, że niekoniecznie będzie taka potrzeba – holenderska ekipa znana jest z tego, że lubi odpuszczać ucieczki wtedy, gdy te nie są zagrożeniem, a takich podczas 109. edycji Giro d’Italia może być sporo, szczególnie gdy Jonas Vingegaard wypracuje już sobie solidną zaliczkę nad rywalami.

Nadzieja gospodarzy

5 lat czekają Włosi na swojego kolarza na podium Giro d’Italia, równą dekadę temu zaś Italia mogła oklaskiwać zwycięzcę pochodzącego właśnie z tego kraju. Bez wątpienia jest to zdecydowanie mniej, niż w przypadku Francuzów i Tour de France, gdzie te liczby wynoszą odpowiednio 10 i 41 lat, ale nadal można powoli mówić o pewnej serii. Przełamać spróbuje ją kilku Włochów, ale wśród nich wydaje się, że największą nadzieją gospodarzy jest Giulio Pellizzari (Red Bull – BORA – hansgrohe). 22-latek pokazał już w zeszłym roku, że może być bardzo groźny w wielkich tourach, kiedy to zajmował 6. lokaty zarówno w Giro d’Italia, jak i Vuelta a España, ale wydaje się, że od tamtej pory udało mu się się jeszcze bardziej rozwinąć. 3. miejsca w Volta Comunitat Valenciana oraz Tirreno-Adriatico, a także wygrana w Tour of the Alps pokazały, że Włoch jest w tym roku bardzo mocny, choć jednocześnie rodzi się pytanie, czy forma nie przyszła nieco za wcześnie. Ostatni raz zwycięzca alpejskiej etapówki stanął na podium Giro d’Italia w 2021 roku (3. miejsce Simona Yatesa), a to pokazuje, że sukces w kwietniu nie zawsze ma przełożenie na świetny wynik w maju.

Giulio Pellizzari wydaje się być gotowy do walki o końcowe podium, a zdaniem wielu, to właśnie Włoch zajmie 2. miejsce w tegorocznym La Corsa Rosa. Gdyby jednak 22-latek miał jakieś problemy, np. nastąpił u niego nawrót kłopotów z kolanami, to w składzie Red Bull – BORA – hansgrohe znajdziemy kolarzy, którzy mogliby go zastąpić. Jai Hindley zna już smak zwycięstwa w Giro d’Italia, ponadto Australijczyk był nie tylko najlepszy w 2022 roku, ale i zajmował 2. lokatę w edycji z 2020 roku. Zeszłoroczna Vuelta a España, którą ukończył na 4. pozycji pokazała z kolei, że 30-latek cały czas ma to coś i nie można go ignorować. 3. opcją w niemieckim zespole, prawdopodobnie tą, z której nie będzie okazji skorzystać, jest zaś Aleksandr Vlasov – Rosjanin był w Giro d’Italia najwyżej 4. w 2021 roku, aczkolwiek w ostatnich latach częściej oglądaliśmy go jednak w roli pomocnika. Swoich liderów wspierać w Red Bull – BORA – hansgrohe będą także tacy kolarze jak Giovanni Aleotti, Ben Zwiehoff, Nico Denz, Gianni Moscon i Mick van Dijke.

Z nowym sponsorem

Podczas 109. edycji Giro d’Italia w peletonie zadebiutują nowe koszulki ekipy INEOS Grenadiers, a właściwie teraz już Netcompany INEOS. Istnieje niezerowa szansa, że inauguracyjny wyścig będzie dla nowego partnera tytularnego brytyjskiej ekipy wejściem z przytupem do kolarstwa, albowiem zespół ten wysyła do Włoch dwójkę naprawdę solidnych liderów. Z jednej strony obu stać na naprawdę wiele, z drugiej jednak, przy każdym z nich można napisać ogromne „ALE”. Tą rzeczoną dwójką są Egan Bernal i Thymen Arensman, czyli zwycięzca włoskiej trzytygodniówki z 2021 roku oraz kolarz, który wciąż czeka na swoje 1. podium w wielkim tourze.

Przegląd zalet i wad obu zawodników zacznijmy od Kolumbijczyka. 29-latek bez wątpienia w swojej najlepszej wersji jest kolarzem, który jest gotowy do walki o najwyższe cele, ale od momentu wypadku, który miał miejsce pomiędzy sezonami 2021 a 2022, Egan Bernal nie jest już tym samym kolarzem co kiedyś. Owszem, od dłuższego czasu zawodnik Netcompany INEOS ma coraz więcej przebłysków, a 2. miejsce w Tour of the Alps i 5. lokata w Liège-Bastogne-Liège pokazują, że forma obecnie jest u niego naprawdę wysoka, ale nie wiem, czy zwycięzcę Tour de France 2019 stać na to, by utrzymać równą i dobrą dyspozycję na przestrzeni pełnych 3 tygodni, a przy tym uniknąć kłopotów ze zdrowiem i kontuzji, które ostatnimi czasy prześladują wręcz Kolumbijczyka. Jakby wszystko poszło dobrze, Egan Bernal może stanąć na podium, ale obawiam się czy to faktycznie realna predykcja.

Na zupełnie przeciwnym biegunie niż 29-latek jest za to Thymen Arensman. 26-letni zawodnik najwyżej w wielkim tourze był 5. w Vuelta a España 2022, a ostatni raz w czołowej „10” widzieliśmy go podczas Giro d’Italia 2024. Problemem Holendra nie jest jednak brak mocy i formy, ale jego wręcz niewyobrażalna zdolność do ponoszenia ogromnych strat w 1. tygodniu ścigania. Kolarz Netcompany INEOS na początku praktycznie każdego kolejnego wielkiego touru zachowuje się tak, jakby nagle zapominał jak jeździć na rowerze, a gdy tylko przy jego nazwisku pojawi się kilka(naście) minut straty, to wraca mu pamięć mięśniowa, czego efektem były chociażby 2 wygrane etapy podczas zeszłorocznego Tour de France. Jeśli Thymen Arensman tym razem nie zgubi się na początku, to z czasem zacznie wyrastać na wielkiego kandydata do końcowego podium.

Najlepszy zespół świata w mocno nieoptymalnym składzie

Od 3 lat to UAE Team Emirates – XRG jest niekwestionowanym zwycięzcą drużynowego rankingu UCI, kolarze z tej ekipy wygrywają więcej niż ktokolwiek w historii, ale w przypadku tegorocznego Giro d’Italia nie zobaczymy formacji, którą stać na zdominowanie wyścigu. Liderem bliskowschodniego zespołu będzie Adam Yates, który co prawda wygrał ostatnio O Gran Camiño, ale jeśli chodzi o wielkie toury, to ostatni raz w czołowej „10” był w 2024 roku, a na podium jeszcze sezon wcześniej. Wiadomo, nominalnie ekipa ta miała pojechać na João Almeidę, a nieobecność Portugalczyka bez wątpienia jest sporym osłabieniem – powstała luka, której na szybko nie udało się realnie załatać. Istnieje zatem niemała szansa na to, że dostaniemy powtórkę z Vuelta a España 2024, kiedy to najlepszy kolarz UAE Team Emirates zajął „dopiero” 9. miejsce w klasyfikacji generalnej. Poza Adamem Yatesem, w składzie bliskowschodniej ekipy znalazł się także uznawany przez niektórych za faworyta Jay Vine, aczkolwiek Australijczyk cały czas zmaga się z dość poważnym urazem nadgarstka, którego nabawił się w styczniu podczas Santos Tour Down Under, a który to pogłębił się na skutek kraksy w trakcie Volta a Catalunya. 30-latek może mieć zatem niemałe problemy z odpowiednim chwytem kierownicy, a to w połączeniu z jego nienajlepszą techniką może oznaczać, że ten będzie bardzo niepewny na zjazdach. Dodatkowo każda, nawet teoretycznie niegroźna kraksa, może w wypadku zawodnika jadącego z usztywniaczem na nadgarstku oznaczać konieczność wycofania się z wyścigu.

Stary lis

Choć ma 38 lat i po tym sezonie kończy karierę, to wciąż jest kolarzem, który podczas Giro d’Italia może zaskoczyć. Mowa rzecz jasna o Damiano Caruso (Bahrain-Victorious), dla którego to będzie 22. wielki tour w karierze. Niezwykle doświadczony Włoch nie błyszczał w tym sezonie formą, ale to samo można było napisać rok temu, gdy finalnie ten zajął 5. miejsce w klasyfikacji generalnej. 38-latek jest przede wszystkim kolarzem, który absolutnie nic nie musi, ale wszystko może – wyścigi trzytygodniowe rządzą się bowiem swoimi prawami i choć patrząc wyłącznie na ostatnie wyniki kolarza Bahrain-Victorious wydawać by się mogło, że ten nie jest gotowy do Giro d’Italia, to gdy już przyjdzie ściganie może się okazać, że stary lis nadal będzie miał w sobie to coś. Drugą opcją dla ekipy z Bliskiego Wschodu jest Santiago Buitrago, aczkolwiek z Kolumbijczykiem mam ten problem, że praktycznie co roku się na niego „nabieram”, a ten później nie dowozi oczekiwań. 26-latek w wielkich tourach był bowiem najwyżej na 10. miejscu, a miało to miejsce w ramach Vuelta a España 2023 i Tour de France 2024. Moim zdaniem to jeden z tych kolarzy, którzy lepiej by zrobili, gdyby jednak w pełni skupili się na walce o pojedyncze etapy.

Z marzeniami o podium

Wyścigi trzytygodniowe mają to do siebie, że stosunkowo rzadko zdarza się, by wszyscy faworyci dotarli do mety pozostając w walce o najwyższe cele. Ten fakt, a także to, że lista kandydatów do najlepszej „3” w tegorocznym Giro d’Italia jest jednak pełna kolarzy, przy których nazwiskach dość łatwo można wskazywać pewne „ale” sprawia, że o swoim pierwszym podium wielkiego touru w karierze pomarzyć może stosunkowo wielu solidnych, aczkolwiek nie wybitnych zawodników. Kolarzem, który jeszcze nie został wspomniany, a który bez wątpienia może podczas 109. edycji La Corsa Rosa nieco namieszać, jest Felix Gall (Decathlon CMA CGM Team). 28-letni Austriak potrafi być bardzo regularny, gdy trzeba to się nie wychyla i minimalizuje straty, ale gdy nadarza się okazja, to potrafi zaatakować i zyskać coś nad swoimi bezpośrednimi rywalami. Zakładając scenariusz, w którym Jonas Vingegaard ma sporą przewagę nad konkurencją, za jego plecami mogą dziać się naprawdę ciekawe rzeczy, a wówczas Felix Gall jest niewątpliwie jednym z tych zawodników, którego warto będzie obserwować.

Ze sporymi ambicjami na tegoroczne Giro d’Italia przyjeżdżają też dwaj liderzy Tudor Pro Cycling Team – Michael Storer i Mathys Rondel. Ten pierwszy w dwóch ostatnich edycjach włoskiego wyścigu zajmował 10. lokaty, aczkolwiek wydaje się, że w tym roku jego proces przygotowań przebiegł bardziej optymalnie, a właściwa forma przyjdzie faktycznie na La Corsa Rosa, a nie na Tour of the Alps, jak to miało miejsce rok temu. Drugi, pochodzący z Francji 22-latek, ma przed sobą debiut w wyścigu trzytygodniowym, a zatem stanowi pewną zagadkę. Sporo solidnych wyników w tym roku pozwala jednak wierzyć, że gdzieś po cichu Mathys Rondel zapuka do ścisłej czołówki, a zatem warto będzie mieć na niego oko – przynajmniej tak długo, jak ten nie będzie miał jakiegoś ewentualnego większego kryzysu i nie złapie pierwszej większej straty.

O ile poprzednia dwójka pokazała, że forma w tym roku jest całkiem solidna, o tyle całkowicie nie wiem co myśleć o kolejnym zawodniku, a jest nim Derek Gee-West (Lidl-Trek). Mistrz Kanady przyjeżdża na Giro d’Italia bardzo daleki od swojej najlepszej dyspozycji, ale jednocześnie ciężko przejść obojętnie obok 28-latka, wszak ten zajął 4. miejsce w klasyfikacji generalnej w tym wyścigu przed rokiem. Jeśli okaże się, że nowy nabytek niemieckiej ekipy faktycznie nie dojedzie z formą, to opcją B zawsze może być Giulio Ciccone – co prawda Włoch odgraża się, że tym razem skupia się na walce o etapy, ale ile razy w historii już to słyszeliśmy? Jeśli 31-latek po jakiejś ucieczce będzie blisko przejęcia różowej koszulki bądź nawet uda mu się ją założyć, to może się nagle okazać, że ten zmieni swoje plany i pojedzie wyścig życia, czego zresztą po cichu mu życzę.

Kto jeszcze może być wysoko?

Smak podium w wielkim tourze zna już Ben O’Connor (Team Jayco AlUla), aczkolwiek Australijczyk po przejściu do rodzimej ekipy w 2025 roku wydaje się, że zatracił poziom, jaki prezentował w sezonie 2024. Dziś 30-latek jest raczej kolarzem, o którym sporo się mówi, a potem oczekiwania nie zawsze spotykają się z rzeczywistością. Nie zdziwię się, jeśli ten uplasuje się gdzieś pod koniec czołowej „10”, aczkolwiek jeśli tylko rywale nie podarują mu kilku minut, jak to miało miejsce podczas pamiętnej Vuelta a España w 2024 roku, to o osiągnięcie czegoś więcej może być mu bardzo ciężko.

Na podium trzytygodniówki, zresztą aż 4-krotnie w karierze, stawał także Enric Mas (Movistar Team). Z 31-letnim Hiszpanem jest jednak ten problem, że ten rokrocznie jest w coraz lepszej formie, im bliżej końca sezonu, a w Giro d’Italia będzie to dla niego debiut. Tegoroczne wyniki, a także historyczne tendencje sprawiają zatem, że ciężko mi uwierzyć w dobry wynik tego zawodnika. Nie zdziwiłbym się wręcz gdyby okazało się, że wyżej w klasyfikacji generalnej zmagania ukończy jeden z jego klubowych kolegów – 7. i 8. w dwóch ostatnich edycjach Giro d’Italia Einer Rubio bądź stale rozwijający się Javier Romo.

Sekcję kolarzy, którzy zostaną osobno omówieni zamknie zawodnik, dla którego tegoroczne Giro d’Italia z jednej strony nie będzie debiutem w wyścigu trzytygodniowym, a z drugiej jednak takie ściganie wciąż pozostaje dla niego enigmą. Alessandro Pinarello (NSN Cycling Team) brał bowiem udział w zeszłorocznej edycji La Corsa Rosa, ale był zmuszony wycofać się już po 5. dniach, a zatem ciężko tu mówić o jakimkolwiek realnym doświadczeniu. Młody Włoch tej zimy zamienił VF Group – Bardiani CSF – Faizanè na szwajcarski World Team i patrząc na wyniki był to strzał w „10” – w tym sezonie udało mu się m.in. zająć 10. lokatę w Tirreno-Adriatico czy stanąć na najniższym stopniu podium w O Gran Camiño, gdzie jego łupem padł ostatni z etapów. Alessandro Pinarello to zatem jeden z tych zawodników, których można śmiało nazwać mianem czarnego konia.

O miejsce w czołowej „10” klasyfikacji generalnej pokusić mogą się także tacy zawodnicy jak Chris Harper (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team), Lennert Van Eetvelt (Lotto Intermarché), Filippo Zana (Soudal Quick-Step), Johannes Kulset (Uno-X Mobility), Harold Martín López (XDS Astana Team) czy Markel Beloki (EF Education – EasyPost).

Moi faworyci 109. edycji Giro d’Italia
  • 5* – Jonas Vingegaard
  • 4* – Giulio Pellizzari
  • 3* – Egan Bernal, Thymen Arensman, Felix Gall, Jai Hindley
  • 2* – Adam Yates, Damiano Caruso, Michael Storer, Derek Gee-West, Ben O’Connor
  • 1* – Einer Rubio, Enric Mas, Mathys Rondel, Alessandro Pinarello, Sepp Kuss, Santiago Buitrago, Davide Piganzoli, Jay Vine, Giulio Ciccone

W kolejnych dniach przygotujemy dla Państwa także m.in. zapowiedzi klasyfikacji pobocznych wyścigu, a już od piątku ruszamy z zapowiedziami poszczególnych etapów. Bądźcie z Naszosie.pl podczas całego Giro d’Italia!


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułGiro d’Italia 2026: Program transmisji telewizyjnych
Następny artykułMedia: Arnaud De Lie przejdzie do Tudor Pro Cycling Team
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
11 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Michał
Michał

Moje top 3 :

1 Vini
2 Pellizzari
3 Bernal

roni
roni

Fajna analiza, ale chyba Adam Yates zasługuje na więcej niż 2 gwiazdki ?

CZYTELNIK
CZYTELNIK

Czy ktoś czyta te teksty, zanim je opublikujecie? Co to za zdanie na przykład: „Nim przyjrzymy się dokładniej faworytom tegorocznej edycji spójrzmy na tych, do których dołączyć na liście triumfatorów chcieliby uczestnicy tegorocznego Giro d’Italia.”?

Kuba
Kuba

Faktycznie Yates jest chyba największą niewiadomą. Dawno nie jechał na siebie GT, ale jest bardzo regularny i może trochę w takim stylu Gerainta Thomasa dojechać na podium.

Antek
Antek

Sercem za Bernalem ale pieniędzy bym na niego nie postawił niestety. Może zaskoczy jak WVA w PR 🙂
W Yatesa nie wierzę ale za to mocno liczę na jakąś niespodziankę tak jak del Toro w zeszłym roku

Mikołaj
Mikołaj

Wygra vinigor ale resta podium to może się różnie ułożyć.

Denzelon
Denzelon

Moje TOP3:

  1. Jonas
  2. Hindley
  3. Strorer

Szczerze nie wierzę w Pellizzariego i choć wydaje mi się, że dowiezie klasyfikację młodzieżową to Piganzoli, Arrieta i Pinarello będą naciskać go mocniej niż przypuszczamy.

Kanapka
Kanapka

Jak Sepp w formie to Jonas wygra w cuglach. A raczej nie ma z kim przegrać. Bernal? Bez żartów…

Tajfun
Tajfun

Nie ma co się łudzić, tegoroczne Giro w kontekście kto je wygra to jedynie pytanie ile wysiłku to będzie wymagać od Jonasa, na papierze raczej nie wiele. Pewnie dociśnie na 2-3 górskich etapach i wystarczy. Dobry obóz przygotowawczy pod Tour dla niego.
Easy money

Hubert
Hubert

Obecnie zagrozić Wydyganemu może jedynie Pogacar