Ponad 5500 metrów przewyższenia, trzy premie hors catégorie i finisz na wysokości przekraczającej 2300 metrów nad poziomem morza oznaczają jedno: peleton 112. edycji Wielkiej Pętli wjedzie dziś w samo serce francuskich Alp. Meta na Col de la Loze to również wyczekiwany finał podróży Tadeja Pogačara przez jego najgorsze wspomnienia z tego wyścigu, który przybliży ostateczną odpowiedź na najważniejsze pytanie: kto zabierze do domu najcenniejszą z kolarskich koszulek.
Czwartkowy odcinek z Vif na Col de la Loze miano królewskiego etapu 112. edycji Tour de France wygrał o włos, pokonując w tej rywalizacji pirenejskiego konkurenta z metą na Superbagnères. I o ile akurat w kolarstwie szosowym zwycięzców sądzi się dość regularnie, o ten tytuł nikt większych sporów toczyć nie będzie, a kluczowe dla dzisiejszej rywalizacji pytanie brzmi: czy zdoła on odcisnąć większe piętno na losach klasyfikacji generalnej?
Czasu i przestrzeni na realizację ambitnych planów na trasie pierwszego z dwóch alpejskich odcinków na pewno nie zabraknie, ponieważ na dystansie 171,5 kilometra uczestnicy wyścigu pokonają ok. 5500 metrów przewyższenia, trzy podjazdy hors catégorie i będą finiszować powyżej bariery 2000 metrów n.p.m. Konstrukcja jest bardzo prosta: trzy wspinaczki, dwa zjazdy i bardzo niewiele miejsca na odpoczynek w międzyczasie.
Start w debiutującej na trasie Touru miejscowości Vif oznacza, że do podnóża pierwszego wzniesienia peleton doprowadzi 40-kilometrowy odcinek prowadzący dnem doliny Romanche. Na papierze to druga najłatwiejsza część dzisiejszego etapu, podczas gdy w rzeczywistości droga wznosi się tam sukcesywnie, ale bez pożądanej w takich okolicznościach regularności. Szalone tempo związane z próbami odskoków raczej nie pozwoli na podziwianie widoków, ale kolejną warstwą do ewentualnej intrygi dodaje wcześnie umiejscowiony lotny finisz w Rioupéroux (23,7 km).
Pierwsza wspinaczka dnia to najbardziej malowniczy wariant Col du Glandon (21,7 km; śr. 5,1%), wiodący między innymi wzdłuż sztucznego Lac de Grand’Maison. Podjazd regularnie pojawia się na trasie Wielkiej Pętli – jeśli połączyć jego statystyki z bliźniaczym Col de la Croix de Fer, nawet bardzo często – ale jedyny finisz kolarskiego wyścigu na tej przełęczy miał miejsce podczas edycji Tour de l’Avenir z 2018 roku. Wygrał Gino Mäder, mając za przeciwników nie byle kogo. Pokonywana od strony Le Verney, Glandon nie należy do najtrudniejszych wzniesień, ale mimo wszystko bliżej jej do alpejskiego standardu ok. 7% nachylenia niż wskazywanych na profilu 5,1%, za którymi stoją zjazdy i wypłaszczenia wokół spiętrzeń wody.
Blisko 20-kilometrowy zjazd główną drogą prowadzi do Saint-Étienne-de-Cuines i La Chambre, gdzie bez zbędnej zwłoki rozpoczyna się podjazd pod Col de la Madeleine (19,2 km; śr. 7,9%). To kolejny alpejski klasyk, bardzo często pokonywany w ramach etapów z metą na L’Alpe d’Huez, ale pod kątem charakteru bardzo różny od pierwszej wspinaczki dnia. W przypadku Madeleine dostaje się dokładnie to, na co było się zapisanym: grillowanie na średnim ogniu do samego szczytu, bez szalonych skoków gradientu w żadnym kierunku.
Szybki i techniczny zjazd przeniesie rywalizację do obszaru znanego fanom sportów zimowych jako Les Trois Vallées, gdzie w relatywnie niewielkiej odległości znaleźć można większość najbardziej znanych stacji narciarskich francuskich Alp: Courchevel, Méribel, Val Thorens etc. 15-kilometrowy odcinek wiodący w górę doliny Tarentaise to potencjalnie jedyna chwila wytchnienia od samego startu etapu, ale przypada ona w bardzo dogodnym momencie – tuż przed finałową wspinaczką na Col de la Loze (26,2 km; śr. 6,5%).
Loze ostatnimi czasy widujemy na trasie Wielkiej Pętli prawie tak często jak Christiana Prudhomme’a machającego chorągiewką, ale w czwartek po raz pierwszy uczestnicy wyścigu wspinać się będą na przełęcz od strony Courchevel. Nie można kwestionować, że jest to wariant łatwiejszy od tego rozsławionego pod nazwą „I’m gone, I’m dead”, ale łatwiejszy nie znaczy łatwy. To ciągle ponad godzinny wysiłek o regularnym początku i relatywnie łagodnej środkowej sekcji, który diametralnie zmienia swój charakter po minięciu stacji narciarskiej i położonego ponad nią altiportu. Tam główna droga zmienia się w wąską ścieżkę rowerową, a nachylenie regularnie skacze, w kilku miejscach przekraczając 10%. Ostatni tego typu odcinek kończy się 1,4 kilometra od mety.
Oto, co na temat 18. etapu Tour de France 2025 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 18, 24 lipca: Vif > Col de la Loze (171,5 km)
Start w Vif, choć wielu uczestników wyścigu przed rozpoczęciem 18. etapu będzie mieć na końcu języka alternatywną sekwencję trzech liter – co ma ścisły związek z nietuzinkowym przebiegiem jego trasy. Na pierwszy ogień (prawdopodobnie całkiem dosłownie) pójdzie Col du Glandon (21,7 km; śr. 5,1%) – czyli mimo wszystko wzbudzająca mniejsze emocje połówka przełęczy-bliźniaków (drugą jest Col de la Croix de Fer). Następnie klasycznie „zjazdowa” strona Col de la Madeleine (19,2 km; śr. 7,9%), a na koniec najwyższy punkt tegorocznej Wielkiej Pętli – Col de la Loze (26,2 km; śr. 6,5%) – również w nieco lżejszym, dotąd nieogranym wariancie.
Tyle że wszystkie te rozważania o łatwiejszych i trudniejszych stronach tracą znaczenie, kiedy przed kolarzami stoi wyzwanie w postaci 5500 metrów przewyższenia na dystansie 171,5 kilometra. To królewski etap 112. edycji Tour de France i murowany hit.
I’m gone, I’m dead already.


Pogoda
W dolinach temperatura utrzyma się w okolicach 20–22°C, natomiast na najwyższych przełęczach może spaść do 11–12°C. To, jaka będzie jej odczuwalna wartość, to już inna sprawa, ponieważ czwartkowej rywalizacji towarzyszyć będą opady deszczu i przelotne burze. Intensywność tych zjawisk ma wzrosnąć w ostatnich dwóch godzinach rywalizacji.
Faworyci
Wiele planów na tę edycję Tour de France budowanych było właśnie wokół 18. etapu wyścigu, ponieważ jego potencjalnego wpływu na klasyfikację generalną nie sposób ignorować – ile podczas wspinaczki na Col de la Loze może stracić najlepszy kolarz na świecie, przekonali się przed dwoma laty nie tylko die hard sympatycy dyscypliny. „I’m gone, I’m dead” przeszło już do kanonu sportu. Można mieć zatem pewność, że szczegółowo rozpisany scenariusz na dzisiejszy odcinek ma Visma | Lease a Bike, której po raz pierwszy udało się skruszyć Tadeja Pogačara na trasie Wielkiej Pętli w bardzo podobnych okolicznościach przyrody nieożywionej. Doskonale przygotowany do tego wysiłku będzie również sam obrońca tytułu, ponieważ – wbrew temu, jak frywolnie rozgrywał swoje pierwsze edycje Touru – nie lubi on popełniać tych samych błędów. W końcu plan będą mieli również harcownicy, szczególnie duet ciągle trzymający się nadziei na wydarcie pretendentom do tytułu koszulki w czerwone grochy, ponieważ odcinki o tak wywindowanej skali trudności mają to do siebie, że z perspektywy liderów ewentualna walka o etapowy sukces staje się jedynie dodatkiem.
Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) podobno był w ostatnich dniach chory, ale też generalnie chyba dorósł i – w ramach postępowania tego procesu – zmądrzał, a zachowawcza jazda podczas etapów na Superbagnères i Mont Ventoux mogła być konsekwencją kombinacji obu tych rzeczy. Jak zauważył sam Słoweniec, tegoroczna edycja Wielkiej Pętli została zaprojektowana jako terapeutyczna podróż przez jego najgorsze wspomnienia z tego wyścigu, a przypadająca na czwartek ostatnia faza to spotkanie z najgorszym z tych koszmarów. Kiedy Pogačar pękł na Col de la Loze w 2023 roku, wydawał się kompletnie złamany fizycznie i psychicznie, docierając na metę blisko 6 minut po Jonasie Vingegaardzie. Dziś rozpocznie rywalizację z przewagą ponad 4 minut nad swoim najbliższym (i de facto jedynym) rywalem, co wygląda mało optymistycznie z perspektywy tych, którzy ciągle żyją nadzieją na wielki zwrot akcji, bo choć Duńczyk zdołał ustabilizować swoją formę, najlepszy z dotychczasowych ataków dał mu krótkotrwały zysk w postaci jednej długości roweru. Podejrzewam, że ekipa UAE Team Emirates-XRG pojedzie dziś konserwatywnie, a ewentualna możliwość walki lidera wyścigu o etapowy triumf będzie konsekwencją agresywnej jazdy kolarzy Vismy-LAB.
Drużyna Visma | Lease a Bike miała dobry plan na Mont Ventoux i niemal idealnie wprowadziła go w życie. Niemal, bo osobiście uważam, że tak długa jazda za Victorem Campenaertsem bardziej przysłużyła się w tamtym konkretnym momencie Pogačarowi niż ich własnemu liderowi, ale to już notki na marginesie. Dziś muszą zrobić to samo i liczyć, że tym razem przyniesie to korzystny dla Jonasa Vingegaarda efekt. Duńczyk może atakować bez większych kalkulacji i namysłu, bo zajmowane przez niego obecnie 2. miejsce w klasyfikacji generalnej wydaje się najgorszym, co może go spotkać.
W tle kolejna odsłona walki o ostatnie miejsce na podium i białą koszulkę najlepszego młodzieżowca, przy czym z wyraźnym wskazaniem na Floriana Lipowitza (Red Bull–BORA–hansgrohe). Po stronie 24-letniego Niemca jest zarówno forma w górach, jak i wsparcie coraz mocniejszego Primoža Rogliča (Red Bull–BORA–hansgrohe), ale dotychczasowy występ Oscara Onleya (Picnic PostNL) w tej odsłonie Wielkiej Pętli i tak trzeba docenić. Notowania Szkota przed rozpoczęciem wyścigu były znacznie niższe.
Ostatni czwartek imprezy to bardzo istotny dzień z perspektywy rozstrzygnięć w klasyfikacji górskiej, dlatego warto zwracać szczególną uwagę na Lenny’ego Martineza (Bahrain–Victorious) i Thymena Arensmana (INEOS Grenadiers). Jeśli wyżej wymienieni poważnie myślą o zabraniu do domu koszulki w czerwone grochy, premii HC na Glandon i Madeleine nie mogą odpuścić, przy czym ewentualne zwycięstwo Pogačara na premiowanej podwójnymi punktami Col de la Loze sprawi, że rozpoczną kolejny etap w podobnym, o ile nie tym samym punkcie wyjścia.
Jeśli o etapowy triumf powalczą harcownicy, trudno spodziewać się kompletnego zaskoczenia – na tym etapie rozgrywania wielkiego touru elita najlepiej wspinających się uciekinierów jest już mocno wykrystalizowana. Poza wspomnianymi już Martinezem i Arensmanem, pod uwagę brać trzeba Bena O’Connora (Jayco AlUla), Michaela Storera (Tudor Pro Cycling), Valentina Paret-Peintre’a, Ilana Van Wildera (Soudal Quick-Step), Santiago Buitrago (Bahrain–Victorious), Bena Healy’ego (EF Education–EasyPost), Simona Yatesa, Seppa Kussa (Visma | Lease a Bike), Aleksandra Vlasova (Red Bull–BORA–hansgrohe), Enrica Masa, Einera Rubio (Movistar) czy Michaela Woodsa (Israel–Premier Tech).
Z nieodległego Albertville pochodzi Alex Baudin (EF Education–EasyPost), co może dodać młodemu Francuzowi motywacji. Na robienie show ma też wielką ochotę Julian Alaphilippe (Tudor Pro Cycling), więc być może ponownie tego spróbuje, nawet jeśli pułap 2000 metrów n.p.m. wydaje się dla niego nieosiągalnym celem.
Harmonogram
📍 Start ostry: 12:20 (Vif)
🏁 Prognozowany finisz: ok. 17:19 – Courchevel / Col de la Loze
📺 Transmisja: od KM 0 – Eurosport 1 i HBO Max
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Relacja z 17. etapu
- Zapowiedź wyścigu
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Podsumowanie 2. tygodnia
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Plan transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły










Patrząc na te górki można uwierzyć, że Jonasz jeszcze mógłby odrobić straty – warunkiem jest jednak to, aby Pogacar miał poważny kryzys już na pierwszej, w co raczej ciężko uwierzyć (wydaje się, że nawet jak jego forma spadła w 3 tygodniu to i tak jest ona na poziomie Duńczyka, o ile można wysnuć jakiekolwiek wnioski po przedostatnim etapie).
Bardzo Fajny tytuł artykułu, czytam wszystko praktycznie co zamieszczacie…najlepsza strona o kolarstwie . Niech wygra najlepszy. Pozdrawiam Ultra Fan kolarstwa
Dołączam się do Kamila- świetna robotę panowie wykonujecie. Fajne teksty, z zacięciem i miłością do kolarstwa. Gratuluję.