Ani się nie obejrzeliśmy i minął 2. tydzień 112. edycji Tour de France. Ten tym razem liczył zaledwie 5 etapów, podczas których zobaczyliśmy 3 skuteczne ucieczki oraz show jednego aktora w kontekście klasyfikacji. Co warto zapamiętać z ostatnich dni Wielkiej Pętli?
Choć słowo „tydzień” dla przeciętnego człowieka oznacza stały, równy okres czasu to w kolarstwie zobaczyliśmy nietypowe zagięcie czasoprzestrzeni. Ten pierwszy „tydzień” podczas Tour de France trwał bowiem aż 10 dni, drugi zaś liczył sobie tylko połowę z tego i składało się na niego „zaledwie” 5 etapów. Mniej znaczy jednak czasem więcej i tak było w kontekście klasyfikacji generalnej 112. edycji Tour de France, w której więcej, a właściwie to większe zrobiły się różnice czasowe pomiędzy faworytami. Co warto zapamiętać z 2. tygodnia Wielkiej Pętli?
Tytułowe „doświadczanie wielkości”
Co zrobić by dominacji Tadeja Pogačara nie opisywać takimi epitetami jak „nudna” czy „przewidywalna”? Zawsze można te dość negatywnie nacechowane w kontekście sportowego widowiska słowa zastąpić czymś, co brzmi dumnie i pozytywnie – np. tym, że obecnie po prostu doświadczamy wielkości Tadeja Pogačara – najlepszego kolarza ostatnich lat, a być może czas pokaże, że w całej historii tego sportu.
Dobrze, ale tak bez szyderstw – nie jest winą kolarza UAE Team Emirates – XRG, że jest obecnie lepszy od rywali. Nie jest też dziwnym, że mają taką formę korzysta z niej by sięgać po kolejne zwycięstwa. W 2. tygodniu Tour de France dorobek Słoweńca poszerzył się o następne 2 triumfy – pomimo chwil grozy z środy, kiedy to Tadej Pogačar zaliczył groźnie wyglądający upadek, już w czwartek 26-latek wygrał na Hautacam, a dzień później nie pozostawił złudzeń podczas czasówki z metą na Peyragudes. Gdyby nie łaskawość wobec uciekinierów to wygranych byłoby jeszcze więcej – w Luchon-Superbagnères Tadej Pogačar zameldował się przecież na 2. pozycji i obecnie ma już ponad 4 minuty przewagi nad Jonasem Vingegaardem. Na ten moment wydaje się, że tylko wypadek bądź gigantyczny kryzys mogą odebrać Słoweńcowi 4. w karierze tytuł króla Tour de France.
Warto próbować
Jednym z największych bohaterów zeszłorocznego Tour de France był bez wątpienia Jonas Abrahamsen, który gdy nie został wybrany najaktywniejszym zawodnikiem całej 111. edycji Wielkiej Pętli przez wielu został nazwany też największym oszukanym – ten tytuł dla Norwega wydawał się bowiem być bardzo naturalny, a i zawodnik Uno-X Mobility wygrał głosowanie publiczności i to tylko decyzją jury nie wyszedł na podium w Paryżu po swój złoty numerek. Czemu o tym wspominam? Albowiem 11. etap pokazał, że upór popłaca – 29-latek okazał się być najlepszym z uciekinierów odnosząc życiowy sukces na ulicach Tuluzy. Ba, wydaje się, że obok triumfu w Omloop Nieuwsblad z 1 marca tego roku, to druga największa wygrana w całej historii jego drużyny, która od lat przyzwyczaiła nas do bardzo aktywnej, śmiałej jazdy.
Ten dzień był też pewnym przełamaniem – w 1. tygodniu tylko 2 z 9 etapów ze startu wspólnego padły łupem harcowników, w drugim zaś miało to miejsce na aż 3 z 4 odcinków. 3 dni później w swoim debiucie w Tour de France etapowy skalp zgarnął Thymen Arensman, a niedziela należała do Tima Wellensa, który jako 113. kolarz w historii zgarnął tym samym po etapie każdego z wielkich tourów dopełniając swoją trylogię. Czy w 3. tygodniu uciekinierzy pójdą za ciosem i będą dokładali do swojego dorobku kolejne triumfy?

Otwarta sytuacja
Skoro nie ma emocji w walce o wygraną w klasyfikacji generalnej to chyba nie ma co oglądać tegorocznego Tour de France? Przyznam się, że też dałem się złapać na to, że momentami pozytywnie odpowiadałem sobie na tego typu pytanie, ale potem zawsze staram się szukać jakiś przyjemności z kolarskiego widowiska, a tych podczas 112. edycji Wielkiej Pętli nie brakuje. Być może bowiem w generalce, a przynajmniej na jej dwóch pierwszych miejscach, jest przewidywalnie, ale już dalsze lokaty i inne zestawienia cały czas pozostają bardzo otwarte.
Na miejscach 3-8 pomiędzy Florianem Lipowitzem (Red Bull – BORA – hansgrohe) a Tobiasem Hallandem Johannessenem (Uno-X Mobility) mamy obecnie niespełna 4 minuty różnicy, a zatem dziać może się tam naprawdę wiele. Co więcej Niemiec dzierży obecnie białą koszulkę, a w 2,5 minuty straty do niego mieszczą się Oscar Onley (Team Picnic PostNL) i bohater gospodarzy Kévin Vauquelin (Arkéa – B&B Hotels). Klasyfikacja punktowa? Jonathan Milan (Lidl-Trek) co prawda nadal dzierży zieleń, ale jego przewaga niebezpiecznie kurczy się. Zestawienie górali? Co prawda Lenny Martinez (Bahrain-Victorious) ciuła punkt za punktem, ale za jego plecami bardzo blisko jest kilku rywali, a przed nami chociażby wyceniane na 40 punktów Col de la Loze. Emocji nie będzie zatem brakowało, choć dużo zależy tu od pracy realizatorów – jeśli ci skupią się na tym by pokazywać głównie Tadeja Pogačara to rzeczywiście możemy ich nie dostrzec w pełnej krasie.
To już jest koniec
W 2. tygodniu z Tour de France pożegnało się co prawda tylko 6 kolarzy, ale za to jakich. 3. lokaty sprzed roku nie powtórzy Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step), który schodząc z trasy podczas 14. etapu zajmował właśnie 3. miejsce w klasyfikacji generalnej i dzierżył białą koszulkę. Widać jednak było, że Belg w pewnym momencie zaczął mocno męczyć się jazdą na rowerze, a jego bak po prostu stał się pusty. Z górali z wyścigiem pożegnali się także Mattias Skjelmose (Lidl-Trek), Steff Cras (Team TotalEnergies) i Lennert Van Eetvelt (Lotto), a więcej w sprincie nie pokażą się już Bryan Coquard (Cofidis) i Cees Bol (XDS Astana Team).
Co przed nami?
Do zakończenia 112. edycji Tour de France pozostało 6 etapów, ale za to jakich. Już we wtorek na kolarzy czeka finał na słynnym Mont Ventoux (15,6 km; 8,7%), które zostanie pokonane po nietypowej dla tego wyścigu formie rozgrzewki – na dojeździe nie znalazła się bowiem ani jedna górska premia. Dzień później swojego szczęścia poszukają sprinterzy bądź uciekinierzy, zaś w czwartek odbędzie się królewski etap tegorocznego Tour de France – w programie znalazły się kolejno Col du Glandon (21,7 km; 5,1%), Col de la Madeleine (19,3 km; 7,8%) i finał na Col de la Loze (26,5 km; 6,4%). Jakby tego było mało to w piątek na kolarzy czeka poprawka z Côte d’Héry-sur-Ugine (11,3 km; 5,2%), Col des Saisies (13,8 km; 6,4%), Col du Pré (12,6 km; 7,8%), Cormet de Roselend (5,8 km; 6,5%) i finałowym La Plagne (19,3 km; 7,2%). Sobota to już uspokojenie i etap skrojony pod odjazd, w niedzielę zaś zawodnicy będą świętowali na ulicach Paryża z finiszem na Polach Elizejskich, choć wszystko zmienić może dodane w tym roku brukowane Côte de la butte Montmartre (1 km; 4,8%).
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Zapowiedź wyścigu
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Plan transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły









Artykuł podzielony 12 oknami reklamowymi, nie licząc strony z reklamą allegro, którą muszę zamknąć aby przejść do treści. Tak jak już było kilka lat temu przesadzicie z ilością reklam. Rozumiem koszty utrzymania platformy i prowadzenia biznesu, ale błagam o umiar.
Bardzo dobry tekst.