W regulaminie 112. edycji Tour de France drugą najważniejszą po żółtej koszulce jest ta koloru zielonego, czyli odpowiadająca za klasyfikację punktową. To właśnie faworytom w walce o ten trykot poświęcony będzie ten tekst. Kto pójdzie w ślady Biniama Girmaya? A może Erytrejczyk obroni zeszłoroczny triumf?
Historia klasyfikacji punktowej sięga 1953 roku, kiedy to jej pierwszym zwycięzcą został Szwajcar Fritz Schaer. W kolejnych latach zestawienie to wygrywali kolarze przeróżnych specjalizacji – były to jednak przede wszystkim największe gwiazdy peletonu takie jak Eddy Merckx (3-krotnie), Sean Kelly (4-krotnie), Dżamolidin Abdużaparow (3 razy) czy w nowszych czasach Erik Zabel (6 razy z rzędu w latach 1996-2001) i wreszcie będący rekordzistą pod względem liczby triumfów Peter Sagan (aż 7 zwycięstw).
W ostatnich dekadach klasyfikacja punktowa stała się niejako zestawieniem najlepszych sprinterów, acz jednocześnie dzięki zabiegom organizatorów ta premiuje nie tylko etapowe triumfy, ale i regularność oraz polowanie na oczka na lotnych premiach. W ostatnich latach dawało to wygrane kolejno Samowi Bennettowi, Markowi Cavendishowi, Woutowi van Aertowi, Jasperowi Philipsenowi czy przed rokiem Biniamowi Girmayowi. Część z nich zobaczymy i w tej edycji na starcie – kto sięgnie po kolejny triumf? A może będzie nowy zwycięzca?
Zasady punktacji
- Etapy płaskie (etapy 1, 2, 3, 4, 7, 8, 9, 11, 15, 17, 21)
Na mecie: 50 – 30 – 20 – 18 – 16 – 14 – 12 – 10 – 8 – 7 – 6 – 5 – 4 – 3 – 2 - Etapy pagórkowate (etapy 6, 16, 20)
Na mecie: 30 – 25 – 22 – 19 – 17 – 15 – 13 – 11 – 9 – 7 – 6 – 5 – 4 – 3 – 2 - Etapy górskie i jazdy na czas (etapy 5, 10, 12, 13, 14, 18, 19)
Na mecie: 20 – 17 – 15 – 13 – 11 – 10 – 9 – 8 – 7 – 6 – 5 – 4 – 3 – 2 – 1 - Lotne premie (każdy etap, z wyjątkiem jazdy na czas)
20 – 17 – 15 – 13 – 11 – 10 – 9 – 8 – 7 – 6 – 5 – 4 – 3 – 2 – 1
Obrońca tytułu
Biniam Girmay (Intermarché – Wanty) był przed rokiem autorem prawdziwej sensacji podczas Tour de France – Erytrejczyk co prawda był znany jako szybki i solidny zawodnik, ale absolutnie nikt nie spodziewał się, że będzie go stać na wygranie aż 3 etapów i bardzo pewne kontrolowanie swojej przewagi w klasyfikacji punktowej, którą finalnie udało mu się zwyciężyć. Wydawać by się mogło, że będzie to punkt zwrotny w karierze 25-latka, który podbudowany tamtym sukcesem zacznie wygrywać na potęgę… Ale tak się nie stało. Zamiast tego Biniam Girmay przez ostatni rok nie triumfował ani razu, choć bywał w tym roku m.in. 5-krotnie drugi. Zasady klasyfikacji punktowej są jednak takie, że premiują odnoszenie zwycięstw, a zatem wydaje się, że Erytrejczyk staje przez niemal niemożliwym do wykonania zadaniem – mało kto dziś wierzy w obrońcę tytułu. Warto jednak pamiętać, że bez wątpienia to właśnie Tour de France było celem dla 25-latka, a zatem kto wie, może i tym razem kolarz Intermarché – Wanty zadziwi świat?
Trzech wspaniałych
Przez przypadki odmienia się zatem w kontekście triumfu w klasyfikacji punktowej głównie nazwiska trójki prawdopodobnie obecnie najlepszych sprinterów świata. Najwięcej zwycięstw w tym sezonie z tego grona ma Tim Merlier (Soudal Quick-Step), którego problemem może być jednak to, że do Francji nie przyjeżdża jako wyłączny lider swojej formacji – ta skupiona będzie bowiem wokół Remco Evenepoela, a 32-letni Belg będzie mógł liczyć na zaledwie 2-osobowy pociąg. Jeśli jednak rywale nie zdołają go skrócić to koszulki Soudal Quick-Step będziemy prawdopodobnie oglądali dopiero na ostatnim kilometrze na czele, a wówczas już Tim Merlier może być nie do zatrzymania. Oczywiście warunkiem walki Belga o triumf w całym zestawieniu jest też to, że musi dotrzeć aż do Paryża – dotychczas zaś ukończył tylko 2 z 4 wielkich tourów, w których brał udział.
Drugą gwiazdą światowego sprintu obecną na starcie 112. edycji Tour de France jest Jonathan Milan (Lidl-Trek). I on nie może liczyć na wsparcie całego zespołu, aczkolwiek amerykańska formacja, choć ma w swoich szeregach Mattiasa Skjelmose, wyraźnie postawiła na pomoc dla Włocha, oferując mu 4-5-osobowy pociąg. 24-latek, w stosunku do starszego o 8 lat rywala, zna już też smak zwycięstwa w klasyfikacji punktowej, którą wygrywał w każdym dotychczasowym z wielkich tourów, w jakich brał udział, czyli konkretnie podczas Giro d’Italia w 2023 i 2024 roku.
Tym ostatnim z największych jest Jasper Philipsen (Alpecin-Deceuninck). Z jednej strony można by ponarzekać, że 27-letni Belg wygrywał w tym roku zaledwie 2-krotnie, że nie jest już tak zabójczo skuteczny jak wtedy, gdy wygrywał klasyfikację punktową Tour de France w 2023 roku, ale wciąż mówimy tu o zawodniku mającym w swoim dorobku aż 9 etapów Wielkiej Pętli wygranych w ciągu zaledwie 3 sezonów. Dodatkowo jego wielkim atutem jest drużyna Alpecin – Deceuninck, która w 100% skupia się na polowaniu na etapy i będzie w stanie otoczyć Jaspera Philipsena wielką opieką. Jeśli tylko Mathieu van der Poel czy Kaden Groves nie będą myśleli o własnych szansach to Belg może zbierać naprawdę sporo punktów bazując nie tylko na swoim genialnym finiszu, ale i potencjalnie zdecydowanie najlepszym pociągu sprinterskim w całej stawce 112. Tour de France.
Nie tylko sprintem
Tę kategorię mógłbym właściwie zacząć od Mathieu van der Poela, ale gdzieś po cichu spodziewam się jednak, że w Alpecin – Deceuninck nie będzie kombinowania i walka o zielony trykot zostanie w pełni podporządkowana pod Jaspera Philipsena. Wobec tego pierwszym „nie klasycznym” sprinterem, na którego chciałbym zwrócić uwagę jest ten, któremu już udało się wygrać klasyfikację punktową Tour de France – w 2022 roku najlepszy w niej był Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike). Holenderska grupa teoretycznie wszystkie siły skupia wokół Jonasa Vingegaarda, ale jeśli Duńczyk z czasem zacznie jechać po 2. lokatę bez szans ani na awans, ani też na jej stratę to kto wie – może 30-letni Belg będzie mógł wówczas liczyć na wolną rękę? Już raz tak zielony trykot Wout van Aert wywalczył, a historia lubi się powtarzać.
Ucieczki, lotne premie, zbieranie oczek gdzieś na etapach, gdzie do mety nie dojedzie cały peleton – w takiej roli widziałbym też Jake’a Stewarta (Israel-Premier Tech), Matteo Trentina (Tudor Pro Cycling Team) czy Magnusa Corta (Uno-X Mobility). Sumarycznie nie daję tej trójce nawet 1% szans na powodzenie, ale to wciąż naprawdę światowej klasy kolarze, których obecności na starcie nie można całkowicie zignorować. Rzecz jasna istnieją też tacy, którzy do grona kolarzy zdolnych do walki o zielony trykot dopisują nawet Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates – XRG), ale moim zdaniem przy obecnej punktacji Słoweniec nie będzie w stanie zdetronizować sprinterów.
Reszta najszybszych w stawce
Wygranie jednego czy dwóch etapów może sprawić, że klasyfikacją punktową na poważnie zainteresują się klasyczni sprinterzy, których nie wymienia się na starcie w jednym szeregu z największymi gwiazdami peletonu 112. edycji Tour de France. Warto zatem odnotować, że lista szybkich kolarzy jest niezwykle długa, a znajdziemy na niej takie nazwiska jak Dylan Groenewegen (Team Jayco AlUla), Jordi Meeus i Danny van Poppel (Red Bull – BORA – hansgrohe), Bryan Coquard i Alexis Renard (Cofidis), Cees Bol (XDS Astana Team), Tobias Lund Andresen i Pavel Bittner (Team Picnic PostNL), Phil Bauhaus (Bahrain-Victorious), Marijn van den Berg (EF Education – EasyPost), Paul Penhoët (Groupama-FDJ), Arnaud Démare (Arkéa – B&B Hotels), Arnaud De Lie (Lotto), Alberto Dainese (Tudor Pro Cycling Team) i Søren Wærenskjold (Uno-X Mobility).
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Zapowiedź wyścigu
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Plan transmisji telewizyjnych
- Pula nagród finansowych
- Wszystkie artykuły








