Choć 112. edycja Tour de France jeszcze nie wystartowała to można odnieść wrażenie, że o faworytach klasyfikacji generalnej powiedziano już w przestrzeni medialnej wszystko, a internetowi komentatorzy prześcigają się we wróżeniu nie tego kto wygra Wielką Pętlę, ale na jakich etapach i ile będzie zyskiwał nad rywalami. Tylko czy broniący tytułu Tadej Pogačar faktycznie musi triumfować? Jeśli nie to kto będzie w stanie mu się przeciwstawić? Komu przypadną kolejne lokaty? Temu przyjrzymy się w tym tekście.
Przed nami 112. edycja Tour de France – jednego z najważniejszych wydarzeń całego roku w kolarstwie i zarazem zdecydowanie najważniejszego wyścigu wieloetapowego jaki jest rozgrywany w tym sporcie. W związku z zatwierdzeniem przez Międzynarodową Unię Kolarską dodatkowej dzikiej karty na każdy z wielkich tourów od soboty 5 lipca będziemy śledzili rywalizację aż 184 śmiałków, spośród których jeden sięgnie 27 lipca na Polach Elizejskich w Paryżu po zwycięstwo w Wielkiej Pętli. Tegoroczne zmagania w wyścigu, którego historia sięga 1903 roku, będą stały pod znakiem rywalizacji broniącego tytułu, 3-krotnie najlepszego w tym wyścigu Tadeja Pogačara z mającym w swoim dorobku o jeden triumf mniej Jonasem Vingegaardem, aczkolwiek na tej dwójce lista gwiazd światowego peletonu obecnych na starcie zdecydowanie się nie kończy. Świat sportu niejednokrotnie uczył nas już, że rozdawanie tytułów przed startem rywalizacji bardzo źle się kończy, a zatem przyjrzyjmy się wnikliwie temu kto ma największe szanse na sukces w 112. edycji Tour de France.
Historia
Nim przyjrzymy się dokładniej faworytom tegorocznej edycji spójrzmy na tych, do których dołączyć na liście triumfatorów chcieliby uczestnicy tegorocznego Tour de France. Jak już wspominałem po raz pierwszy Wielka Pętla odbyła się w 1903 roku, a zatem to francuska trzytygodniówka jest najstarszą z wielkich tourów – Giro d’Italia swój początek miało 6 lat później, Vuelta a España jest zaś młodsza o aż 32 lata. Pierwszym zwycięzcą Tour de France został Maurice Garin, który nieomal nie został też pierwszym obrońcą tytułu – sędziowie jednak wyłapali, że ten część jednego z etapów przejechał w pociągu i w ten sposób lista triumfatorów Wielkiej Pętli dorobiła się swojego premierowego skreślenia. Tych na przestrzeni dekad było więcej, choć najsłynniejszym jest bez wątpienia wymazanie z tabel 7-krotnego triumfatora, czyli Lance’a Armstronga. Po dyskwalifikacji Amerykanina 7 kolejnych edycji z lat 1999-2005 nigdy nie doczekało się ogłoszenia nowego zwycięzcy.
Wróćmy jednak do pozytywniejszych tematów, czyli tych, którym zwycięstwa udawało się dowozić w legalny, przynajmniej podług wszelkiej dostępnej wiedzy, sposób. Na czele tabel wszech czasów z 5 wygranymi plasują się Jacques Anquetil (1957, 1961-64), Eddy Merckx (1969-72, 1974), Bernard Hinault (1978-79, 1981-82, 1985) i Miguel Induráin (1991-95). Bliski dołączenia do nich był Chris Froome (2013, 2015-17), a 6. miejsce w tym zestawieniu zajmuje obecnie Tadej Pogačar, który wygrywał trzykrotnie (2020-21 i 2024) oraz dwukrotnie był 2. (2022-23) plasując się wówczas wyłącznie za Jonasem Vingegaardem.
Warto wspomnieć, że najlepszym polskim wynikiem w klasyfikacji generalnej w historii jest 3. lokata Zenona Jaskuły wywalczona przez niego w 1993 roku. Polak ścigający się w barwach GB-MG Maglificio stracił wówczas 5:48 do Miguela Induráina i niespełna minutę do 2. Tony’ego Romingera. Żaden inny biało-czerwony nigdy nie uplasował się w czołowej „10”, choć najbliżej tego wyniku byli Michał Kwiatkowski (11. w 2013 roku), Dariusz Baranowski (12. w 1998 roku) i Rafał Majka (14. w 2023 roku).
Ten, na którego patrzy cały świat kolarstwa
Listę faworytów 112. edycji Tour de France otwiera Tadej Pogačar. O Słoweńcu napisane zostało już chyba wszystko, ale spróbujmy jeszcze raz przebrnąć przez argumenty za tym, że to właśnie aktualny mistrz świata, 3-krotny zwycięzca Wielkiej Pętli, najlepszy kolarz w 9 monumentach i sportowiec, któremu jeszcze nigdy nie zdarzyło się wziąć udziału w wielkim tourze i zakończyć rywalizację poza podium, wygra i w tym roku. Tak, to zdanie było obrzydliwie przegięte, ale i dysproporcja między liderem UAE Team Emirates – XRG a resztą świata momentami taka bywa i właśnie to chciałem uwypuklić. Tadej Pogačar to sportowy fenomen, kolarz, którego za dekadę albo kilka będziemy wspominać niczym poprzednie pokolenia Fausto Coppiego i Gino Bartalego, Jacquesa Anquetila, Eddy’iego Merckxa czy Bernarda Hinault. 26-latek stając na starcie 112. edycji Tour de France ma w swoim dorobku 99 zawodowych zwycięstw, a zatem „setka” z gigantycznym prawdopodobieństwem stuknie mu właśnie podczas Wielkiej Pętli, a częścią jego sportowego palmares oprócz 3 wygranych klasyfikacji generalnych jest też aż 17 etapów w tym wyścigu. Słoweniec goni w ten sposób Marka Cavendisha i można się spodziewać, że w tej edycji ponownie zobaczymy żarłocznego dominatora polującego na każdy możliwy skalp, a nie minimalistycznego zawodnika jadącego spokojnie po wygraną w oszczędny sposób.
Siłą Tadeja Pogačara jest też jego drużyna. João Almeida to trzeci w historii kolarz, któremu udało się w jednym sezonie wygrać 3 spośród etapowych z tzw. „wielkiej siódemki”. Wcześniej uczynili to tylko Sean Kelly i Bradley Wiggins, a u tego drugiego było to preludium przed triumfem w Wielkiej Pętli. Portugalczyk zapewne pójdzie w ślady Irlandczyka, któremu aż tak dobrze później w trzytygodniowej rywalizacji nie szło, ale przypominam, że ten nie przyjeżdża do Francji walczyć, a pomagać. Tak genialnie dysponowany pomocnik może być kluczem do końcowego sukcesu, choć nie zdziwiłbym się gdyby 26-latek całą rywalizację zakończył na podium klasyfikacji generalnej. W górach pracować będą też 3. przed dwoma laty i 6. przed rokiem Adam Yates, Pavel Sivakov i Marc Soler, przed którymi swoje zmiany dawać będą Tim Wellens i Jhonatan Narváez. Kontrola wydarzeń na płaskim przypadnie za to Nilsowi Polittowi, choć i Niemiec przed rokiem pokazał, że jak potrzeba było to w górach był w stanie wykrzesać z siebie siły, jakich byśmy się po nim nie spodziewali. Ten skład wręcz ocieka jakością i inny wynik niż końcowe zwycięstwo nikogo tu nie zadowoli.
Ten, który ma mu się postawić
Tadej Pogačar startował w Tour de France 5-krotnie – 3 razy wygrywał i 2-krotnie był drugi. Jedynym w historii, który znajdował na Słoweńca sposób był Jonas Vingegaard, który triumfował w edycjach z 2022 i 2023 roku. W zeszłym sezonie 28-letni Duńczyk był cieniem najlepszej wersji siebie, bowiem do ostatniej chwili wahał się jego udział w Wielkiej Pętli z powodu kontuzji poniesionej na skutek kraksy podczas Itzulia Basque Country. Wielomiesięczna rehabilitacja zostawiła wówczas ślad na dyspozycji lidera Team Visma | Lease a Bike, zatem niektórzy wierzą, że w tym roku, już bez tak poważnych przygód, Jonas Vingegaard ponownie będzie w stanie powrócić na tron bądź chociaż stoczyć zacięty pojedynek o końcową wygraną. Critérium du Dauphiné pokazało, że Tadej Pogačar był lepszy na dystansie tygodnia, ale czy tak samo będzie podczas głównego, dużo dłuższego celu?
Także i Duńczyk może liczyć na genialne wsparcie – Team Visma | Lease a Bike do Francji wysłało niemal wszystko, co ma najlepszego do zaoferowania. Matteo Jorgenson ma być ekskluzywnym pomocnikiem i zarazem drugim liderem, do tego dochodzi będący niegdyś kluczem do wielkich sukcesów holenderskiej formacji Sepp Kuss, zwycięzca tegorocznego Giro d’Italia Simon Yates oraz niesamowicie mocny i wszechstronny Wout van Aert. Jakości tu zatem nie będzie brakowało, choć proporcje w składzie są nieco inne – Team Visma | Lease a Bike ma nieco więcej specjalistów od jazdy po płaskim bądź co najwyżej lekko pofalowanym terenie, bo do takich kolarzy zaliczyłbym Victora Campenaertsa, Edoardo Affiniego i Tiesja Benoota. Każdy z nich bez wątpienia będzie szalenie zmotywowany – w końcu niezależnie od poczynań liderów wpierw będziemy oglądali swoisty pojedynek o tytuł najlepszej drużyny świata, a to kto będzie w stanie wykonywać swoją pracę dłużej, mocniej i skuteczniej będzie szeroko omawiane przez całą kolarską społeczność.
Ten trzeci?
Przed rokiem na podium klasyfikacji generalnej Tour de France znalazł się jeszcze Remco Evenepoel. Kolarz Soudal Quick-Step miał jednak zimą bardzo poważny wypadek i do ścigania powrócił dopiero w kwietniu, a jego tegoroczne wyniki rzucają pewien cień na to czy aby na pewno 25-latek jest gotów na powtórzenie tamtego rezultatu. Nie bez powodu używam słowa „powtórzenie”, a nie „poprawę”, bowiem ciężko znaleźć jakiekolwiek sensowne argumenty za tym, że Belg mógłby nadążyć w wysokich górach za swoimi rywalami ze Słowenii i Danii. Łupem Remco Evenepoela mogą potencjalnie paść czasówki i tam zapewne będzie szukał zysków w klasyfikacji generalnej, ale to moim zdaniem za mało by podjąć walkę o końcowe zwycięstwo. Ba, obawiałbym się nieco o podium dla mistrza olimpijskiego – z jednej strony jego konkurentami mogą być bowiem pomocnicy dwójki największych gwiazd tacy jak João Almeida czy Matteo Jorgenson, z drugiej zaś reszta stawki też wygląda naprawdę solidnie.
Ci z ambicjami
Ile to już razy słyszeliśmy, że to będzie ten rok gdy Primož Roglič wygra Tour de France? Przed tegoroczną edycją takich głosów już praktycznie nie ma, ale 35-letni Słoweniec wciąż będzie jednym z faworytów Wielkiej Pętli, choć jego ostatnie wyniki nie napawają w tym kontekście wielkim optymizmem. Lider Red Bull – BORA – hansgrohe ma bowiem patent na Giro d’Italia czy Vuelta a España, ale gdy przychodzi do ścigania się we Francji to 3 jego ostatnie podejścia to trzykrotne opuszczanie stawki przed końcem wyścigu. Może podczas Tour de France zjada go presja? A może po prostu cały peleton jeździ tak nerwowo, że Słoweniec nie potrafi unikać kraks? Młodszy o niemal dekadę od niego jego rodak nigdy jednak takiego problemu nie miał, zatem widać wyraźnie, że to osobisty problem Primoža Rogliča, który stając na starcie 112. edycji Tour de France będzie musiał spróbować oczyścić sobie głowę z niepowodzeń i po prostu być najlepszą wersją siebie. Wówczas 35-latka stać będzie na naprawdę wiele.
Tylko czy Primož Roglič na pewno będzie liderem Red Bull – BORA – hansgrohe? Ten sezon pokazał bowiem, że na swoją szansę niesamowicie zasłużył Florian Lipowitz. 24-letni Niemiec był 2. w Paryż-Nicea, 4. w Itzulia Basque Country i 3. w Critérium du Dauphiné, a w tym ostatnim pokonał m.in. Remco Evenepoela. Do tego pamiętajmy, że młodszy o ponad dekadę zawodnik pochodzi z tego samego kraju co niemała część sponsorów ekipy, a to zawsze może być pewien argument gdy trzeba będzie podjąć kluczową decyzję na temat tego kto jest głównym liderem. Moim zdaniem 24-letniego Niemca stać na zajęcie miejsca na końcowym podium w klasyfikacji generalnej i czas pokaże czy ta wiara znajdzie odzwierciedlenie w wynikach.
W swoim rytmie
Tegoroczna edycja Tour de France, podobnie jak np. ta sprzed roku, zapowiada się na bardzo brutalną dla, nazwijmy to, „reszty stawki”. Różnice w klasyfikacji generalnej będą potencjalnie wielominutowe, a to może otwierać ciekawe scenariusze dla kolarzy walczących o czołowe lokaty. Dla przykładu przed rokiem 4. João Almeida stracił aż 19 minut, a zatem kontrolowanie go nijak nie leżało w interesie najlepszej dwójki. To oznacza, że dróg do znalezienia się wysoko może być kilka – z jednej strony ta najbardziej oczywista, czyli jeżdżenie możliwie długo z najlepszymi, a potem minimalizowanie strat, ale z drugiej strony istnieje też opcja na np. zabieranie się w odjazdy by zyskiwać wtedy, gdy inni kręcą spokojnie w peletonie. W ten drugi sposób Ben O’Connor (Team Jayco AlUla) przed rokiem nieomal nie wygrał Vuelta a España i jestem bardzo ciekaw czy Australijczyk nie znajdzie godnego zastępcy w próbie uczynienia tego i podczas Wielkiej Pętli. A może 29-latek będzie inicjował takie próby osobiście? Choć jego tegoroczne wyniki są dużo gorsze niż przed rokiem to nie skreślałbym Bena O’Connora już na starcie, albowiem to nadal bardzo silny zawodnik.
Bardzo ciekawi mnie postawa Mattiasa Skjelmose (Lidl-Trek), który choć ma w tym sezonie tylko 19 dni wyścigowych to był podczas nich nad wyraz solidny, a przy tym wydawał się szykować formę właśnie na ten konkretny cel. 24-letni Duńczyk potrafi być świetnym cieniem dla największych gwiazd kolarstwa, a gdy pojawia się okazja to nie boi się czy to wystawić koła, czy wręcz spróbować czegoś śmiałego.
O miejsca w czołowej „10” bić powinni się też tacy kolarze jak poprawiający się z sezonu na sezon 25-letni Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious), uwielbiający domową La Vueltę, ale gdzieś nie potrafiący się przełamać do rzeczy wielkich podczas Tour de France Enric Mas (Movistar Team), regularnie obecny wysoko, ale nie na samym szczycie Carlos Rodríguez (INEOS Grenadiers), będący ostatnio w bardzo solidnej formie Felix Gall (Decathlon AG2R La Mondiale Team), mający już w nogach Giro d’Italia Einer Rubio (Movistar Team), Thymen Arensman (INEOS Grenadiers) i Michael Storer (Tudor Pro Cycling Team), potencjalnie polujący na etapy, ale w tym roku bardzo mocny Oscar Onley (Team Picnic PostNL) czy jeszcze m.in. Harold Tejada (XDS Astana Team), Steff Cras (TotalEnergies), Tobias Halland Johannessen (Uno-X Mobility) i Emanuel Buchmann (Cofidis).
Gospodarze
Celowo pominąłem w poprzednim akapicie Francuzów, bowiem postanowiłem poświęcić im osobny, ostatni zresztą segment tego tekstu. W idealnym dla gospodarzy scenariuszu kilku ich ulubieńców powalczy o klasyfikację generalną, a któremuś z nich może nawet udać się uplasowanie w czołowej „10” całego wyścigu. Patrząc na wypowiedzi każdego z nich istnieje jednak ten gorszy, w którym każdy z Francuzów spróbuje zapolować na wygrane etapowe i żaden z nich nie pomyśli o końcowym zestawieniu, a w obliczu tego najlepszy z trójkolorowych może stracić np. godzinę. Lenny Martinez (Bahrain-Victorious) nie został bowiem zaanonsowany przez swoją ekipę jako lider, a jedynie pomocnik, Kévin Vauquelin (Arkéa – B&B Hotels) mimo 2. miejsca w Tour de Suisse wypowiada się jakby nie był gotowy na walkę na dystansie 3 tygodni, Romain Grégoire i Guillaume Martin (Groupama-FDJ) to nie są kolarze na największe góry, a przez to po cichu najlepszym z Francuzów może zostać Clément Champoussin (XDS Astana Team), który regularnie kręci się gdzieś po końcówkach czołowej „10” worldtourowych imprez.
Moi faworyci 112. edycji Tour de France
- 5* – Tadej Pogačar
- 4* – Jonas Vingegaard
- 3* – João Almeida, Remco Evenepoel, Florian Lipowitz
- 2* – Matteo Jorgenson, Primož Roglič, Mattias Skjelmose
- 1* – Santiago Buitrago, Felix Gall, Ben O’Connor, Carlos Rodríguez, Adam Yates, Kévin Vauquelin, Simon Yates, Michael Storer, Oscar Onley, Sepp Kuss, Aleksandr Vlasov, Lenny Martinez, Clément Champoussin
To wszystko w temacie przeglądu faworytów klasyfikacji generalnej 112. Tour de France. W najbliższych dniach opiszemy dla Państwa także kolarzy zdolnych do powalczenia w zestawieniach pobocznych, a później każdego dnia do przeczytania w naszym portalu będą obszerne zapowiedzi poszczególnych etapów Wielkiej Pętli. Śledźcie Naszosie.pl podczas tego wyścigu – postaramy się zrobić wszystko byście byli na bieżąco z informacjami na temat największej kolarskiej imprezy świata.
Wszystko o 112. edycji Tour de France:









Dobrze sie czytało, podzielam większość, niech wygra najlepszy team
Liczę że vini powalczy z pogim chodź obawiam się że nie dojdzie do tego
Czy mogę prosić o wymienienie wyścigów wchodzących w skład tzw „wielkiej siódemki”.
Z góry dziękuję 🙂
Pogacar to kolarz od większych celów niż Vingegaard. Jego nie zadowala tylko wygrywanie wielkich tourów. W przeszłości miał problemy ze spięciem wszystkich celów ze względu na młody wiek i brak doświadczenia, ale teraz już to doświadczenie posiada. Z kolei Vingegaard ma niezłe parametry, ale jednak jest trochę za chudy przy Pogacarze. To jest podstawowa różnica pomiędzy nimi. Tegoroczny Tour de France może być początkiem wielkiej dominacji Pogacara w kolarstwie. Rywale są dość daleko z tyłu. Gdyby Pogacar był piłkarzem, to byłby też w top 3 na świecie. To jest praktycznie sportowiec bez wad. Możemy się tylko cieszyć, że obok Cristiano Ronaldo możemy podziwiać takiej klasy sportowca za naszego życia.
Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico, Volta a Catalunya, Itzulia Basque Country, Tour de Romandie, Criterium du Dauphine i Tour de Suisse.
Dunczyk mając mocną pomoc nie jest bez szans. Przyklei sie do koła Pogacara i będzie liczył na słabsze momenty Słoweńca. W takiej jeździe jest mistrzem.
A dajcie mi spokój z Rogliczem, czekam tylko aż znów się w coś zapląta i wycofa. Osobiście kibicuje Vinnemu, choćby po to, żeby zobaczyć wycie twardych fanbojów Pogaczara, których można zobaczyć m.in. w komentarzach wyżej. Gość pokazał już, że przy niezakłóconych przygotowaniach jest generalnie lepszy od Tadka w tego typu wyścigach i mam nadzieję, że w tym roku to potwierdzi. Oczywiście jak Pogacar wygra to świat się dla mnie nie skończy (moim zdaniem obaj jadą na jakichś wspomagaczach o czym dowiemy się pewnie za paręnaście lat, więc są sobie warci pod tym względem) ale nie lubię jak jeden zawodnik wszystko kosi.
Ciężko dać spokój człowiekowi, który wygrał w karierze 5 wielkich tourów, a ostatni z nich niespełna rok temu. Faktem jest jednak, że i moja wiara w Słoweńca jest obecnie mocno zachwiana 😉
Tak naprawdę to pewnie próbuje sam siebie oszukać, że sercem nie kibicuje Rogalowi, aby (znów) uniknąć rozczarowania…
Vini dostanie tęgie lanie i zostanie upokorzony, tak że odechce mu się jazdy.
Już w CdD było widać że to różnica klas. Vini jechał w trupa a Tadek trenował w rytmie wyścigowym.
Fajnie byłoby jakby Lipowitz wmieszal się do walki o podium.
Wszystkim polecam analizy na X (dawny Titter 🙂 ) autorstwa Toma Danielsona. Gość świetnie czyta wyścigi i wyciąga wnioski.
Do kilku komentujących:
A można z szacunkiem względem innych zawodników? Naprawdę trzeba kogoś upokorzyć, odebrać mu chęci do jazdy, zniszczyć? Nie można po prostu go pokonać? Bez tej nienawiści?
Przeraża mnie ten język używany przez nawiedzonych psychofanów. To nie jest żadna walka na śmierć i życie, to jest tylko sport. Jedni ludzie wygrywają, drudzy ludzie przegrywają. Szacunek należy się też tym drugim.
Do @Aaa
O co Ci chodzi? Trenowałeś kiedyś w ogóle jakiś sport? W koszykówce, piłce nożnej i wielu innych sportach trash talk o element rywalizacji i presji aby pokonac przeciwnika.
Psychofani? Jeden napewno zabrał głos.
Kiedy Vinigo upokorzył Pogacara na czasówce i Col de la Loze jakoś nikomu to nie przeszkadzało. A Pogacar to pamięta i wezmie rewanż o czym mówił Soler.
@Aaa
Za dużo wymagasz od psychofanów ;).
Przyjemna lektura, bardzo fajne podsumowanie, a każde zdanie umysł automatycznie ilustrował wieloma obrazami, dotyczącymi poszczególnych treści 😶🌫️
Oby wszyscy bez perturbacji dojechali do Paryża, to z pewnością będziemy świadkami niesamowitego wyścigu!
Do @Grzesiek
Pogacara nikt nie upokorzył. Był niedostatecznie przygotowany na trzytygodniowy wyścig po swojej kontuzji, przeciwko poważnemu rywalowi. Wytrzymał dwa tygodnie, a potem coś z niego uleciało. Na etapie z Loze najpierw się wywrócił, a potem… to nawet nie Visma go odczepiła z głównej grupy. Tempo nadawał wtedy… Kwiatkowski. O jakim upokorzeniu więc mowa?
Żałosna „chamówa” w komentarzach dopaminowych chłopczyków wyprodukowanych przez algorytmy Zuckerberga i Muska. Nawet tutaj na wydawałoby się portalu eksperckim nie ma już co czytać komentarzy.
Dwóch z tych trzech faworytów nie jedzie tylko na makaronie…
Podejrzewam, że zajmie to trochę czasu, ale – mam nadzieje – o tym się dowiemy…
Świetne podsumowanie i tekst. Dzięki!