fot. UAE Team Emirates - XRG

Prawdziwą chwilę grozy w końcówce 11. etapu Tour de France przeżył Tadej Pogačar. Słoweniec liznął koło Tobiasa Hallanda Johannessena, po czym z impetem uderzył o ziemię. Dzięki pięknej postawie kolarzy Team Visma | Lease a Bike mistrzowi świata udało się wrócić do peletonu, a teraz wiemy, że kraksa nie skutkuje żadnymi poważniejszymi obrażeniami.

Kilka kilometrów przed metą 11. etapu Tour de France dość groźnie wyglądający upadek zaliczył Tadej Pogačar. Słoweniec szybko jednak wstał i z pomocą mechanika z neutralnego motocykla założył łańcuch, po czym ruszył w pogoń za peletonem. Ten, głównie za sprawą kolarzy Team Visma | Lease a Bike, poczekał na mistrza świata, a zatem ten nie poniósł żadnych większych strat. Pozostało jednak pytanie czy dzisiejszy upadek nie niósł jakiś poważnych konsekwencji zdrowotnych dla obrońcy tytułu.

To nic poważnego. Oczywiście bardzo się martwiliśmy, bo upadek zawsze niesie niepewność co do tego jakie będą konsekwencje. Tadej jest zły z powodu upadku, ale mówi, że nic mu nie jest. Na szczęście to nic poważnego. Będziemy musieli poczekać do jutra, żeby zobaczyć, jak będzie długofalowo. Jestem też wdzięczny, że peleton zaczekał. To był wielki gest szacunku. Czapki z głów dla wszystkich, którzy byli na czele

— mówił na gorąco Mauro Gianetti, menadżer UAE Team Emirates – XRG.

Około godzinę później w sieci krążyła już wypowiedź samego Tadeja Pogačara. Ten również uspokajał, choć wiadomo było, że to nadal jest jedynie odczucie, a nie efekt dokładniejszych badań.

Nic mi nie jest. Trochę mnie boli, ale dałem radę wrócić na rower i skończyć w peletonie, więc jest dobrze. Zdarzyło się – niestety, jeden z kolarzy podążył za atakiem z lewej do prawej. Nie zauważył mnie i zahaczył o moje przednie koło. Na szczęście mam tylko kilka zadrapań. Byłem w szoku, gdy zobaczyłem zbliżający się krawężnik. Myślałem, że uderzę głową, ale na szczęście mam mocną skórę i zatrzymałem się, zanim uderzyłem w krawężnik. Jutro ważny dzień i zobaczymy, jak się zregeneruję. Zwykle nie jest się w najlepszej formie dzień po wypadku, ale jutro dam z siebie wszystko. W każdym razie, jako zespół jesteśmy gotowi na Hautacam. Chcę też podziękować rywalom za to, że czekali na mnie po moim wypadku. Etap prawie się skończył, mogli zyskać na czasie. Może niewiele, ale na pewno musiałbym wykrzesać z siebie wszystko, żeby ich gonić. Chcę podziękować wszystkim z przodu za ten gest

— mówił Tadej Pogačar.

Wieczorem w mediach społecznościowych UAE Team Emirates – XRG ukazał się oficjalny komunikat mówiący o tym, że mistrz świata nie nabawił się żadnych złamań ani innych poważnych urazów. Jedynym problemem są drobne otarcia czy siniaki.

Tym samym najbardziej medialną kwestią stały się przyczyny wypadku. Bardzo szybko wpis wykonał Tobias Halland Johannessen, który przepraszał Tadeja Pogačara za to zdarzenie i brał całą winę na siebie. Warto przy tym wspomnieć, że jury 112. edycji Tour de France nie nałożyło żadnej kary na kolarza Uno-X Mobility.

Bardzo mi przykro z powodu tego, co przydarzyło się Tadejowi Pogačarowi. Próbowałem podążyć za jednym z ataków i byłem za blisko. Myślałem, że wszyscy przesuną się w prawo, ale popełniłem błąd i chciałbym jeszcze raz przeprosić. Mam nadzieję, że mimo takiego wypadku Tadej będzie w jak najlepszej formie. Oczywiście, że gdybym mógł cofnąć czas pojechałbym inaczej, ale nie mogę. To okropne, ale nikomu nie życzę takiej ilości gróźb, jakie dostaję w teraz od ludzi na swoją skrzynkę. Strasznie mi przykro, ale też przeraża mnie ta nienawiść ze strony wszystkich. To jest naprawdę przerażające

— napisał Tobias Halland Johannessen, któremu w formie wideo zdecydował się odpowiedzieć sam Tadej Pogačar.

Hej kolego! Wszystko w porządku. Nie martw się, to incydent wyścigowy. Ludzie przestańcie mu grozić!

— powiedział z uśmiechem Tadej Pogačar, a z drugiego planu Jhonatan Narváez dodał „i trzymaj linię”, po czym jak słychać wszyscy zaśmiali się. Jak widać zatem w UAE Team Emirates – XRG mimo dzisiejszego incydentu atmosfera jest dobra i pozostaje mieć nadzieję, że ten nie wpłynie na przebieg wyścigu, a 112. edycję Tour de France po czysto sportowej walce po prostu wygra najlepszy.


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułFlamme Rouge #6: Mathieu van der Poel jak św. Mikołaj?
Następny artykułGiro Valle d’Aosta 2025: Samuele Privitera nie żyje, drugi etap odwołany
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
12 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Ronin
Ronin

Będzie miał jutro wymówkę jak dostanie na mecie z 2 minuty od Jonasa.

Mateusz
Mateusz

I co szmaciarze macie coś dalej do Jonasa i Vismy?

Marcin
Marcin

Się posypał wyścig. Teraz nudny Vingegard wygra wyścig. Wielka szkoda

MaciekSatan
MaciekSatan

Mati…zarzyj suplementy…

Andrzej
Andrzej

Przy takiej prędkosci jak się przeszoruje kilka metrów po asfalcie i walnie barkiem o krawężnik, to nie ma opcji by wyjść z tego w 100% cało. Póki działa adrenalina to jeszcze nie czuje się pełni bólu, tak jak np. było po upadku na Stracę Bianche. Ale na następny dzień już tak kolorowo nie jest. Tadej na pewno to odczuje i to za pewne całkiem wyraźnie.

Ernest
Ernest

Roglic mówił już dawno o tym, że młodzi jeżdżą niebezpiecznie. No i Johannessen wywrócił Pogaczara jak łebka w młodzikach. Tak się nie powinno jeździć w obecności mistrzów.

Anton
Anton

czy ktoś wierzy, że gdyby uraz był poważny ale nie na tyle żeby się wycofać, to by to ogłosili wystawiając się na ataki innych drużyn?

Ernest
Ernest

Czy to oznacza, że Johannessen nie jest młody? Podtrzymuję to, co napisałem.

Łukasz
Łukasz

@Ronin Niektóre komentarze starzeją się bardzo brzydko

Blitzek
Blitzek

Visma fair ale też Haley dawał znać żeby poczekać na Tadeja. Ogólnie fantastyczne zachowanie kolarzy. Dziś Pogi dał radę i w sumie ustawił sobie wyścig już na spokojnie. Zaskakujące dla mnie były te ogromne różnice. Wiem, że ta góra jest straszna ale i tak jakoś mało chętnych było na chociaż próbę walki. Przecież gdyby Tadej nie był poobijany i nie miał opatrunków to myślę że jeszcze jedną minutę by im dodał do klasyfikacji. Strata Jonasa i Remco jest już ogromna. Reszta stawki to już robi się przepaść totalna. 10 zawodnik ma aktualnie 12 min straty a 20 ma 31 min straty. W tym tempie zaczym wyścig dojedzie do Alp to różnice będą kolosalne.