fot. Le Tour de France / A.S.O. / Charly Lopez

Pięć występów w Tour de France i tylko dwa zwycięstwa etapowe. Mało jak na króla klasyków, prawda? Całe szczęście, że przygody Mathieu van der Poela z Tour de France nie wolno sprowadzać tylko do wygranych etapów.

W ostatnich latach Mathieu van der Poela można byłoby nazwać stałym uczestnikiem Tour de France. Od pięciu lat nie ma edycji Wielkiej Pętli na której nie zaznaczyłby w jakiś sposób swojej obecności. Nie zawsze tak jednak było. Gdy w 2019 roku w wielkim stylu wygrywał Amstel Gold Race, był zawodnikiem Corendon-Circus – niewielkiej drużyny, która dopiero debiutowała w drugiej dywizji i o starcie w największym wyścigu świata mogła jedynie marzyć.

Marzenia braci Roodhooft – założycieli jego grupy spełniły się bardzo szybko. O ile jeszcze w 2020 roku nie udało im się otrzymać dzikiej karty na Tour de France, to już rok później organizatorzy nie mieli innego wyjścia. W 2020 roku belgijska drużyna, która już wtedy nazywała się Alpecin-Fenix została najlepszą drużyną prokontynentalną w rankingu UCI World Teams i w związku z nowymi przepisami, ASO miało obowiązek zaprosić ją na kolejną edycję. 

W ślady dziadka i ojca

Co ciekawe, na swoje pierwsze Tour de France  Van der Poel w ogóle nie planował przyjeżdżać. – Czas na wielkie toury przyjdzie po igrzyskach w Tokio – zapowiadał jeszcze w maju 2020 roku. Zdanie zmienił dopiero w wiele miesięcy później, gdy uznał, że połączenie obu imprez jest możliwe. 

Van der Poel wystartował, a drużyna postanowiła potraktować tamten występ bardzo symbolicznie. Przygotowała swoim kolarzom specjalne koszulki, upamiętniające Raymonda Poulidora, czyli dziadka Van der Poela, zmarłego dwa lata wcześniej. Holender – syn innego znanego eks-kolarza – Adriego van der Poela i córki “PouPou” zamierzał upamiętnić legendę w najlepszy z możliwych sposobów.

Nie tylko wygrał etap jak kiedyś ojciec i dziadek. Na Mur de Bretagne narzucił takie tempo, że nie byli w stanie go utrzymać nawet Tadej Pogačar i Primož Roglič. Ostatnie 750 metrów przejechał samotnie, a linię mety przekroczył 6 sekund przed pierwszymi spośród goniących. Nie było innej możliwości – musiał zostać liderem wyścigu. Poszedł w ślady ojca, ale nie dziadka, który nigdy w życiu nie założył żółtej koszulki, choć sześciokrotnie kończył na podium całą Wielką Pętlę. 

Koszulkę utrzymał zdecydowanie dłużej niż Adrie w 1984 – przez sześć etapów, zatem blisko 1/3 wyścigu. Piastował ją bardzo godnie – kilka razy zajmował czołowe miejsca na etapach i odpierając zakusy rywali nawet na etapie jazdy indywidualnej na czas. Stracił ją dopiero po 8. etapie z metą na Le Grand-Bornard, ale i tak oddał ją w godne ręce. W końcu jej nowym właścicielem został Tadej Pogačar, który to, że Maillot Jaune mu się należy udowodnił długim, 30-kilometrowym rajdem.

Wtedy Van der Poel zapewne nie spodziewał się raczej, że cokolwiek dla siebie zdoła ugrać dopiero po czterech latach. Na szczęście nie wydaje się, żeby szczególnie mu to przeszkadzało. Kolejne sezony pokazały bowiem, że Wielka Pętla potrafi w nim obudzić niewidziane na innych wyścigach pokłady prometeizmu…

Dobry kolega

– Wczoraj powiedziałem, że chciałbym kiedyś stanąć na podium Tour de France. Wtedy Mathieu odparł, że w takim razie musimy ruszyć od samego startu… – tak kilka dni temu mówił Jonas Rickaert po fantastycznej dwójkowej akcji z Mathieu van der Poelem. Choć ostatecznie na 10 km przed metą został za swoim zespołowym kolegą, to i tak osiągnął swój cel. Wszedł na podium po tym, jak ogłoszono go najbardziej walecznym kolarzem etapu. – Dziękuję Mathieu – mówił z wdzięcznością wobec swojego zespołowego kolegi.

Czasem można odnieść wrażenie, że Tour de France jest dla Mathieu van der Poela momentem, w którym odwdzięcza się kolegom za trud włożony w cały sezon. Na co dzień jest samcem alfa. Od ponad dekady cała drużyna braci Roodhooft podporządkowana jest niemal wyłącznie jemu. Dzisiejszy Alpecin-Deceuninck z BKCP – Powerplus, do którego Holender dołączał jako 19-latek, nie ma już wiele wspólnego. W jej barwach jeżdżą również inne gwiazdy, z Jasperem Philipsenem na czele, ale nawet mimo to Van der Poel rzadko startuje dziś w wyścigach z celem innym niż zbieranie indywidualnych laurów.

Inaczej wygląda to podczas Tour de France – tu od lat kojarzony jest przede wszystkim z niezawodnym rozprowadzaniem sprinterów Alpecinu. Nawet w udanym także pod kątem indywidualnym wyścigu z 2021 roku. – Widzieliście, jakie rozprowadzenie zrobił dla mnie Mathieu? – mówił dziennikarzom Tim Merlier po 3. etapie tamtej Wielkiej Pętli. Tak, dzień po wygraniu etapu i założeniu Maillot Jaune Mathieu van der Poel pokornie zamienił się w trzecie ogniwo pociągu Alpecin-Fenix. Wtedy pełnił w pociągu rolę drugoplanową. Wyszedł na czoło na około 1,5 kilometra przed metą, napędzając peleton. Na nic więcej nie było zapotrzebowania, ponieważ w składzie było aż dwóch sprinterów – Jasper Philipsen i Tim Merlier.

W roli trzeciego ogniwa pociągu sprawdził się doskonale, bo podczas tamtej edycji Tour de France obaj regularnie plasowali się na podium. Sytuacja zmieniła się rok później, ponieważ od tamtego momentu Alpecin wybierał swój skład standardowo – za każdym razem stawiając na jednego sprintera – Philipsena. 

Ten, który dostał najwięcej

To właśnie druga z największych gwiazd Alpecin-Deceuninck okazała się największym beneficjentem altruistycznej postawy Van der Poela podczas Wielkiej Pętli. W dłuższej perspektywie to Philipsen stał się pierwszym sprinterskim wyborem swojej drużyny. Tim Merlier musiał odejść, a drugi z Belgów dostał do swojej dyspozycji gwiazdę światowego peletonu.

Nie od razu Kraków zbudowano – jeszcze w 2022 roku nic nie wskazywało na to, że Mathieu van der Poel wkrótce będzie przez niektórych nazywany najlepszym rozprowadzającym na świecie. Kiepska dyspozycja nie pozwoliła mu się zaangażować w pomoc koledze w trakcie wyścigu, z którego wycofał się dokładnie na półmetku. Na szczęście już kilka miesięcy później zaczął pokazywać prawdziwą klasę…

Nigdy wcześniej i nigdy później duet Van der Poel-Philipsen nie wystąpił wspólnie w tak dużej liczbie wyścigów. Podczas gdy w pozostałych latach belgijsko-holenderski duet przed Tour de France pokazywał się razem tylko w klasykach, w 2023 przetarł się najpierw w Baloise Belgium Tour, a później w Tirreno-Adriatico. Philipsen zakończył te dwa wyścigi z trzema zwycięstwami etapowymi. Najważniejsze było jednak to, że później dobrą współpracę z Belgii i Włoch udało się przełożyć na Tour de France.

Efekt był oszałamiający – 4 wygrane finisze z peletonu na 6 możliwych i dwa drugie miejsca. Wynik z pewnością byłby zdecydowanie gorszy, gdyby nie Mathieu van der Poel. Choć Holender sam nie osiągnął w tamtym wyścigu niczego spektakularnego, to jego nazwisko wymieniało się częściej niż większości zwycięzców etapowych tamtego wyścigu. Zresztą nic dziwnego – wystarczy spojrzeć na to wideo:

https://www.youtube.com/shorts/uXI158QyqvM 

Takich występów było na trasie tamtego wyścigu więcej, choć warto zauważyć, że Philipsen potrafił wygrywać nawet te etapy, na których rozprowadzenie Holendra nie było aż tak dobre (patrz 11. etap). Ostatecznie współpraca ułożyła się wzorowo zarówno wtedy, jak i w kolejnym roku. Nawet jeśli w 2024 roku Belg nie był aż tak skuteczny, jak 12 miesięcy wcześniej, to i tak wygrał dwa etapy – znów z dużym wkładem Mathieu van der Poela. 

Pewnie wspólna sielanka trwałaby dalej, gdyby nie wypadek Philipsena na 3. etapie tegorocznego wyścigu, przez który wycofał się z dalszej rywalizacji. Teraz sprinterem numer 1 Alpecin-Deceuninck jest natomiast Kaden Groves, który na 8. etapie zajął 3. miejsce, a zdaniem Holendra może być jeszcze lepiej. – Kaden wraca do ścigania po Giro d’Italia i  każdym dniem powinien być coraz lepszy. Może uda nam się razem odnieść jakieś zwycięstwo… – mówił całkiem niedawno kolarz cytowany przez “Wielerflits”.

Zły Mikołaj albo kolarskie wcielenie Lukasa Podolskiego

Dla Philipsena kilka zwycięstw etapowych, dla Grovesa szanse na debiutancki triumf, zaś dla Rickaerta czerwony numer… W ciągu swojej przygody z Tour de France Mathieu van der Poel rozdał tyle prezentów, że porównania do św. Mikołaja nasuwają się same.

Problem w tym, że jeśli Van der Poel rzeczywiście byłby św. Mikołajem, to raczej rodem z kiepskich horrorów i komedii. Byłby bowiem Mikołajem w najlepszym wypadku wyjątkowo psotnym. Takim, który prezenty rozdaje tylko tym dzieciom, które ubrane są na czerwono (no, w tym przypadku na szaro), a innych częstuje wyłącznie rózgami i ciosami łokciem.

Nie ma przypadku w tym, że bracia Roodhooft zostali sportretowani przez twórców serialu “W sercu peletonu” jako czarne charaktery żółtej karawany. Nawet jeśli Netflix w swojej produkcji wyeksponował ciemniejsze strony ich osobowości, by uczynić ich postaci bardziej wyrazistymi, to ostatecznie widzowie otrzymali taki obraz, jaki mógł rysować się w ich głowach już w trakcie oglądania samego wyścigu.

Ten obraz, w dużej mierze kreuje największa gwiazda ich ekipy. O występkach Mathieu van der Poela – zarówno tych zmyślonych, wyolbrzymionych, jak i tych całkowicie realnych, można byłoby napisać cały artykuł. To on na kilka godzin przed jednymi mistrzostwami świata trafił do więzienia za rzekome pobicie dwóch dziewczynek, a na innych nie poniósł konsekwencji faktycznie niebezpiecznej jazdy.

Zdrowiem – swoim i innych – Mathieu van der Poel regularnie ryzykuje również podczas Tour de France. Jego zachowanie w kilku końcówkach wspominanej już Wielkiej Pętli z 2023 roku może budzić spore wątpliwości, a raz nawet znalazło odbicie w ocenach sędziów. Po finiszu na 11. etapie został relegowany z 16. na 22. miejsce za to, że gwałtownie zmienił tor swojej jazdy, wytrącając z równowagi Biniama Girmaya – kara nieznaczna, biorąc pod uwagę, że tamten manewr pozwolił Jasperowi Philipsenowi wygrać etap.

Na koniec wypada przyznać, że Holender wie, kiedy wykonać wyglądający niebezpiecznie manewr w taki sposób, by nikomu nie stała się fizyczna krzywda. Choć wtedy, na finiszu w Nogaro doszło do kilku kraks, to Van der Poel nie spowodował żadnej z nich. Owszem, zmusił Biniama Girmaya do wyhamowania, jednak ostatecznie Erytrejczyk utrzymał się na rowerze. I nie był to jedyny raz. Choć Van der Poel regularnie jeździ na granicy przepisów, to rzadko wywołuje tym upadki.

Mimo to, nazywanie go św. Mikołajem byłoby sporą przesadą. Lepiej uznać go za nieco ugrzecznioną, kolarską wersję Lukasa Podolskiego*. Kogoś, kogo rywale nienawidzą (choć nie wszyscy, bo na przykład Tadej Pogačar bardzo go lubi), za to koledzy z drużyny każdego dnia dziękują losowi za to, że mogą zakładać taką samą koszulkę jak on.

*Lukasa Podolskiego nie należy mylić z Łukaszem Podolskim – kolarzem, który w czasie swojej kariery jeździł w barwach CCC-Polsat.


Flamme Rouge to mój cykl poświęcony w całości Tour de France. Przez trzy tygodnie, zazwyczaj codziennie, będę publikować w jego ramach teksty omawiające zarówno historyczne momenty Wielkiej Pętli, jak i bieżące wydarzenia z wyścigu. 

Flamme Rouge #1: Żółta koszulka Piaseckiego

Flamme Rouge #2: Pogačar z głową w chmurach

Flamme Rouge #3: Najlepsi czasowcy w historii Tour de France

Flamme Rouge #4: Najmłodszy zwycięzca w historii

Flamme Rouge #5: Ben Healy znów jest skuteczny

Poprzedni artykułMedia: Juan Pedro López i Raúl García Pierna dołączą do Movistar Team
Następny artykułTour de France 2025: Tadej Pogačar bez urazów. Kolarz wypowiedział się też o przyczynach kraksy
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
10 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Albert
Albert

Zupełnie nieudana i niepotrzebna próba prowokacji.

Led_2008
Led_2008

najlepszy kolarz na świecie (albo zaraz po Poacarze). A tegoroczny Paris- Roubax w jego wykonaniu to palce lizać.

Mario
Mario

wygrała ranking UCI Europe Tour” – czyli jak napisać, że się nie wie nie wiedząc, że się nie wie. To jak Mazowsze Serce Polski nasze kochane wygra Europe Tour to dostanie kartę na TdF? Bo chyba jednak z innego rankingu to wynika kochaniutki.

Mario
Mario

@Bartek Kozyra nie kompromituj się. Zadałem pytanie – czy jak wygrają ten ranking to dostaną zaproszenie? Odpowiedź brzmi nie. Według twojej smiesznej logiki jakby Astana spadła z WT to też nie może dostać zaproszenia, bo nie jest z Europy.

Mario
Mario

Bo kolarstwo to nie tylko Europa dupku żołędny! Zresztą poprawka znowu jest z błedem, ale nie bede cie kolarstwa uczył dzieciaczku.

Mario
Mario

Sam jesteś trolem i sobie żyj w świecie, w jakim Mathieu bije dzieci. Naucz się kolarstwa zanim zaczniesz kogokolwiek fałszywie oskarżać.

Majkel Wanturnałt.
Majkel Wanturnałt.

Mój ulubiony kolarz bez względu na dyscyplinę. Nie udaje przynajmniej fałszywie i na pokaz uprzejmego i miłego dla wszystkich.