fot. A.S.O.

W ostatnią środę byliśmy świadkami kolejnej czasówki na trasie Tour de France. Z tej okazji postanowiłem sprawdzić, kto najczęściej wygrywał tego typu etapy w całej historii wyścigu.

Historia jazdy indywidualnej na czas rozpoczęła się 27 lipca 1934 roku w La Roche sur Yon – niewielkiej miejscowości położonej w Wandei.

Tamta czasówka różniła się od obecnych kolarze nie używali ramp startowych ani aerodynamicznych kasków, kół czy kierownic. Dodatkowo, choć liczyła aż 90 kilometrów, to jeszcze tego samego dnia, kilka godzin wcześniej rozgrywano etap ze startu wspólnego. 

Być może najbardziej egzotycznym elementem tamtej rywalizacji było jednak to, że kolarzy podzielono na dwie grupy. W pierwszej startowali, z dwuminutowym odstępem pomiędzy każdym kolarzem, ci, którzy mieli na plecach nieparzyste numery – w drugiej pozostali. I w ten sposób Antonin Magne wystartował dokładnie w połowie etapu, mimo że był już wtedy liderem wyścigu. Nie przeszkodziło mu to w odniesieniu tam kolejnego zwycięstwa. Tym samym przeszedł do historii jako pierwszy zwycięzca czasówki rozgrywanej na Tour de France.  

Magne był pionierem, jednak nie dominatorem. Później udało mu się wygrać etap jazdy indywidualnej na czas tylko raz – w 1936 roku. To nie wystarczyło mu do tego, by znaleźć się w czołowej “10” rankingu, który skonstruowałem na podstawie wyników czasówek rozgrywanych w trakcie Tour de France w latach 1934-2025. Spoglądając na niego, można dojść do kilku zaskakujących wniosków:

Kolarze, którzy wygrali najwięcej etapów jazdy indywidualnej na czas w historii Tour de France (nie licząc prologów):

Pogačar na równi z Cancellarą i Martinem!
9. miejsce ex aequo – Tadej Pogačar, Tony Martin, Fabian Cancellara, Greg LeMond, Fausto Coppi, Raymond Poulidor, Joop Zoetemelk, Lucien Van Impe, Felicien Vervaecke, Roger Rivière,  Maurice Archambaud  – 3 zwycięstwa

Niespodzianka (dla wielu z pewnością nie ostatnia), pojawiła się już na samym początku zestawienia. Początek XXI wieku to czas rosnącej specjalizacji – nawet jeśli obecnie widać pewne odwrócenie trendu, to wciąż zawodników czujących się dobrze w każdej części kolarskiego rzemiosła jest mniej niż lata wcześniej. Dotyczy to także czasówek – mnóstwo jest (lub było) kolarzy takich jak Filippo Ganna, Michael Rogers czy Rohan Dennis – specjalizuje się właśnie w walce z czasem. Gdy zsumujemy ich osiągnięcia na mistrzostwach świata w jeździe na czas – uzbieramy aż siedem złotych medali. Niestety jeśli chodzi o triumfy etapowe w Tour de France ich lista osiągnięć jest zdecydowanie mniej okazała. Składa się zaledwie z dwóch zwycięstw i tylko jedno z nich – Dennisa z 2015 roku, zostało odniesione na trasie czasówki.  

Zdecydowanie lepiej wiodło się tym, których dziś często uważa się za najlepszych czasowców XXI wieku – Tony’emu Martinowi oraz Fabianowi Cancellarze. Oni podczas klasycznych etapów jazdy indywidualnej na czas uzbierali po trzy wygrane – od 2001 roku nikomu nie udało się tego zrobić częściej*. 

Jest jednak jeden zawodnik, który ma tyle samo triumfów co oni – nazywa się Tadej Pogačar i nie będzie żadną niespodzianką, jeśli już w tym roku przebije obu. Już na pierwszej tegorocznej czasówce dzielnie walczył z Remco Evenepoelem (na razie dwa triumfy), a 18 lipca to on będzie wyraźnym faworytem górskiej jazdy indywidualnej na czas z metą na Peyragudes. 

Często pomija się czasówkowy kunszt Słoweńca – ale zupełnie niesłusznie. Wprawdzie nigdy nie był i raczej nie będzie czasowcem na miarę Martina i Cancellary, ani nawet Rogersa czy Dennisa, to i tak jest wybitny także w tej specjalności. Nie pokazuje tego na mistrzostwach świata, ale podczas Tour de France zawsze staje na wysokości zadania. Górska czasówka na La Planche des Belles Filles przyniosła mu pierwsze zwycięstwo, ale w środę dostaliśmy dowód, że błyszczeć potrafi także na płaskim terenie. Wcale nie pierwszy. Jeden ze swoich trzech triumfów odniósł przecież na płaskiej trasie z Changé do Laval Espace Mayenne, zaś w 2022 roku na czasówce po ulicach Kopenhagi zajął 3. miejsce pokonując m.in. Filippo Gannę. Pogačara trzeba uznawać za świetnego czasowca, nawet pomimo tego, że to właśnie czasówka pozbawiła go w 2023 roku szans na trzecie zwycięstwo w Tour de France. Wszak nawet wtedy, choć stracił do Jonasa Vingegaarda ponad 1:38, zajął drugie miejsce, pokonując trzeciego Wouta van Aerta o ponad minutę. Wobec tego wszystkiego, jego nazwisko stojące obok m.in. Grega LeMonda, Fausto Coppiego, Raymonda Poulidora czy Joopa Zoetemelka wcale nie wygląda szczególnie nienaturalnie.

*Fabian Cancellara może się pochwalić również czterema wygranymi prologami, które nie zostały uwzględnione w rankingu.
Fignon lepszy od LeMonda
6. miejsce ex aequo – Charly Gaul, Sylvere Maes, Laurent Fignon – 4 zwycięstwa
5. miejsce – Jan Ullrich – 5 zwycięstw

Bodaj najsłynniejszą czasówką w historii Tour de France był pojedynek pomiędzy Laurentem Fignonem a Gregiem LeMondem z 1989 roku. Amerykanin dokonał wówczas niemożliwego i na liczącej niespełna 25 kilometrów trasie z nawiązką odrobił do Francuza 50-sekundową stratę. Dzięki dramaturgii tamtego wyścigu, dziś często wspomina się o nim przy różnych okazjach, a jego puenta sprawia, że LeMonda często postrzega się jako dobrego, a Fignona – słabego czasowca. Tymczasem prawda jest zupełnie inna, a Francuz był na przestrzeni całej kariery być może… lepszym czasowcem niż Amerykanin! 

Tak przynajmniej sugerują występy obu kolarzy na etapach jazdy indywidualnej na czas rozgrywanych podczas Tour de France – Fignonowi udało się tu uzyskać o jedno zwycięstwo więcej niż rywalowi z 1989 roku. Najbardziej spektakularny pod tym kątem był jego występ z 1984 roku. Choć na trasie po rocznej przerwie pojawił się wówczas Bernard Hinault, Fignon nic sobie z tego nie robił. W klasyfikacji generalnej zdeklasował “Borsuka” – pokonał go o ponad 10 minut. Przy okazji… wygrał również wszystkie trzy rozgrywane tamtego roku etapy jazdy indywidualnej na czas – mimo tego, że z reguły to Hinault królował w tej specjalności. 

To, w połączeniu z jedną czasówką wygraną rok wcześniej plasuje go wśród ośmiu najlepszych czasowców w historii Tour de France. Tyle samo triumfów co on mają jeszcze Charly Gaul (zwycięzca klasyfikacji generalnej Tour de France 1958 roku) oraz Sylvere Maes (triumfy w 1935 i 1938). Wyżej od niego jest tylko pięciu kolarzy – Jan Ullrich, który czasówki Tour de France wygrywał pięciokrotnie oraz czterej kolarze-ikony Wielkiej Pętli.

Ten, który czasówkom zawdzięcza wszystko
4. miejsce – Miguel Indurain – 8 zwycięstw

Sam fakt, że na czterech pierwszych miejscach znaleźli się właśnie Miguel Indurain, Jacques Anquetil, Eddy Merckx oraz Bernard Hinault nie powinien być wcale szczególnie dużym zaskoczeniem. To właśnie oni stanowią wielką czwórkę – są współrekordzistami Tour de France pod względem zwycięstw, ponieważ aż czterokrotnie wygrywali cały wyścig. 

Niespodziewany może być jednak układ poszczególnych miejsc i fakt, że najlepszym z całej czwórki okazał się Bernard Hinault, a najsłabszym – Miguel Indurain. Jeśli trzeba byłoby wskazać na tego kolarza, któremu jazda indywidualna na czas w najwyższym stopniu zapewniła kolarską nieśmiertelność, trzeba byłoby wskazać właśnie na Big Miga. 

To, że jako jedyny z całej czwórki ma na koncie zarówno tytuł mistrza świata, jak i mistrza olimpijskiego w tej specjalności ma znaczenie drugorzędne – pozostali nigdy nie mieli nawet okazji wystartować w tych wyścigach. Zdecydowanie ważniejsza jest inna statystyka – od 1991 roku, gdy po raz pierwszy wygrał “generalkę” Tour de France, zwyciężał już tylko w prologach i etapach jazdy indywidualnej na czas.Bez przewagi z czasówek nie wygrałby żadnej edycji Tour de France*.

Wbrew pozorom, w erze którą zdominował, czasówki nie pojawiały się wcale częściej niż dziś. Tak samo jak teraz, standardem były dwie próby czasowe na edycję (plus nieobecny dziś prolog). Tyle że każda z nich była zdecydowanie dłuższa – kolarze mieli do pokonania od 45 do 70 km, a suma kilometrów jazdy na czas za każdym razem przekraczała 100. Taki układ wyścigu pozwolił Indurainowi wygrywać Tour de France, ale jednocześnie znacznie utrudnił mu zajęcie wysokiego miejsca w skonstruowanym tutaj rankingu.

*W 1991 roku mocniejszy od niego byłby choćby Charly Mottet, rok później – Claudio Chiappucci, a w latach 1994-95 – Marco Pantani oraz Alex Zulle. W 1993 lepiej od niego na etapach poza jazdą indywidualną na czas zaprezentował się m.in… Zenon Jaskuła. Niestety nawet wykluczając czasówki, Polak nie wygrałby tamtego wyścigu – dość wyraźnie przegrałby z Alvaro Mejią.
Monsieur Chrono

Być może to właśnie Hiszpan zasłużył najbardziej na to, by przejść do historii jako “Monsieur Chrono”. Tak się jednak składa, że gdy przeżywał swoje lata świetności, przydomek zajęty był już od czterech dekad. Znajdował się w godnych rękach Jacquesa Anquetila. Francuz nigdy nie był oficjalnym mistrzem w jeździe na czas, ale aż 9-krotnie wygrywał Chrono des Nations – wówczas najważniejszą czasówkę na świecie.

Największą klasę pokazywał jednak podczas Tour de France, gdzie jazda indywidualna na czas nieraz ratowała mu skórę, choć akurat dwa pierwsze triumfy – z 1957 i 1961 roku odniósłby bez jej pomocy. Owszem, wygrał każdą z nich, ale nawet pomijając tamte wyniki, był lepszy od rywali. Na Polach Elizejskich miał nad nimi kilkanaście minut przewagi. Schody zaczynały się później, od 1962 roku. Od tamtego momentu najpierw Joseph Planckaert, a następnie Federico Bahamontes i Raymond Poulidor lepiej radzili sobie od niego w górach, a swoją przewagę tracili dopiero na czasówkach, gdzie Anquetil wciąż pozostawał niedościgniony. 

W pięciu wygranych przez siebie edycjach tylko raz zakończył próbę czasową na miejscu innym niż pierwsze. Na piekielnie trudnej trasie z Luchon do Superbagnères, gdzie, co znamienne, pokonali go Planckaert oraz… Bahamontes, który dobrze radził sobie tylko na górskich czasówkach. 

Ten najlepszy. Ale nie tutaj
2. miejsce – Eddy Merckx – 13 zwycięstw

Gdy w 1964 roku Jacques Anquetil śrubował swój rekord do 11 zwycięstw, zapewne mało kto przypuszczał, że już niebawem jego wyczyn przetrwa zaledwie dekadę. Ten, który miał go pobić, właśnie rozpoczynał swoją wielką karierę i dopiero kilka miesięcy później sięgnął w Sellanches po mistrzostwo świata amatorów – swój pierwszy wielki sukces. 

Gdy w 1969 roku debiutował w Tour de France, przez wielu był już uważany za najlepszego kolarza na świecie. Już wtedy wiadomo było też, że jest kolarzem trudniejszym do scharakteryzowania niż Anquetil, który 11 spośród wszystkich swoich 14 zwycięstw etapowych wywalczył podczas prób czasowych. Wygrywał seryjnie wszędzie – niezależnie od okoliczności. Szybko okazało się, że nie do zatrzymania jest również na czas. Już w swoim pierwszym prologu zajął 2. miejsce, a pierwszą klasyczną czasówkę wygrał z dwusekundową przewagą nad Rudim Altigiem.

Aż do 1975 roku wygrał 13 spośród 16 czasówek, w których wziął udział podczas Tour de France. Nawet gdy w klasyfikacji generalnej Wielkiej Pętli uległ ostatecznie Bernardowi Thevenetowi, w próbach czasowych był bezkonkurencyjny – wygrał dwie spośród trzech. Mimo wszystko trudno powiedzieć, aby którąkolwiek spośród pięciu edycji Tour de France wygrał głównie dzięki czasówkom. Każdą zakończył z olbrzymią przewagą nad drugim kolarzem “generalki” i rzadko zdarzało się, by choć jej połowę wywalczył podczas czasówek.

Lepszy od “Kanibala”

1. miejsce – Bernard Hinault – 15 zwycięstw

Eddy Merckx do dziś dzierży wiele kolarskich rekordów, jednak ten nie jest jednym z nich. Aż do czasów Tadeja Pogačara Bernard Hinault pozostawał ostatnim kolarzem, którego można byłoby określić mianem kompletnego. Dobrze radził sobie w każdym terenie i w każdym wygrywał wielkie wyścigi – niezależnie od tego, czy wyścig prowadził po brukach, niewielkich pagórkach czy olbrzymich górach. Niestety, pomimo swojej wszechstronności nie pobił niemal żadnego rekordu ustanowionego wcześniej przez słynnego “Kanibala”. Są jednak od tej reguły drobne wyjątki i właśnie etapy jazdy indywidualnej na czas rozgrywane podczas Tour de France są jednym z nich.

Osiem razy wystartował w Wielkiej Pętli – siedem edycji kończył z przynajmniej jedną wygraną czasówką. Choć z reguły to nie czasówki decydowały o jego sukcesie, to niekiedy okazywały się na wagę złota. To właśnie po próbie czasowej po raz pierwszy w karierze wywalczył Maillot Jaune, gdy na trasie z Nancy do Metzu pokonał Joopa Zoetemelka aż o cztery minuty*. 

Dobra jazda na czas była kluczowa także w 1985 roku. Kto wie, czy Bernard Hinault wygrałby swój ostatni Tour de France, gdyby nie zwycięstwo na 8. etapie, gdzie znokautował rywali, pokonując 2. Stephena Roche’a o 2 minuty i 20 sekund. Dopiero wtedy stał się jednoznacznym liderem La Vie Claire – wcześniej on i Greg LeMond byli współliderami. To tamta i kolejna czasówka dawały mu nad młodszym kolegą przewagę taktyczną, którą wykorzystywał, gdy w Pirenejach brakowało mu sił, by utrzymać jego tempo.

Zresztą, nawet rok później, gdy pomimo zaciętej walki przegrał z Amerykaninem cały wyścig – wygrał obie próby czasowe, bardzo godnie żegnając się z Wielką Pętlą i potwierdzając swój status najlepszego czasowca w historii wyścigu.

*Warto zauważyć, że na wcześniejszej, górskiej czasówce pod Puy de Dome to Holender okazał się lepszy od Hinaulta o 1 minutę i 40 sekund. 

Najlepsi czasowcy w historii Tour de France:

  1. Bernard Hinault – 15 zwycięstw
  2. Eddy Merckx – 13 zwycięstw
  3. Jacques Anquetil – 11 zwycięstw
  4. Miguel Indurain – 8 zwycięstw
  5. Jan Ullrich – 5 zwycięstw
  6. Charly Gaul, Sylvere Maes, Laurent Fignon – 4 zwycięstwa
  1. Fabian Cancellara, Tony Martin, Tadej Pogačar, Greg LeMond, Fausto Coppi, Raymond Poulidor, Joop Zoetemelk, Felicien Vervaecke, Roger Rivière,  Maurice Archambaud – 3 zwycięstwa

Flamme Rouge to mój nowy cykl poświęcony w całości Tour de France. Przez trzy tygodnie, zazwyczaj codziennie, będę publikować w jego ramach teksty omawiające zarówno historyczne momenty Wielkiej Pętli, jak i bieżące wydarzenia z wyścigu. 

Flamme Rouge #1: Żółta koszulka Piaseckiego

Flamme Rouge #2: Pogačar z głową w chmurach

Poprzedni artykułTour de France 2025: Klasyfikacja generalna po 6. etapie
Następny artykułGiro d’Italia Women 2025: Lotte Kopecky opuszcza wyścig z powodu urazu
Bartek Kozyra
Magister politologii, ale bardziej niż polityka pasjonuje go sport. Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością. W liceum wygrał finał międzyklasowego turnieju z drużyną Kacpra Krawczyka.
guest
11 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Grigu
Grigu

A ile zwycięstw ma LA?

Luk
Luk

A gdzie w tym zestawieniu jest Lance Armstrong?

Kowal
Kowal

Formalnie Lance Armstrong nie wygrał nigdy żadnej czasówki na Tour De France – zaliczane mu są tylko dwie wygrane na etapach ze startu wspólnego (w 1993 r. i w 1995 r.).

Niemniej jednak mając na uwadze, że w latach 1999-2005 wyścigi się odbywały, kibice je oglądali i się nimi emocjonowali i coś się na tych szosach jednak działo, to uzupełnię: Armstrongowi doliczyłem się 9 odebranych zwycięstw na etapach jazdy indywidualnej na czas na Tour de France (nie licząc prologów, zgodnie z metodologią autora).

Arnaund
Arnaund

LA został przecież wygumkowany, podobnie jak (prawdopodobnie, bo oczywiście głowy nie dam) za paręnaście lat będziemy wykreślać i pomijać wyniki niektórych dzisiejszych kozaków.

Marek
Marek

Sean Kelly nie był kolarzem kompletnym? Znowu z zachwytów nad Pogacarem zapomina się tu o legendach.

Grzegorz M.
Grzegorz M.

Obecne, krótkie czasówki nie oddzielają ziarna od plew. Premiują lżejszych kolarzy, a marginalizują cięższych specjalistów w tej dziedzinie. Dla widowiska zapewne te krótsze odcinki są lepsze. Ja chciałbym jednak od czasu do czasu zobaczyć na TDF +50km TT lub +60km TTT.

Alek
Alek

Czemu prologu nie bierzemy pod uwagę?
No i czasowka górska tej płaskiej trochę nie równa.

Marcin
Marcin

Zacznijmy na przekór regułom uwzględniać najlepszego w dziejach kolarza TdF.
1999 – 2 etapy
2000 – 1 etap
2001 – 2 etapy w tym górska czasówka
2002 – 1 etap
2003 – zero
2004 – 2 etapy w tym górska czasówka
2005 – 1 etap
Razem: 9 etapów.

Valert
Valert

A gdzie Chris Boardnam?