fot. La Vuelta / Cxcling Creative Agency

Za nami 1. tydzień rywalizacji w ramach 81. edycji Vuelta a España. Z delikatnym opóźnieniem związanym z problemami technicznymi, z jakimi borykał się nasz portal, pora na podsumowanie tego, co już za nami, a na kolejno monakijskich, francuskich, andorskich i hiszpańskich szosach działo się naprawdę wiele. Co przede wszystkim warto zapamiętać?

81. edycja Vuelta a España rozpoczęła się całkiem długim, bo aż 9-dniowym okresem ścigania bez jakiejkolwiek przerwy. Wynikało to m.in. ze zorganizowania startu w Monako, z którego bez jakiejkolwiek przerwy poprzez Francję i Andorę kolorowy peleton dotarł do Hiszpanii, do której wjechano przez Katalonię. Fakt rozegrania aż 9. etapu oznacza, że przy okazji 1. odpoczynku za kolarzami już niemal 43% całego wyścigu. Półmetek jednak cały czas przed nami, a kraksa Tadeja Pogačara podczas 8. etapu sprawiła, że zmagania są obecnie szalenie otwarte. Nim dokładniej przyjrzymy się wydarzeniom z 1. tygodnia zerknijmy w stronę tego, kto jest liderem poszczególnych klasyfikacji podczas 1. dnia przerwy:

  • klasyfikacja generalna: Enric Mas (Movistar Team)
  • kl. punktowa: Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike)
  • kl. górska: Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious)
  • kl. młodzieżowa: Oscar Onley (Netcompany INEOS)
  • kl. drużynowa: Decathlon CMA CGM Team
Upadek głównego faworyta

Zwykle tego typu podsumowania zaczynam od osoby lidera i jej szans na odniesienie końcowego triumfu, ale tym razem wypada zrobić to nieco inaczej. Wydarzeniem 1. tygodnia była bowiem kraksa Tadeja Pogačara, na skutek której kolarz UAE Team Emirates-XRG nie tylko musiał wycofać się z wyścigu, ale i w najgorszym scenariuszu może już nie wrócić do rywalizacji w sezonie 2026, a zatem Słoweniec straciłby szansę na obronę tytułów mistrza świata oraz mistrza Europy, a także na 6. z rzędu zwycięstwo w Il Lombardii. Nim jednak 27-latek upadł i doznał m.in. złamania obojczyka, złamania kręgu szyjnego oraz wstrząśnienia mózgu, jego łupem padły 3 etapy, a także ten prowadził w klasyfikacjach generalnej oraz górskiej i był wiceliderem zestawienia punktowego. Właściwie można było powiedzieć, że 81. edycja Vuelta a España odbywała się pod dyktando Tadeja Pogačara, a pewność jego jazdy prowokowała pytania, czy ten jest gotowy wygrać większość spośród wszystkich zaplanowanych etapów. Dominacja została jednak brutalnie przerwana, a Słoweniec w swoim 10. wielkim tourze w karierze po raz pierwszy poznał smak upadku, który musiał poskutkować wycofaniem się z dalszej rywalizacji. Pech jednego, serwującego nam przez pierwsze dni kolejny akt doświadczania jego wielkości, jest jednocześnie specyficznym szczęściem innych – walka o klasyfikację generalną zapowiada się obecnie szalenie interesująco.

Lider, w którego wielu zwątpiło

Gdy pisałem przedwyścigowy przegląd faworytów, nieco dłużej pochyliłem się nad postacią Enrica Masa. Kariera kolarza Movistar Team jest bowiem bardzo osobliwa – z jednej strony ten w wieku 31 lat mógł się pochwalić zaledwie 6 zawodowymi zwycięstwami, a ostatnim udanym dla niego Tour de France było to rozegrane w 2021 roku, a zatem 5 lat, temu, z drugiej jednak przed własną publicznością Enric Mas zawsze był groźny, a w 7 dotychczasowych startach w Vuelta a España ten aż 4-krotnie meldował się na podium klasyfikacji generalnej. 81. edycja hiszpańskiej trzytygodniówki szybko pokazała nam, że 31-latek znów jest najlepszą wersją siebie, a gdy ten nie tylko dogonił, ale i wyprzedził Tadeja Pogačara na Puerto El Bartolo, Hiszpan został namaszczony na nr 2 w stawce tegorocznej La Vuelty. Wycofanie Słoweńca sprawia z kolei, że Enric Mas został sensacyjnym liderem, by dzień później ten dzierżąc czerwoną koszulkę w pięknym stylu wygrał na Alto de Aitana. Kolarz Movistar Team staje obecnie przez życiową szansą, która może być dla niego nagrodą za wielką wytrwałość na przestrzeni całej kariery. Przed nim jednak jeszcze 12 etapów, które wystawią go na niejedną próbę, a rywale z pewnością łatwo nie oddadzą końcowego triumfu.

Decathlon CMA CGM Team w natarciu

Gdyby istniała statystyka tego, które zespoły najczęściej pracowały na czele peletonu, to na jej podium bez wątpienia znalazłby się Decathlon CMA CGM Team. O ile jednak UAE Team Emirates-XRG znajdowało się z przodu głównej grupy z racji na posiadanie lidera klasyfikacji generalnej, a Team Visma | Lease a Bike wspierało swoich sprinterów (o czym będzie później), o tyle francuska formacja wychodziła na czoło peletonu wyłącznie na skutek własnych decyzji taktycznych. Koledzy Felixa Galla poczuli bowiem, że ich lider ma szanse na 2. miejsce w wyścigu i postanowili mocno przejąć inicjatywę w drodze do realizacji takiego celu. Efekt był taki, że Austriak pierwszy raz spróbował ataku już na 4. etapie, a i później był nad wyraz aktywny. Póki co nie przełożyło się to jednak na wyniki, a 28-latek dopiero po wycofaniu się Tadeja Pogačara wskoczył na najniższy stopień podium klasyfikacji generalnej. Obecny lider, Enric Mas, ma jednak nad nim już 1 minutę i 39 sekund przewagi, co póki co może być pewnym zawodem dla kolarzy Decathlon CMA CGM Team. Nie można im jednak odmówić jednego – ci są animatorami wydarzeń na trasie, a to może się podobać. Czas pokaże czy wysiłki przyniosą też jeszcze bardziej wymierne skutki niż dotychczas.

Matthew Brennan razy 2

Wspominałem, że sporo czasu na czele peletonu spędzili także kolarze Team Visma | Lease a Bike, a wynika to z tego, że holenderska formacja przywiozła na Vuelta a España zdecydowanie najlepszych sprinterów spośród wszystkich uczestników hiszpańskiej trzytygodniówki. Jakby tego było mało, zawodnicy z tej drużyny są nie tylko szybcy, ale i potrafią przetrwać podjazdy, jakich nie brakuje w ostatnim z tegorocznych wielkich tourów, a efektem tego były 2 bardzo pewne zwycięstwa Matthew Brennana podczas dwóch pierwszych finiszów z dużej grupy. Spora w tym była zasługa wspierających go Wouta van Aerta i Christophe’a Laporte’a – ten pierwszy zresztą dzięki aktywnej jeździe i zdobywaniu punktów nie tylko na metach, ale i lotnych premiach, jest aktualnie posiadaczem zielonego trykotu. Jednocześnie warto wspomnieć, że rzeczywistość 81. edycji Vuelta a España bywa przewrotna – tak jak wyścig opuścił będący pewniakiem do końcowego triumfu Tadej Pogačar, tak i Team Visma | Lease a Bike nie jest niepokonana, a w sobotę holenderską drużynę ograć zdołali rywale, w tym zwycięski wśród nich Bryan Coquard.

Spełnione marzenia

Po 6. etapie tegoroczna Vuelta a España posiadała tylko dwóch różnych zwycięzców etapowych i zanosiło się, że kolejne odcinki również mogą zostać zdominowane przez Tadeja Pogačara i Matthew Brennana, tak kolejne 3 dni przyniosły nam 3 wielkie historie. Najpierw po zwycięstwo etapowe sięgnął Andreas Leknessund, czyli Norweg z Uno-X Mobility, który w swojej karierze był m.in. 4-krotnie 2. na etapach Giro d’Italia, a który czekał na ten wymarzony triumf w wielkim tourze. Dzień później swoje premierowe zwycięstwo etapowe w wyścigu trzytygodniowym odniósł 34-letni Bryan Coquard (Cofidis), który naprawdę długo czekał na swój moment chwały. Wreszcie w niedzielę górą był Enric Mas, który co prawda miał już w dorobku wygraną w ramach Vuelta a España, ale ta miała miejsce aż 8 lat temu – od tamtej pory kariera zawodnika Movistar Team zaliczyła wiele zakrętów i powrót na najwyższy stopień podium był dla 31-latka bardzo wzruszającym momentem.

Lista startowa zbudowana z nieskutecznych uciekinierów

Na starcie 81. edycji Vuelta a España stanęło 184 kolarzy, a przy większości z nich można było napisać, że to potencjalny uciekinier. Wydawało się wręcz, że hiszpańska trzytygodniówka będzie stała pod znakiem odjazdu za odjazdem, a po 9. etapie harcownicy tylko raz mieli okazję do świętowania zwycięstwa. Złożyła się na to przede wszystkim kontrola, jaką w peletonie obejmowali kolarze UAE Team Emirates-XRG, Team Visma | Lease a Bike oraz Decathlon CMA CGM Team, ale też trzeba przyznać, że wyzwanie rzucane im nie było przesadnie wielkie. Zdarzył się etap, gdzie mieliśmy tylko pojedynczego uciekiniera, w inne odjazdy też nie były aż tak liczne, jak można by zakładać. Do tego warto pamiętać, że 3. dnia harcowników zatrzymało gradobicie – uciekający przez cały dzień Mats Wenzel i przeskakujący do niego Lorenzo Fortunato mieli sporą szansę na sukces, ale aura brutalnie im ją odebrała. Na tytuł najaktywniejszego kolarza tygodnia zasługuje tymczasem niespodziewanie Ramses Debruyne – zawodnik Alpecin-Premier Tech próbował niejednokrotnie, ale za swoją aktywność musiał i płacić, czego efektem jest obecnie 18. lokata w klasyfikacji generalnej.

Co przed nami?

2. tydzień otwiera etap, który znajduje się na pograniczu tych dedykowanych uciekinierom i wytrzymałym sprinterom. Analogicznie zanosi się środowa rywalizacja, w czwartek zaś do głosu powrócą górale, na których czeka kolejny dwutysięcznik w postaci Calar Alto. W piątek mamy typowy dzień dla harcowników, w sobotę metę ulokowano na Sierra de la Pandera (11,8 km; 7,5%), niedziela zaś to masa pagórków w drodze do Kordoby, gdzie wygrać może jeden z uciekinierów bądź wytrzymały sprinter. Ogólnie 2. tydzień zapowiada się na pełen akcji, choć niekoniecznie tych w wykonaniu głównych faworytów klasyfikacji generalnej.


Wszystko o Vuelta a España 2026:
Poprzedni artykułPolski raport z weekendu: Zwycięski Garnek, świetna jazda Jana Jackowiaka
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze