fot. Cor Vos/Tour de France

Kaden Groves wygrał 20. etap 112. edycji Tour de France. Po całym dniu w ucieczce Australijczyk nie dał szans swoim rywalom i tym samym skompletował zwycięstwo etapowe w każdym z Wielkich Tourów.

Przedostatni etap tegorocznej edycji Wielkiej Pętli wystartował w miejscowości Nantua, kolarze mieli do przejechania 184 kilometry zanim dotarli do mety w Pontarlier. Na trasie czekały ich cztery premie górskie w tym jedna drugiej kategorii na Côte de Thésy (3,6km,  śr 8,9%) oraz jedna premia punktowa. Sprzymierzeńcem kolarzy nie była dzisiaj pogoda, zapowiadało się na deszcz i niebezpieczne warunki.

Zdjęcie

Na starcie pojawiło się 160 zawodników, zabrakło jedynie jednego zawodnika, który wczoraj ukończył etap, był nim Yevgeniy Fedorov, (XDS Astana Team). Od samego początku wielu zawodników próbowało się zabrać do ucieczki dnia, w trakcie tych prób pierwszą premię górską wygrał Louis Barré (Intermarché – Wanty). W końcu na 120 kilometrów do mety zawiązała się ucieczka w skład której wchodzili: Tim Wellens (UAE Team Emirates – XRG), Matteo Jorgenson (Team Visma | Lease a Bike), Pascal Eenkhoorn (Soudal Quick-Step), Harry Sweeny (EF Education – EasyPost) Romain Grégoire (Groupama – FDJ), Matteo Trentin (Tudor Pro Cycling Team), Ewen Costiou (Arkéa – B&B Hotels), Ivan Romeo (Movistar Team), Simone Velasco (XDS Astana Team), Jordan Jegat (Team TotalEnergies), Frank van den Broek (Team Picnic PostNL), Kaden Groves (Alpecin – Deceuninck) oraz Jake Stewart (Israel – Premier Tech).

Jedyną premię punktową na etapie wygrał Simone Velasco. Włoch na kresce pokonał Pascala Eenkhoorna, a w tamtym momencie rywalizacji ucieczka miała około dwóch minut przewagi nad peletonem. Przewaga harcowników nieco wzrosła, gdy dotarli do górskiej premii na Côte de Thésy (3,6 km, średnie nachylenie 8,9%), zlokalizowanej 63 kilometry przed metą. Najlepszy okazał się Harry Sweeny, który jako pierwszy zameldował się na szczycie i zdobył komplet 5 punktów. Australijczyk wspólnie z Jordanem Jegatem oderwał się od reszty ucieczki, uzyskując nad nią około 20 sekund przewagi. Francuz po chwili wrócił do ucieczki, jednak Australijczyk się nie poddawał i samotnie spróbował swoich sił.

W peletonie pojawiły się następne ataki, uformowała się kilkunastoosobowa grupa, w skład której wchodzili między innymi Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike), Michael Storer (Tudor Pro Cycling Team), Axel Laurance (INEOS Grenadiers), Guillaume Martin (Groupama – FDJ) oraz Lenny Martinez (Bahrain – Victorious). Grupa ta dość szybko wyrobiła sobie półtora minutową przewagę nad peletonem, jednak do zawodników z przodu tracili nieco ponad dwie minuty.

Na 35 kilometrów przed metą czołowa grupa się podzieliła. Na samotnym prowadzeniu znalazł ciągle jechał Harry Sweeny, a za jego plecami jechała reszta ucieczki, z której wcześniej odpadli już Ewen Costiou, Matteo Jorgenson oraz Tim Wellens. Przewaga uciekinierów nad grupą Wouta van Aerta wynosiła wówczas blisko pięć minut. Niedługo później jednak druga grupa pościgowa została wchłonięta przez peleton, co sugerowało, że etapowego zwycięzcę poznamy spośród harcowników z oryginalnej ucieczki dnia.

Na podjeździe pod ostatnią premię górską, Côte de Longeville (2,6 km o średnim nachyleniu 6%), uciekinierzy dogonili Harry’ego Sweeny’ego. Niestety, na zjeździe z tego wzniesienia doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Ivan Romeo i Romain Grégoire zaliczyli groźną kraksę spowodowaną śliskim, mokrym asfaltem, zamieszani w kraksę byli też Simone Velasco oraz Pascal Eenkhoorn, którzy również stracili czas. Francuz po chwili zdołał wrócić na rower, natomiast Hiszpan wyglądał na mocno poturbowanego i nie był w stanie kontynuować jazdy. W rezultacie na czele wyścigu pozostało tylko trzech zawodników: Kaden Groves, Jake Stewart oraz Frank van den Broek.

Na finisz z grupki nie miał zamiaru czekać Kaden Groves, Australijczyk z Alpecin – Deceunick postanowił spróbować swoich sił i odjechać swoim kompanom na 16 kilometrów do mety. Do dwójki z tyłu dojechali Jordan Jegat, Pascal Eenkhoorn i Simone Velasco, jednak Groves w tamtej chwili miał już prawie minutę przewagi. Zawodnikom zmęczenie dawało się we znaki, najwięcej sił wydawało się, że zachował Frank van den Broek i to właśnie Holender ruszył w samotną pogoń za Grovesem.

Wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie Australijczykowi w wygraniu pierwszego etapu „wielkiej pętli w jego karierze”. Mimo mocnego tempa za nim, Groves nie tracił przewagi i utrzymywał się z przodu z przewagą około 50 sekund. Dzięki tak odważnej akcji Kaden Groves (Alpecin – Deceuninck) mógł podnieść ręce w geście zwycięstwa samodzielnie przekraczając linię mety. Podium uzupełnili Frank van den Broek (Team Picnic PostNL) i Pascal Eeknhoorn (Soudal Quick-Step).

W klasyfikacji generalnej nie zaszły żadne wielkie zmiany, do końca walkę o pierwszą dziesiątkę prowadził Jordan Jegat (Team TotalEnergies), Francuz osiągnął swój cel i na przedostatnim etapie wyprzedził Bena O’Connora (Team Jayco AlUla) i zajął jego miejsce w pierwszej dziesiątce.

Results powered by FirstCycling.com

 


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułDyrektor sportowy Bahrain – Victorious wypowiada się o Lenny’m Martinezie po incydencie z bidonem
Następny artykułDookoła Mazowsza 2025: Radosław Frątczak z etapem, Šimon Vaníček wygrywa wyścig
Dawid Jodłowski
Pasjonat kolarstwa i wielu innych sportów takich jak koszykówka czy piłka nożna. W wolnym czasie uwielbia podróżować. Na co dzień student Uniwersytetu Jagiellońskiego.
guest
3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
szczebelek
szczebelek

Legendy głoszą, że jutro Visma wyprowadzi swojego lidera i Jonas zaatakuje 😎

Ricky
Ricky

„Vingegaard dalej wierzy” 😉

Miszon
Miszon

Muszę przyznać, że dawno nie widziałem tak absurdalnego „ataku”. Bo to nawet nie był atak – gość wyszedł na zmianę nieco mocniej, tamci się spojrzeli po sobie, kto ma jechać drugi, przestali pedałować, a w tym czasie ok już odjechał kilkadziesiąt metrów. Kabaret 😀 .
Żeby było zabawniej, jeden z nich znalazł w sobie jednak siły i zaczął gonić w końcówce i zająl drugie miejsce, tyle że wtedy jak zaczął gonić to już dawno było za późno 😉 .