Do bardzo niebezpiecznego zdarzenia doszło na trasie 15. etapu Giro d’Italia. Na jednym z zakrętów podczas zjazdu poza szosę wypadł Jenthe Biermans. Kolarz Arkéa – B&B Hotels spadł kilkadziesiąt metrów w dół i zatrzymał się dopiero na drzewie. Na szczęście z pomocą szybko ruszyli mu inni kolarze i dyrektorzy sportowi, a on sam zdołał nawet dotrzeć na metę etapu.
Jenthe Biermans przeżywa właśnie swój najlepszy wielki tour w karierze. 28-letni Belg po raz czwarty podczas swojej przygody z kolarstwem bierze udział w wyścigu trzytygodniowym, ale po raz pierwszy udało mu się znaleźć w czołowej „5” jednego z etapów – był 4. w sprincie Fossano. W górach zawodnik Arkéa – B&B Hotels jeździ głównie na ukończenie, acz podczas zjazdu z Passo del Mortirolo było naprawdę blisko by ten zakończył swoją przygodę z tym wyścigiem.
28-letni Jenthe Biermans przestrzelił jeden z zakrętów na około 60 kilometrów przed metą, a następnie zsunął się w dół wąwozu zatrzymując się zdecydowanie poniżej poziomu drogi. Na szczęście wszystko widzieli inni kolarze, którzy ruszyli z pomocą Belgowi.
Źle oceniłem zakręt podczas zjazdu. Na skutek tego zaliczyłem bardzo poważny upadek. Od razu zaczęły mnie szukać 4 zespoły. Byłem co najmniej 25-30 metrów poniżej poziomu drogi, w wąwozie. Natychmiast ruszyli do mnie m.in. Gianni Meersman [dyr. spor. Alpecin-Deceuninck – przyp. red.] i kilka osób z Intermarché-Wanty. Chcę im podziękować.
— relacjonował Jenthe Biermans.
Kolarz Arkéa – B&B Hotels przeżył chwile grozy nie tylko z powodu upadku i tego, że wylądował w wąwozie, ale także tego jak się czuł w pierwszej chwili po tym zdarzeniu. Bezruch, brak możliwości wezwania pomocy – to wszystko mogło wywołać panikę i naprawdę trzeba się cieszyć, że wszystko skończyło się pozytywnie.
To była naprawdę panika. W pierwszej chwili nie mogłem się ruszyć. Po upadku turlałem się i uderzałem w kolejne rzeczy, aż w końcu zatrzymałem się owinięty wokół drzewa. Straciłem też łączność radiową, więc nie mogłem wezwać nawet pomocy i szukający mnie nie mieli łatwego zadania
— opowiadał na mecie Jenthe Biermans.
„Opowiadał na mecie”? Ano tak, albowiem Belg po akcji ratunkowej wsiadł na rower i przejechał niemal 60 kilometrów, w sporej części prowadzących pod górę, i przeciął kreskę w Livigno. Teraz kolarz Arkéa – B&B Hotels przejdzie dokładne badania podczas dnia przerwy i wówczas zostaną podjęte decyzje co do jego ewentualnej dalszej jazdy.
Wsiadłem z powrotem na rower i kontynuowałem jazdę z ostatnim gruppetto. Przekroczyłem metę wyłącznie dzięki dużemu wsparciu ze strony innych zawodników i mojemu twardemu charakterowi. Teraz zostanę prześwietlony i mamy w zespole nadzieję, że nie ma złamań. Moje biodro, dolna część pleców i stopa naprawdę są obolałe, ale z tym da się żyć
— zakończył Jenthe Biermans.
Wszystko o 107. Giro d’Italia:
- Zapowiedź trasy
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Lista startowa
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Relacja z 15. etapu










Szalona historia. Dużo szczęścia. Brawa dla zawodnika za dojechanie do mety