fot. UAE Team Emirates

Tadej Pogačar zdominował rywalizację na 15. etapie Giro d’Italia. Swój udział w wielkim show Słoweńca miał Rafał Majka

Drugi tydzień Giro d’Italia organizatorzy postanowili zakończyć mocnym akcentem. Colle San Zeno, Passo del Mortirolo, Passo di Foscagno i Mottolino – to trudności, które czekały dziś na kolarzy.

Dorwać Mortirolo

Passo del Mortirolo to podjazd, który wprawdzie bardzo rzadko kończy etapy poszczególnych wyścigów, lecz z całą pewnością należy do najsłynniejszych podjazdów, które regularnie pojawiają się na trasie Giro d’Italia. Choć pewnie niewielu pamięta, kto jako pierwszy pokonywał to wzniesienie w poszczególnych latach, to regularnie przypominają o tym komentatorzy, co siłą rzeczy oznacza, że wygranie zlokalizowanej na wzniesieniu górskiej premii pozwala zawodnikowi na przejście do historii. I nawet jeśli  takie podejście jest delikatnie naciąganie, to nie ma żadnych wątpliwości, że dokonanie tego jest bardzo prestiżową sprawą.

Nic więc dziwnego, że główny dzisiejszy odjazd był bardzo, naprawdę bardzo duży – liczył sobie… blisko 50 zawodników. Nie każdy rzecz jasna zabierając się w akcję planował, że będzie błyszczał w górach – wśród śmiałków znajdowali się choćby Caleb Ewan czy Kaden Groves którym chodziło raczej o ułatwienie sobie walki o zmieszczenie się w limicie czasowym i próbę powalczenia o punkty do klasyfikacji punktowej (Ewanowi się nie udało, Groves wywalczył 1 punkt). Inni jednak, jak Attila Valter, Tobias Foss (obaj Jumbo-Visma), Julian Alaphilippe (Soudal-Quick Step), Juan Pedro Lopez, Aurelien Paret-Peintre czy Nairo Quintana (Movistar) spokojnie mogli mieć nadzieje na to, że dziś wrócą ze zwycięstwem albo chociaż dużą liczbą punktów do klasyfikacji górskiej.

Meldunek włoskiego talentu

Podobne plany miał z pewnością Giulio Pellizzari. Po zakończeniu Tour of the Alps dużo pisaliśmy o tym piekielnie zdolnym Włochu i zastanawialiśmy się, na co stać go w jego debiutanckim Giro d’Italia. Zastanawialiśmy się, czy już teraz postara się powalczyć w klasyfikacji generalnej największego włoskiego wyścigu, czy może skupi się na zwycięstwach etapowych. I, pomimo dobrego pierwszego etapu, szybko okazało się, że to pierwsze jest na razie poza jego zasięgiem, zaś o zwycięstwa etapowe również do tej pory nie walczył, skoro właściwie nie oglądaliśmy go w ucieczkach.

Teraz się to jednak zmieniło, a 20-latek, po którym nie widać było właściwej niektórym nowicjuszom nieśmiałości dość szybko przeszedł do ofensywy. Gdy na około 150 km przed metą, tuż po Colle San Zeno, z ucieczki zaatakowało sześciu zawodników, on był wśród nich. I szybko okazało się, że to właśnie on, razem z Christianem Scaronim był w tej grupie najmocniejszy. A dobra postawa dwóch Włochów została nagrodzona tym, że to właśnie oni, choć niedługo wcześniej dołączył do nich Nicola Conci, zajęli dwa pierwsze miejsca na szczycie Mortirolo.

Niestety dla Pellizzariego, na szczycie zdecydowanie mocniejszy okazał się Scaroni, a on sam musiał zadowolić się drugim miejscem. Niedługo później natomiast cała trójka została doścignięta, a po całej, blisko 100-kilometrowej akcji i defekcie roweru chwilę po jej zakończeniu, nie miał już sił na dalszą walkę. Gdy zaczęły się decydujące momenty etapu, szybko został z tyłu, oddając pierwszoplanowe role innym.

Pogačar nie odpuszcza uciekinierom.

I choć Scaroni został z tyłu równie wcześnie, co Pellizzari, to w tamym momencie wiele wskazywało na to, że właśnie on będzie największym beneficjentem dzisiejszej ucieczki. Jego 40 punktów za wygranie premii pod Mortirolo pozwoliło mu się zbliżyć do dzierżącego niebieską koszulkę Simona Geschke (dzierżącego, ale też dzierżawiącego od jej właściciela – Tadeja Pogačara) na 12 punktów. Oczywiście inni uciekinierzy wciąż mogli mieć nadzieję na jeszcze większy łup – zwycięstwo etapowe, jednak praca kolarzy UAE Team z tyłu (szczególnie Domena Novaka) zmniejszała ich szanse.

Uciekinierzy jednak nie tracili nadziei. W gruncie rzeczy, przewaga 3 minut i 30 sekund, jakie mieli w początkowej fazie Passo di Foscano, nie była wcale taka mała. Kolarze z przodu wciąż mieli podstawy, by łudzić się, że mogą jeszcze wygrać etap. Tyle wtedy na czoło wyszedł Rafał Majka, którego praca pozwoliła znacząco zmniejszyć straty, a gdy zaatakował Tadej Pogačar, wszystko straciło znaczenie. Straciło znaczenie to, że Georg Steinhauser już kilka kilometrów wcześniej odjechał od rywali i przez dłuższy czas prowadził naprawdę ciekawą solową akcję. Straciło znaczenie również to, że Nairo Quintana w końcu go dogonił, a następnie przegonił. Gdyby nie atak Słoweńca, to właśnie ci panowie, byliby dziś głównymi bohaterami relacji pisanych przez wszystkie sportowe portale.

Atak Słoweńca jednak miał miejsce, a to oznaczało, że ich ruchy przestały być kluczowe dla losów etapu. Gdy zaczynał swoją pogoń na 14 km przed metą, jego strata do prowadzącego jeszcze wtedy Steinhausera wynosiła 3 minuty. Po pięciu kilometrach Niemiec, którego Quintana zdążył już wyprzedzić, był kilkadziesiąt metrów za jego plecami.

Kolumbijczyk wytrzymał dłużej, na początku ostatniego, 4-kilometrowego podjazdu miał nawet 30 sekund przewagi, jednak już na jego półmetku został minięty przez 25-letniego „Kanibala”, który pomknął przed siebie. Nie miał już kogo gonić, uciekać również nie było przed kim, bo rywale w „generalce” zostali już ponad 3 minuty z tyłu, jednak on jakoś gdzieś znajdował motywację, by nieustępliwie pokonywać kolejne kilometry. W końcu dotarł do mety, by po raz czwarty w tym wyścigu podnieść ręce w geście zwycięstwa.

Pozostali zawodnicy liczący się w „generalce” pojawili się na mecie wiele minut później. Najlepsi spośród nich byli Daniel Felipe Martinez i Geraint Thomas, do których nieco stracił Ben O’Connor. Kolejność ścisłej czołówki klasyfikacji generalnej nie uległa zatem żadnym zmianom, jednak z całą pewnością nie ujęło to dzisiejszemu etapowi ani odrobinę widowiskowości.

Wyniki 15. etapu Giro d’Italia 2024:

Results powered by FirstCycling.com

Poprzedni artykuł4 Dni Dunkierki 2024: Sam Bennett wygrywa swój czwarty etap!
Następny artykułTrophée Centre Morbihan 2024: Bouquet wygrywa, Goszczurny dziewiąty w GC
Trenował kolarstwo w Krakusie Swoszowice i biegi średnie w Wawelu Kraków, ale ulubionego sportowego wspomnienia dorobił się startując na 60 metrów w Brzeszczach. W 2017 roku na oczach biegnącej chwilę wcześniej Ewy Swobody wystartował sekundę po wystrzale startera, gdy rywale byli daleko z przodu. W pisaniu refleks również nie jest jego mocną stroną, ale stara się nadrabiać jakością.
Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Sylwia
Sylwia

Wkurza mnie poziom „transmisji” w Eurosporcie (cudzysłów wynika z tego, iż jest to stacja która nie produkuje żadnych transmisji, jedynie podkupuje prawa i poprzez monopolistyczne działania blokuje dostęp do transmisji innym podmiotom). Zamiast końcówki wyścigu i walki kolarzy na stromym podjeździe oglądamy głupawe rozmowy z menadżerem UAE. W trakcie transmisji także wtręty, nie pochodzące wcale od RAI, ale wynikające chyba z kompleksów redaktorów Eurosportu, którzy żadnej transmisji wyprodukować nie potrafią, ale muszą swe gęby pokazać kosztem wyścigu. Nie mówię tu o polskich komentatorach, ktorzy są w porządku, ale o centrali.
Niestety, chyba to w tym kierunku pójdzie, albo oglądasz nasz produkt, albo wcale, bo my jesteśmy monopolistą.

Grzegorz
Grzegorz

W TdF Tadek ściągał się z Vinigo i nasza uwaga skupiała się na tej dwójce, za którą reszta pozostawała daleko w tyle.
Bez Vinigo, z przeciętnym UAE Team, po 15 etapach 6′ przewagi w zasadzie zostało oglądanie widoków.
Ciekaw tylko jestem czy Rafał dostanie przyzwolenie na odjazd w ucieczce i jazdę po etap.
Tadej mogłby wykonać taki gest w stronę swojego przybocznego.

Karol
Karol

Dominuje, wciąż się zagina, ale zobaczymy czy nie lepiej byłoby bardziej oszczędnie jeździć mając taki komfort czasowy z myślą o Tour de France, bo tam może w końcówce zabraknąć tego paliwa

Andrzej
Andrzej

Wszystko byłoby świetnie gdyby nie to że poziom listy startowej pozwala takiemu kolarzowi jak Martinez na walkę o drugie miejsce w Wielkim Tourze.

Krzysiek
Krzysiek

Niestety nie ma walki w Giro,ani o podium,bez emocji

Krzysiek
Krzysiek

Pogacar nie ma z kim się ścigać,Geraint Thomas nie jest w takiej formie co rok temu

Jacek
Jacek

No to teraz kolej na Zgreda. We wtorek, czy w środę? Stawiam na środę.

reko
reko

coś mi się wydaje, że jak czołówka widzi , że Zgred wychodzi na ostatnią zmianę to połowa już wie, że nastąpi to co nieuniknione, a druga się cieszy, że już nie trzeba zaginąć się za Tadkiem i można spokojnie powalczyć o kolejne miejsca.

Przemek
Przemek

Wg mnie taki był plan, jak najwcześniej się zagiąć i zdobyć przewagę nie do odrobienia przez resztę.
Teraz Pogacar już będzie „odpoczywał” kontrolując a może i dając jakieś minimalne zyski rywalom.
Nic się nie będzie zaginał czy próbował coś udowodnić, przygotowania do TDF właśnie się zaczęły.
Co do Majki to jeśli reszta konkurencji zrobi „stypę” za Pog. to będzie miał zielone światło.
Jeśli jednak ostro będą próbować zagrozić Pog. to Majka musi być do końca przy nim.

Cyclist Bielsko
Cyclist Bielsko

Jeśli miałbym dołożyć swoje dwa grosze, to podpisałbym się pod wypowiedzią Pana Przemka i podzielam zdanie.
Majka nie będzie się zaginał po etap, tylko będzie do samego końca w gotowości przy boku Tadeja.
Myślę również, że na tym etapie wyścigu Pogacar będzie jechał dużo bardziej defensywnie, aczkolwiek gdy nadaży się okazja, to na pewno nie odpuści sobie kolejnego etapu.
Tadej Pogacar jest najlepszy na tym Giro.