fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne

Grono bohaterów 83. edycji Tour de Pologne obejmuje nie tylko tych, którzy wygrywali etapy czy zdobywali koszulki. Do takowego bez wątpienia zaliczyłbym bowiem także Taco van der Hoorna, który meldował się w odjazdach na trasie 3. i 5. odcinka, czym bez wątpienia rozkręcał stawkę i przyczyniał się do zdecydowanie większych emocji związanych z przebiegiem rywalizacji w środę oraz piątek. O uciekaniu, ale nie tylko, miałem okazję porozmawiać z 32-letnim kolarzem Lotto Intermarché.

Oglądając listę startową 83. edycji Tour de Pologne zaznaczyłem sobie na czerwono na niej w pierwszej kolejności jedno nazwisko – był nim Taco van der Hoorn. Kolarz Lotto Intermarché od lat imponuje mi swoją aktywną jazdą, choć ostatnie lata były dla niego bardzo trudne. 16-miesięczna przerwa spowodowana wstrząśnieniem mózgu trwająca w latach 2023-24, później problemy m.in. z kolanami sprawiły, że ten od kilkunastu miesięcy nie meldował się w żadnym odjeździe, a obecny sezon rozpoczął dopiero w połowie maja. To już jednak przeszłość – na naszych szosach przesympatyczny, 32-letni Holender ponownie ruszył do przodu, co sprawiło, że pojawiła się okazja do rozmowy z zawodnikiem mającym w swoim dorobku m.in. wygrane etapy Giro d’Italia i BinckBank Tour oraz jednodniówki pokroju Brussels Cycling Classic czy Primus Classic. Czy powrót do uciekania po tak długiej przerwie oznacza, że Taco van der Hoorn znów czuje się dobrze?

Tak, jest już dużo lepiej. Straciłem początek sezonu z powodu kontuzji kolana, miałem jego operację w lutym. Potem miałem jeszcze pewne kłopoty z drugim kolanem, to zatem nie były najlepsze okoliczności do powrotu do peletonu, ale teraz już jest lepiej

— zaczął Taco van der Hoorn, którego momentalnie dopytałem, czy to oznacza, że ten jest już blisko formy, w jakiej oglądaliśmy go np. w latach 2021-22.

Myślę, że moja dyspozycja jest co najmniej tak samo dobra jak wtedy, a może nawet i lepiej niż wtedy. Kolarstwo przyspieszyło od tamtego czasu, ale czuję się dobrze, bo gdyby było inaczej, nie byłoby mnie z przodu. Profile podczas tego wyścigu co prawda nie sprzyjały ucieczkom, ale chciałem chociaż spróbować swoich sił… To były niezłe próby, ale jak to bywa w kolarstwie – czasem się uda, a czasem jednak trzeba uznać wyższość rywali

— kontynuował 32-letni Holender.

Na tym etapie naszej rozmowy przyznałem się już, że jestem nie tylko dziennikarzem, ale i fanem kolarza jeżdżącego dziś dla Lotto Intermarché. Postanowiłem zatem zapytać go czy to, że ucieka aż tak często, to wynik pewnej pasji, miłości do tego, czy też jednak to po prostu jego praca?

Oh [śmiech]. Nie ma w tym aż takiej filozofii. Uciekanie to po prostu coś, co daje mi szanse na zwycięstwa. Moim celem nigdy nie było być w ucieczce – takowym zawsze jest wygrywać. Nie mam szans walczyć ramię w ramię ze sprinterami, wszyscy widzieliśmy co robił tu Jonathan Milan. W górach tak samo, nie jestem tak mocny jak najlepsi górale, ale ta aktywna, mocna jazda od początku do końca to coś, co sprawia, że czasem udaje mi się wygrywać etapy i wyścigi, więc robię po prostu to, co potrafię najlepiej. Tym razem się nie udało, ale możesz być pewien, że będę próbował kolejne razy

— jasno odpowiedział Taco van der Hoorn.

W gronie osób, wśród których się obracam, 32-letni Holender cieszy się naprawdę sporą popularnością, a jego postawa bez wątpienia sprawiła, że ten ma wielu kibiców na całym świecie. Czy zawodnik Lotto Intermarché czuł podczas swojego występu w Tour de Pologne, że tłumy widzów zgromadzonych przy trasie wspierają nie tylko naszych reprezentantów, ale także i jego?

Powiem szczerze, że to jaka atmosfera panuje tu przy trasie, jest naprawdę świetne. Byłem tu już kilka lat temu i wtedy także czuć było, że kibice naprawdę chcą wspierać kolarzy. Wówczas mnie to zaskoczyło, dziś już wiedziałem, że można liczyć na fanów, którzy są naprawdę głośno. Miło ich widzieć, zwłaszcza że dostrzegam, iż niektórzy z nich faktycznie mnie rozpoznają. To zawsze bardzo przyjemna chwila jechać w takim szpalerze ludzi, jaki miejscami się ustawia

— zakończył Taco van der Hoorn.

Podczas tegorocznego Tour de Pologne już nie zobaczymy Holendera w ucieczce – do końca pozostaje nam bowiem tylko jazda indywidualna na czas w Wieliczce. Można jednak wierzyć, że ten jeszcze kiedyś wróci na polskie szosy i ponownie będzie próbował ubiec czy to sprinterów, czy też specjalistów od nieco trudniejszych końcówek. Mający w swoim dorobku 8 zawodowych zwycięstw kolarz Lotto Intermarché niewątpliwie ma patent na wygrywanie i można mu szczerze życzyć tego, by ten kolejny sukces przyszedł prędzej niż później.

Pod Bukovina Resort rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o 83. edycji Tour de Pologne:
Poprzedni artykułEnric Mas o Vuelcie i Tadeju Pogačarze: „Musimy się skupić na sobie”
Następny artykułTour de Pologne 2026: Louis Barré zwycięża w Bukowinie, Christian Scaroni liderem
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze