fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne

Kurz po 83. edycji Tour de Pologne jeszcze nie opadł i nie ma co się temu dziwić – wzbiła go w tym roku w górę nie tylko grupa zawodników reprezentujących najlepsze drużyny świata, ale i setki tysięcy kibiców, którzy na przestrzeni wyścigu zameldowali się przy trasie. To właśnie przebieg zmagań, a także atmosfera przy drogach sprawiły, że tegoroczne zmagania będą tymi, które można będzie wspominać latami. Oto pora na podsumowanie 83. Tour de Pologne.

Za nami jedna z lepszych edycji Tour de Pologne w ostatnich latach, a może i w szerszej perspektywie czasu. Najważniejszy polski wyścig kolarski zerwał z formułą, która prowadziła do pewnej frustracji wśród naszych fanów, a przy tym okazało się, że mimo przejechania przez całą Polskę wciąż można przeszło połowę wyścigu rozegrać w terenie, który pozwalał kolarzom rywalizującym o klasyfikację generalną na toczenie bezpośrednich pojedynków. Tour de Pologne nie napisało się na nowo – to wciąż wyścig dla dynamicznych puncherów, a nie najwybitniejszych górali, ale paradoksalnie wydaje się wręcz, że organizatorzy wreszcie to zaakceptowali i stworzyli widowisko, które nie próbowało być inne niż potencjał naszych dróg. Efekt tego był bardzo pozytywny, a zmagania śledziło się przyjemnie z dnia na dzień. Nim jednak wypunktujemy sobie najciekawsze elementy tegorocznych zmagań, warto wyliczyć tych, którzy zakończyli 83. Tour de Pologne jako zwycięzcy poszczególnych klasyfikacji i nagród:

  • kl. generalna – Marco Brenner (Tudor Pro Cycling Team)
  • kl. punktowa – Marco Brenner (Tudor Pro Cycling Team)
  • kl. górska – Walter Calzoni (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team)
  • kl. najaktywniejszego – Radosław Frątczak (Reprezentacja Polski)
  • kl. drużynowa – Team Visma | Lease a Bike
  • nagroda im. Bjorga Lambrechta – Jan Christen (UAE Team Emirates-XRG)
  • najlepszy Polak – 25. Filip Gruszczyński (Reprezentacja Polski)
Niespodziewany zwycięzca

Do Tour de Pologne została przyklejona w pewnym momencie łatka wyścigu, który odkrywa talenty. Mówi się, że na polskich szosach praktycznie co roku pojawia się kolarz, dla którego wygrana tutaj jest pierwszą w karierze na poziomie UCI World Tour i można to lubić albo nie, ale w tym roku nie było inaczej. Nie oznacza to bynajmniej, że na nasz wyścig przyjeżdżają wyłącznie żółtodzioby – aż 16 z 25 najlepszych zawodników tegorocznej klasyfikacji generalnej miało już w swoim dorobku triumf w najważniejszym cyklu świata, a kolejna trójka dołożyła go właśnie w ramach tej imprezy. Zwycięski Marco Brenner z Tudor Pro Cycling Team udowodnił swoją niesamowitą regularnością, że w pełni zasługiwał na swój sukces, choć by go osiągnąć musiało pokonać wielu kolarzy, o których na co dzień mówi się zdecydowanie więcej.

Natrafiłem też na niejeden wątek o tym, że ujmą jest, iż wygrał u nas kolarz z 2. dywizji, co miałoby być jakimś niezwykłym wydarzeniem. Cóż, być może przed laty faktycznie by tak było, bo niegdyś zdarzały się sezony bez ani jednej takiej imprezy – gdyby przejrzeć wyniki z ostatniej dekady, to triumfatorów z ekip spoza UCI World Touru zanotowały w jej początkowej części tylko Tour of Turkey 2018 (Eduard Prades z Euskadi – Murias) i BinckBank Tour 2020 (Mathieu van der Poel z Alpecin – Fenix). Później było już jednak zupełnie inaczej – w 2024 roku kolarze z 2. dywizji zgarnęli aż 3 generalki – kolejno w Santos Tour Down Under (Stephen Williams z Israel – Premier Tech), UAE Tour oraz Gree-Tour of Guangxi (obie Lennert Van Eetvelt z Lotto Dstny), zaś w 2025 roku Renewi Tour wygrał Arnaud De Lie z Lotto. Tour de Pologne nie jest zatem jakimś niechlubnym wyjątkiem, a i sama ekipa zwycięskiego Marco Brennera, czyli Tudor Pro Cycling Team, jest obecnie na dobrej drodze do tego, by w następnym rozdaniu licencji awansować do najwyższej dywizji.

Król Jonathan Milan

Nim jednak górale doszli do głosu, swoje szanse mieli 3-krotnie sprinterzy. Choć wydawać się mogło, że będziemy świadkami bardzo ciekawie zapowiadającej się rywalizacji pomiędzy Jonathanem Milanem a Paulem Magnierem, którą śmiało można było tytułować rewanżem za Giro d’Italia, to finalnie górą był Włoch z Lidl-Trek, który zgarnął triumf na każdym z trzech tego typu odcinków. Nie była to co prawda pierwsza taka w historii sytuacja, jak usilnie próbowali kibicom wmawiać m.in. skrajnie źle przygotowani merytorycznie spikerzy – w 2011 roku identycznie wyścig otworzył Marcel Kittel, ale ogólnie trzeba oddać rosłemu mistrzowi Włoch, że ten był w Polsce naprawdę w fantastycznej formie, a jego przyspieszenia w końcówkach oglądało się z przyjemnością. Szkoda przy okazji, że klasyfikacja punktowa od lat ma bardzo dziwny system przyznawania punktów, w efekcie czego publiczność w Wieliczce nie miała okazji zobaczyć na podium Jonathana Milana, ale kto wie – może ktoś wreszcie to dostrzeże i w kolejnych latach klasyfikacja, którą spikerzy usilnie nazywali „sprinterską” dodając, że Milan musi już tylko dojechać do mety, by ją wygrać, faktycznie stanie się dedykowana gwiazdom sprintu.

Tydzień miłości do kolarstwa

Czy kolarstwo jest jednym z najpopularniejszych sportów w Polsce? Myślę, że każdy jest w stanie z głowy wymienić niejedną dyscyplinę, która przyciąga więcej widzów czy to na żywo, czy też przed ekrany. Tour de Pologne zdaje się jednak mieć to absolutnie w nosie, czyniąc nasz kraj zakochanym w kolarstwie przez ten jeden tydzień w roku. Przez lata można było śmiać się ze statystyk publikowanych przez organizatorów, z których wychodziło, że przy trasach potrafiło stać więcej osób, niż mieszka w województwach, przez które prowadził wyścig, ale w 2026 roku faktycznie zobaczyliśmy prawdziwe rzesze fanów chcących zobaczyć na żywo gwiazdy peletonu. Regiony, które powróciły na trasę po przeszło dwóch dekadach przerwy, były wyraźnie głodne kolarstwa, a zwłaszcza było to widać na Kaszubach, gdzie w praktycznie każdej wiosce bardzo hucznie witano zawodników. Koła gospodyń wiejskich w strojach ludowych, tysiące rodzin z flagami w rękach, strefy kibica z muzyką na żywo, gorący aplauz przy jednoczesnym uszanowaniu przestrzeni dla kolarzy – taka reklama Polski popłynęła w tym roku w świat i tylko można żałować, że ten śledził w tym czasie głównie Tour de France Femmes, bo obrazki z naszego kraju mogły się naprawdę podobać. Oby w kolejnych latach nasz największy wyścig postawił na odwiedzanie kolejnych regionów, bo widać, że głód kolarstwa jest większy, niż mogłoby się wydawać. Kujawsko-pomorskie, skąd pochodzi przecież Michał Kwiatkowski i wielu innych czołowych polskich zawodników, Warmia i Mazury, Podlasie, Wielkopolska, Mazowsze, region Łodzi i Kielc – kolejne miejsca tylko czekają na peleton i myślę, że atmosfera tam byłaby nie gorsza. Ten rok pokazał, że warto ruszyć tam, gdzie ludzie czekają.

Piękne historie

Z dużą przyjemnością patrzyło się nie tylko na to, co działo się przy szosach, ale i na historie, które pisali uczestnicy 83. edycji Tour de Pologne. Obrazek Stefana Künga płaczącego przed dekoracją, albowiem sukces w Wieliczce był dla niego wielką nagrodą za niezłomność związaną z próbą powrotu do zdrowia po bardzo poważnej kontuzji, obiegł światowe media i tym samym przyciągnął ich uwagę na nasz wyścig. Bart Lemmen, dowódca plutonu w Królewskich Holenderskich Siłach Powietrznych, który odnosi u nas swoje pierwsze zawodowe zwycięstwo to też coś, o czym można było opowiadać długo i z wielką ciekawością. Także i Louis Barré zanotował na polskich szosach swoją premierową wygraną, która była dla niego osłodą za walkę z kontuzją – Francuz połączył niejako opowieści, które stworzyli Szwajcar i Holender. Swój ślad wyścigu pozostawił też uciekający po raz pierwszy od niemal 1,5 roku Taco van der Hoorn czy obecny w akcjach ofensywnych przez 5 dni z rzędu Dries De Bondt – animatorom wydarzeń na trasie należą się wielkie brawa, podobnie jak praktycznie wszystkim reprezentantom Polski, którzy zaznaczali swoją obecność zarówno w odjazdach, jak i walcząc ramię w ramię z najlepszymi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz udało nam się postawić tak dobry pociąg, jak to miało miejsce szczególnie w Koszalinie – Tobiasz Pawlak, Norbert Banaszek i Marceli Bogusławski pokazali się tam z naprawdę świetnej strony i sprawili, że naszą kadrę można było oglądać z dumą. Za tą odpowiedzialny byli także uciekający Radosław Frątczak czy Patryk Stosz, a wreszcie naprawdę udany worldtourowy debiut zanotował Filip Gruszczyński, który w Bukowinie Tatrzańskiej pokazał, że na ciężkich podjazdach stać go na jazdę w tempie najlepszych. To był piękny wyścig, który może z wielu powodów pozostać w pamięci kibiców.

Było bezpiecznie

Często po zakończeniu Tour de Pologne dyskusje dotyczyły nie sportowego widowiska, a negatywnych wydarzeń, które miały miejsce na trasie. W tym roku takowe miało zasadniczo miejsce tylko raz, gdy kolarze przewrócili się na bardzo śliskim zjeździe podczas 4. etapu. Poza tym warto jednak pamiętać, że tegoroczna edycja była zasadniczo bardzo bezpieczna, a fakt, że wszystkie sprinterskie końcówki obyły się bez kraks, mogło naprawdę imponować. Dłuższe proste, szerokie drogi, brak krótkich, krętych rund – to wszystko musiało zadziałać na plus. Co prawda finał w Szczecinie rodził pewne wątpliwości, ale finalnie i tam udało się uniknąć jakichkolwiek negatywnych zdarzeń. Oby ta seria była kontynuowana w kolejnych latach, a może z czasem uda się odkleić pewną łatkę od marki Tour de Pologne. W tym roku bowiem kolarze podkreślali głównie swoje pozytywne zaskoczenie Polską, atmosferą przy trasie i jakością dróg, szczególnie w pierwszej części zmagań.

Wasze przemyślenia

A Wy z czego zapamiętacie 83. edycję Tour de Pologne? Sekcja komentarzy jak zawsze należy do Państwa – zapraszam do kulturalnej, merytorycznej dyskusji.


Wszystko o 83. edycji Tour de Pologne:
Poprzedni artykułRenewi Tour 2026: Szykujmy się na niesamowitą sprinterską batalię
Następny artykułPaula Blasi po TdFF: „Chciałam udowodnić, że Vuelta nie była przypadkiem”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

1. Masa ludzi. I tak jak napisaliście warmia, Mazury, kieleckie – tam też musi zawitać tour.
2. Stawka sprinterska solidna.
3. Stawka pozostała – powtórzę się, to taka liga konferencji, gdzie mniej znani mogą się pokazać na tle dobrych nazwisk, bo dostaną takie szanse. Ma to swój urok. Taki jest termin i trzeba to uszanować. Jak się popatrzy na siłę stawki na Pcs to nie ma tragedii.
4. Można zrobić tour gdzie mamy krótkie ścianki, krótsze niż teraz, aby przyciągnąć np mvdp czy madsa Pedersena, czy innego klasykowca. Tu jednak niektóre podjazdy już robiły robotę. Albo w drugą stronę, zrobić bardziej górski, bo się da. Czekam na remont drogi na przełęcz karkonoska, ale to by była czasowka! (w start wspólny tu średnio wierzę z uwagi na szerokość drogi)
5. Doceniajmy że mamy w Polsce world tour. Kolarze doceniają nasz kraj. Schludnie a drogi już coraz lepsze. Szkoda ze ten 1 etap był skrócony, bo byłoby fenomenalnie.

A na koniec marzenie – jakby Pan Lang chciał wskrzesić szlakiem grodow.. Wyścig miał swoją renomę. Jakby był 2.1 albo chociaż 2.2 to miał by otoczkę medialna, a moglyby nasze drużyny 3 dywizji jechać (plus att liczę jako pół polskie), ale tu łapę trzyma niestety chyba pan Milek.

Alek
Alek

PS. Może jeszcze Bałtyk Karkonosze, grody 2.1 Bałtyk 2.2 ideolo

Z tego co wiem ostatnie 2 sezony Bałtyk Karkonosze byl wpisany w kalendarzu ale nic z tego nie wyszło. W sumie 4 pierwsze etapy to wypisz wymaluj Bałtyk Karkonosze 🙂

Pozdrower!