fot. Tudor Pro Cycling Team

Zwycięzcą klasyfikacji generalnej 83. edycji Tour de Pologne został Marco Brenner. Niemiec z Tudor Pro Cycling Team z pewnością nie był kolarzem wymienianym w pierwszym szeregu faworytów polskiego wyścigu rangi UCI World Tour, ale jego regularność podczas całego tygodnia sprawiła, że to właśnie on mógł unieść ręce ku niebu mając na sobie żółtą koszulkę. 23-latek przed dziennikarzami nie krył, że jest po prostu przeszczęśliwy.

Przed jazdą indywidualną na czas wyliczano wielu kolarzy, którzy mogą powalczyć o zwycięstwo na etapie, a także pewne grono tych, między którymi powinny rozstrzygnąć się losy klasyfikacji generalnej. W tym drugim gronie byli przede wszystkim Jan Christen, Matteo Sobrero, Bart Lemmen i Iván Romeo, choć mówiło się też o takich zawodnikach jak Aleksandr Vlasov, Maximilian Schachmann, Louis Barré czy Finn Fisher-Black. W mojej zapowiedzi nie pomijałem jeszcze Marco Brennera, aczkolwiek przy Niemcu napisałem jasno – to zawodnik, o którego jeździe na czas wiemy ostatnio niewiele, a który dotychczas nie dawał sygnałów, że może tu sięgnąć po zwycięstwo. Czas pokazał, że 23-latek z Tudor Pro Cycling Team był dzisiejszym czarnym koniem, zatem pierwsze pytanie było oczywiste – czy to była najlepsza czasówka w karierze wciąż dość młodego zawodnika?

Krótka odpowiedź brzmi „tak” [śmiech]. Dziś pojechałem po prostu perfekcyjnie

— odpowiedział Marco Brenner, z którego twarzy nie znikał podczas całej rozmowy uśmiech.

Mówi się, że wiara we własny sukces potrafi uskrzydlać. Czy zatem 23-letni Niemiec był przekonany, że naprawdę może wygrać 83. edycję Tour de Pologne? Jak wyglądały jego przygotowania do tego 7. etapu i czy faktycznie jego stawką w głowie kolarza Tudor Pro Cycling Team była pełna pula?

Byłem bardzo zmotywowany przed tą czasówką. Miałem przez to bardzo specyficzną noc, musiałem mocno walczyć o to, by zasnąć, by przespać tyle, ile tylko to możliwe. Wiedziałem, że dziś może się jeszcze wszystko zmienić. Wierzyłem, że mogę zyskać i że ta wygrana jest możliwa. Być może się powtarzam, ale teraz mogę powiedzieć, że za mną perfekcyjny dzień

— kontynuował Niemiec, któremu 7. miejsce w jeździe indywidualnej na czas dało triumf w klasyfikacji generalnej całego Tour de Pologne. Jak będzie teraz wyglądała celebracja tego sukcesu?

Na radość będzie tylko moment, bo dzisiaj w nocy lecę dalej, więc zobaczymy

— zdradził Marco Brenner.

Rozmowa szła dalej, aczkolwiek cały czas brakowało mi jednego pytania. Kolarz Tudor Pro Cycling Team nie był bowiem jednym z głównych faworytów, przyjeżdżając tu miał w swoim dorobku tylko 2 zawodowe zwycięstwa, tj. mistrzostwo krajowe oraz etap Settimana Internazionale Coppi e Bartali (2.1) sprzed dwóch lat, zatem ten sukces trzeba nazwać niespodziewanym. Czy do Marco Brennera dotarło to, czego dokonał, a także jak świetni zawodnicy znaleźli się za jego plecami?

Tak, chyba tak [śmiech]. Jestem tak szczęśliwy, bo właśnie wiem to, czego dokonałem. Przez ostatnie kilka dni byłem bardzo regularny i umocniłem się w przemyśleniu, że stać mnie tutaj na walkę jak równy z równym z każdym z tych rywali. Jednocześnie każdego z tych dotychczasowych dni brakowało mi dosłownie niewiele, czułem jak moje okazje uciekają. Koniec końców nie wygrałem żadnego z etapów, ale moją regularnością wypracowałem sobie to końcowe zwycięstwo w klasyfikacji generalnej. Jestem przeszczęśliwy, że tutaj stoję w żółtej koszulce

— kontynuował Marco Brenner, któremu przypomniałem, że udało mu się także pokonać Jonathana Milana w klasyfikacji punktowej, którą spikerzy wyścigu uporczywie przez cały wyścig nazywali „sprinterską”.

[głośny śmiech] Tak, wygrałem jeszcze tę klasyfikację [śmiech]. To dzięki temu, że każdego dnia byłem wysoko… Czwarty, drugi, trzeci, dzisiaj też w czołowej „10”. Zyskiwałem w ten sposób punkt za punktem i mam również i tę koszulkę, ale jestem dużo szczęśliwszy z tego, że posiadam tę żółtą [śmiech]

— odpowiadał na moje pytanie Marco Brenner, którego wyraźnie udało się rozbawić i tym samym wybić z rytmu nudnej, klasycznej konferencji prasowej.

Jest świadomość sukcesu, wiemy też, że przed czasówką była gigantyczna wiara we własne możliwości. Warto było jednak dopytać także i o moment, w którym kolarz Tudor Pro Cycling Team stwierdził, że ta edycja Tour de Pologne może należeć do niego, że stać go tu coś więcej niż tylko dobre lokaty na etapach?

Chyba było to podczas 2. z trudnych etapów, kiedy pokonał mnie tylko Jan [Christen – przyp. red.]. Dzień wcześniej leżałem w dużej kraksie, nie byłem pewien jak moje ciało na to zareaguje. Nie dawałem jednak za wygraną, spróbowałem czegoś, ruszyłem wtedy na 1,5 kilometra przed metą, dopadłem do Jana w ostatnim zakręcie, wyprzedziłem go nawet, co było pewnym błędem, ale to właśnie wtedy uwierzyłem, że stać mnie tu na wszystko. Dzień później tylko się w tym utwierdziłem i zacząłem wierzyć, że może to będzie podium, może jestem w stanie faktycznie wygrać. Po wczorajszym etapie w mojej głowie było już tylko zwycięstwo

— mówił Marco Brenner, którego dopytano, co było źródłem jego wiary w to, że stać go na sukces po etapie jazdy indywidualnej na czas, przed którą ten miał jednak nieco straty do odrobienia, a i jego przewaga nad kolejnymi rywalami pozostawała niewielka.

W przeszłości nie przejechałem zbyt wielu dobrych czasówek, ale w zespole mocno pracowaliśmy mocno nad moją pozycją na rowerze czasowym. Ostatni raz tak naprawdę dobrze czułem się w tej konkurencji lata temu, ale teraz mogę powiedzieć, że wróciłem, znów jestem mocny, być może mocniejszy niż kiedykolwiek

— kontynuował Marco Brenner.

Próbowałem dziś policzyć ile przeprowadziłem wywiadów podczas 83. Tour de Pologne i wniosek był taki, że miało ich miejsce naprawdę wiele. Jednocześnie w sporej części z nich padało pytanie o to jak zawodnikom podoba się w Polsce, jak oceniają kibiców oraz sam wyścig, a w odpowiedzi praktycznie zawsze padały miłe słowa. Jaki był zatem taki najlepszy moment dla Niemca podczas tej imprezy?

Szczerze? Dla mnie najprzyjemniejszym momentem na wyścigu był wczorajszy etap, kiedy wokół było naprawdę pięknie, przy trasie stała masa bardzo entuzjastycznie nastawionych osób, nie tylko wobec gospodarzy, ale chyba wszystkich zawodników. Byłem już u Was w 2022 roku, miałem z tym wyścigiem dobre wspomnienia, szukałem okazji, by tu wrócić. Etapy, wyścig, to była dobrze zorganizowana edycja

— chwalił Polskę i organizatorów zwycięzca 83. Tour de Pologne, którego dopytałem, czy to oznacza, że widzimy się za rok.

[śmiech] Nie wiem, może? Fajnie by było stanąć do obrony tytułu, ale wiadomo, że wszystko zależy od programu mojego zespołu. Chyba nie będzie jednak tajemnicą jeśli powiem, że chciałbym tu wrócić

— zakończył Marco Brenner.

Patrząc na to, jaki styl jazdy zaprezentował kolarz Tudor Pro Cycling Team, pozostaje powiedzieć „zapraszamy”. 23-latek atakował już na etapie do Karpacza, potem przeskakiwał i walczył do końca na Kocierzu, by i w Bukowinie Tatrzańskiej zaznaczyć swoją obecność. To właśnie takich kolarzy potrzeba temu wyścigowi i bardzo dobrze, że aktywna jazda została nagrodzona tym najcenniejszym trofeum – statuetką za wygraną w klasyfikacji generalnej 83. Tour de Pologne.

W Wieliczce ze zwycięzcą 83. edycji Tour de Pologne rozmawiał Jakub Jarosz.


Wszystko o 83. edycji Tour de Pologne:
Poprzedni artykułTour de France Femmes 2026: Demi Vollering bierze wszystko, Kasia Niewiadoma 2. w generalce
Następny artykułKatarzyna Niewiadoma: „Taka przeciwniczka jak Demi motywuje mnie, by stać się silniejszą”
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze