Jonas Vingegaard pewnie zmierza po zwycięstwo w Giro d’Italia, ale lider klasyfikacji generalnej podkreśla, że wyścig wciąż nie jest rozstrzygnięty. Duńczyk przyznał również, że już teraz myśli o swoim drugim wielkim celu sezonu – Tour de France.
Do końca Giro pozostało sześć etapów, a Vingegaard ma komfortową przewagę nad rywalami. Mimo to lider wyścigu zachowuje ostrożność.
– Nie uważam, że wyścig jest już skończony. Wszystko może się wydarzyć – mogę mieć słabszy dzień, mogę się przewrócić albo zachorować. Nigdy nie wiadomo
– powiedział Duńczyk podczas konferencji prasowej.
Kolarz Team Visma | Lease a Bike przyznał, że początek wyścigu był dla niego trudniejszy ze względu na przeziębienie, które najmocniej odczuwał przed i po dniu przerwy. Teraz jednak uważa, że problem całkowicie zniknął.
– Myślę, że dwa dni temu pokazałem, że choroba nie ma już na mnie żadnego wpływu
– zaznaczył.
Lider Giro zdradził także, że choć zamierza walczyć o kolejne etapowe zwycięstwa, jego zespół nie planuje atakować każdego dnia.
– Właśnie dlatego nie jadę na sto procent na każdym etapie. To mogłoby kosztować mnie więcej energii, niż jest to potrzebne. Oczywiście myślimy długofalowo o Tour de France. Ale jednocześnie jestem tutaj i chcę uszanować ten wyścig. Mam różową koszulkę i chciałbym wygrać etap właśnie jako lider Giro
– wyjaśnił Vingegaard.
Dwukrotny zwycięzca Tour de France uważa, że start w Giro może pozytywnie wpłynąć na jego dyspozycję podczas lipcowego wyścigu we Francji.
– W ostatnich latach zauważyłem, że po ukończeniu jednego Wielkiego Touru mój poziom w drugim jest jeszcze wyższy. Na to właśnie liczymy przed Tour de France
– tłumaczył.
Vingegaard ocenił również swoją aktualną formę.
– Szczerze mówiąc, jestem w bardzo dobrej dyspozycji. Nadal wierzymy jednak, że mogę jeszcze poprawić formę przed Tour de France. Jestem już bardzo blisko swojego najwyższego poziomu
– podsumował Duńczyk.
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Podsumowanie 1. tygodnia wyścigu
- Wszystkie artykuły







Naprawdę tak powiedział?
Te wypowiedzi są dość…pyszałkowate.
„..nie jadę na sto procent na każdym etapie.” ..”jestem tutaj i chcę uszanować ten wyścig”
JV najwyraźniej pomylił nonszalancję z klasą.
Powiem tak…nie rób mnie-pasjonatowi kolarstwa łaski.
Jonas nie mówił czasami przed Giro , że jest w swojej najlepszej formie? A teraz znów zbliża się do najwyższej dyspozycji? Albo czegoś nie zrozumiałem albo Vini coś kręci.
Mam dwie wspólne płaszczyzny z (cytujac naszych komentatorów) Jonasem Vinigo 🙂
pierwsza – ja też już powoli myślę o Tour de France
druga – mam takie same szanse na wygranie 🙂
Myślał indyk…
Łukasz na Twoim miejscu przynajmniej dopuszczalbym możliwość, że Jonasz może wygrać, bo może Cię spotkać bardzo niemiłe rozczarowanie. Dalej pewnie raczej stawiałbym finalnie na Tadka, ale przecież pokazuje tutaj nielichą moc, i to nie jadąc na 100% czy też jadąc z jakąś chorobą. Skreślanie go na starcie 3 tyg wyścigu zakrawa o jakieś myślenie życzeniowe (choć nie wątpię, że rzeczywiście „nie życzysz” mu zwycięstwa ;)).
Jonas pięknie podsumował, co było wiadome, ale nikt głośno o tym nie mówił. Mianowicie taki Pogacar czy Jonas, jak nie jadą w jednym wyścigu to potrzebują zużyć około 70-80% energii by zdominować takie Giro czy Vuelte. Poziom tych wyścigow jest po prostu słaby, gdy na starcie nie ma tych dwóch i nudny gdy nie ma Remco, Primoża i dwóch trzech innych kolarzy, których nazwisk nie pamiętam, bo zapamiętuje się tylko mistrzów.
@love_velo
Każdy czyta to, co chce. Ty np. wydumałeś sobie coś, czego ja w ogóle tu nie widzę. Rozumiem, że „nie lubienie Jonasa” jest odczytywane tutaj jako coś „w dobrym guście” (ja odrzucam tego typu owczy pęd), ale zarzucanie mu nonszalancji i braku klasy, bo powiedział, że nie jedzie na 100% wystawia Cię na lekką śmieszność (bez urazy)… W rywalizacji sportowej zasadniczo chodzi o to, by być lepszym od rywali – skoro np. 80% wystarcza, to po co ma się zarzynać? To jest przecież jego praca – a kto nie lubi, by tak zrobić, żeby zarobić, ale się nie narobić (czy jak to tam szło) ;). Przynajmniej jest szczery – wolę już tego typu postawę, niż wypowiedzi pewnego sympatycznego pana, z których prawie każda wygląda jakby przeszła przez filtr marketingowy i PR-owy…
Hehe, gość na każdym kroku powtarza te kocopoły w stylu „wyścig nie jest rozstrzygnięty, wszystkie się może zdarzyć” a hejterzy i tak mu będą zarzucać brak klasy czy nonszalancję. Rozumiem, że dla was największą klasą by było, jakby zakończył karierę, zamiast próbować (bo w ostatnich latach to już niestety tylko próby) psuć nastrój kochanemu Tadziowi :D.
Chciałem zauważyć, że na forum pojawił się drugi Łukasz. Osobiście lubię i szanuję Viniego, ale to jak jeździ sprawia, że zazwyczaj chce mi się spać.
Konkurencja była słaba …nie mam z kim przegrać, chyba, że „..mogę mieć słabszy dzień, mogę się przewrócić albo zachorować.” — takie stwierdzenie nie dodaje chwały zwycięstwu; prawdziwa siła nie potrzebuje umniejszania innym.
Klasa zwycięzcy polega na tym, by docenić rywali, nawet jeśli nie stanowili wielkiego wyzwania.
A JV zachowywał się tak, jakby robił łaskę, sugerując, że może jeszcze wygra kolejny etap — jeśli tylko będzie mu się chciało wysilić, że wygrana to dla niego drobiazg, którym zajmie się tylko wtedy, gdy uzna to za warte zachodu, no bo przecież myśli „długofalowo”.
Adam
Ja nie „nie lubię Jonasa”, ja go lubię, ale cytując: „ nie…na sto procent …. To mogłoby kosztować mnie więcej energii, niż jest to potrzebne.”
@love_velo
Wyciągasz, moim zdaniem, zbyt daleko idące wnioski, na podstawie jakichś tam rzuconych na konferencji, standardowych formułek (szczerze to wątpię, żeby nawet przez głowę mu się przewinęło to, co mu tu zarzucasz – choć żaden z nas w głowie mu nie siedzi, wiec do końca nie wiemy)… Twoje prawo, ale ja nie będę z tym dyskutował.
„mogę mieć słabszy dzień, mogę się przewrócić albo zachorować.” – takie stwierdzenie nie jest pyszałkowate. Oznacza, że, owszem, zdaje sobie sprawę z tego, że jego przewaga jest spora, ale wyścig jeszcze się nie skończył i wszystko może się zdarzyć. Po prostu nie chce, żeby już go ogłaszano zwycięzcą. Ja tu raczej widzę pokorę, niż pyszałkowatość, ale doskonale wiemy, że czegokolwiek on by nie powiedział, to zawsze to dla niektórych będzie złe.
Wczoraj pewien „kibic” na jednej z Facebookowych grup pozwolił sobie na typowe wynurzenia antyfana – no fajnie, że wygrał, ale co z tego, skoro go to nie podnieca, bo on nie uśmiecha się na trasie do kibiców, nie macha do nich… Kuźwa, jest kolarzem, czy małpą w cyrku do zabawiania gawiedzi?
Jeżeli można coś zarzucać Jonasowi, to na pewno nie to, że nie szanuje rywali. On ani nie powie im „f*ck off” podczas wyścigu, ani nie wyskoczy, że chował się z kolegą w krzakach i czekał na peleton, bo mu się nudziło. W peletonie go lubią i szanują, dlatego prosili go, by rozmawiał z organizatorami wyścigu. Nie powiedział nigdy, że tak naprawdę to 99% peletonu go nie obchodzi i zapomni o nich zaraz po zakończeniu kariery.
Być może wygra jeszcze jeden etap, naprawdę nie sądzę, że chciałby jechać po więcej. Powiedział zresztą, że nie chce być chciwy, zachłanny i inni (czytaj ucieczka, bo przecież nie odda etapu Gallowi, Hindleyowi czy Arensmanowi, żeby to „dobrze wyglądało”) też powinni mieć szansę coś wygrać. Ale jeśli wszystko dobrze się ułoży – będzie się dobrze czuć, a ucieczka nie będzie za mocna, drużyna nie będzie musiała zbytnio się męczyć goniąc ją, to może jeszcze spróbuje. Myśli już o tym, że czeka go jeszcze Tour, no i co w tym złego?
Nie musi już niczego robić w tym Giro, ale pewnie zrobi. Pewnie i tak wszyscy stwierdzą, że to nudne, robotyczne i nieinspirujące, bo ani nie atakuje od podnóża podjazdu, ani nie atakuje na 40 km do mety. Ludzie dzisiaj nie lubią, kiedy ktoś myśli, wszystko musi być na yolo. Wszyscy muszą być jak Koza.
Chciał wygrać w koszulce lidera, bo podchodzi poważnie do tego wyścigu. Tak, wygranie w koszulce lidera to uhonorowanie, uszanowanie wyścigu – organizatorów, kibiców. Mógłby już nic nie robić, odkąd wyszedł na prowadzenie w „generalce”, ale chciał coś zrobić, więc to zrobił. Gdyby tego nie zrobił, byłby nudny i wiózł się na kole innych, kiedy to robi jest pyszałkowaty… tak źle i tak niedobrze.
Out
trochę nagiąłeś moją wypowiedź.
Nie chodzi o to, że wygrywanie przez JV jest pyszałkowate.
Pyszałkowate staje się dopiero wtedy, gdy mówi, że mógłby wygrać z większym wysiłkiem, ale nie musi, bo i tak wszystko kontroluje i myśli oTdF.
To „altruistyczne rozdawanie zwycięstw”, przedstawiane jako brak zachłanności, brzmi raczej jak udzielanie litościwej łaski. A na politowanie nie zasłużył żaden kolarz, który z nim rywalizuje. Tym bardziej nie zasłużył na nią kibic.
JV pokazał klasę, kiedy poczekał na TP po upadku i to wolę o nim zapamiętać
Wszyscy widzimy, że rywale są słabsi. Nie trzeba nam tego tłumaczyć.
Pointa:
Ja nie oczekuję reżyserowanego z siodełka wyścigu — ja oczekuje ścigania się na serio.
Wrestling – to rodzaj rozrywki sportowej, posiadającej elementy sportu walki i spektaklu, kolarstwo to twardy sport…tak mi mówili.