Po wielu dniach spędzonych na wschodnim i zachodnim wybrzeżu Włoch, kolorowa karawana 109. edycji Giro d’Italia oddali się od morza i skieruję w stronę gór. Piątkowy etap nie będzie miał jednak górskiego charakteru, albowiem przed nami dzień, który można by skwitować jednym słowem – transfer. Ten, choć w większości płaski, nie będzie jednocześnie dedykowany sprinterom, a wszystko za sprawą 5-kilometrowego podjazdu w samej końcówce.
Po ponad tygodniu codziennego pisania o włoskich wybrzeżach i analizowania wiatru mogącego powiać od morza, pora pożegnać się z morskimi klimatami, a udać na północ Italii. Start ugości dziś Alessandria – miasto z przeszło 850-letnią historią, którą w sporej części napisały militarne wydarzenia związane ze strategicznym położeniem pomiędzy Ligurią, Lombardią i Piemontem. W piątek kolarze udadzą się do tego ostatniego, a gospodarzem mety będzie niezwykle malownicza, żyjąca m.in. z turystyki Verbania. Dzisiejszy odcinek będzie miał charakter transferu na północ Włoch, podczas którego zawodnicy pokonają zaledwie 1400 metrów przewyższenia. Niestety, przynajmniej z punktu widzenia sprinterów obecnych w stawce, te nie będą rozłożone równomiernie na niemal 190-kilometrowym dystansie, a zostały skumulowane w końcówce na górskich premiach w Bieno (2,4 km; 5,5%) i Ungiasce (4,7 km; 7,1%). Z tej drugiej do mety pozostanie tylko 13,3 kilometra, a zatem prawdopodobnie za mało, by do walki o etapowy triumf powrócili najszybsi zawodnicy. Z drugiej jednak strony nie można wykluczać, że sfrustrowany dwoma porażkami Movistar Team tym razem nie narzuci wysokiego tempa na podjazdach, a wówczas kto wie – może i sprinterzy zdołają się zagiąć z myślą o finiszu w Verbanii? Oglądanie całego etapu będzie prawdopodobnie ciekawe wyłącznie dla fanów pięknych widoków, ale już sama końcówka, tak od około 16:30, może być naprawdę emocjonująca.
Oto, co na temat 13. etapu 109. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
13. etap (22.05, piątek): Alessandria – Verbania (189 km | 1400 m)
Piątkowy etap można by śmiało nazwać „miniaturowym Mediolan-San Remo”. Przez większość 189-kilometrowego odcinka nie będzie się działo bowiem zupełnie nic, by w końcówce peleton musiał się zmierzyć ze wspinaczkami pod Bieno (2,4 km; 5,5%) i Ungiascę (4,7 km; 7,1%). Ze szczytu tej drugiej do mety pozostanie zaledwie 13 kilometrów – prawdopodobnie za mało, by ci, którzy stracą kontakt z peletonem mogli powrócić, przejść na czoło i włączyć się do walki w finałowym sprincie. A może do tego w ogóle nie dojdzie? Verbania, miasto narodzin Filippo Ganny, było już świadkiem wielu ciekawych rozstrzygnięć, a podczas ostatniej wizyty peletonu Giro d’Italia, która miała miejsce w 2015 roku, na solo triumfował tam Philippe Gilbert.




Pogoda
Przed nami kolejny dzień z piękną aurą – na niebie ma świecić słońce nie zasłaniane choćby jedną chmurą, wiatr ma pozostawać na niewyczuwalnym poziomie, a temperatury mogą osiągać nawet do 30 stopni Celsjusza. W ruch zatem ponownie pójdą bidony z wodą i woreczki z lodem, ale sam wpływ pogody na rywalizację powinien pozostawać na marginalnym poziomie.
Faworyci
Zważywszy na ulokowanie podjazdów stosunkowo niedaleko mety należy się spodziewać, że albo zobaczymy finisz ze zredukowanego peletonu, albo też ktoś zdecyduje się na atak na ostatnich kilkunastu kilometrach. W tym pierwszym scenariuszu w walce o etapowy triumf liczyć powinni się ci sami zawodnicy, co podczas odcinków nr 4 i 12, a zatem wytrzymali sprinterzy i dynamiczni specjaliści od mniejszych podjazdów tacy jak Orluis Aular (Movisar Team), Jhonatan Narváez (UAE Team Emirates – XRG), Ben Turner (Netcompany INEOS), Guillermo Thomas Silva (XDS Astana Team), Toon Aerts (Lotto Intermarché), Francesco Busatto (Alpecin-Premier Tech), Corbin Strong (NSN Cycling Team), Edoardo Zambanini (Bahrain-Victorious) czy Andrea Raccagni Noviero (Soudal Quick-Step). Rzecz jasna nie można wykluczyć, że tym razem nie znajdzie się ekipa chętna do przesiania peletonu, a wówczas piątkowe podjazdy mogą przetrwać i zafiniszować najlepsi sprinterzy tacy jak Paul Magnier (Soudal Quick-Step), Jonathan Milan (Lidl-Trek) czy Ethan Vernon (NSN Cycling Team). Raczej nie spodziewałbym się, że do finiszu dotrwa Dylan Groenewegen (Unibet Rose Rockets) czy zmagający się z chorobą Tobias Lund Andresen (Decathlon CMA CGM Team), aczkolwiek nie można i o nich całkowicie zapominać.
Kto wie, być może jednak okaże się, że nie wszyscy będą chcieli czekać na finisz, a na podjazdach zobaczymy skoki z peletonu. Do mety będzie stosunkowo blisko, zatem nawet i solowa akcja może zakończyć się powodzeniem, a jeśli zawiąże się większa grupka skora do współpracy, to jej dogonienie będzie szalenie trudne. W takowym ataku widziałbym przede wszystkim Giulio Ciccone (Lidl-Trek) i Jana Christena (UAE Team Emirates-XRG), aczkolwiek wraz z nimi zabierać mogą się próbować tacy kolarze jak Christian Scaroni (XDS Astana Team), Simone Gualdi (Lotto Intermarché), Florian Stork (Tudor Pro Cycling Team) czy nawet jeżdżący bardzo aktywnie Ben O’Connor (Team Jayco AlUla) bądź coraz odważniejszy i wciąż nie do końca pilnowany przez rywali Afonso Eulálio (Bahrain – Victorious). Oczywiście wizja tego ostatniego w akcji ofensywnej jest bardzo życzeniowa, ale bądźmy szczerzy – kto z nas nie chciałby, by niesiony różową koszulką Portugalczyk jeszcze raz nie zagrał na nosie reszcie stawki i nie zrobił czegoś szalonego?
Harmonogram
Start etapu: 12:55
Prognozowany finisz: 17:00-17:25
Transmisja TV: 12:30-17:45 (Eurosport 1 oraz HBO Max/Player z komentarzem duetu Adam Probosz/Dariusz Baranowski)
Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
- Trasa wyścigu
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Program transmisji telewizyjnych
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Podsumowanie 1. tygodnia wyścigu
- Wszystkie artykuły










Szkoda, że nie ma zapowiedzi Pani Oli Górskiej.
Autor tego artykułu pisze konkretnie i ciekawie. Nie ma co narzekać.
Dokładnie Pan Jakub jak najbardziej na plus
Pan Jakub na plus, ponadto stali czytelnicy dobrze wiedza, że z Panem Nadredaktorem lepiej nie zadzierać, więc mało kto się odważy na krytykę, jak to niestety nadmiernie często się zdarzało u Pani Aleksandry (mam tylko nadzieję, że nie z tego powodu przestała pisać).
Jeśli uda się odczepić Magnier a Narvaez znów zafiniszuje w czołówce, to Ekwadorczyk może przejąć koszulkę punktową.
Dobry artykuł ale umieszczenie w gronie faworytów Paul Magnier (Soudal Quick-Step), Jonathan Milan (Lidl-Trek) czy Ethan Vernon to science-fiction.
Jacku , ja nie żałuję . Pani Ola powinna sie zająć beletrystyką , a nie opisem tras kolarskich , szansami faworytów itp.
@Łukasz @Maciej @Don @Jakub Jarosz
Długo się zastanawiałem, czy napisać to, co napisałem, choćby z szacunku do P. Jarosza, którego broń Boże nie chcę krytykować – według mnie jest staranny, pisze całkiem w porządku. Ale w końcu stwierdziłem, że nie mogę przemilczeć tego, że P. Ola nie pisze. Mamy (my, czytelnicy, i komentujący) różne zdania i różne potrzeby. Tak, jak lubimy różne jedzenie, książki, muzykę, tak też każdemu z nas odpowiada inny styl pisania. Ja akurat uwielbiam styl P. Oli, a poza tym jej wiedza o kolarstwie, intuicja, zmysł analityczny, są dla mnie niezrównane.
Panie Jakubie, proszę nie mieć mi za złe – szanuję Pana, ale jednak P. Ola to dla mnie inny świat ☺️.