fot. Giro d'Italia

Podczas 12. etapu Giro d’Italia rywalizacja przebiegała całkowicie pod dyktando kolarzy Movistar Team. Ci jednak nie zachowali wystarczająco sił, by kontrolować wydarzenia na ostatnich kilometrach, kiedy to na solową akcję zdecydował się Alec Segaert. Belg z Bahrain-Victorious planował swój skok, a ten okazał się być strzałem w „10”. 23-latek ubiegł peleton, a sukces to był dla niego niezwykle cenny – dla czwartkowego triumfatora to było pierwsze w karierze zwycięstwo na poziomie UCI World Tour.

Gdy zapowiedź 12. etapu Giro d’Italia otrzymywała tytuł „Déjà vu” spodziewałem się, że możemy zobaczyć bardzo podobny przebieg rywalizacji do tego, który miał miejsce w trakcie 4. odcinka. Czas pokazał, że faktycznie tak się stało, a Movistar Team ponownie postanowił dokonać istnej rzezi sprinterów narzucając mordercze tempo na Colle Giovo (11,4 km; 4,2%) i Bric Berton (5,5 km; 5,9%). Z czasem do współpracy z hiszpańską ekipą włączyły się także EF Education – EasyPost i NSN Cycling, ale w ogólności brakowało w peletonie zespołu, który faktycznie dysponowałby dużą siłą i pociągiem mogącym skontrolować wydarzenia na ostatnich kilometrach. Skorzystać z tego postanowił Alec Segaert – kolarz Bahrain-Victorious dokładnie zaplanował sobie swój atak, dostał na niego zielone światło od drużyny, a następnie zdołał zrealizować swój plan w 100% zostając zwycięzcą etapowym. 23-latek nie krył na mecie w Novi Ligure swojej ogromnej radości z najważniejszego kolarskiego sukcesu w karierze.

To szaleństwo. Zawsze staram się coś planować przed każdym etapem, szukając, gdzie są jakieś możliwości, a dziś dostałem zielone światło od zespołu. Wszystko poszło zgodnie z planem i zostałem nagrodzony tak wielkim zwycięstwem – to właśnie to, o chodzi w kolarstwie! Giro to dla mnie wyjątkowy wyścig i bardzo chciałem tu wygrać etap. Nie byłem do końca zadowolony z jazdy indywidualnej na czas, ale w kolarstwie chodzi też o emocje. Czasami człowiek ma gorszy dzień i musi się odbić. To nie pierwszy raz, kiedy musiałem to zrobić, a dla takiej nagrody się to wszystko robi

— opowiadał Alec Segaert, do którego nie do końca docierała skala sukcesu, jakiego udało mu się dokonać ubiegając peleton i sięgając po 1. w karierze zwycięstwo na poziomie UCI World Tour.

Myślę, że wciąż potrzebuję czasu, żeby zrozumieć, co się stało. Właśnie otworzyłem telefon i zobaczyłem wszystkie wiadomości, a stojąc tu z medalem, rozumiem, że dokonałem czegoś wielkiego. Oczywiście, będę to pamiętał przez długi czas. Wczoraj wieczorem mieszkałem z Afonso i żartowałem z dziewczyną z mojego „różowego współlokatora”. Powiedziała mi, że może to doda mi energii na następny dzień i wygląda na to, że… jakby to zadziałało

— żartował wciąż niedowierzający w swoje zwycięstwo Alec Segaert.

Dla całej ekipy Bahrain-Victorious czwartek był wyjątkowo udanym dniem. Nie dość, że ich zawodnik sięgnął po wygraną na etapie, to jeszcze Afonso Eulálio zgarnął 6 sekund bonifikaty na kilometrze Red Bulla i tym samym Portugalczyk umocnił się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej. Piątkowy odcinek nie powinien w tej materii przynieść wielkich zmian, a kto wie – może nawet obecny lider wyścigu zdoła ponownie zgarnąć coś dla siebie? Rywale zdają się jechać pod tym względem skrajnie pasywnie dając prowadzącemu od ponad tygodnia Afonso Eulálio sporo przestrzeni do szaleństw.


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułMocna lista drużyn 4. Tour de Pologne Women
Następny artykułW stronę gór – zapowiedź 13. etapu Giro d’Italia 2026
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze