fot. Giro d'Italia

Pora przekroczyć półmetek 109. edycji Giro d’Italia. 11. etap włoskiej trzytygodniówki zapowiada się szalenie zagadkowo – to jedna z tych tras, na których wydarzyć może się prawie wszystko. Przebieg środowych zmagań bardziej niż od tego, co przygotowali organizatorzy, będzie zależał od tego, jak trudności wykorzystać zdecydują się kolarze. Z jednej strony jest opcja na „2 wyścigi” i ciszę pomiędzy faworytami, z drugiej jednak ktoś może zechcieć zmienić lidera wyścigu czy urwać tych, którzy aktualnie czują się nieco gorzej. To zapowiada bardzo ciekawy dzień podczas La Corsa Rosa.

109. edycja Giro d’Italia nie przestaje kierować się na północ Włoch, a w środę kolarze opuszczą Toskanię i udadzą się do Ligurii. Ponownie patrząc na mapę można będzie stwierdzić, że mamy do czynienia z nadmorskim etapem, ale jest to tylko złudzenie – tym razem bliskość wybrzeża nie będzie oznaczała kręcenia na poziomie morza, a na trasie znajdzie się sporo podjazdów. Start ugości Porcari, czyli miasto znane przede wszystkim z mocno rozwiniętego przemysłu papierniczego, meta zaś zlokalizowana została w Chiavari – kolejnym mieście z bogatą historią i piękną architekturą. To oznacza, że i tym razem fani malowniczych widoków będą ukontentowani, choć jest spora szansa, że i osoby uruchamiające transmisje z kolarstwa wyłącznie dla sportowych emocji znajdą powody do zadowolenia. 11. etap to jeden z tych odcinków, w których drzemie ogromny potencjał – choć przed wyścigiem ten wyglądał na dedykowany uciekinierom, to przy obecnym układzie sił w peletonie istnieje niezerowa szansa na to, że ktoś spróbuje wykorzystać dzisiejsze trudności do powiększenia różnic w klasyfikacji generalnej.

Przed blisko 2 godziny po starcie na trasie praktycznie nie będzie podjazdów, a to oznacza, że walka o obecność w odjeździe dnia może być naprawdę długa, intensywna i rozgrywająca się na dość wysokich prędkościach, zaś na czele potencjalnie znajdą się nie tylko specjaliści od wspinania się, którzy docelowo powalczą o etapowy triumf, ale i kolarze, którzy będą chcieli ich wspierać oraz ci, którzy po prostu zdecydują się pokazać. Po ponad 80 kilometrach premierową trudnością będzie niekategoryzowane Pieve dei Santi Stefano e Margherita (2,5 km; 5,5%), a chwilę później kolarze wjadą na La Foce (2,6 km; 6,8%). Jeśli chodzi o górskie premie, to za półmetkiem niemal 200-kilometrowego etapu zawodnicy wjadą na Passo del Termine (7,4 km; 4,9%), by po krótkim zjeździe czekała na nich Colle di Guaitarola (9,9 km; 6,2%). To już wspinaczka z niemałym potencjałem na rozruszanie stawki – 10 kilometrów bardzo regularnego podjazdu może wejść w nogi kolarzom zmęczonym trudami wyścigu bądź zmagającym się z problemami zdrowotnymi. Następnie nieco prostszy fragment trasy zaprowadzi peleton do Colla dei Scioli (5,7 km; 6,3%), którego średnie nachylenie zaniża początek – ostatnie 2400 metrów ma średnio aż 9,3%. Również i Red Bull KM został ulokowany na podjeździe – ten ma 4,6 km o średnim nachyleniu 6,4%. Z jego szczytu do mety pozostanie tylko 12,5 kilometra, na których znalazł się jeszcze ząbek Piazzale Rocca (900 m; 4,8%).

Taka trasa na pozór powinna sprzyjać ucieczce, ale warto pamiętać jak wygląda aktualny rozkład sił w peletonie 109. Giro d’Italia. Z jednej strony na półmetku liderem pozostaje Afonso Eulálio (Bahrain – Victorious), którego przewaga może coraz bardziej niepokoić część ekip – taki etap może być zatem okazją do sprawdzenia Portugalczyka. Z drugiej strony świetnie dysponowany w 1. tygodniu Felix Gall (Decathlon CMA CGM Team) po czasówce wypadł z podium, zatem jeśli tylko ten poczuje żądzę rewanżu, to kto wie – może już w środę francuski zespół zdecyduje się podkręcić tempo i powiedzieć „sprawdzam” w stronę rywali Austriaka. Wreszcie warto pamiętać, że aktualnie chorują obaj liderzy Red Bull – BORA – hansgrohe, tj. Jai Hindley i Giulio Pellizzari, a choć zapewne nikt nie powie przed kamerami, że chce z tego skorzystać, bo byłoby to odebrane jako niesportowa postawa, to jednak większość stawki powinna mieć świadomość, że to dobra okazja do nadrobienia nieco nad Australijczykiem i Włochem, którzy w 3. tygodniu mogą być szalenie groźni. A może po prostu zawiąże się duży odjazd, w którym znajdzie się jeden z wysoko sklasyfikowanych „drugich noży”, co zmusi resztę do szybkiej jazdy? Opcji jest zatem naprawdę multum, choć oczywiście nie można wykluczać, że po prostu dość wcześnie zawiąże się ucieczka, a reszta stawki stwierdzi, że to nie jest dzień na szaleństwa, a z walką czekamy do soboty. Z punktu widzenia emocji to byłaby najgorsza opcja, choć niestety ta jest cały czas całkiem prawdopodobna.

Oto, co na temat 11. etapu 109. edycji Giro d’Italia napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

11. etap (20.05, środa): Porcari – Chiavari (195 km | 2850 m)

Gdybym poprosił sztuczną inteligencję o wygenerowanie „etapu dla uciekinierów”, to prawdopodobnie otrzymałbym profil bardzo podobny do tego, jaki zobaczymy podczas 11. etapu. 3 górskie premie w drugiej części dystansu nie są na tyle wymagające, by do walki między sobą przystąpili faworyci klasyfikacji generalnej, jednocześnie dość wątpliwym jest, by w takim terenie ktokolwiek próbował kontrolować odjazd i dążył do finiszu z głównej grupy. Płaski początek tymczasem może sprawić, że przez pierwszą godzinę zawodnicy przejadą przeszło 50 kilometrów, bo walka o obecność w ucieczce dnia powinna być tu bardzo intensywna.

Salita/Climb Scioli Tappa 11 Giro d'Italia 2026

Salita/Climb RedBull Tappa 11 Giro d'Italia 2026

Ultimi km/Last km Tappa 11 Giro d'Italia 2026

Pogoda

Ponad 20 stopni Celsjusza, słońce, praktycznie brak wiatru – po wielu gorszych dniach kolarze biorący udział w 109. edycji Giro d’Italia doczekali aury, przy której ściganie powinno być przyjemnością. Ta zatem najprawdopodobniej w żaden sposób nie będzie wpływała na przebieg rywalizacji.

Faworyci

Na takim etapie jak ten uciekaniem powinno być zainteresowane pół peletonu i nie zdziwię się, jeśli w odjeździe faktycznie będzie kilkudziesięciu kolarzy. Oczywiście część ekip całkowicie odda się wspieraniu swoich liderów, ale te, które nie walczą już w generalce bądź podchodzą do niej nieco luźniej, powinny mieć swojego przedstawiciela, a może nawet kilku w ucieczce dnia. Przede wszystkim aktywności spodziewałbym się po UAE Team Emirates – XRG, które tak naprawdę do przodu może chcieć wysłać całą piątkę zawodników pozostających w stawce – Jhonatan Narváez, Jan Christen czy Igor Arrieta powinni się świetnie odnaleźć w takim terenie, a i Mikkel Bjerg oraz António Morgado mogą spróbować swoich sił. Podobnej taktyki spodziewałbym się po XDS Astana Team, gdzie o kolejny etapowy triumf pokusić może się Guillermo Thomas Silva, a i nie bez szans na takowy są przecież m.in. Christian Scaroni i Diego Ulissi. Stratą w klasyfikacji generalnej nie bez powodu w ostatnich dniach łapał też Giulio Ciccone – kolarz Lidl-Trek może ruszyć w takim terenie by poszukać swojego momentu chwały.

W ucieczce dnia z pewnością zameldują się też kolarze EF Education – EasyPost – tu widziałbym z przodu bardzo aktywnego Darrena Rafferty’iego czy Jardi Christiaana van der Lee. Ponadto do odjazdu zabrać spróbować mogą się tacy zawodnicy jak Juan Pedro López i Javier Romo (Movistar Team), Gianmarco Garofoli, Filippo Zana i Andrea Raccagni Noviero (Soudal Quick-Step), Andreas Leknessund i Martin Tjøtta (Uno-X Mobility), Lennert Van Eetvelt (Lotto Intermarché), Alessandro Pinarello (NSN Cycling Team), Brieuc Rolland (Groupama-FDJ United), Nickolas Zukowsky (Pinarello Q36.5 Pro Cycling Team) czy Ludovico Crescioli i Thomas Pesenti (Team Polti VisitMalta).

Jeśli zaś odjazd nie zostanie odpuszczony, to z grupy faworytów, poza częścią spośród wyżej wymienionych kolarzy, zafiniszować po bonifikaty mogą także m.in. Jonas Vingegaard (Team Visma | Lease a Bike), Mathys Rondel (Tudor Pro Cycling Team) czy nawet niesiony różową koszulką Afonso Eulálio (Bahrain – Victorious).

Harmonogram

Start etapu: 12:30
Prognozowany finisz: 17:00-17:35
Transmisja TV: 12:00-17:45 (Eurosport 1 oraz HBO Max/Player z komentarzem duetu Adam Probosz/Dariusz Baranowski)


Wszystko o 109. edycji Giro d’Italia:
Poprzedni artykułAfonso Eulálio: „Maglia rosa dodała mi sił”
Następny artykułJaume Guardeño przeniesiony do specjalistycznej kliniki w Barcelonie
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze