A.S.O. / Jered & Ashley Gruber

Aby peleton Wielkiej Pętli mógł powrócić na Luchon-Superbagnères, konieczna była budowa nowego mostu, a powrót ten zawiera 5000 metrów wspinaczki i wzniesienia, dla których brakuje słów i kategorii. Jednocześnie nie jest wykluczone, że motywem przewodnim decydującego starcia w Pirenejach stanie się mostów palenie, ponieważ daje się już zaobserwować pierwsze oznaki niezadowolenia związane z nieposkromionym apetytem lidera wyścigu. Kto jednak Pogačarowi zabroni, kiedy ten na wyciągnięcie ręki ma ustrzelenie miażdżącego konkurencję hat-tricka, a i rekord Cavendisha coraz wyraźniej drży w posadach?

14. etap tegorocznej edycji francuskiego wielkiego touru to pirenejski klasyk na sterydach, co ani trochę nie dziwi, kiedy w równaniu uwzględni się Pau jako miejsce startu. Z rozbudowaną bazą noclegową i położeniem u stóp drugiego najwyższego łańcucha górskiego kraju, podczas przeszło 70 wizyt Wielkiej Pętli miasto widziało już dość, by nawet nie poruszyć brwią w reakcji na czasy i waty generowane przez Tadeja Pogacara. Afera z samochodem technicznym, Festina, wylot “Kurczaka”, a niedawno zawodnicy Bahrain-Victorious na Tizanidynie – tam wszystko już było.

W ramach sobotniego odcinka, uczestnicy wyścigu pokonają na dystansie 182,6 kilometra aż 5000 metrów przewyższenia, ścigając cienie LeMonda i Hinaulta z 1986 roku. Rywalizację otwiera płaski, 70-kilometrowy odcinek do Esquize-Sere, który będzie istotny nie tylko z punktu widzenia formacji odjazdu dnia, ale może również stać się celem sprinterów ze względu na zlokalizowany w tej miejscowości lotny finisz (70,1 km). Przewaga Jonathana Milana w klasyfikacji punktowej wyraźnie w ostatnich dniach stopniała, dlatego nie wydaje mi się, aby ekipa Lidl-Trek chciała wypuścić taką okazję z rąk, choć na tym etapie rozgrywania próba infiltracji ucieczki może okazać się łatwiejsza, niż jej kontrola.

Tuż po jego rozegraniu rozpocznie się pierwsza wspinaczka dnia – od razu na podjazd hors categorie z dodatkowym bonusem w postaci Souvenir Jacques Goddet – Col du Tourmalet (19,0 km; śr. 7,4%). Ikona ikon Wielkiej Pętli stopniowo traciła swoje zęby, kiedy służące do jej zdobywania rowery zyskiwały kolejne, ale po ciężkich dwóch dniach rywalizacji i tak posłuży za wystarczająco mocne otwarcie. W dodatku organizatorzy imprezy tym razem zdecydowali się na “ścieżkę profesjonalną”, a więc rzadziej używany zachodni wariant Tourmalet przez Bareges, który charakteryzuje większa zmienność gradientu i surowy, otwarty krajobraz w klimacie post apo.

Po osiągnięciu szczytu przełęczy, który wyznacza najwyższy punkt tegorocznego przejazdu Touru przez Pireneje, peleton pokona długi zjazd do Sainte-Marie-de-Campan, by ponownie zacząć się wspinać: najpierw do miejscowości Payolle, a następnie na Col d’Aspin (5,0 km; śr. 7,6%). Dalej historia się powtarza, a kolejnym punktem sobotniego programu jest dogłębnie przestudiowany dzień wcześniej Col de Peyresourde (7,7 km przy 7,8%) – tym razem w najbardziej typowej dla siebie, przelotowej roli. Kolarze przyjmą z ulgą, że tym razem poprzestaną na przełęczy, nie musząc nawet patrzeć na wywołujący bolesne wspomnienia altiport.

Wielki finał “królewskiego etapu” Pirenejów to powrót Tour de France na Luchon-Superbagnères (12,4 km; śr. 7,5%), dla którego uczestnicy wyścigu ciągle mają twarze Roberta Millara, Laurenta Fignona i Grega LeMonda. Wiele się od tego czasu zmieniło, choćby na przykładzie ostatniego etapowego zwycięzcy, i w ciągu trzech dekad bardzo zmienił się sam wyścig. Meta w niegdyś regularnie pojawiającym się na trasie, a następnie zupełnie zapomnianym miejscu pozwoli cofnąć się do czasów, kiedy o lokalizacji górskich końcówek decydowały względy inne niż logistyka – nawet jeśli powrót peletonu na Superbagnères był ściśle uzależniony od poprawy infrastruktury drogowej (budowa nowego mostu). Są oczywiście kibice kolarstwa, którzy pamiętają ostatnie pojedynki na tym wzniesieniu, ale większość uczestników Wielkiej Pętli i co najmniej dwa pokolenia śledzące te wydarzenia przed telewizorami czeka dziś wyjątkowe odkrycie.

Wspinaczka oficjalnie rozpoczyna się na wspomnianym moście w Ravi, nieoficjalnie już za Bagneres-de-Luchon, w związku z czym do długości wzniesienia spokojnie doliczyć można 3-4 kilometry w wymagającym terenie. Pod względem charakteru, mamy do czynienia z typowo pirenejskim podjazdem o regularnie zmieniającym się gradiencie i poziomie trudności wzrastającym wraz z wysokością. 10-procentowe nachylenie na ostatnim kilometrze to już formalność w rodzaju sypnięcia garści piachu na wieko trumny – wszystko, co istotne, najprawdopodobniej wydarzy się wcześniej, a w decydującej partii wzniesienia każdy będzie już sam, jak miało to miejsce przedwczoraj na Hautacam.

Nazwa podjazdu słusznie sugeruje, że prowadzi on do stacji narciarskiej, ale nie ma ona wiele wspólnego z nieurodziwym Pla d’Adet czy alpejskimi molochami. Mimo infrastruktury turystycznej, Superbagnères zdołało zachować surowy, prawie dziki charakter, a widoki ze szczytu obejmują całe otoczenie doliny Luchon oraz imponujące grzbiety otaczające granicę francusko-hiszpańską. To jedna z tych met, gdzie finiszowi na wysokości nie towarzyszy pas startowy i wielki parking dla autokarów, na kształt Żabki i paczkomatu na nowych polskich osiedlach.

Oto, co na temat 14. etapu Tour de France 2025 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:

Etap 14, 19 lipca: Pau > Luchon-Superbagnères (182,6 km)

Pau to taki kolarski kontrapunkt dla Las Vegas i jemu podobnych przybytków – co dzieje się w tym mieście, nigdy tam nie zostaje – choć akurat rozpoczynający się w nim 14. etap tegorocznej Wielkiej Pętli dodatkowej pikanterii bynajmniej nie potrzebuje. Na papierze to drugi najcięższy odcinek tej edycji wyścigu, w ramach którego kolarze pokonają 182,6 kilometra, 5000 metrów przewyższenia i cztery górskie premie – w tym dwie najwyższej kategorii.

Rywalizację otworzy długa wspinaczka rzadziej wykorzystywaną stroną Tourmalet (19,0 km; śr. 7,4%), a w konsekwencji również Col d’Aspin (5,0 km; śr. 7,6%), po których uczestników imprezy czeka szybka druga randka z Col de Peyresourde (7,1 km; śr. 7,8%). Gwoździem programu będzie jednak finisz na nieregularnym – nawet jak na wyśrubowane pirenejskie standardy – Superbagnères (12,4 km; śr. 7,5%), który po raz ostatni gościł Tour de France jeszcze w Europie podzielonej Murem Berlińskim.

 

Pogoda

Po nocnym ochłodzeniu, sobota w Pirenejach będzie pochmurna, z umiarkowanymi temperaturami i możliwymi przelotnymi opadami. Na starcie w Pau termometry mogą wskazywać do 21°C, ale w wyższych partiach gór będzie znacznie chłodniej: około 10–14°C na Tourmalet i Superbagnères. Wiatr pozostanie słaby i nie powinien mieć większego wpływu na przebieg etapu. W górnych partiach podjazdów możliwa ograniczona widoczność.

Faworyci

Jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznej Wielkiej Pętli pisałam, że tak skonstruowany blok górskich etapów w Pirenejach może bardzo szybko i brutalnie rozprawić się z kwestią klasyfikacji generalnej wyścigu, co z mojej perspektywy – jako autorki – było próbą oswojenia sympatyków kolarstwa z potencjalnie rozczarowującym rozwojem tego wątku.

Dziś wiemy już, że nie tylko się to potwierdziło, ale i przybrało dość ordynarną w swojej przewidywalności formę: z przewagą Tadeja Pogačara rosnącą z dnia na dzień, z Jonasem Vingegaardem zawieszonym między niebem a resztą śmiertelników, z Remco Evenepoelem resztkami sił broniącym ostatniego miejsca na podium. It ain’t over until it’s over musi być mantrą powtarzaną od rana w obozie Vismy, jednak trudno zignorować fakt, że najciekawsze pytania dotyczące sobotniego finału na Superbagnères nie obejmują bezpośredniej rywalizacji zwycięzców ostatnich pięciu edycji Touru.

Pierwsze z nich dotyczy tego, czy UAE Team Emirates-XRG zdecyduje się na jeszcze jeden pokaz siły, czy może wykorzysta zbudowaną przez 26-letniego Słoweńca przewagę, by nieco odpuścić, tym samym umożliwiając walkę o etap tym, którzy nie mieli dotąd zbyt wielu okazji do świętowania. Sobota to dzień, w którym ucieczka ma realne szanse powodzenia, zwłaszcza jeśli odjedzie odpowiednio wcześnie i nie będzie zawierać nikogo z czołowej dziesiątki generalki. Celem większości harcowników będzie rzecz jasna walka o etap, jednak gra równolegle będzie się toczyć o duże punkty do klasyfikacji górskiej.

Jeśli Visma | Lease a Bike nie zmieni strategii, udział ich kolarzy w licznym odjeździe dnia jest praktycznie pewny, a w walce o etapowe zwycięstwo lub jako ewentualne stacje przekaźnikowe najlepiej sprawdzą się Simon Yates i Sepp Kuss. Do grona typowych podejrzanych należą również Lenny Martinez, Santiago Buitrago (Bahrain-Victorious), Thymen Arensman (INEOS Grenadiers), Ben Healy, Alex Baudin, Neilson Powless (EF Education-EasyPost), Mattias Skjelmose (Lidl-Trek), Guillaume Martin (Groupama-FDJ), Michael Storer, Julian Alaphilippe (Tudor Pro Cycling), Ben O’Connor, Mauro Schmid, Luke Plapp (Jayco AlUla), Pablo Castrillo, Iván Romeo (Movistar), Bruno Armirail (Decathlon AG2R La Mondiale), Harold Tejada (XDS Astana) i Michael Woods (Israel-Premier Tech).

UAE Team Emirates nic nie musi, ale rzecz jasna może, a żeby być wobec ich intencji zupełnie uczciwym, nie wszystkie z dotychczasowych czterech etapowych zwycięstw Tadeja Pogačara (UAE Team Emirates-XRG) były sprokurowane przez jego team. Że Słoweniec jest faworytem scenariusza z pierwszoplanowym pojedynkiem czołowych zawodników klasyfikacji generalnej, powtarzać już nawet nie wypada, a chociaż jego piątkowe wypowiedzi momentami sobie przeczyły, dominował przekaz o paleniu mostów, a nie wznoszeniu ich ponad podziałami.

Zespół Visma | Lease a Bike był po czwartkowym odcinku krytykowany za przesadnie ofensywne podejście, które doprowadziło do „zajechania” ich kluczowych pomocników, jednak to bardzo niesprawiedliwa ocena. Albo raczej: byliby oceniani równie negatywnie, gdyby zdecydowali się jechać bardziej pasywny wyścig i czekać, aż szansa odwrócenia jego losów sama na nich spadnie. Takie rzeczy rzadko zdarzają się w życiu, a w profesjonalnym sporcie na najwyższym poziomie jeszcze rzadziej. Można podejrzewać, że Jonas Vingegaard (Visma | Lease a Bike) był na tyle zadowolony ze swojego występu we wczorajszej czasówce, by podtrzymać w sobie wiarę w końcowy sukces i liczyć na to, że również Pogačara dopadnie po drodze kryzys. Nie zmienia to faktu, że tu i teraz, nawet w dobry dzień, jest on 30 sekund za Słoweńcem na relatywnie przyjemnej górce (mam na myśli Peyresourde), ale i tak spodziewam się po kolarzach Vismy ponownego rzucenia rękawicy.

To, co naprawdę ciekawe, obecnie dzieje się za plecami wyżej wymienionej dwójki. Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step) na oparach jechał już w czwartek, a to, jak wyglądał wczoraj na rowerze czasowym, musiało wywołać głęboki dyskomfort w większości widzów. Florian Lipowitz (Red Bull–BORA–hansgrohe) traci do Belga zaledwie 6 sekund, ale trajektoria obu liderów ekipy Red Bull–BORA–hansgrohe wskazuje, że jakimś cudem udało im się idealnie wstrzelić z formą na kluczowe etapy tegorocznej Wielkiej Pętli.

Można się również pokusić o spostrzeżenie, że klasyfikacja generalna ustawiona w wyniku rywalizacji w pagórkowatym terenie obroniła się w wysokich górach, co jest sporą niespodzianką. Zobaczymy, czy dziś również tak będzie.

Harmonogram

📍 Start ostry: 12:15
🏁 Prognozowany finisz: ok. 17:10–17:25
📺 Transmisja: od KM 0 na antenie Eurosport 1 i w serwisie HBO Max


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułMartijn Rasenberg stażystą w Q36.5 Pro Cycling Team
Następny artykułGiro Valle d’Aosta 2025: Triumf Jarno Widara, Filip Gruszczyński 6.
Aleksandra Górska
Z wykształcenia geograf i klimatolog. Przed dołączeniem do zespołu naszosie.pl związana była z CyclingQuotes, gdzie nabawiła się duńskiego akcentu. Kocha Pink Floydów, szare skandynawskie poranki i swoje boksery. Na Twitterze jest znacznie zabawniejsza. Ulubione wyścigi: Ronde van Vlaanderen i Giro d’Italia.
guest
7 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Alek
Alek

Dziękuję za zauważenia, że co nie zrobi visma I Jonas będą krytykowani 🙂
Remco to czuje ze może mieć dzisiaj totalne tango down.
Chyba Quin Simons powiedział, że wygrana na etapie tdf może wiele zmienić w życiu, czego nie zrobi pozycja 2. No i właśnie w tym rzecz jeśli idzie o apetyt Tadeja. Gdzie byłby teraz Rafał, gdyby Nibali był bardziej lapczywy, a contador nie wypadł? I można by wymieniać…

Ricky
Ricky

Szkoda mi Remco, przykro się patrzy jak nie daje rady na kolejnym wielkim tourze. Ale przynajmniej te jego rozmaite zjazdy i ludzkie słabości, pozwalają przypuszczać, że chłopak jest czysty, za co w przypadku rozmaitej innej konkurencji nie dałbym sobie paznokcia obciąć ;). Może najgorsze już za nim i da radę obronić 3 miejsce, trzymam kciuki (choć nie miałbym też nic przeciwko, gdyby Roglic tam wskoczył ;)).

Piotr
Piotr

Przecież na Superbagnères jest hiper przeogromny parking, większy niż na Peyresourde ? Jak Pani nie była to chociaż było w gogle zobaczyć zamiast pisać bzdury o dzikiej przyrodzie.

Jacek
Jacek

Pani Olu, znowu pysznie się czytało – dziękuję. Ogromna wiedza o kolarstwie, połączona z ułańską fantazją pisania. To jest to.

Michał
Michał

Remco się w góry jak widac nie nadaje. A nie gadanie czy czysty czy nie. W ITT wykręca kosmiczne wyniki. I tu potrafi. Czemu nie ma gadania, że suple ma mocne?
Pogacar na płaskiej czasówce z nim nie ma szans. Ale jak wjeżdżają w mocne góry to Remco zostaje. I tyle. Ciezko wymiatać w obu kategoriach bo takich kolarzy w historii niemal nie było.

Jakub Jarosz
Editor
Jakub Jarosz
Reply to  Michał

Mocne słowa o zwycięzcy La Vuelty czy 3. kolarzu zeszłorocznego TdF. 😉

Marcin
Marcin

Pisanie, że jakakolwiek ucieczka ma szansę powodzenia to spore nadużycie. No chyba że ucieczka składać się będzie z Pogacara, Vingegarda i Roglica.