Miało być sięgające zenitu napięcie i pojedynek na szczycie z bondowskim altiportem w tle, tyle że wcielający się w rolę czarnego charakteru kolarz wylądował już wczoraj – jak jeden z bohaterów popularnej polskiej komedii. A wraz z nim cały misterny plan ekipy Visma-Lease a Bike. Rozgrywany dziś 13. etap 112. edycji Wielkiej Pętli zapowiada się więc na pokaz dominacji zawodnika startującego w żółtym kombinezonie, dzięki czemu historia zatoczy całkiem spore koło, przy okazji udowadniając, jak zwodna jest ludzka pamięć.
Przed nami pierwsza “górska” jazda indywidualna na czas rozgrywana w ramach Tour de France od… kiedy właściwie? Odpowiedź wcale nie jest oczywista, bo choć etap z 2020 roku z metą na La Planche des Belles Filles zapisał się w pamięci spektakularnym finałem, jego zasadnicza część prowadziła przez teren co najwyżej pagórkowaty. Z kolei czasówka z Passy do Combloux mieszała płaskie odcinki z rywalizacją na podjazdach w niemal równych proporcjach. Okazuje się więc, że pamięcią sięgnąć trzeba do wyczynów samego Lance’a Armstronga na L’Alpe d’Huez w 2004 roku.
Miejscem akcji 13. etapu 112. edycji Wielkiej Pętli pozostaje samo serce Pirenejów, a prowadząca z Loudenvielle do Peyragudes trasa liczy 10,9 kilometra i 650 metrów przewyższenia. Po starcie nad jeziorem Génos kolarze dostaną 3-kilometrowy odcinek z łagodnym wzniesieniem, zjazdem i false flatem, który ułatwi im złapanie rytmu przez rozpoczęciem wspinaczki pod Col de Peyresourde (8,1 km, śr. 7,7%). To klasyczna dla Tour de France przełęcz, która regularnie pojawia się na trasie wyścigu od 1910 roku – wystarczy dodać, że zawodnicy zmierzą się z nią również w sobotę – ale ze względu na swoją regularność, wcale nie jest typowa tego pasma górskiego. Jedyna wyróżniająca się po kątem nachylenia sekcja znajduje się na wysokości miejscowości Loudervielle.
Po osiągnięciu przełęczy zawodnicy odbiją w kierunku Altiportu 007 w Peyragudes, gdzie zlokalizowana została uderzająco fotogeniczna, a przy tym niewątpliwie eksplozywna końcówka piątkowego etapu. Finał na górskim pasie startowym to 400 metrów o średnim nachyleniu 14,3%, z maksymalnym nachyleniem sięgającym 19,5%. To prosty i bardzo szeroki odcinek asfaltu, ale większość kolarzy pokonywać go będzie zygzakiem, z agonalnym grymasem odciśniętym na twarzy, a każdy, kto zdoła zachować siły na ten dłużący się w nieskończoność finisz, coś dzisiaj wygra.
Dwa punkty pomiaru czasu znajdują się na 4. kilometrze (tuż po rozpoczęciu wspinaczki) i na 7,6 km (przed stromą sekcją za Loudervielle).
Oto, co na temat 13. etapu Tour de France 2025 napisaliśmy przed rozpoczęciem wyścigu:
Etap 13, 18 lipca: Loudenvielle > Peyragudes (ITT, 10,9 km)
Kolejnego dnia rozegrana zostanie górska jazda indywidualna na czas, słusznie nazywana jednym z decydujących etapów 112. edycji Tour de France. Patrząc na profil, łatwo ulec złudzeniu, że piątkowa rywalizacja sprowadza się wyłącznie do wspinaczki na Peyragudes (8 km; śr. 7,9%) via Peyresourde, jednak 4-kilometrowy odcinek prowadzący z Loudenvielle do pierwszego (z dwóch) punktu pomiaru czasu wyraźnie różni się charakterem od pozostałej części trasy, liczącej łącznie 10,9 kilometra i 650 metrów przewyższenia. Dyskusje na temat kombinacji sprzętowych wydają się więc nieuniknione, choć tego rodzaju machlojki rzadko mają jakiekolwiek przełożenie na rzeczywisty układ sił.
Finał na pirenejskim altiporcie zapewnia jedną z lepszych scenerii dla fotografów, ale jest też miejscem, gdzie w przeszłości nawet najwierniejsi pomocnicy porzucali niedomagających liderów. To będzie długi i bolesny do oglądania finisz – tym bardziej, że odwiniemy tę taśmę jakieś 160 razy.



Pogoda
Piątek w Pirenejach zapowiada się słonecznie i ciepło, ale bez ekstremów – przynajmniej póki rozmawiamy o pogodzie. Prognozowane jest ok. 25°C w najcieplejszym momencie dnia w Loudenvielle, co powinno przełożyć się na 19–21°C na wysokości altiportu w Peyragudes, a więc ciągle w granicach optimum.
Zerowe szanse wystąpienia opadów w czasie rozgrywania etapu, lokalne burze prognozowane dla godzin wieczornych. Powiew z kierunku S i SW dla kolarzy startujących w pierwszej części rywalizacji, w ostatniej godzinie możliwa cisza.
Faworyci
Kiedy dyskusje sprowadzane są nie do tego, kto jest faworytem etapu, ale ile ten (niekwestionowany) faworyt włoży reszcie stawki i czy limit czasu został wystarczająco podwyższony, nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z dominacją. Oczywiście nigdy nie można wykluczyć, że jeden zawodnik będzie miał gorszy dzień, a ten drugi wyraźnie lepszy, jednak tu i teraz niewiele na to wskazuje.
Tadej Pogačar (UAE Team Emirates-XRG) wyruszy na trasę jako ostatni o godzinie 17:05, więc istnieje szansa, że zwycięzca czasówki będzie miał okazję celebrować swój sukces na rowerze i w czasie rzeczywistym. Każdy inny rezultat będzie w piątkowe popołudnie sporym zaskoczeniem. Wczoraj 26-letni Słoweniec zbudował nad swoim głównym rywalem ponad 2-minutową przewagę na odcinku podobnej długości, więc nie można wykluczyć, że dopadnie Vingegaarda jeszcze na trasie, lub fotka z finiszu Duńczyka zawierać będzie żółty element w tle. Trzykrotny zwycięzca Wielkiej Pętli zdołał już zbudować taką przewagę, że nie musi zaginać się ponad stan ani niczego udowadniać, ale nonszalancki i wiecznie rozczochrany Tadej ma przecież drugie oblicze, a wyróżniającą się częścią tej rzadziej dopuszczanej do głosu persony jest pragnienie upokarzania swoich rywali. Dziś nawet waluta w postaci dobrych wspomnień będzie po stronie Słoweńca, bo właśnie morderczy wysiłek na pasie startowym bondowskiego altiportu pozwolił mu wydrzeć honorowe etapowe zwycięstwo tego Touru, który wyraźnie z Jonasem przegrał.
Mieliśmy dziś mieć batalię, a w określonych okolicznościach świetnie wspinający się i jeżdżący na czas Jonas Vingegaard (Visma | Lease a Bike) byłby jej faworytem. Ze względu na znaczące różnice czasowe w klasyfikacji generalnej łatwo zapomnieć, że pesymistyczna korekta względem wcześniejszych ocen oparta jest na relatywnie niewielkiej próbie, ale mimo tego najprawdopodobniej nie okaże się błędna. Nie mam wątpliwości, że 28-letni Duńczyk da z siebie wszystko podczas samotnej wspinaczki do Peyragudes, ale jego plan minimum na ten odcinek wydaje się jasny: nie dać się złapać Pogacarowi. A jednocześnie nie podpalić się na tyle, żeby stracić zbyt wiele sił przed najtrudniejszym odcinkiem za przełęczą. Peyresourde jest znacznie łatwiejszym podjazdem od Hautacamu, co na papierze powinno ułatwić liderowi Vismy jechanie zbliżonym do Słoweńca tempem, ale kluczowy może okazać się właśnie odcinek rozpoczynający się tuż za drugim punktem pomiaru czasu.
Remco Evenepoel (Soudal Quick-Step) pozostaje bezdyskusyjnie najlepszy w jeździe indywidualnej na czas, ale piątkowy etap z tą dyscypliną wspólny ma głównie brak startu wspólnego. Resztę de facto widzieliśmy już wczoraj, bo od połowy decydującego podjazdu niemal każdy kolarz z czołówki jechał sam, swoim własnym tempem. Tam 25-letni Belg wypadł gorzej nie tylko od wyżej wymienionych, ale również Floriana Lipowitza (Red Bull-BORA-hansgrohe), Tobiasa Johannessena (Uno-X Mobility), Oscara Onley’a (Picnic PostNL) i Kevina Vauquelina (Arkea-B&B Hotels), a ile dziś zmienią legendarne zdolności regeneracji Evenepoela oraz fakt, że rozpoczną wspinaczkę wyświeżeni, dopiero się okaże. Szczególnie interesuje mnie występ lidera Arkei, ponieważ świetnie przejechał czasówkę w Caen, a na Hautacamie spisał się powyżej oczekiwań.
O Primožu Rogliču (Red Bull-BORA-hansgrohe) wiemy, że potrafi, ale nie wiemy, czy w dalszym ciągu chce. Jeśli Matteo Jorgenson (Visma | Lease a Bike) miał wczoraj po prostu zły dzień, teoretycznie stać go na wynik na poziomie czołówki, jednak nie jestem przekonana, czy będzie na to zgoda ze strony dyrektorów sportowych Vismy. Na trasie niedzielnego etapu Amerykanin będzie potrzebny w pełni sił.
Reszta to już zabawa w rzutki w ciemny pokoju, ale na podstawie niedawnych rezultatów, na wyróżniający się wynik stać między innymi Felixa Galla (Decathlon AG2R La Mondiale), Harry’ego Sweeny’ego (ED Education-EasyPost), Willa Bartę (Movistar), Ilana Van Wildera (Soudal Quick-Step), Lenny’ego Martineza (Bahrain-Victorious), Ivana Romeo (Movistar) czy Bruno Armiraila (Decathlon AG2R La Mondiale), ale mówimy tu o zapleczu najlepszej dziesiątki etapu. Jako chłopakowi z Pirenejów, szczególnie trzymam kciuki za kolejny świetny występ ostatniego z wymienionych.
Harmonogram
📍 Start pierwszego zawodnika: 13:10
🏁 Tadej Pogačar rusza o 17:05 (2 minuty po Vingegaardzie)
📺 Transmisja: cały etap w Eurosport 1 i na platformie HBO Max
Kolejność startu do jazdy indywidualnej na czas
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Relacja z 12. etapu
- Zapowiedź wyścigu
- Podsumowanie 1. tygodnia
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Plan transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły









„Trzykrotny zwycięzca Wielkiej Pętli zdołał już zbudować taką przewagę, że nie musi zaginać się ponad stan ani niczego udowadniać, ale nonszalancki i wiecznie rozczochrany Tadej ma przecież drugie oblicze, a wyróżniającą się częścią tej rzadziej dopuszczanej do głosu persony jest pragnienie upokarzania swoich rywali.” Długo jeszcze będziecie publikować takie bzdury?
Dzisiaj tylko Tadej moze pojechać na spokojnie i wcale nie musi wygrywać tracą siły, reszta za to musi dac z siebie wszystko inaczej powiększa stratę do lidera.
Niech będzie przynajmniej ciekawie
gramofanii nigdy dosyć , plus te „false flatem” 🙂
Do yaru:
Fragment o pragnieniu upokorzenia swoich rywali akurat nie jest bzdurą. 🙂 Może niekoniecznie wszystkich, ale tego jednego, który jakkolwiek próbuje zapobiec hegemonii – z pewnością. I całą jego drużynę też. Już w zeszłym roku z niejednego wywiadu można było to wyczytać. Bezpośrednio tego nie powie, jego koledzy z UAE zaś właściwie to zrobili.