fot. Le Tour de France / A.S.O / Billy Ceusters

To była sobota marzeń dla Jonathana Milana! Włoch z Lidl-Trek wygrał najpierw lotną premię, a następnie był także najlepszy na mecie 8. etapu Tour de France odnosząc swój pierwszy w karierze triumf podczas tego wyścigu. Dodatkowo 24-latek przejął z wyraźną przewagą prowadzenie w klasyfikacji punktowej.

Dotychczas podczas 112. edycji Tour de France sprinterzy nie mieli lekko – wiele etapów kończyło się stromymi ściankami, zaś 1. dnia szyki wielu z nich pokrzyżował boczny wiatr. Nie ma co się zatem dziwić, że dzisiejszy etap był przez nich mocno wyczekiwany, a jednym z faworytów tej rywalizacji był Jonathan Milan. 24-latek z Lidl-Trek przyjechał do Francji walczyć o niejeden etapowy skalp oraz zieloną koszulkę i trzeba powiedzieć to jasno – w sobotę mocno zbliżył się do realizacji obu tych celów. Premierowy triumf już jest, dodatkowe 70 oczek do klasyfikacji punktowej przy zerowej zdobyczy Tadeja Pogačara to też cenna sprawa. Nie ma co się zatem dziwić, że włoski sprinter nie krył swojej ogromnej radości.

Nadal nie dociera do mnie co osiągnęliśmy. Przyjechaliśmy tu ze sporymi oczekiwaniami i marzeniami, ale ich realizacja to coś zupełnie innego. Miałem duże zaufanie do zespołu. Już raz byliśmy już blisko, ale wówczas zaczęliśmy trochę za szybko. Byliśmy bardzo skoncentrowani na tym dniu – naprawdę wierzyliśmy w sukces. Mój zespół wykonał naprawdę fantastyczną robotę. To był trudny finał, trochę stresujący. Nie spodziewałem się tego. Ostatni kilometr był dość pod górę, więc wiedziałem, że muszę czekać jak najdłużej. Uwielbiam takie finały. Jestem zadowolony z naszej pracy – naprawdę zasłużyliśmy na to zwycięstwo

— mówił na gorąco Jonathan Milan.

24-latek wprawił w ekstazę nie tylko siebie, ale i całe Włochy. Dla kibiców z Italii to bowiem pierwsza okazja do świętowania etapowego triumfu od niemal 6 lat – ostatnim sukcesem dla kolarza z tego państwa była wygrana Vincenzo Nibalego podczas Tour de France 2019. Jonathan Milan już teraz obiecuje jednak swoim fanom, że na jednym triumfie się nie skończy.

Postaramy się odpocząć i spróbujemy ponownie jutro. Zwycięstwo w zielonej koszulce smakuje podwójnie. Myślę, że ten sukces znaczy też wiele dla całego mojego kraju

— zakończył rozradowany Włoch.

Jutro kolejna okazja dla sprinterów. Etap do Châteauroux pozbawiony jest jakichkolwiek trudności terenowych i wydaje się, że inne rozstrzygnięcie niż sprint z dużego peletonu będzie niemałą niespodzianką.


Wszystko o 112. edycji Tour de France:
Poprzedni artykułTour de France 2025: Debiutancki triumf Jonathana Milana!
Następny artykułTour de France 2025: Kiedy rozpocznie się walka o koszulkę górala?
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze