Stało się to, czego spodziewali się prawie wszyscy. Jonathan Milan był najlepszy po sprinterskim finiszu. To debiutanckie zwycięstwo kolarza Lidl-Trek w Tour de France i pierwsze włoskie zwycięstwo od 2019 roku.
Organizatorzy Tour de France popisali się w tym roku wyjątkową kreatywnością przy planowaniu trasy. Na pierwszy wyścigowy weekend, przygotowali nam dwa etapy sprinterskie, które siłą rzeczy, są dużo mniej emocjonujące.
Ósmy etap tegorocznej Wielkiej Pętli, liczący 171 km i 1600 m przewyższenia, prowadził z Saint-Méen-le-Grand do Laval. Trasa charakteryzuje się licznymi, choć nieoznaczonymi wzniesieniami, a jej końcówka, poprowadzona wzdłuż rzeki Mayenne, zawiera techniczne sekwencje zakrętów i rond, które mogą zadecydować o sprincie. Finiszowe 1,3 km to delikatny podjazd, sprzyjający sprinterskim pociągom i dobremu rozprowadzeniu. Do rywalizacji nie przystąpił zamieszany wczoraj w kraksę Eddie Dunbar (Team Jayco AlUla).

Zamiast walki największych gwiazd na podjazdach, otrzymaliśmy zapowiedź sunącego ławą przez 170 kilometrów peletonu. Spodziewaliśmy się, że na jakiekolwiek emocje przyjdzie nam dziś czekać aż do rozegranej na 85 kilometrze premii lotnej. Jak w przypadku poprzedniego, dedykowanego najszybszym kolarzom w peletonie etapu, zniechęciło to potencjalnych uciekinierów. Nie zachęcał również lejący się z nieba żar, gdyż temperatura osiągała wysokości ponad 30. stopni.
Z tego tytułu kontrolę w peletonie przejęły drużyny dwóch głównych faworytów do wygrania dzisiejszego etapu – Jonathana Milana i Biniama Girmay’a, czyli odpowiednio Lidl – Trek i Intermarché – Wanty. Trzecim pretendentem do przyprowadzenia dziś peletonu na metę był Tim Merlier (Soudal Quick – Step), jednak wydawało się, że to kolejny, niedzielny etap, z racji bardziej płaskiej końcówki będzie skrojony pod mistrza Europy, co mogło skutkować bardziej zachowawczą jazdą w dzisiejszej końcówce. Grono faworytów uzupełniał „zapasowy” sprinter drużyny Alpecin – Deceuninck – Kaden Groves.
Przez kolejne kilometry mogliśmy doświadczyć typowych z przypadku takich etapów obrazków – pogadanek na tyle peletonu i częstszy niż zwykle przegląd kibiców. Niektórzy kolarze znaleźli nawet czas by spróbować lokalnej kuchni.
Get @laurance_axel some crêpes before we leave Brittany! 🥞
Donnez des crêpes à @laurance_axel avant de partir de Bretagne ! 🥞#TDF2025 pic.twitter.com/zwCJkshDwC
— Tour de France™ (@LeTour) July 12, 2025
W ten sposób, dość dyskretnie zbliżyliśmy się do Vitré. Niestety emocji zabrakło również na lotnej premii. Zespołom nie zależało specjalnie na wyprowadzeniu swoich zawodników. Z peletonu wyskoczył Jonathan Milan i choć ruszyli za nim Biniam Girmay, Tim Merlier czy Anthony Turgis (Team TotalEnergies), widać było, że zawodnicy chcą zaoszczędzić siły na finisz etapu. Kolejność na premii lotnej była następująca:
1. Milan, 20 pts
2. Merlier, 17 pts
3. Turgis, 15 pts
4. Girmay, 13 pts
5. Rex, 11 pts
6. Coquard, 10 pts
7. Simmons, 9 pts
8. Zimmermann, 8 pts
9. Van Sintmaartensdijk, 7 pts
10. Powless, 6 pts
11. De Lie, 5 pts
12. Burgaudeau, 4 pts
13. Wellens, 3 pts
14. Rickaert, 2 pts
15. Naberman, 1 pt
Pięć kilometrów po premii na akcję zdecydowało się dwóch kolarzy TotalEnergies: Mathieu Burgaudeau oraz Mattéo Vercher. Kontrolujący tempo w peletonie przez większość dzisiejszego etapu Quinn Simmons (Lidl – Trek), rzucił jedynie okiem na odjeżdżających Francuz i pozwolił im odjechać. Uciekinierzy powoli budowali przewagę, która gdy tylko osiągnęła poziom minuty, zaczęła maleć. Wydawało się, że ucieczka dnia zostanie zlikwidowana, jednak po stopnięciu przewagi do zaledwie kilku sekund, ta zaczęła wzrastać, by znów osiągnąć blisko minutę na około 20 kilometrów do mety. Oznaczało to, że uciekinierzy jako pierwsi przekroczą linię premii górskiej czwartej kategorii. Punkcik, który był do zdobycia, trafił na konto Burgaudeau. Uciekinierzy zostali wspólnie odznaczeni nagrodą najbardziej walecznego kolarza na etapie.
Po przekroczeniu premii górskiej peleton zaczął szybko odrabiać straty. Gdy przewaga zmalała do 20. sekund, Burgaudeau zdecydował się na jeszcze jeden zryw i odjechał od kolegi, próbując postawić wszystko na jedną kartę. 11 km przed metą defekt miał Tim Merlier, który musiał wymienić rower. Wszystko układało się idealnie dla Jonathana Milana, bo choć Belg dojechał po chwili do peletonu, to musiał poświęcić siły na samotny powrót.
Szarża zawodnika TotalEnergies została zlikwidowana jeszcze przed dojazdem do strefy bezpieczeństwa. Na czele pojawili się zawodnicy Team Visma | Lease a Bike oraz próbujący dobrze ulokować Kadena Groves’a – zawodnicy Alpecin.
Jeszcze przed rozpoczęciem lekkiego podjazdu prowadzącego do mety, peleton naciągnął się mocno i większość sprinterów pogubiła gdzieś swoich pomocników. Nie zagubił się nigdzie Mathieu van der Poel, który jako pierwszy zaczął rozprowadzać swojego sprintera. Zaatakował jednak Jonathan Milan, któremu nikt nie zdołał wyjść z koła. To pierwsze włoskie zwycięstwo w Tour de France od 2019 roku. Tuż za plecami Włocha dość niespodziewanie finiszował Wout van Aert (Team Visma | Lease a Bike). Trzecie miejsce zajął Kaden Groves.
Dzięki 70. punktom zdobytym łącznie na dzisiejszym etapie, Milan ponownie objął prowadzenie w klasyfikacji punktowej, gdzie 36 punktów przewagi nad Tadejem Pogačarem. Słoweniec, tak jak i inni faworyci bezpiecznie przyjechali w peletonie.
Results powered by FirstCycling.com
Wszystko o 112. edycji Tour de France:
- Zapowiedź 8. etapu
- Zapowiedź wyścigu
- Faworyci klasyfikacji generalnej
- Oficjalna lista startowa
- Faworyci klasyfikacji punktowej
- Faworyci klasyfikacji górskiej
- Plan transmisji telewizyjnych
- Wszystkie artykuły










Coś straciłem włączając transmisję na ostatnie 10km :)?
Niech w UCI pójdą po rozum do głowy i zamiast zwiększać liczbę kolarzy niech zwiększą liczbę etapów na wielkich tourach. W skokach narciarskich obcięto limity najsilniejszym reprezentacjom. Niech kolarstwo też się zreformuje. Potrzebujemy więcej zwycięzców, a nie tylko więcej uczestników. Jak jest zbyt wielu zawodników, to obsługa całego wyścigu jest utrudniona. A wyścigi, które miały 2 etapy jednego dnia już kiedyś się zdarzały.