fot. INEOS Grenadiers

7. etap Giro d’Italia dla jednych był bardzo szczęśliwy, a zatem analogicznie innych rozczarował. Dla przykładu choć kolarze INEOS Grenadiers zajęli drugie, trzecie, czwarte i dziesiąte miejsce to w ich obozie ciężko o radość – Filippo Ganna nie wygrał, a Geraint Thomas stracił do Tadeja Pogačara, Antonio Tiberiego czy Daniela Felipe Martíneza.

Wczorajszy etap jazdy indywidualnej na czas wygrał Tadej Pogačar. Słoweniec z UAE Team Emirates osiągnął to, choć jeszcze na 7 kilometrów przed metą tracił prawie minutę do Filippo Ganny. Finałowy podjazd mocno premiował jednak faworytów klasyfikacji generalnej, spośród których za plecami lidera najwyżej metę przeciął Thymen Arensman. Holender z INEOS Grenadiers był wręcz zaskoczony swoją dobrą dyspozycją.

Właściwie nie czułem się po drodze optymalnie. Tymczasem spójrzcie na mój wynik. Czas. Jazda na czas toczy się tak szybko, że nikomu nie sprawia to przyjemności. Widocznie jechałem bardzo szybko, ale wcale nie czułem się dobrze. Nie spodziewałem się, że dzisiaj wszystko pójdzie tak dobrze. To dobra perspektywa na resztę Giro d’Italia. Wielkie wyrazy uznania dla zespołu. Sztab świetnie wykonał swoją pracę ze sprzętem i rekonesansem. Miło jest widzieć w rezultacie dobre czasy naszego zespołu

— przyznawał Thymen Arensman.

Nieco mniej powodów do zadowolenia może mieć Geraint Thomas. Choć doświadczony Walijczyk jechał świetnie przez całą trasę to ostatni podjazd nie poszedł po jego myśli i o dziwo to właśnie na nim przegrał dość wyraźnie z innymi faworytami klasyfikacji generalnej kończąc finalnie na dopiero 10. miejscu.

To nie było spowodowane jakimś błędem. Właściwie czułem się dobrze, ale dzisiaj trochę mi zabrakło. Nie mogłem wydobyć z siebie więcej. Jest tak, jak jest. To naprawdę jeden z takich dni

— odpowiadał bardzo zdawkowo wyraźnie zirytowany Geraint Thomas.

7. czas na mecie wykręcił z kolei Luke Plapp, który dzięki temu przejął prowadzenie w klasyfikacji młodzieżowej. Jak się jednak okazuje Australijczyk z Team Jayco AlUla prawdopodobnie nie dowiezie tej koszulki do mety w Rzymie, bowiem nie ma ambicji by w kolejnych dniach jechać na klasyfikację generalną.

To nie był mój najlepszy dzień, ale nie był też najgorszy. Ostatecznie jestem z tego bardzo zadowolony, ponieważ jutro mogę założyć białą koszulkę. Prawdopodobnie będę musiał ją oddać już pojutrze. Celem nie jest utrzymanie tej koszulki aż do Rzymu. Osiągnąłem swój cel. Wszystko po dzisiejszym dniu będzie bonusem. Chcę powalczyć o zwycięstwo etapowe i dobrze przejechać drugą jazdę na czas. W zasadzie ta jazda na czas też powinna mi odpowiadać. Dlatego skupię się na tym. W ostatnim tygodniu chcę jeszcze kilka razy zabrać się w ucieczki. Może uda mi się to powtórzyć z Julianem Alaphilippe, w czwartek było z nim wspaniale

— zdradzał Luke Plapp.


Wszystko o 107. Giro d’Italia:

Poprzedni artykułOdludne szczyty Abruzji – zapowiedź 8. etapu Giro d’Italia 2024
Następny artykułItzulia Women 2024: Mischa Bredewold po raz drugi
Jakub Jarosz
Niegdyś zapalony biegacz, dziś sędzia siatkówki z Pomorza, przy okazji aktywnie grający w jednej z trójmiejskich drużyn. Fan kolarskich statystyk i egzotycznych wyścigów. Marzeniem związane z tą dyscypliną był wyjazd na Mistrzostwa Świata do Rwandy w 2025 roku. Po jego spełnieniu póki co szukam kolejnego, ale bez wątpienia chciałbym z kolarstwem zwiedzić świat.
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze