fot. Getty Images

Remco Evenepoel spotkał się wirtualnie z dziennikarzami podczas drugiego dnia przerwy w wyścigu Vuelta a España, który kolarze spędzili w Alicante. 22-letni Belg powiedział, że jego celem nadal jest etapowe zwycięstwo oraz podzielił się refleksjami na temat dotychczasowych wydarzeń w wyścigu. 

Do wtorkowego etapu jazdy indywidualnej na czas Evenepoel przystąpi z przewagą wynoszącą minutę i 12 sekund nad drugim kolarzem (Enric Mas, Movistar) i prawie dwie minuty nad trzecim Primožem Rogličem z Jumbo-Visma. Co o tym sądzi?

– Bycie pierwszym i posiadanie całkiem fajnej przewagi przed etapem jazdy na czas jest oczywiście czymś, co pozwala milej spędzić dzień odpoczynku. Naprawdę tego nie planowaliśmy, ale lepiej, żeby było tak niż gdybyśmy mieli być dwie minuty za rywalami

– mówił Evenepoel odnosząc się do swojej sytuacji w wyścigu.

Dziennikarze powiedzieli Belgowi, że Enric Mas nazwał go najsilniejszym kolarzem w wyścigu i pytali, czy na kolejnych górskich etapach także będzie chciał jechać w ten sposób, żeby zrywać rywali z koła, czy może mając już przewagę będzie jechał bardziej defensywnie.

– Prosiłem o zmiany, ale [moi rywale] nie chcieli współpracować. Pytałem także Enrica, ale on także nie chciał dawać zmian. Wtedy moi dyrektorzy sportowi poradzili mi, żebym robił swoje i zachował spokój. I właśnie to robiłem na pierwszych górskich etapach

– wyjaśniał Remco, który wygląda na świetnie dysponowanego fizycznie i mocnego, ale pomimo to przyznał, że czuje zmęczenie.

– To był bardzo ciężki tydzień, nie zamierzam owijać w bawełnę. Bardzo czekaliśmy na dzień odpoczynku. Pogoda na północy była bardzo dziwna – od zimnych dni do ciepłych i wilgotnych. Trudno było sobie z tym wszystkim poradzić. Ponadto mamy za sobą bardzo trudne etapy – ze średnim przewyższeniem 2 tys. metrów, a te weekendowe miały 4 tys. metrów w pionie. Trudno nie czuć zmęczenia

– mówił szczerze Evenepoel.

Lipiec zwycięzca Tour de Pologne z 2020 roku spędził w Livigno, a bezpośrednio przed Vueltą odbył jedenastodniowe zgrupowanie właśnie w Alicante, w Hiszpanii, gdzie teraz znajdują się kolarze ścigający się na Vuelcie. Spał tam w hotelu Syncrosfera, gdzie imitowane są warunki dużej wysokości nad poziomem morza, oraz trenował. Więcej o tym pisaliśmy TUTAJ

W związku z powyższym nie obawia się zbytnio finiszu na w Sierra Nevada na Monachil, na ponad 2,5 tys. metrów nad poziomem morza, który czeka na zawodników w najbliższą niedzielę.

– Ten podjazd nie jest najtrudniejszy, ale jest długi i na bardzo dużej wysokości, co może dać się we znaki. Ale to jest właśnie to, do czego przygotowywałem się przez cały lipiec i na początku sierpnia. Dużo przygotowywałem się na wysokości, bo wiemy, że mi to służy. W dodatku spałem na około 2,3 tys. metrów, choć nie podam dokładnej liczby. Zobaczymy, co się wydarzy – do niedzieli jeszcze daleko

– powiedział Evenepoel i dodał na temat swoich przygotowań:

– Pracowałem naprawdę ciężko na tę Vueltę i chociaż jeszcze daleko do końca, to jeśli wiesz, że wykonałeś odpowiednią pracę i wierzysz w siebie, to nie możesz się poddać. Poświęciłem wiele dla tego wyścigu.

Lider Vuelty sporo miejsca w swoich wypowiedziach poświęcił również swoim kolegom z drużyny, a zwłaszcza Julianowi Alaphilippe’owi, który w koszulce świata wykonuje dla niego wielką pracę.

– Widzieliście, co Julian zrobił w niedzielę na ostatnim zjeździe. Wystarczyło usiąść mu na kole jak na kanapie i tylko za nim jechać. Myślę, że niewielu mistrzów świata wykonywałoby taką pracę. Zresztą wszyscy moi koledzy są dla mnie bardzo ważni – zarówno na rowerze, jak i poza nim. Jeśli spojrzymy na sobotni etap, to na ostatnim podjeździe włącznie ze mną było nas czterech. Obok INEOS Grenadiers byliśmy najliczniej reprezentowaną drużyną. Do tej pory byliśmy znani przede wszystkim z walki w klasykach, ale tutaj pokazujemy, że potrafimy także jechać w ten sposób. Zmieniliśmy teren, ale reprezentujemy tę samą jakość

– mówił Evenepoel.

W felietonie podsumowującym pierwszy tydzień wyścigu Vuelta a España piszemy o Remco 2.0 i on sam przyznał, że jest innym kolarzem niż wtedy, gdy stawał na starcie Giro d’Italia.

– Nie możecie mnie porównywać z kolarzem, którym byłem wtedy, w 2021 roku. A czy spoglądam na czerwoną koszulkę w hotelowym pokoju? Mam nadzieję, że będę patrzył na nią w domu, ale do tego jeszcze długa droga

– zakończył Remco Evenepoel.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments