fot. La Vuelta

Choć to już drugi dzień odpoczynku, to tak naprawdę zakończył się dopiero tak zwany pierwszy tydzień wyścigu Vuelta a España. Poprzednie podsumowanie dotyczyło startu wyścigu w Holandii, a teraz spoglądamy na etapy cztery-dziewięć, z których najbardziej zapamiętamy świetnego Remco Evenepoela i długo wyczekiwane zwycięstwa Hiszpanów.

Remco 2.0

Remco Evenepoel przyjechał na hiszpańską Vueltę (swój drugi wielki tour w karierze) jako zwycięzca między innymi Liège-Bastogne-Liège, Tour de Pologne, Clásica San Sebastian czy Tour of Denmark. Na takich wyścigach jak Volta ao Algarve czy Vuelta a San Juan (których swoją drogą również jest zwycięzcą) pokazywał, że potrafi podjeżdżać, ale jeszcze nigdy nie przyszło mu mierzyć się w górskim terenie na tak wysokim poziomie rywalizacji, a już tym bardziej bronić koszulki lidera wielkiego touru. W porządku – jak sam powiedział – nie ma tutaj Jonasa Vingegaarda czy Tadeja Pogačara, jego zdaniem aktualnie dwóch najlepszych górali na świecie, ale jego umiejętności jazdy po (dotychczasowych) górach imponują. Są na tyle skuteczne, że po dziewięciu etapach jest liderem hiszpańskiej Vuelty. Tę pozycję wywalczył sobie na Pico Jano, a przewagę powiększył na krótkim, ale bardzo stromym podjeździe w Asturii – Les Praeres. 

Do tej pory Evenepoela można było kojarzyć raczej jako kolarza świetnie odnajdującego się w jeździe na czas, górzystych wyścigach jednodniowych czy „tygodniówkach”, gdzie zazwyczaj trzeba pokonać jakieś podjazdy, ale nie odgrywają one takiej roli jak na wielkich tourach. Ponadto ofensywny styl jazdy 22-letniego Belga wydawał się nie przystawać do bardziej wyważonych występów w wyścigach trzytygodniowych, gdzie – jak wiadomo – trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, aby zaoszczędzić energię na najtrudniejsze momenty. Jednak w Holandii, a teraz w Hiszpanii obserwujemy poczynania Remco 2.0 – inteligentnego na szosie, nieco bardziej powściągliwego w swoich poczynaniach, ale też znakomicie przygotowanego fizycznie. Zwiastuny tej przemiany można było dostrzec już po jego powrocie po upadku w Il Lombardii 2020, gdzie doznał wielu złamań i dość poważnych obrażeń. Feralny zjazd z Muro di Sormano być może powstrzymał nieco jego zapędy i jeszcze bardziej przyspieszył i tak dynamiczny w jego przypadku proces kolarskiego dojrzewania. Wygląda na to, że jesteśmy świadkami wkraczania w kolejny etap kariery Remco Evenepoela, a mianowicie kolarza specjalizującego się w walce o klasyfikacje generalne wielkich tourów. 

Hiszpanie przerwali posuchę 

Od 25 października 2020 roku, czyli od zwycięstwa Iona Izagirre na Formigal, Hiszpanie czekali na zwycięstwo kolarza ze swojego kraju w wielkim tourze. Posuchę przerwał na piątym etapie do Bilbao Marc Soler z drużyny UAE Team Emirates. Katalończyk zaatakował z ucieczki na podjeździe Alto del Vivero, jako pierwszy wjechał na szczyt, a potem zdołał utrzymać przewagę na zjeździe oraz na wypłaszczeniu i jako pierwszy przekroczył linię mety. 

Soler jest kolarzem, który czasami wzbudza kontrowersje. Gdy reprezentował barwy Movistaru, potrafił być egoistyczny i momentami trudno było rozszyfrować taktykę, z jaką jedzie. Od czasu, gdy wygrał Tour de l’Avenir (2015) wobec jego osoby były wielkie oczekiwania, jednak presja zdecydowanie nie jest jego sprzymierzeńcem. Katalończyk miewa zarówno świetne, jak i beznadziejne dni – można mu zarzucić, że brakuje mu systematyczności, ale z drugiej strony takie występy jak ten na etapie do Bilbao rekompensują wszystkie jego wady. Jest to bowiem zwycięstwo odniesione w bardzo ładnym stylu, z pokazem mocy i determinacji. Soler na początku dnia podjął próbę dołączenia do ucieczki, którą początkowo przegapił, a później dał z siebie absolutnie sto procent zarówno na Alto del Vivero, jak i na dojeździe do Bilbao.  

Zwycięstwo Solera spowodowało, że hiszpańska prasa obwieściła koniec posuchy zwycięstw kolarzy z tego kraju i zwiastowała otwarcie worka z sukcesami. Tak się składa, że wiele się nie myliła, bo na kolejny triumf kolarza z hiszpańską flagą trzeba było czekać zaledwie jeden dzień. Etap przejściowy do Cistierny wygrał po finiszu z ucieczki Jesus Herrada, były mistrz tego kraju, który nie wygrywał na Vuelcie od 2019 roku. Na mecie dał upust swoim emocjom i przez kilka dobrych minut płakał z radości i ze wzruszenia. 

Solera i Herradę łączy to, że w przeszłości reprezentowali barwy drużyny Movistar. Jednak obaj pokazali, że na ekipie Eusebio Unzué świat się nie kończy, że jest życie poza jedyną hiszpańską ekipą World Tour. Soler, który na Tour de France wypruwał żyły dla Tadeja Pogačara, w hiszpańskiej Vuelcie miał obiecaną wolną rękę i już z niej świetnie skorzystał. Z serialu na Netflixie El dia menos pensado pamiętamy, jak niejednokrotnie denerwował się będąc cofanym do pomocy, ponieważ twierdził, że gdyby pozwolono mu odjechać, mógłby odnieść zwycięstwo. Tymczasem Jesus Herrada ma w Cofidisie jeszcze więcej wolności, a wygrywając w Cistiernie pokazał, że hiszpańskie kolarstwo nie musi opierać się tylko na Enricu Masie, Mikelu Landzie albo na młodych Carlosie Rodriguezie i Juanie Ayuso. 32-letni Jesus reprezentuje można powiedzieć kolarską klasę średnią, czyli solidnych kolarzy, którzy być może cieszą się mniejszą uwagą mediów, ale od czasu do czasu potrafią dostarczyć naprawdę sporo radości.  

Rewelacyjny Jay Vine

Ktoś mógłby zażartować, że Jay Vine potrzebował drugiego zwycięstwa etapowego na Vuelcie, aby mieć normalne zdjęcie z linii mety, ponieważ gdy wygrał po raz pierwszy na Pico Jano mgła była tak gęsta, że nie było nic widać. Ale tak zupełnie poważnie, to 25-letni Australijczyk zarówno na szóstym, jak i ósmym etapie był najmocniejszym kolarzem z ucieczki i dzięki temu we wspaniałym stylu zgarnął dwa etapowe skalpy. 

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że jego droga do zawodowego peletonu była dość nietypowa, choć kto wie, czy w przyszłości nie stanie się normalnością. W 2020 roku wygrał Zwift Racing Academy, czyli okazał się najlepszy w cyklu wirtualnych wyścigów. Dzięki temu został dostrzeżony w Europie i podpisał zawodowy kontrakt z drużyną Alpecin-Deceuninck (wtedy Alpecin-Fenix). W styczniu 2020 roku w barwach drużyny trzeciej dywizji Nero Continental zajął piąte miejsce w klasyfikacji generalnej wyścigu Herald Sun Tour, co utwierdziło go w przekonaniu, że może zrobić dobrą karierę na szosie. Problem tkwił jednak w tym, że w Chinach właśnie rozpoczynała się pandemia Covid-19 i kolarski sezon się zatrzymał. Wobec tego wiedział, że jedyną szansą, aby dostrzeżono go na Starym Kontynencie jest zapisanie się do Zwift Racing Academy. Plan powiódł się perfekcyjnie. 

Specjaliści od danych wyliczyli, że stosunek mocy do wagi, jaki Vine generował na podjazdach Pico Jano i Collau Fancuaya jest niemal taki sam, jak najlepszych górali na świecie. Na Vuelcie zadebiutował w ubiegłym roku i na etapie z metą na podjeździe Pico Villuercas finiszował trzeci. Był to znak, że potrafi. W tym roku drużyna Alpecin-Deceuninck ponownie umieściła go w składzie na hiszpański wielki tour, z tym, że tym razem z zadaniem wygrania jednego z etapów kończących się na podjeździe. Jest zaledwie półmetek wyścigu, a Vine już zrealizował zamierzone cele, i to z nawiązką. 

Wiadomo, że kolarze, którzy dobrze radzą sobie na trenażerach muszą generować sporo watów, ale przełożenie tego na zwycięstwa w jednym z najważniejszych wyścigów na świecie nie jest już takie proste. Dlatego Jaya Vine’a z całą pewnością można nazwać rewelacją 77. edycji Vuelta a España i wieszczyć mu świetlaną przyszłość.

Enric Mas zaskakuje, Primož Roglič rozczarowuje 

Była mowa o Hiszpanach, którzy wygrali etapy, ale warto jeszcze wspomnieć o Enricu Masie, który plasuje się aktualnie na drugim miejscu w „generalce”. Lider Movistaru trzymał koło Evenepoela w górach do Les Praeres, gdzie nie dał rady znieść dynamicznego pokonywania stromizn przez Belga, ale i tak zdołał zminimalizować straty. Mas, który kończył Vueltę na podium w 2018 i 2021 roku, marzy o zwycięstwie, więc nie jest usatysfakcjonowany aktualnym wynikiem. W dniu przerwy zapowiedział, że da z siebie wszystko, by w Madrycie założyć maillot rojo. W tej chwili Remco Evenepoel znajduje się poziom wyżej od niego, ale wyścig się przecież nie skończył.

Primož Roglič ma już w tegorocznej Vuelcie etapowe zwycięstwo i jeden dzień spędzony w czerwonej koszulce, ale gdy przyszły większe góry Słoweniec nie był w stanie wytrzymać tempa Evenepoela. Zajmuje teraz trzecią lokatę w klasyfikacji generalnej i ma prawie dwie minuty straty do Belga. Dyrektorzy sportowi w drużynie Jumbo-Visma mówią, że po kontuzji, której nabawił się na Tour de France, nie jest jeszcze w stuprocentowej formie, a ponadto stracił między innymi Seppa Kussa, który był jego kluczowym pomocnikiem w górach. Słoweniec marzył o czwartym w karierze zwycięstwie na Vuelcie, ale w tej chwili stoi to pod dużym znakiem zapytania.

Covid chłosta Vueltę

Artykuł o dosłownie takim tytule (La COVID azota La Vuelta) ukazał się w niedzielę w dzienniku “AS”, a ponadto inne hiszpańskie media zauważają, że przypadków zakażeń Covid-19 jest w peletonie wyścigu Vuelta a España więcej niż zakładano i rozprzestrzeniają się niebezpiecznie szybko. Do tego wszystkiego wycofują się ważni dla swoich drużyn kolarze – w niedzielę pozytywne wyniki testów otrzymali Wout Poels i Pieter Serry, pomocnik lidera wyścigu Remco Evenepoela. W momencie powstawania tego artykułu (w poniedziałek rano) hiszpańską Vueltę z powodu zakażenia Covid-19 opuściło już czternastu zawodników, a ten bilans może zwiększyć się w drugim dniu odpoczynku, kiedy to zostanie wykonana kolejna runda testów PCR.

Dziennikarze obecni na wyścigu donoszą, że w związku z zaistniałą sytuacją zarówno organizatorzy, jak i drużyny zaostrzyły środki bezpieczeństwa. Obowiązkowe jest na przykład noszenie prawidłowo założonych maseczek w tak zwanej mixed zone, czyli strefie, gdzie kolarze udzielają wywiadów. Rundy testów PCR u wszystkich członków bańki wyścigu realizowane są w dniach przerwy, ale ponadto poszczególne teamy badają testami antygenowymi każdego kolarza, który narzeka na złe samopoczucie. Z tegorocznej edycji Tour de France z powodu zakażenia koronawirusem wycofało się piętnastu kolarzy. W związku z tym czternastu wycofanych z Vuelty po dziewięciu etapach rzeczywiście może budzić niepokój. A bilans rośnie niemal z godziny na godzinę. 

Najświeższe informacje na temat wycofanych z powodu Covid-19 kolarzy można przeczytać TUTAJ

guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Grzegorz
Grzegorz

W sumie dobrze, że zmuszają do noszenia masek. Przynajmniej zobaczymy, że nie chronią one przed wirusem, a ilość pozytywnych przypadków ( nie mylić z zakażeniami) i tak będzie wzrastać, wraz z ilością wykonanych testów. We Francji przynajmniej w jednej kwestii poszli po rozum do głowy i eliminowali tylko rzeczywiście chorych. Jeśli Hiszpanie chcą uwalić Vueltę, to są na dobrej drodze.