fot. Arkea-Samsic

Życie kolarza bywa szalone. W ciągu kilku dni plany Łukasza Owsiana dwukrotnie uległy diametralnej zmianie. Kolarz Arkea-Samsic miał więc nam o czym opowiadać.

Tuż przed rozpoczęciem Vuelta a Espana Owsian udzielił naszemu portalowi wywiadu, w którym opowiadał, jak wyobraża sobie czekające go wyzwanie. Oczywiście najwięcej miejsca w swoich wypowiedziach poświęcił Nairo Quintanie – zdecydowanie najważniejszej postaci w składzie ekipy.

Przynajmniej do pewnego momentu. Kilka godzin po rozmowie okazało się bowiem, że Quintana został przyłapany na stosowaniu niedozwolonych środków w czasie Tour de France i aby w pełni skoncentrować się na dowodzeniu swojej niewinności, zrezygnował ze startu w Vuelcie. Gdy informacja pojawiła się w mediach, zszokowani byli kibice, dziennikarze, ale także… sami zespołowi koledzy Kolumbijczyka.

– Właściwie, to dowiedzieliśmy się o tym z Internetu. Może dyrekcja wiedziała wcześniej, ale my nie. Byliśmy tym bardzo zaskoczeni. Nie wiedzieliśmy co jest grane i w zasadzie wciąż tego nie wiemy. Nie mamy żadnych informacji na ten temat. My jedziemy w wyścigu, a gdzieś równolegle toczy się ta sytuacja z Nairo w roli głównej

– tłumaczy Owsian. Gdy zapytaliśmy, w jaki sposób cała ta sytuacja zmieniła jego rolę w ekipie, odpowiedział –

– Można powiedzieć, że o 180 stopni. Wcześniej plan był taki, żeby jeździć przy Nairo, jak podczas Tour de France, zapewniać mu jak największy komfort. Teraz głównie wspomagam naszego sprintera – Daniela McLaya.

Brytyjczyk solidnie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Trzykrotnie meldował się w czołowej „10” kolejnych etapów, a raz był nawet na 3. miejscu – przegrał jedynie z Madsem Pedersenem i Samem Bennettem. Kolarze francuskiego zespołu nie mogą jednak osiadać na laurach.

Utrata dorobku punktowego Nairo Quintany z Wielkiej Pętli spowodowała, że choć francuski zespół wciąż jest w miarę wysoko w rankingu UCI za lata 2020-22, który ma decydować o tym, jakie ekipy znajdą się w przyszłym roku w World Tourze, to jego przewaga nad kolejnymi zespołami znacząco spadła.

– Założenie ekipy jest jasne, chcemy się załapać do World Touru. To oznacza, że teraz musimy łapać jak najwięcej punktów, czy to na Vuelcie, czy to na toczących się równolegle wyścigach w Belgii, Francji i generalnie, gdzie tylko się da

– zapowiada Owsian, który na razie do walki o punkty przyczyniał się jedynie pośrednio – pomagając McLayowi. Na razie nie brał udziału w ucieczkach, choć teoretycznie mógłby to zrobić, ponieważ na większości etapów miał wolną rękę.

– Przyjechałem na ten wyścig trochę z zaskoczenia. Po Tour de France byłem chory i nawet nie pomyślałem, że mógłbym wystartować na Vuelcie. A jednak, dwa dni przed rozpoczęciem wyścigu, dowiedziałem się, że jednak jadę, ponieważ jak już wyzdrowiałem, kłopoty zdrowotne spotkały kilku moich kolegów. Nic więc dziwnego, że w pierwszym tygodniu nie czułem się jeszcze na siłach, żeby o coś powalczyć. Nawet gdybym załapał się w jakąś ucieczkę, to pewnie nie byłbym w stanie walczyć o etapowe zwycięstwo

– mówił.

Jego sytuacja jest jednak trochę podobna do tej Kamila Małeckiego, z którym również rozmawialiśmy w dniu przerwy (oczywiście zachowując wszelkie proporcje). On również z każdym dniem powinien być coraz bardziej zdolny do zabierania się w odjazdy i walkę o etapowe skalpy.

– Przez ostatnie dwa dni zacząłem czuć, że faktycznie jest już lepiej i myślę że wszystko będzie szło dalej w dobrym kierunku. Teraz czekam na ten kolejny tydzień. Będę chciał zaznaczyć swoją obecność na tym wyścigu. Gdy zaczną się trudniejsze etapy, możecie zacząć wypatrywać mnie w ucieczkach

– zapowiedział na koniec.

                                                                                          Rozmawiał Bartek Kozyra

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments