fot. Szymon Gruchalski / Tour de Pologne

Za Kamilem Małeckim trudny pierwszy pełny tydzień Vuelta a Espana 2022. Na szczęście wszystko idzie ku lepszemu. 

Jay Vine wygrywający mglisty czwartkowy i sobotni, naznaczony kłopotami technicznymi etap. Remco Evenepoel dominujący nad rywalami. Mający problemy Primož Roglič. Przez ostatnie kilka tygodni kibice kolarstwa z całą pewnością mieli czym się emocjonować. Z drugiej strony, kolarze zaczynają odczuwać już trudy wyścigu. – No jest ciężko. Moja forma nie jest jakaś bardzo dobra. Starałem się przeżyć te ciężkie etapy, jakoś mi się udało – to najważniejsze – zaczyna rozmowę z Naszosie.pl Kamil Małecki.

Dla Polaka początek wyścigu był bardzo trudny. Jeszcze w Holandii wziął udział w kraksie (szerzej pisaliśmy na ten temat w poprzedni poniedziałek), która utrudniła mu jazdę w kolejnych dniach. Duży wpływ na to miało zakażenie, które wdało się w ranę na początku tygodnia. Początkowo powodowało to ogromny ból, ale teraz jest już lepiej.

– Sytuacja została opanowana. Rana wygląda zdecydowanie lepiej. Na początku brałem na to antybiotyk – teraz już tylko leki przeciwzapalne. Rana całkowicie zagoi się pewnie dopiero po Vuelcie –  teraz cały czas ruszam tym zranionym kolanem, więc trudno, żeby stało się to w czasie wyścigu. Mimo wszystko z każdym dniem powinniśmy widzieć poprawę

– mówił zawodnik, który w czasie dnia przerwy miał ważny zabieg. – Usunęliśmy szwy. mieliśmy z tym jeszcze trochę poczekać, ale nie było innego wyjścia – za głęboko wchodziły w skórę, więc później bardzo trudno byłoby to zrobić.

Gdy rozmawialiśmy w poprzedni poniedziałek, kolarz Lotto Soudal zapowiadał, że nie zamierza się poddawać. Że wciąż liczy na jakiś dobry wynik – najlepiej zwycięstwo etapowe. Jak się okazało – na słowach się nie skończyło. Już w środę można było oglądać go z przodu – choć początkowo nie znalazł się w ucieczce dnia, to później podjął próbę dołączenia do niej wraz z Jonathanem Caicedo, Ibaiem Azurmendim i Darylem Impeyem.

– Jak ruszyła kontra, ja akurat byłem wysoko w peletonie, więc dołączyłem do ataku. Bardzo trudno było nam w ogóle dołączyć do ucieczki – wiadomo, trzynastu chłopa z przodu, nas było mniej, mieliśmy ponad 30 sekund straty. Dużo mnie to kosztowało. Dołączyliśmy do niej, ale nie utrzymałem się w czołówce zbyt długo. Szybko strzeliłem – nie było tak, że nie miałem energii, czy siły. Ja po prostu w ogóle nie mogłem kręcić jedną nogą

– tłumaczył.

Ucieczka dojechała więc do mety bez Małeckiego. Wspomniany Impey zajął 2. miejsce, a etap wygrał Mark Soler. Małecki był 115. i na jakiś czas zrezygnował z zabierania się w akcje. 26-latek nie wyklucza jednak, że już w tym tygodniu znów zobaczymy jego aktywną jazdę.

– Naprawdę liczę na to, że moja dyspozycja będzie lepsza. Ból męczy mnie coraz mniej, dlatego wciąż myślę o tym, żeby osiągnąć tutaj jakiś dobry wynik. Teraz będzie trochę lżej, najpierw czasówka, gdzie moim jedynym zmartwieniem będzie zmieszczenie się w limicie, potem płaski etap i dopiero później kolejne trudne dni. Chciałbym to wykorzystać, by nabrać świeżości. Wstępnie, nie wydaje mi się, żebym miał zabierać się w odjazdy na płaskich etapach, ale oczywiście będę stosować się do tego, co powiedzą mi szefowie

– zakończył.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments