fot. Paris-Roubaix

Powtórka z rozrywki, tyle że w tęczowych barwach i jeszcze lepszym stylu. Mathieu van der Poel wygrał tegoroczną edycję Paryż-Roubaix po prawie 60-kilometrowym rajdzie. Podobnie jak przed rokiem, sprint o drugie miejsce wygrał Jasper Philipsen.

Monumentem Paryż-Roubaix kolarze zwieńczyli tegoroczną kampanię brukowanych, północnych klasyków. Choć przed nimi jest jeszcze Strzała Brabancka, to właśnie „Piekło Północy” spina klamrą rozpoczętą pod koniec lutego w Omloop Het Nieuwsblad serię wyścigów. O trasie Paryż-Roubaix i jego trudnościach napisano już chyba wszystko – 29 bardzo wymagających sektorów brukowych, z takimi odcinkami, jak Las Arenberg, Mons-en-Pevele czy Carrefour de l’Arbre. Jeden z najbrutalniejszych wyścigów w kalendarzu zakończył się po prawie 260 kilometrach na welodromie w Roubaix.

W trzecim monumencie sezonu zobaczyliśmy Kamila Gradka, Łukasza Wiśniowskiego (Bahrain Victorious), Filipa Maciejuka (Bahrain Victorious), Stanisław Aniołkowski (Cofidis) oraz Kamil Małecki (Q36.5 Pro Cycling Team).

fot. procyclingstats.com

Spośród kolarzy awizowanych do startu w tegorocznej edycji Paryż-Roubaix, do wyścigu nie przystąpili Michael Vink (UAE Team Emirates), Michael Morkov (Astana Qazaqstan Team) oraz Dylan van Baarle z Team Visma | Lease a Bike – były zwycięzca tego wyścigu, którego można było zakwalifikować do szerokiego grona faworytów. Na starcie honorowym w czołówce jechali między innymi Filip Maciejuk (BORA-hansgrohe), Łukasz Wiśniowski (Bahrain Victorious) i Stanisław Aniołkowski (Cofidis).

Gdy tylko od kolarzy odjechał samochód dyrektora wyścigu, do przodu wyrwał się Dries De Bondt z Decathlon AG2R La Mondiale i ściganie rozpoczęło się na dobre. W pogoń za byłym mistrzem podążali kolejni zawodnicy, co doprowadziło do dobrze znanej z trasy Paryż-Roubaix walki o zabranie się w ucieczkę. Aktywny był również Yevgeniy Fedorov z Astana Qazaqstan Team, Edvald Boasson Hagen (Decathlon AG2R La Mondiale), ale żadna grupa nie była w stanie uformować odjazdu.

Z czasem zaczęły się ataki kolarzy, mających w swoim palmares zwycięstwa w najbardziej prestiżowych klasykach. Próbował między innymi Alexander Kristoff z Uno-X Mobility, a także Kasper Asgreen (Soudal – Quick Step), który odjechał wraz z Marco Hallerem (BORA-hansgrohe), Perem Strandem Hagenesem (Team Visma | Lease a Bike), Gleb Syritsa (Astana Qazaqstan Team), Rasmus Tiller (Uno-X Mobility), Liam Slock (Lotto Dstny) oraz błyszczący w ostatnim czasie Kamil Małecki z Q36.5 Pro Cycling Team.

Grupka wypracowała sobie około 25-sekundową przewagę, ale kolarze w peletonie nie dawali za wygraną. Z głównej grupy kontrowali między innymi Dusan Rajović (Bahrain Victorious) i Dries De Bondt (Decathlon AG2R La Mondiale), którzy długo utrzymywali się pomiędzy czołówką a peletonem.

Po przejechaniu niespełna 40 kilometrów, w peletonie doszło do sporej kraksy, w której ucierpiało kilkunastu kolarzy, w tym Tim Merlier (Soudal – Quick Step), Elia Viviani (INEOS Grenadiers), Alberto Bettiol (EF Education-EasyPost), Jonathan Milan (Lidl-Trek), Nils Politt (UAE Team Emirates) czy Laurenz Rex (Intermarche-Wanty), który później wycofał się z wyścigu.

Alpecin-Deceuninck rozgrywa wyścig pod swoje dyktando

Upadek w środku grupy uspokoił nieco czoło peletonu, co pozwoliło ucieczce na odjechanie od głównej grupy na 1,5 minuty. Po pokonaniu kilkudziesięciu kilometrów, do prowadzącej siódemki w końcu dołączyli waleczni Dusan Rajović i Dries De Bondt.

Prowadząca peleton ekipa Alpecin-Deceuninck, do spółki z Timem Declercqiem z Lidl-Trek, starała się kontrolować czołówkę, z której po defekcie szybko odpadł Gleb Syritsa. Wysokie tempo w peletonie, dyktowane przez pomocników Mathieu van der Poela i Jaspera Philipsena. Główna grupa porwała się na strzępy – w pierwszym peletonie nie znaleźli się między innymi Christophe Laporte (Team Visma | Lease a Bike), Ivan Garcia Cortina, Oier Lazkano (Astana Qazaqstan Team), Luca Mozzato (Arkea-B&B Hotels), Ben Turner (INEOS Grenadiers) i Antonio Morgado (UAE Team Emirates).

Tymczasem kolarze Alpecin-Deceuninck kontynuowali bardzo mocną jazdę i zbliżali się do ucieczki. Jednocześnie z okrojonego peletonu odpadł Mads Pedersen (Lidl-Trek), ale po kilku minutach zdołał dojechać do grupy faworytów. Niedługo później został doścignięty.

W międzyczasie sędziowie poinformowali o dyskwalifikacji Joshuy Tarlinga z INEOS Grenadiers, który wracał do grupy po defekcie korzystając z nieprzepisowej pomocy dyrektora sportowego.

Las Arenberg postraszył czołówkę

Stosunkowo szybko stało się jasne, że w grze o zwycięstwo i pamiątkową kostkę bruku pozostało już tylko około 35 kolarzy, jadących w prowadzącej grupie. Wszyscy skupiali się na zbliżającym się wielkimi krokami Arenbergu, czekającym na zawodników ze swoimi piekielnie trudnymi brukami. Sprint do szykany wygrał Mads Pedersen, który jako pierwszy zaczął dyktować mocne tempo na kostce.

Każdy z zawodników odczuł brutalność Arenbergu na własnej skórze. Z powodu defektu odpadł Yevgeniy Fedorov, a niedługo później z czołową grupą pożegnali się także Tim van Dijke (Team Visma | Lease a Bike) oraz Kasper Asgreen. Na półmetku odcinka bruku zaatakował Mathieu van der Poel, który szybko odjechał rywalom. W pogoń za mistrzem świata udali się Mads Pedersen, Mick van Dijke z Team Visma | Lease a Bike oraz Jasper Philipsen.

Trzyosobowa grupka dojechała do mistrza świata na asfalcie, ale współpracę w czołówce rozbił defekt Jaspera Philipsena. Ta sytuacja, jak i problemy techniczne innych zawodników, w tym Kamila Małeckiego, Madsa Pedersena i Johna Degenkolba, doprowadziły do licznych przetasowań.

Ostatecznie, na 85 kilometrów do mety, grupę faworytów tworzyło około 25 kolarzy, a w wyścigu prowadzili Gianni Vermeersch (Alpecin-Deceuninck), Stefan Kung (Groupama-FDJ) oraz Nils Politt (UAE Team Emirates). Inicjatywę w głównej grupie objęła natomiast ekipa Lidl-Trek.

Game over

Głównie za sprawą pracy Mathiasa Vacka z Lidl-Trek, grupa faworytów zbliżyła się do czołówki na zaledwie kilka sekund. Wysokie tempo doprowadziło nie tylko do przerzedzenia pogoni. Tymczasem na czele utrzymywał się już tylko Gianni Vermeersch, do którego po sektorze Beuvry to Orchies doskoczyli pozostali zawodnicy.

Na kolejnym brukowym odcinku zaatakował Mathieu van der Poel, z łatwością odjeżdżając rywalom. Mistrz świata szybko wypracował ponad minutową przewagę nad grupą pościgową, w której każdy atak był kasowany przez Jaspera Philipsena i Gianniego Vermeerscha.

Gdy do mety pozostało 45 kilometrów, a kolarze zjechali z bruków Mons-en-Pevele, prowadzący Mathieu van der Poel miał minutę i 40 sekund przewagi nad pogonią, w której aktywnie jechał Nils Politt. Po ataku zawodnika UAE Team Emirates, uformowała się kilkuosobowa grupka, w której znaleźli się również Mads Pedersen, Stefan Küng, Laurence Pithie i Jasper Philipsen.

Belg, rzecz jasna, nie dawał zmian, ale w pogoni aktywnie jechała pozostała czwórka. Mimo tego, Mathieu van der Poel cały czas powiększał swoją przewagę. 30 kilometrów przed metą, przy wjeździe na bruk Templeuve, upadek zanotował Laurence Pithie, przez co odpadł z grupy pościgowej.

Niedługo później z tyłu zaatakował Gianni Vermeersch z Alpecin-Deceuninck i szybko dołączył do utalentowanego Nowozelandczyka. Duet nie dał jednak rady znacząco zbliżyć się do grupy Jaspera Philipsena – cały czas dzieliło ich około 25 sekund.

Pierwsza pogoń podzieliła się po przyspieszeniu Jaspera Philipsena na sektorze Gruson, kiedy to odpadł z niej Stefan Küng. Miało to miejsce nieco ponad 10 kilometrów przed metą, gdy prowadzący Mathieu van der Poel miał prawie 3 minuty przewagi.

Nikt i nic nie mogło powstrzymać aktualnego mistrza świata przed sięgnięciem po drugi z rzędu triumf w Paryż-Roubaix. Po rundzie honorowej na welodromie w Roubaix Mathieu van der Poel przeciął linię mety z ogromną przewagą nad kolejnymi zawodnikami.

W walce o trzecie miejsce wzięli udział Jasper Philipsen, Nils Politt i Mads Pedersen, który wprowadził grupkę na tor w Roubaix. Na jego kole jechał kolarz Alpecin-Deceuninck, a za nimi utrzymywał się Nils Politt. To właśnie Niemiec rozpoczął finisz jako pierwszy, ale ostatecznie skończył zmagania na czwartej pozycji. Najszybszy okazał się Jasper Philipsen, do którego – podobnie jak przed rokiem – powędrowało drugie miejsce. Podium uzupełnił Mads Pedersen.

Bardzo dobre 18. miejsce zajął Kamil Małecki.

Dla ekipy Alpecin-Deceuninck jest to trzecie zwycięstwo w monumencie w tym sezonie – wcześniej w Mediolan-San Remo triumfował Jasper Philipsen, a w Ronde van Vlaanderen zwyciężył Mathieu van der Poel.

Tegoroczna edycja Paryż-Roubaix była najszybsza w historii tego wyścigu – wyniosła 47,8 km/h.

Wyniki Paryż-Roubaix 2024:

Results powered by FirstCycling.com

 

Poprzedni artykułTour of Mersin 2024: Marcin Budziński wygrywa „generalkę”, Norbert Banaszek drugi w sprincie z grupy
Następny artykułParyż-Roubaix juniorów i orlików 2024: Wygrane Teutenberga i Omrzela, Kacper Mientki w najlepszej „20”
Kacper Krawczyk
Szukam ciekawych historii w wyścigach, które większość uważa za nieciekawe.
guest
5 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Marcraft
Marcraft

Mathieu van der Poel to król wyścigów jednodniowych. 3 minuty nad drugim miejscem to przepaść. Tylko na wielkich tourach jest do pokonania, bo tam trzeba przejechać 21 etapów niemalże codziennie. Wtedy do gry wchodzą zakwasy.

Marek
Marek

Wielki Mistrz i kilkudziesięciu czeladników. MVDP wygrywa jak chce, reszta nawet nie próbowala go gonić, od razu zgodzili się walczyć o 2 miejsce. I tyle. W porównaniu do poprzednich edycji wyścig bezbarwny, długimi okresami wręcz nudny. Wjazd do Arenbergu złośliwie wykastrowany przez organizatorów. Szkoda. Do zobaczenia za rok!

reko
reko

MvdP to inna liga, poza Woutem nie widzę dla niego rywala (pod warunkiem, że ten drugi jest w topowej formie). Wiem, że 18 miejsce to nie jakiś high level, ale serio cieszy forma Małeckiego , szczególnie mając w pamięci jego przejścia.

Tomasz
Tomasz

Bez
@TamauPogi
i
@WoutvanAert
nie ma nikogo, kto byłby nawet blisko tego gościa… Gratulacje
@mathieuvdpoel

Jacek
Jacek

Doceniam sportową wielkość MvdP, i gratuluję mu świetnej jazdy, ale jakoś trudno mi poczuć sympatię do tego gościa.

Wielkie gratulacje również dla Kamila Małeckiego. Ten gość walczy nie tylko z trasą. Podziwiam niezmiernie jego chart ducha i upór – chapeau bas! Kamil, życzę kolejnych sukcesów ☺️