Fot. Lotto Soudal

Vuelta a Espana nie rozpoczęła się dla Kamila Małeckiego zbyt dobrze – w sobotę ucierpiał w kraksie, a dziś rozstrzygają się losy jego dalszego udziału w wyścigu.

Dla kolarza Lotto Soudal Vuelta jest pierwszym wielkim tourem od Giro d’Italia 2020, na które pojechał w barwach CCC Team. Wtedy nie zawiódł. Na 16. etapie wziął udział w ucieczce i zajął świetne czwarte miejsce – zresztą, trzyosobowy finisz po ostatni stopień etapowego podium zakończył między Enrico Battaglinem i Benem Swiftem.

Teraz wraca po długim okresie problemów zdrowotnych z miednicą i kolanem w roli głównej. Już podczas Tour de Pologne zasygnalizował dobrą formę, kilkukrotnie zabierając się w ucieczki. Na Vuelta a Espana również jechał z nadziejami na bardzo dobry start, może nawet zwieńczony zwycięstwem etapowym, jednak już drugiego dnia wszystko się lekko skomplikowało.

– Zwężenia, zakręty, bruki, ścisk w peletonie, w którym każdy chciał zajmować jak najlepszą pozycję – tak wyglądał właściwie cały etap. Trzeba było bardzo uważać, bo było mnóstwo niebezpiecznych momentów. Jeden z nich miał miejsce przed lotniskiem przy którym znajdowała się lotna premia. W takich sytuacjach w peletonie zwykle jest zamieszanie – tak było również wtedy. Niestety było wąsko, potem jakieś wyboje, więc ryzyko kraksy było duże. Niestety w pewnym momencie uderzył we mnie jakiś kolarz, runąłem na ziemię, na domiar złego pociagając jeszcze za sobą kolegę z zespołu.

– relacjonował wypadek Małecki w rozmowie z naszym portalem.

Szczęście w nieszczęściu, że ucierpiała ta noga, z którą problemy miał wcześniej. – – To jest na szczęście druga noga. Z nią nie miałem wcześniej żadnych problemów i teraz też nie doznałem żadnej kontuzji. Jedyne co mi doskwiera, to głębokie rozcięcia, które się pojawily – uspokajał. Niestety te ostatnie są bardzo uciążliwe.

– Bardzo mnie wszystko boli. Wczorajszy etap był dla mnie bardzo trudny, dziś też nie jest łatwo, ale takie jest kolarstwo. Dziś zadecydujemy, czy jadę dalej, jestem jednak spokojny. Skoro ten poprzedni dzień udało mi się przetrwać, to kolejne też – powinno być coraz łatwiej. Mam założony opatrunek, szwy, rany się goją…

Nieporzucone marzenia
Zdecydowanie bardziej prawdopodobny scenariusz jest więc taki, że Małecki pozostanie na trasie hiszpańskiego wyścigu. Trudno powiedzieć, co będzie dalej, zwłaszcza, że Polak od dwóch lat nie jechał w tak długim wyścigu. On sam pozostaje jednak optymistą. Gdy zapytaliśmy go, jak jechało mu się przed kraksą, odpowiedział:

Było OK, choć trudno powiedzieć mi dokładnie, jak noga się kręciła, bo nie miałem okazji jej przetestować przy dłuższej, cięższej jeździe. Widziałeś, jaka była trasa w Holandii. Było dużo zmian tempa – generalnie rwana jazda. Natomiast wiem na pewno, że po Tour de Pologne moja forma była bardzo dobra. Zresztą uważam, że wciąż taka jest, nawet mimo upadku

– zapewniał. Następnie dodał, że jego cele pozostają takie jak wcześniej. Ba, właściwie to nawet jeszcze mocniej się wykrystalizowały, ponieważ w tej samej kraksie, co Małecki ucierpiał Steff Cras – lider ekipy na „generalkę”. Niestety on, w przeciwieństwie do Polaka, nie był w stanie kontynuować jazdy.

szkoda mi Steffa – bardzo na niego liczyliśmy. Przyjechałem tutaj myśląc o wygraniu etapu i teraz, gdy go nie ma, pozostało mi właściwie tylko takie zadanie. Nie mam pojęcia, czy jestem w ogóle w stanie to zrobić, jednak wierzę w siebie. Nawet jeśli nie uda mi się odnieść tego zwycięstwa, to nawet takie miejsce w czołowej „10” któregoś z etapów znaczyłoby dla mnie bardzo dużo

– zakończył.

 

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments