fot. ASO / Pauline Ballet

Wczoraj Tadej Pogačar – dzisiaj lider wyścigu Jonas Vingegaard. Podczas osiemnastego etapu tegorocznego wyścigu Tour de France obejrzeliśmy kolejny wspaniały spektakl i zarazem pojedynek dwóch znakomitych kolarzy. Oto, jak te wszystkie wydarzenia skomentował właściciel maillot jaune

Jonas Vingegaard odniósł drugie etapowe zwycięstwo w tegorocznej Wielkiej Pętli, w której na spółkę z Tadejem Pogačarem animuje rywalizację w „generalce”. Duńczyk był najlepszy na pirenejskim podjeździe Hautacam, gdzie finiszował przed Słoweńcem.

W związku z tym, że był to ostatni górski etap, to wydaje się, że tylko wielki pech albo choroba mogłaby powstrzymać go od zwycięstwa w Paryżu. Ma teraz 3 minuty i 26 sekund przewagi nad drugim Pogačarem.

– To jest niesamowite. Rano powiedziałem mojej partnerce i córce, że chcę wygrać dla nich etap. Jestem szczęśliwy i dumny, że udało mi się zrealizować to, co powiedziałem rano. Tadej przestrzelił jeden z zakrętów, wjechał na szuter i zaliczył głupią kraksę. Czekałem na niego po tym wszystkim. Chciałbym podziękować wszystkim moim kolegom z drużyny – Woutowi, Seppowi, Tiesjowi, Nathanowi, Christophe’owi – wszyscy byli dzisiaj niesamowici. Musiałem tylko pozostać skoncentrowanym i podchodzić do tego wyścigu dzień po dniu. Nie chcę jeszcze rozmawiać o zwycięstwie w Tour de France. Porozmawiamy o tym za dwa dni

– mówił zaraz po zakończeniu etapu Vingegaard.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments