lennard kamna giro 2022
giroditalia.it

Kolarze po trzech dniach na Węgrzech dotarli do Włoch i 105. Giro d’Italia rozkręciło się na dobre. Organizatorzy przygotowali w pierwszym pełnym tygodniu zmagań istną kanapkę z wielkimi górami jako chlebkiem i sprintami oraz pagórkami jako wypełnieniem wnętrza. Czy danie było wybitnie smaczne? Może i nie, ale z pewnością konsumowało się je z pewnym uśmiechem na twarzy.

Za nami okres zwyczajowo nazywany pierwszym tygodniem wielkiego touru. O trzech pierwszych etapach już coś naskrobałem w moim mini-felietonie, skupmy się dziś zatem na kolejnych sześciu odcinkach, tych rozegranych już na włoskiej ziemi. Kolarze ruszyli z Sycylii i powoli zmierzają w stronę północy Włoch, po drodze zwiedzając kolejne wzniesienia i miasta, po drodze rywalizując o masę różnych klasyfikacji, ale przede wszystkim o tą jedną, wymarzoną przez wielu Maglia Rosę.

Uciekinier, który zachwyca świat
Juan Pedro López, bo o nim mowa, był przed rokiem 13. w klasyfikacji końcowej La Vuelta ciclista a España. Z taką referencją przystąpił jako bodaj czwarty nóż ekipy Trek-Segafredo do tegorocznego Giro d’Italia, gdzie należało się po nim raczej spodziewać, że będzie dużo pomagał w górach i ewentualnie zaznaczy gdzieś swoją obecność w wyścigu przy pomocy ucieczki. Los jednak sprawił, że 24-latek przyodział na Etnie różową koszulkę, a przez kolejne dni dzielnie jej bronił zyskując całą rzeszę sympatyków. Ile jeszcze dni zdoła wieźć Maglia Rosę na swoich barkach? Wydaje się, że kolejne trudne wyzwanie czeka na Hiszpana dopiero w sobotę bądź niedzielę.

Powrót Arnaud Démare’a
Prawie 31 lat na karku i pewna blokada w odnoszeniu zwycięstw – to nie brzmi dobrze gdy mówimy o sprinterze. Rolą takowego jest przecież dość masowe wygrywanie, szczególnie gdy mówimy o kolarzu, który w swoim palmares u progu Giro d’Italia miał aż 84 triumfy. Zawodnik Groupama-FDJ w sezonie 2021 nie zdołał jednak ani razu unieść rąk w geście zwycięstwa w imprezie World Tour, Tour de France opuścił dość szybko po przekroczeniu limitu czasu, a w 2022 roku nie wygrywał wcale… Arnaud Démare przezwyciężył jednak kryzys i wygrał dwa etapy z rzędu, a największym rywalem Francuza w walce o cyklamenową koszulkę wydaje się powoli być mieszczenie się w limicie czasu, nie rywale.

arnaud demare giro 2022
Groupama-FDJ / Facebook

Górski pociąg INEOS
Wszyscy wiedzieli, że to właśnie brytyjska formacja będzie swoją taktyką niejako betonowała wyścig, ale i tak lekką niespodzianką jest fakt, że nikt nawet nie próbuje im przeszkadzać w tym. Zarówno na Etnie, jak i podczas dwóch ostatnich wspinaczek etapu z metą na Blockhausie to własnie INEOS Grenadiers w pełni kontrolowało stawkę i jechało tak, jak to sobie wymarzył Richard Carapaz. Lista rywali Ekwadorczyka stale się skraca, a najwyższe góry dopiero przed nim i zapewne tam będziemy oglądali próbę wygrania przez niego całej imprezy.

Umarł król? Żyje król!
O ile Mark Cavendish zaliczył piękny powrót do wygrywania już w zeszłym sezonie i jego triumf numer 16 podczas Giro d’Italia nie był wielką sensacją, to jednak powrót do tak skutecznego uciekania przez Thomasa De Gendta może nieco zaskakiwać. 35-latek, pominąwszy jego ukochane Volta Ciclista a Catalunya, nie pokazywał się już tak skutecznie w odjazdach od prawie 3 lat i wydawało się, że na tym etapie kariery skupi się tylko na pracy na rzecz swoich liderów, a jednak pokazał ten jeden błysk, z którego przez wiele sezonów tak dobrze był znany. Kolarz Lotto Soudal ponownie mógł otworzyć szampana na podium Giro d’Italia po raz pierwszy od 10 lat z okazji etapowego triumfu.

fot. Giro d’Italia

Pierwsi przegrani
W wyścigu z powodu kontuzji nie jedzie już Miguel Ángel López, swojego rozprowadzającego straciła ekipa Quick-Step Alpha Vinyl Team, albowiem Michaela Mørkøva wyeliminowała choroba. Najchętniej zasłonę milczenia spuściłbym na takiego kolarza jak Jakub Mareczko… Alpecin-Fenix już mu chyba nigdy nie zaufa po takim blamażu, jakim jest nie dotarcie na metę już czwartego etapu. W stawce do tego pozostają kolarze, dla których wielkie marzenia się już skończyły – straty ponieśli m.in. cierpiący na ból kolana Simon Yates, Wilco Kelderman, Giulio Ciccone czy wyraźnie niedysponowany Tom Dumoulin. Jak to zazwyczaj bywa w pierwszym tygodniu wyścig można było przegrać, choć jeszcze nie dało się go wygrać.

Dzielni, ale słabi Włosi
0 zwycięstw etapowych, ledwie 3 dni w koszulkach liderów pobocznych klasyfikacji – to dotychczasowy dorobek gospodarzy. 2 dni na biało jechał Matteo Sobrero, teraz prowadzenie w walce o niebieski trykot przejął Diego Rosa. Jednego jednak nie można odmówić Włochom – niezależnie od wszystkiego próbują oni walczyć i zaznaczać swoją obecność w stawce. Filippo Tagliani i Mattia Bais uciekają raz po raz, bo na tyle ich stać w tej stawce, Domenico Pozzovivo i Vincenzo Nibali podjęli magiczną misję ukrycia swoich metryk, bo chyba nikt się nie spodziewał, że zaprezentują tak dobrą formę?

Transmisje od startu do mety? Nie polecam
Kończąc moje przemyślenia z pierwszego włoskiego tygodnia Giro d’Italia zwróciłbym uwagę na jeszcze jeden fakt – pokazywanie rywalizacji na całej długości niekoniecznie sprawdza się. Mądry powie – włącz później i jest w tym sporo prawdy, z drugiej jednak strony czuć momentami wyraźne znużenie komentatorów, a z racji tego jak wiele godzin muszą spędzić w widzami są chwile, gdy brakuje tematów. Szczególnie gdy oglądamy tak mierne widowiska jak to na 6. etapie.

Giro d’Italia 2022: zapowiedź całego wyścigu
Giro d’Italia 2022: oficjalna lista startowa
Giro d’Italia 2022: plan transmisji telewizyjnych

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments