giro d'italia 2022
girodiitalia.it

Przez monumentalny Budapeszt, zbocza gorącej Etny i mieniącą się odcieniami purpury Costa Viola, tętniące życiem metropolie i pachnące cytrusami Lago di Garda, aż po lśniący szczyt Passo Fedaia i urokliwą Weronę. 105. edycja Giro d’Italia podąża dalej ścieżką nieśmiało nakreśloną przed dwunastoma miesiącami, sięgając po mniej oczywiste sposoby na wykreowanie porywającego spektaklu. W tym roku amore infinito to opowieść o wielkich miastach i świetle, które tylko na Półwyspie Apenińskim potrafi malować tak doskonałe obrazy.

Gelato, gorgonzola, prosciutto crudo, a do tego tym razem nieco bardziej dojrzałe Sforzato di Valtellina. Jeśli podobnie jak Andy Hampsten macie włoskie żołądki, za sprawą coraz bogatszej oferty portugalskich i niemieckich sieci supermarketów te produkty już na stałe zagościły w waszym menu. Jeśli zaś narodowości włoskiej są wasze serca, kolarstwo szosowe najlepiej musi smakować w maju, który jest początkiem najbardziej intensywnej i obfitującej w akcję fazy sezonu.

To za nim tęsknimy podczas zimowej przerwy, to o nim skrycie marzymy ekscytując się klasykami, kiedy najlepsi specjaliści od wyścigów wieloetapowych po cichu szlifują formę na Teneryfie. Bo pierwszy wielki tour sezonu to zjawisko daleko wykraczające poza sportowe wydarzenie. To żarliwa, zaraźliwa i kompletnie pozbawiona organizacji pasja włoskich tifosi, która u zarania miała jednoczyć wbrew wszelkim podziałom i jednoczy po dziś dzień. To najnowocześniejszy z największych wyścigów etapowych, który jako pierwszy potrafił wyciągnąć rękę do przeciętnego kibica i stworzyć spójną medialną oprawę, idealnie wpisującą się w rytm naszego życia. Wreszcie to angażująca narracja rozpisana na wszystkie zmysły, która bezbłędnie przenika przez systemowe bariery i dociera to tego miejsca, które jest źródłem podejmowania większości nieracjonalnych decyzji.

I kiedy poczuliśmy się już całkiem komfortowo w przekonaniu, że wszystko o nim wiemy i że Giro d’Italia nie byłoby dłużej sobą bez tego zdumiewającego koktajlu brutalności, przesady i kiczu, organizatorzy imprezy udowadniają, że kameralna ubiegłoroczna edycja nie była chwilowym kaprysem. Włoski wielki tour dojrzewa na naszych oczach jak najdoskonalsze wino i nie musi już sięgać po ekstrema, by świadomie budować swoją unikalną tożsamość. Bardzo lokalny charakter, który wyścig utrzymywał przed dwunastoma miesiącami, tym razem zamienia na piękną odę to miast Italii, a jednocześnie dalej przeciera mniej znane szlaki Apeninów i Alp oraz odkrywa kolejne malownicze zakątki tej części Europy.

Jaka zatem będzie 105. edycja Giro d’Italia?

Otwarta

Wyraźnego faworyta wspiera zdecydowanie najsilniejsza drużyna, ale stawka pozostałych pretendentów do podium wydaje się bardzo wyrównana. W połączeniu z trasą, która z jednej strony równo rozkłada akcenty na przestrzeni trzech tygodni rywalizacji, z drugiej zaś szykuje spektakularny finał na brutalnej Passo Fedaia, zwiastuje to ekscytujący wyścig bez dłuższych przestojów.

Miejska

105. edycja Giro d’Italia to nie tylko Grande Partenza w monumentalnym Budapeszcie, ale też wizyty w wielu dużych miastach, które włoski wielki tour najczęściej pomija. Nie zobaczymy w tym roku Mediolanu, ale na trasie pojawią się Katania, Mesyna, Neapol, Parma, Genua, San Remo, Turyn, Treviso i Werona.

Międzynarodowa

Powrót do zagranicznego Grande Partenza i krótka wizyta w Słowenii być może nie dorównuje Wielkiej Pętli, której peleton w podróży z Danii pokona kilka europejskich krajów, ale jest ważnym krokiem w kierunku pozostawienia za plecami poczucia izolacji. Z jednej strony wyeksponuje Budapeszt i Balaton, czyli najbardziej oczywiste turystyczne atrakcje Węgier, z drugiej natomiast odkryje jedną z najpiękniejszych perełek Alp Julijskich – Dolinę Soczy.

Harmonijna

Czyli stroniąca od wspomnianych wcześniej ekstremów i posiadająca równo rozłożone akcenty. Odcinków płaskich jak stół jest bardzo niewiele, podobnie jak tych przypominających zęby rekina, a każdy tydzień posiada swój własny królewski etap: kolejno w Apeninach Południowych, Alpach i Dolomitach.

105. edycja Giro d’Italia w liczbach to:
3 klasyczne etapy sprinterskie (3, 11, 18)
3 nieco bardziej pagórkowate odcinki ze wskazaniem na sprinterów (5, 6, 13)
2 etapy jazdy indywidualnej na czas (2, 21, łącznie tylko 26,6 kilometra)
4 odcinki dedykowane specjalistom od wyścigów jednodniowych (1, 8, 10, 14)
3 etapy w średnich górach (7, 12, 17)
6 górskich etapów (4, 9, 15, 16, 19, 20)
5 finiszów na podjeździe (4, 9, 15, 19, 20)

Trasa

Etap 1, 6 maja: Budapeszt > Wyszehrad (195,0 km)

105. edycja Giro d’Italia rozpocznie się nietypowo, bo nie zainauguruje jej ani jazda indywidualna na czas, ani oczywisty odcinek dedykowany sprinterom. Piątkowy etap z Budapesztu do malowniczo położonego nad zakolem Dunaju Wyszehradu liczy 195 kilometrów i tylko 1390 metrów przewyższenia, ale wszystko, co najlepsze, zachowuje na końcówkę.

Tego dnia peleton krążyć będzie po bardzo subtelnie pagórkowatych obszarach na zachód od stolicy Węgier, ale meta zlokalizowana została na krótkim podjeździe do zamku w Wyszehradzie (5,6 km, śr. 4.2%, max. 8.0%), co najprawdopodobniej sprawi, że w różu zobaczymy dynamicznego kolarza w typie puncheura.

Etap 2 (ITT), 7 maja: Budapeszt > Budapeszt (9,2 km)

Co się odwlecze, to nie uciecze. Pierwszy z dwóch odcinków jazdy indywidualnej na czas tegorocznej edycji Giro rozegrany zostanie drugiego dnia imprezy na ulicach Budapesztu. Trasa o długości 9,2 kilometra poprowadzi z Pesztu do Budy, po drodze eksponując między innymi nadrzeczne bulwary i Most Małgorzaty na Dunaju.

Etap, choć bardzo krótki, dobrze oddaje ukształtowanie terenu stolicy Węgier, wiodąc najpierw przez płaskie tereny na wschód od drugiej najdłuższej z Europejskich rzek, a następnie wspinając się na wzgórza jej zachodniego brzegu. Finałowy podjazd do zamku w Budzie (1,3 km, śr. 4,9%, max. 14%) liczy niespełna półtora kilometra, ale ma bardzo stromy początek, co może faworyzować wszechstronnych kolarzy celujących w klasyfikację generalną.

Etap 3, 8 maja: Kaposvár > Balatonfüred (201 km)

Ostatni z etapów włoskiego wielkiego touru na obczyźnie rozegrany zostanie w zachodniej części kraju, prowadząc z oryginalnego pod względem architektonicznym Kaposváru nad Balaton – nazywany węgierskim morzem i podobnie jak nasz Bałtyk, w okresie letnim przyciągający nieprzebrane tłumy.

Zaplanowany na niedzielę dystans 201 kilometrów, skromne 1150 metrów przewyższenia i płaska końcówka nad brzegiem jeziora zwiastują, że odcinek ten padnie łupem sprinterów.

9 maja – dzień przerwy
Etap 4, 10 maja: Avola > Etna (172 km)

Giro powraca na ziemię włoską i od razu podgrzewa emocje za sprawą klasycznego sycylijskiego etapu z finiszem na Etnie. Odcinek liczący 172 kilometry i 3626 metrów przewyższenia rozpoczyna się w położonej na południowo-wschodnim wybrzeżu Avoli, jednak niemal momentalnie prowadzi w głąb wyspy, zmuszając peleton do mierzenia się z wyzwaniami typowymi dla sycylijskiego interioru: wąskimi drogami w cichych miasteczkach, fatalną nawierzchnią poza nimi i pagórkowatym terenem.

Zwieńczeniem dnia będzie oczywiście wspinaczka na zbocza Etny, z którą uczestnicy włoskiego wielkiego touru zmierzą się po raz czwarty w ciągu zaledwie sześciu lat. Wybrany przez organizatorów wariant drogi do Rifugio Sapienza (22,8 km, śr. 5.9%, max. 14%) jest nowy i wygląda na prostszy od używanych w ostatnich sezonach, ale ponad 20-kilometrowy podjazd na tak wczesnym etapie rozgrywania wielkiego touru zawsze ma zdolność obnażania słabości. Tu naturalną selekcję dodatkowo wzmocnić może hulający po polach lawowych wiatr.

Etap 5, 11 maja: Katania > Mesyna (174 km)

Dwie perły Sycylii i góra między nimi – tak w skrócie opisać można środowy etap Giro d’Italia, choć tą górą tym razem nie będzie Etna, a położona na północny wschód od wulkanu Portella Mandrazzi (19,6 km, 4,0%, max. 9%). Pomimo swojej długości, umieszczony w środkowej części trasy podjazd nie będzie miał znaczenia z perspektywy kolarzy celujących w klasyfikację generalną, ale może wpłynąć na charakter i skład osobowy rozgrywanego na ulicach Mesyny finiszu. Eksponowane tego dnia wybrzeża Morza Jońskiego na północ od Katanii i Morza Tyrreńskiego na zachód od rodzinnego miasta braci Nibali, podobnie jak liczące tylko 1968 metrów przewyższenie, dość jasno wskazują na sprint z peletonu. Wspomniana już wspinaczka w głębi wyspy daje jednak pewne nadzieje zarówno harcownikom, jak i ekipom, które planują skłonić mniej wytrzymałych sprinterów do kapitulacji.

Etap 6, 12 maja: Palmi > Scalea (192 km)

Czwartkowy odcinek włoskiego wielkiego touru rozpocznie się już po drugiej stronie Cieśniny Mesyńskiej, na Costa Viola (Fioletowym Wybrzeżu), którego nazwa najprawdopodobniej pochodzi od opisu tego miejsca ręki Platona. Grecki filozof miał być zafascynowany różnorodnymi odcieniami purpury, które maluje w tamtym miejscu wieczorna gra świateł pomiędzy Morzem Tyrreńskim i nasyconymi wulkaniczną siarką skałami.

Tego dnia anegdot z pewnością pojawi się znacznie więcej, ponieważ liczący 192 kilometry i 1498 metrów przewyższenia etap z Palmi do Scalei w zakresie sportowym do zaoferowania ma relatywnie niewiele. Rola jedynego podjazdu na trasie (3,8 km, 4,2%, max. 9%), pokonywanego ok. 20 kilometrów od startu, ograniczy się do pomocy w uformowaniu odjazdu, a dość oczywistym scenariuszem na końcówkę wydaje się pojedynek sprinterów.

Etap 7, 13 maja: Diamante > Potenza (196 km)

Etap z Diamante do Potenzy rozpocznie się na kalabryjskim wybrzeżu, ale 30-kilometrowy odcinek pomiędzy miastem startowym i Marateą będzie jedynym, który nazwać można zupełnie płaskim. Na wąskich i chropowatych szosach Basilicaty tego dnia czeka uczestników wyścigu aż 4730 metrów przewyższenia i cztery solidne podjazdy Apeninów Południowych: Passo Colla (9.3 km, 4.5%, max. 12%), Monte Sirino (24.4 km, 3.8%, max. 12%), Mont. Grande di Viggiano (6.6 km, 9.1%, max. 15%) i La Sellata (7.8 km, 5.9%, max. 12%).

Z ostatniego klasyfikowanego wzniesienia do Potenzy prowadzi długi zjazd, ale sama meta zlokalizowana została na 350-metrowej ściance (max. 13%). Wraz z łącznym dystansem wynoszącym 196 kilometrów i charakterem pokonywanych w piątek podjazdów, tworzy to obraz doskonałego odcinka dla najbardziej wytrawnych harcowników.

Etap 8, 14 maja: Neapol > Neapol (153 km)

Krótki i wypakowany akcją sobotni odcinek 105. edycji Giro d’Italia ma start i metę w Neapolu, jednak więcej wydarzyć się może na czterech 19-kilometrowych rundach wokół położonego na zachód od miasta Bacoli. Licząca 153 kilometrów i 2243 metrów przewyższenia trasa nieustannie wznosi się i opada, a do tego wiedzie w dużej mierze przez wysoko zurbanizowane obszary i jest bardzo kręta. Wróży to dzień naznaczony sporą dozą chaosu, na koniec którego triumfować powinni specjaliści od wyścigów jednodniowych.

Etap 9, 15 maja: Isernia > Blockhaus (191 km)

Planując tegoroczną edycję włoskiego wielkiego touru, organizatorzy zrezygnowali z wielu charakteryzujących ten wyścig elementów. Tradycją, której natomiast nie odrzucili, jest rozgrywanie trudnego górskiego etapu w drugą niedzielę Giro. Tym razem miejscem akcji będą Apeniny Środkowe, a 191-kilometrowa trasa z Iserni poprowadzi przez klasyczne wzniesienia tej części “kręgosłupa” Italii: między innymi Roccaraso (7,7 km, 6,0%, max. 10%) i Passo Lanciano (10,3 km, 7,6%, max. 14%). Przewyższenie na tym odcinku wynosi aż 5080 metrów, co czyni go jednym z najbardziej wymagających w tej edycji wyścigu, a stopień trudności dodatkowo winduje zlokalizowana na Blockhausie (13,6 km, śr. 8.4%, max. 14%) meta. W przeszłości finisze na tym podjeździe wygrywali Nairo Quintana i Franco Pellizotti.

16 maja – dzień przerwy
Etap 10, 17 maja: Pescara > Jesi (196 km)

Po dniu przerwy Giro d’Italia powraca z odcinkiem, który wiedzie szosami doskonale znanymi z wyścigu Tirreno-Adriatico. Etap ten, liczący 196 kilometrów i 1794 metry przewyższenia, przypomni też dwie twarze emocjonującej wiosennej etapówki, ponieważ jego pierwsza część wiedzie wybrzeżem Morza Adriatyckiego w okolicach Pescary i San Benedetto del Tronto, a druga zmusza kolarzy do zmierzenia się ze stromymi uliczkami etruskich miasteczek w głębi Marchii. W dni jak ten spodziewać się trzeba niespodziewanego, ale najbardziej prawdopodobnymi scenariuszami wydają się solowy atak w końcówce lub finisz z małej grupy. Sama meta w Jesi zlokalizowana została po krótkim zjeździe, jednak kluczowe rozstrzygnięcia powinny zapaść na poprzedzających go kilometrach.

Etap 11, 18 maja: Santarcangelo di Romagna > Reggio Emilia (203 km)

Podróż na północ “włoskiego buta” nigdy nie omija rozległej Niziny Padańskiej, która na wielu płaszczyznach jest źródłem zamożności północnej części Italii, a patrząc przez pryzmat samego kolarstwa, królestwem sprinterów. Kierunek i miasta startowe bywają różne, natomiast charakter i przebieg trasy niemal takie same, ponieważ organizatorzy Giro d’Italia w ostatnich latach z upodobaniem wysyłają uczestników wyścigu na antyczną Via Aemilia, od której nazwę wziął cały region.

W ubiegłym roku podobny etap prowadził z Modeny do niewielkiego adriatyckiego kurortu Cattolica, tym razem peleton pojedzie w drugą stronę, pomiędzy Santarcangelo di Romagna i Reggio Emilia pokonując 203 kilometry i 369 metrów przewyższenia. Klasyczny sprinterski finisz poprzedzi niewiele przeszkód, ale liczyć można na mnóstwo kulinarnych odniesień i anegdot z czasów świetności Imperium Rzymskiego.

Etap 12, 19 maja: Parma > Genua (204 km)

Najdłuższy etap 105. edycji Giro d’Italia zabierze peleton z położonej na Nizinie Padańskiej Parmy, przez niższe partie Apeninów, do największego ośrodka miejskiego Ligurii – Genui. Samo rozmieszczenie podjazdów na liczącej 204 kilometry i 2867 metrów przewyższenia trasie pozwala sądzić, że jest to odcinek, który mogliby przetrwać najbardziej wytrzymali sprinterzy, jednak detale już dość jasno wskazują na ucieczkę dnia. W szczególności warto zwrócić uwagę na fakt, że pierwsza część trasy to niemal nieustanna wspinaczka, której kres wyznacza dopiero Passo del Bocco (6,0 km, 4,0%, max. 8%) – miejsce tragicznej śmierci Woutera Weylandta – oraz bardzo wymagający finałowy podjazd pod Valico di Trensasco (4,3 km, śr. 8.0%, max. 12%). Jego szczyt oddalony jest od mety w Genui o 30 kilometrów.

Etap 13, 20 maja: San Remo > Cuneo (150 km)

Zanim dojdzie do ważnych batalii w górach, sprinterzy staną przed dość wyjątkową szansą sięgnięcia po jeszcze jeden triumf. Wyjątkową dlatego, że po pierwsze atrakcje tego typu trafiają im się na tym etapie rozgrywania włoskiego wielkiego touru dość rzadko, a po drugie przejadą oni odcinkiem pomiędzy San Remo a Imperią, doskonale znanym z pierwszego monumentu sezonu. Tyle że w przeciwnym kierunku i nie porzucając głównej drugi wiodącej liguryjskim wybrzeżem na rzecz niekochanego przez nich Poggio.

Na liczącym zaledwie 150 kilometrów i 1817 metrów przewyższenia odcinku uczestników wyścigu czeka tylko jedna wspinaczka na Colle di Nava (10,4 km, śr. 6.6%, max. 10%), za którą otworzy się rozległy płaskowyż zachodniej części Piemontu. Cuneo, w którym rozegrany zostanie finisz etapu, kojarzy się głównie ze szczytami Alp Kotyjskich, jednak w piątek najprawdopodobniej będzie cichym świadkiem pojedynku sprinterów.

Etap 14, 21 maja: Santena > Turyn (147 km)

Alpejskie szczyty pozostaną jedynie odległym tłem sportowych wydarzeń również w sobotę, kiedy rozegrany zostanie bardzo dynamiczny i klasyczny zarazem etap w średnich górach. Najkrótszy odcinek 105. edycji Giro rozpocznie się w stanowiącej dalekie przedmieścia Turynu Santenie, jednak sercem akcji będzie dwukrotnie pokonywana, 36-kilometrowa runda, na której RCS z nawiązką odda to, co zabrał w Milano-Torino: podjazdy pod Supergę (5,0 km, śr. 8.6%, max. 14%) i Colle della Maddalena (3,5 km, śr. 8.1%, max. 20%). Wraz z dystansem 147 kilometrów i przewyższeniem liczącym 3167 metrów, tworzy to obraz jednego z najbardziej pasjonujących etapów pierwszego wielkiego touru sezonu. To dzień, w którym liderzy na klasyfikację generalną będą musieli odnaleźć w sobie szczyptę przebiegłości i szaleństwa, charakteryzujące najlepszych specjalistów od wyścigów jednodniowych.

Etap 15, 22 maja: Rivarolo Canavese > Cogne (177 km)

Zgodnie ze wspomnianą już tradycją, niedzielne odcinki Giro d’Italia to potyczki w wysokich górach. Tak będzie również i tym razem, a za arenę wydarzeń posłużą wzniesienia Doliny Aosty i Parku Narodowego Gran Paradiso.

Dystans 177 kilometrów podzielić można na dwie niemal równe części, z których pierwsza jest mozolną, ale bardzo subtelną wspinaczką prowadzącą przez północną część Piemontu i główną arterię Doliny Aosty. Właściwa część rywalizacji rozpocznie się po pokonaniu 90 kilometrów, kiedy w krótkiej sekwencji uczestnicy wyścigu zmierzą się z trzema podjazdami: Pila-Les Fleurs (12,3 km, śr 6.9%, max. 15%), Verrogne (13,8 km, śr. 7.1%, max. 14%) i Cogne (22,4 km, śr. 4.3%, max. 11%).

Warto zwrócić uwagę, że ostatnie dwa kilometry prowadzące na metę to false flat (ok. 2.3%).

23 maja – dzień przerwy
Etap 16, 24 maja: Salò > Aprica (202 km)

Po ostatnim dniu przerwy Giro d’Italia powraca z odcinkiem wypakowanym atrakcjami, do których należy położone u zachodniego brzegu Lago di Garda Salò, degustacja wina spod znaku Sforzato i budzący grozę Passo del Mortirolo. I gdyby tego wszystkiego jeszcze było mało, dystans 202 kilometrów i przewyższenie sięgające 5268 metrów składa się na obraz etapu, który śmiało pretendować może do miana królewskiego.

O ile przyjdzie jeszcze czas, aby pomówić o interesujących losach Salò i pierwszym podjeździe dnia – Goletto di Cadino (19,9 km, śr. 6.2%, max. 12%) – już teraz warto pochylić się na moment nad pokonywaną w środkowej części wtorkowego odcinka Passo del Mortirolo (12,6 km, śr. 7.6%, max. 16%). Przełęcz ta słynie ze swojej brutalności i wątpliwej urody, ale uczestnicy 105. edycji włoskiego wielkiego touru będą się na nią wspinać szlakiem jej pierwszych zdobywców z 1990 roku, czyli od łatwiejszej, południowej strony. Oszczędzony został im na szczęście karkołomny zjazd do Mazzo di Valtellina, który wówczas zebrał pokaźne żniwo, choć ten prowadzący do Grosio również wypada nazwać technicznym.

Ostatnim podjazdem dnia będzie bardzo stromy w swojej drugiej części Valico di Santa Cristina (13,5 km, śr. 8.0%, max. 13%), którego szczyt od mety w Aprice dzieli 6,2 kilometra. Na dystans ten składa się kolejny techniczny zjazd i finałowe 1300 metrów subtelnie wznoszącej się drogi (śr. 3.2%).

Etap 17, 25 maja: Ponte di Legno > Lavarone (168 km)

Kiedy widzę Ponte di Legno, myślę Passo di Gavia, ale organizatorzy tegorocznej edycji włoskiego wielkiego touru postanowili obejść się z uczestnikami wyścigu nieco łagodniej, otwierając środowy odcinek łatwiejszą wspinaczką na przełęcz Tonale (8,7 km, śr. 6.3%). Dalsza część etapu również zaskakuje, prowadząc przez Val di Sole, Val di Non i dwa relatywnie niszowe wzniesienia powyżej soczystej doliny Adygi. W połączeniu z dystansem 168 kilometrów i przewyższeniem liczącym 3950 metrów, tworzy to obraz górskiego etapu szytego na miarę ucieczki dnia.

Etap 18, 26 maja: Borgo Valsugana > Treviso (152 km)

Po bataliach w górach czas na krótką wizytę na Nizinie Weneckiej, w kierunku której uczestnicy Giro będą zjeżdżać przez większość dnia. Na trasie liczącej 152 kilometry i 1219 metrów przewyższenia znajdują się dwa krótkie i relatywnie strome podjazdy – szczególnie Muro di Ca’ del Poggio (1,1 km, śr. 12.3%, max. 19%) – jednak pokonywane one będą zbyt daleko od linii mety, by mieć wpływ na ostateczne losy czwartkowej rywalizacji. Tę wieńczy 10-kilometrowa runda wokół Treviso, która najprawdopodobniej poprzedzi sprint z dużej grupy.

Etap 19, 27 maja: Marano Lagunare > Santuario di Castelmonte (178 km)

Czy tego typu odcinek był 105. edycji Giro d’Italia potrzebny, nie mam odwagi przesądzać, natomiast bez dwóch zdań wygrywa on w kategorii dni wypełnionych nieoczywistym pięknem, eksponując dziwne Friuli, odwiedzając rodzinną miejscowość Alessandro De Marchiego i składając kolejną już wizytę w Słowenii. Wizytę znacznie od ubiegłorocznej ciekawszą, ponieważ trasa tym razem biegnie przez jedną z największych atrakcji turystycznych Alp Julijskich – Dolinę Soczy – i położony nad nią, malowniczy Kobarid.

W piątek nie zabraknie również wspinaczki, a cztery premie górskie wraz z przyległościami składają się na przewyższenie o wartości 3489 metrów. Godne uwagi są dwie ostatnie, bo to one zadecydują o losach etapu: pokonywany na słoweńsko-włoskiej granicy Kolovrat (10,3 km, śr. 9.2%, max. 15%) i Santuario di Castelmonte (7,1 km, śr. 7.8%, max. 14%).

Etap 20, 28 maja: Belluno > Passo Fedaia (168 km)

Giro d’Italia podczas tegorocznej edycji wielokrotnie wybierało nieoczywiste ścieżki, jednak w ostatnią sobotę imprezy powraca na utarte szlaki i kąpie się w blasku ikon Dolomitów. Ostatni z górskich odcinków rozpocznie się w Belluno, nazwanym przez Celtów błyszczącym miastem, a finał swój znajdzie na przełęczy poniżej lśniącej na dziwnie alpejski sposób Marmolady.

Na trasie liczącej 168 kilometrów i 4718 metrów przewyższenia pokonywane będą tego dnia tylko trzy podjazdy, ale każdy o olbrzymim ciężarze gatunkowym: Passo San Pellegrino (18,5 km, śr. 6.2%, max. 15%), Passo Pordoi (11,8 km, śr. 6.8%, max. 10%) i finałowa Passo Fedaia (14,0 km, śr. 7.6%, max. 18%).

Passo Fedaia to jeden z dwóch najbardziej wymagających podjazdów Dolomitów, dlatego jej powrót na trasę włoskiego wielkiego touru po 11-letniej banicji bardzo cieszy. Jej piekielnie stromy, a jednocześnie przytłaczający mentalnie odcinek rozpoczynający się w Malga Ciapela jest gwarancją, że niezależnie od sytuacji wyjściowej, klasyfikacja generalna jeszcze raz zatrzęsie się tuż przed wielkim finałem w Weronie.

Etap 21 (ITT), 29 maja: Werona > Werona (17,4 km)

105. edycję Giro d’Italia zamknie etap jazdy indywidualnej na czas, nazwanie którego pagórkowatym czy górskim byłoby sporą przesadą, ale podjazd w środkowej części jak najbardziej zawiera (4.6 km, śr. 5.1%, max. 8%). Jest to zresztą część tej samej rundy, która pokonywana była podczas Mistrzostw Świata w Weronie w 2004 roku i odcinek prawie identyczny do tego, który zamknął włoski wielki tour przed trzema laty. Wówczas czasówka ta klasyfikacji generalnej nie przemeblowała, ale przejazd prowadzącego Richarda Carapaza udowodnił, że dość łatwo można roztrwonić na tej trasie ponad minutę.

Faworyci

Powroty niegdysiejszych zwycięzców oraz kolarzy, którzy o triumf w klasyfikacji generalnej mocno się otarli – tak opisać można listę startową 105. edycji Giro d’Italia, która w powiązaniu z trasą zwiastuje wyrównany poziom i emocje trzymające od pierwszego do ostatniego dnia rywalizacji.

Pierwszeństwo na liście – zarówno mojej, jak i tej oficjalnej – należy się ekipie INEOS Grenadiers, która z małą przerwą zwycięża Giro d’Italia od 2018 roku. Przerwę tę stanowił triumf Richarda Carapaza w 2019 roku, wówczas jeszcze w barwach Movistaru, który w tym sezonie po raz pierwszy powraca na trasy włoskiego wielkiego touru od momentu definiującego jego kolarską karierę sukcesu. Łatwo jest klasyfikować 28-letniego Ekwadorczyka jako typowego górala z Ameryki Południowej, jednak wielokrotnie udowodnił on już, że byłoby to sporym uproszczeniem. Carapaz to kolarz sprytny, zdolny rywalizować w zróżnicowanych warunkach atmosferycznych, przyzwoicie jeżdżący na czas (kiedy musi) i zazwyczaj bardzo mocny w finałowym tygodniu rozgrywania wielkiego touru. Wszystkie te cechy sprawiają, że trasa tegorocznego Giro powinna odpowiadać mu doskonale, ponieważ majowa podróż na północ Półwyspu Apenińskiego zazwyczaj oznacza konieczność mierzenia się ze zmienną pogodą, kilometrów jazdy na czas jest jak na lekarstwo, a ostatni podjazd tej edycji – Passo Fedaia – kolarzowi w formie pozwala zrobić ogromną różnicę na finałowych pięciu kilometrach wspinaczki. Co też interesujące, jeśli lider brytyjskiej ekipy w zdrowiu dotrwa do dwudziestego pierwszego dnia zmagań, przyjdzie mu rywalizować na dokładnie tej samej trasie jazdy indywidualnej na czas, którą przypieczętował swój triumf przed trzema laty.

Carapaz w walce o tytuł nie będzie oczywiście zdany na samego siebie. Ogromnym doświadczeniem wspierać go ma Richie Porte, dla którego 105. edycja Giro d’Italia będzie ostatnim wielkim tourem w kolarskiej karierze. Ekwadorczyk będzie też mógł liczyć na niezawodnych Jonathana Castroviejo i Salvatore Puccio, podczas gdy Ben Swift ma chyba pełnić rolę alibi podczas sprinterskich etapów. Można się też spodziewać, że w sprzyjających okolicznościach nieco więcej wolnej ręki dostaną Jhonatan Narvaez, Ben Tullet i Pavel Sivakov, zdolni bardzo skutecznie walczyć o etapowe zwycięstwa.

Podobnie jak w przypadku Ekwadorczyka, Giro d’Italia było też przełomowym punktem w karierze Joao Almeidy, który po raz pierwszy stanie na starcie wielkiego touru jako niekwestionowany lider ekipy UAE Team Emirates. Dramaty lubią trzymać się 23-letniego Portugalczyka, który podczas ubiegłorocznej edycji imprezy wmieszany został w zupełnie bezpodstawną batalię o przywództwo w drużynie Deceuninck-Quick-Step (obecnie Quick-Step Alpha Vinyl), zanim zmuszony był odbudowywać rozsypany domek z kart w decydującej fazie wyścigu. Wcześniejsze pochopne decyzje i przepychanki personalne miały duży wpływ na ostateczny wynik Almeidy w klasyfikacji generalnej, jednak trzeba docenić formę, jaką pokazał na górskich etapach rozgrywanych podczas finałowego tygodnia włoskiego wielkiego touru. Z jednej strony ujawnia to ważną prawdę o Giro d’Italia jako wyścigu, który pozwala szlifować formę jeszcze w trakcie jego trwania i wykorzystać ją podczas piekielnie ciężkich, ostatnich dni rywalizacji. Z drugiej zaś może wskazywać, że mocny ostatni tydzień docelowo może stać się jednym z atutów Portugalczyka, który ciągle dojrzewa jako kolarz. Trasa 105. edycji imprezy nie jest dla lidera UAE Team Emirates idealna – z pewnością wolałby on więcej kilometrów jazdy na czas – ale też nie powinna obnażać jego największych słabości na sposób, w jaki zrobiłyby to gargantuiczne przełęcze w stylu Stelvio.

Wspierający Almeidę skład nie może się równać z formacją INEOSU, jednak dokładnie to samo można powiedzieć o każdej innej drużynie stającej na starcie w Budapeszcie. Będzie on liczył na Rui Costę, Rui Oliveirę, Davide Formolo i Alessandro Coviego, podczas gdy Fernando Gaviria i Diego Ulissi starać się będą o etapowe triumfy.

Romain Bardet (Team DSM) zachwycał w ostatnich tygodniach zarówno formą, jak i postawą fair play, dlatego z pewnością bardzo wielu kibiców będzie trzymać kciuki za jego występy na włoskich szosach. 31-letni Francuz jest jednym z tych kolarzy, którym odstawienie Tour de France i presji związanej z pełnieniem roli lidera na wielkie toury bardzo dobrze zrobiło, ale od tego drugiego ostatecznie trudno jest uciec, będąc kolarzem jego klasy. Skromna liczba kilometrów jazdy na czas powinna umożliwić Bardetowi uniknięcie kompromitacji, a odpowiadające mu finałowe podjazdy kilku górskich etapów sprawić, że przejdzie on do pełnej ofensywy. Zwycięstwo lidera Team DSM w klasyfikacji generalnej 105. edycji Giro d’Italia mimo wszystko byłoby niespodzianką, ale ukończenie wyścigu na podium już nie. Będę też zaskoczona, jeśli nie wygra on przynajmniej jednego odcinka z metą na podjeździe.

Historia Simona Yatesa (BikeExchange-Jayco) to dość powtarzalna opowieść o wzlocie i upadku, rozgrywająca się na przestrzeni dwudziestu jeden dni. 29-letni Brytyjczyk zazwyczaj rozpoczyna wyścig w wybornej formie, co potwierdzają uzyskiwane w tygodniach poprzedzających ten start wyniki, po czym blednie w ostatnim tygodniu rywalizacji, przekreślając swoje szanse na zwycięstwo. Schemat ten poniekąd przełamuje ubiegłoroczna edycja włoskiego wielkiego touru, podczas którego Yates co prawda spadł w decydujących dniach rywalizacji z drugiego na trzecie miejsce, ale uniknął poważniejszego kryzysu, w czym w znacznym stopniu dopomogły odpowiadające jego predyspozycjom górskie etapy. Odcinki finałowego tygodnia 105. edycji Giro uznać trzeba za obiektywnie trudniejsze – szczególnie Kolovrat i Passo Fedaia – ale ciągle znajdują się one w spektrum możliwości lidera drużyny BikeExchange. Niedawny występ w wyścigu Vuelta Asturias (dwa etapowe triumfy przeplecione dość poważnym dołkiem) może też sugerować, że optimum formy dopiero nadejdzie, co łącznie składa się na dość optymistyczne prognozy dla Yatesa. Jego głównym problemem jest Richard Carapaz, który wszystko potrafi zrobić lepiej, oraz relatywnie słaba drużyna, której najsilniejszymi ogniwami nazwać trzeba Lucasa Hamiltona, Calluma Scotsona, Christophera Juul-Jensena i Lawsona Craddocka.

Do grona pewnych kandydatów do walki o podium klasyfikacji generalnej włączyć można jeszcze Miguela Angela Lopeza (Astana Qazaqstan Team), nawet jeśli osobiście uważam, że jego naturalnym środowiskiem są najwyższe z alpejskich przełęczy. Jak to często bywa w przypadku 28-letniego Kolumbijczyka, największy znak zapytania należy postawić nie przy dyspozycji czy charakterystyce trasy, ale wsparciu samej ekipy, której nominalnym liderem jest na papierze Vincenzo Nibali. Jeśli tym razem obejdzie się bez dramatów, podobnie jak Bardet, Lopez powinien sięgnąć po co najmniej jeden etapowy triumf, napędzać akcje w finałowym tygodniu włoskiego wielkiego touru i być jednym z kolarzy, którzy zabłysną pod lśniącą Marmoladą.

Tu poważnych pretendentów odkreślić można bardzo grubą kreską, ponieważ kolejne nazwiska to już strefa marzeń, domysłów i mniej oczywistych scenariuszy.

Mikel Landa (Bahrain Victorious) i Giro d’Italia to idealna kombinacja, bardzo w to wierzę, ale organizatorzy imprezy kolejny raz poskąpili mu wielkich górskich tappone, na których w przeszłości błyszczał najjaśniej. Bask stanie na starcie w Budapeszcie w przyzwoitej dyspozycji, jednak trudno zaprzeczyć, że nic nie windowało jego formy tak, jak marginal gains i szczypta niesprawiedliwego traktowania w starym dobrym Team Sky. Wiedząc, że Landa to najczęściej gotowy przepis na katastrofę, Bahrain Victorious ma też w odwodzie mniej medialnego, ale uzyskującego w ostatnim czasie lepsze wyniki Pello Bilbao. Obaj Baskowie liczyć zaś będą mogli na całkiem solidne wsparcie ze strony Jana Tratnika, Wouta Poelsa i młodego Santiago Buitrago.

Czy Tom Dumoulin jest gotowy ponownie wcielić się w rolę lidera dużej drużyny na wielki tour? Gdyby czuł inaczej, zapewne nie znalazłby się w tym miejscu, ale rezultaty 31-letniego Holendra z ostatnich tygodni dość jasno sugerują, że ciągle jest on daleki od swojego poziomu sprzed kilku lat. O ile Giro d’Italia było dla niego w przeszłości szczęśliwe, trudno też nazwać tegoroczną trasę włoskiego wielkiego touru skrojoną na miarę jego predyspozycji: brakuje w niej kilometrów jazdy na czas i długich pojazdów, które mógłby spokojnie pokonywać we własnym tempie. Dumoulin wspierany będzie między innymi przez Sama Oomena, Edoardo Affiniego, Koena Bouwmana i Josa van Emdena, podczas gdy na nieco większą rolę liczyć może Tobias Foss.

Bora-hansgrohe tradycyjnie stawia na kilku liderów, ale na świeczniku, przynajmniej na początku, znajdować się będzie Wilco Kelderman. 31-letni Holender do perfekcji opanował sztukę bycia tam, gdzie powinien, bez wychylania nosa chociażby na centymetr, co w ostatnich sezonach gwarantowało mu bardzo wysokie miejsca w klasyfikacjach generalnych wielkich tourów i jeszcze wyższy finishing-rate. Ze względu na dość specyficzną konstrukcję trasy 105. edycji Giro nie mam jednak pewności, czy tak pasywna postawa wystarczy również i tym razem. W barwach Bory wystartuje takżde Emanuel Buchmann, który prezentuje styl zbliżony do Keldermana, ale jest w nim mniej skuteczny, oraz nieco bardziej porywający Jai Hindley. Warto pamiętać, że 26-letni Australijczyk był jedną z największych gwiazd edycji włoskiego wielkiego touru sprzed dwóch lat, nawet jeśli życie zdążyło nas już nauczyć, że do jej wyników nie można się przesadnie przywiązywać.

Do kolarzy, którzy od czasu do czasu potrafią zabłysnąć w klasyfikacji generalnej wielkiego touru należy również Hugh Carthy (EF Education-Easy Post). Minęło sporo czasu, odkąd ostatni raz mogliśmy go obserwować w naprawdę wysokiej dyspozycji, ale niedawny występ w Tour of the Alps może napawać ostrożnym optymizmem, a radykalne ograniczenie kilometrów jazdy na czas i charakter podjazdów tegorocznego Giro powinien odpowiadać mu doskonale. W barwach EF Education-Easy Post pokażą się również Jonathan Caicedo i Simon Carr.

Szans Alejandro Valverde (Movistar) w klasyfikacji generalnej nie mam odwagi oceniać, ale doświadczonemu Hiszpanowi przyjdzie rywalizować w maju na trasie, która w sprzyjających okolicznościach powinna pozwolić mu kilka razy zabłysnąć. 42-latek wyraźnie wrócił w ostatnich tygodniach do formy z czasów swojej drugiej młodości, więc trzeba cieszyć się chwilą, póki trwa. O wysoki wynik dla Movistaru może też w pierwszym wielkim tourze sezonu powalczyć świetnie dysponowany Ivan Sosa.

Giulio Ciccone (Trek-Segafredo), w stylu włoskich mistrzów sprzed dwóch dekad, od początku sezonu wyników nie dowoził twierdząc, że rzuca wszystkie siły na Giro d’Italia. Wnioskuję więc, że zamierza całą rzecz wygrać i szykuje się w Weronie wielkie święto. So be it.

Pozostali kolarze potencjalnie aspirujący do wysokich miejsc w klasyfikacji generalnej 105. edycji Giro d’Italia: Thymen Arensman (Team DSM), Felix Gall (AG2R Citroen Team), David de la Cruz (Astana Qazaqstan), Guillaume Martin (Cofidis), Lorenzo Fortunato (EOLO-Kometa), Attila Valter (Groupama-FDJ), Domenico Pozzovivo i Jan Hirt (Intermarché – Wanty – Gobert Matériaux).

Sprinterzy

O triumfy na płaskich etapach i zwycięstwo w klasyfikacji punktowej we włoskim wielkim tourze walczyć będą Caleb Ewan (Lotto Soudal), Fernando Gaviria (UAE Team Emirates), Mark Cavendish (Quick-Step Alpha Vinyl), Biniam Girmay (Intermarché – Wanty – Gobert Matériaux), Giacomo Nizzolo (Israel-Premier Tech), Phil Bauhaus (Bahrain Victorious), Arnaud Demare (Groupama-FDJ) i Alberto Dainese (Team DSM).

Na nieco trudniejszych odcinkach w sprintach zabłysnąć mogą również Magnus Cort (EF Education-Easy Post), Mathieu van der Poel (Alpecin-Fenix), Andrea Vendrame (AG2R Citroen), Simone Consonni (Cofidis), Vincenzo Albanese (EOLO-Kometa) i Davide Ballerini (Quick-Step Alpha Vinyl).

Polacy

W 105. edycji Giro d’Italia udział weźmie jeden Polak: Cesare Benedetti (Bora-hansgrohe).

 

105. edycja wyścigu Giro d’Italia rozgrywana będzie od 6 do 29 maja 2021.

Giro d’Italia 2022: oficjalna lista startowa

Giro d’Italia 2022: plan transmisji telewizyjnych

guest
4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Inline Feedbacks
View all comments
Domel
Domel

Dlaczego zawsze się wzruszam, gdy piszesz Aleksandro o kolarstwie?

Jacek
Jacek

Ja też się wzruszam, a przy tym uśmieję, czytając wrzucane tu i ówdzie stylistyczne perełki. A wszystko to otoczone ogromną wiedzą o Italii, Giro i kolarstwie w ogóle. Pani Olu, z wielkich tourów też najbardziej lubię Giro. Czuję, że w tym roku będzie się działo, i to bardzo. Oby tylko jakieś słupki na wysepkach znowu w tym nie przeszkodziły.

Jacek
Jacek

🙃😁