fot. Alpecin-Fenix

Wczoraj Tim Merlier po raz drugi okazał się najlepszy na etapie Benelux Tour 2021.

Dla Belga było to już 9. zwycięstwo w tym sezonie. Wcześniej wygrywał m.in. etapy Giro d’Italia i Tour de France. O skompletowanie hat-tricka i start w Vuelta a Espana się nie pokusił. Do Hiszpanii poleciał (i już zresztą z niej wrócił) Jasper Philipsen, a Merlierowi pozostały starty w belgiskich wyścigach. Benelux Tour jest najbardziej prestiżowym z nich i jak na razie idzie mu w nim bardzo dobrze. Wczoraj znów wygrał etap.

To zwycięstwo jest zasługą całej drużyny, która chroniła mnie przed wiatrem przez 70 kilometrów. Każda mała dróżka, każdy potencjalny punkt zapalny – każde miejsce, gdzie coś może się wydarzyć. Za każdym razem byłem tam, gdzie powinienem, a wszystko dzięki nim. Nie mogłem ich zawieść

– mówił w rozmowie z oficjalną stroną wyścigu.

Jego pierwsze zwycięstwo było dość pewne. Prowadził przez ostatnie 50 metrów i do końca nie dał odebrać sobie zwycięstwa. Wczoraj sytuacja była dużo bardziej skomplikowana. Na 200 metrów przed metą jego sytuacja przedstawiała się bardzo nieciekawie.

Chciałem pójść w prawo, ale zostałem trochę przyblokowany. Na szczęście szybko znalazłem kolejną ścieżkę i włączyć się do walki o zwycięstwo

Mimo wszystko dopiero w samej końcówce udało mu się wyjść zza pleców Danny’ego Van Poppela. Na szczęście dysponował wystarczająco dużym przyspieszeniem, by osiągnąć prędkość, która pozwoliła mu o włos wyprzedzić Madsa Pedersena.

W ten sposób Belg odniósł prawdopodobnie ostatnie zwycięstwo w tym wyścigu, ponieważ trzy kolejne etapy są już nieco bardziej wymagające. Tam walczyć powinni inni i niezależnie od tego, co się na nich wydarzy, Merlier będzie mógł w niedzielę wyjechać z wyścigu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments