Primož Roglič
fot. UCI

Słoweniec Primož Roglič został bohaterem ostatniego szosowego wyścigu na Igrzyskach Olimpijskich Tokio 2020. Wygrał jazdę indywidualną na czas z przewagą przeszło minuty nad najbliższym rywalem i do domu zabiera upragniony złoty medal.

Trzeba przyznać, że tak jak Primož Roglič znany jest z bycia wybitnym kolarzem tak często brakowało mu czegoś w kluczowych momentach. Przez wszystkie lata swojej kariery zdobył ledwie jeden medal w jeździe indywidualnej na czas na dużych imprezach, ostatnio trapiły go upadki, musiał wycofać się z Tour de France. W Tokio pojechał dość przeciętny wyścig ze startu wspólnego, niemniej to co zaprezentował dzisiaj było przepiękne.

– Bardzo trudno jest utrzymać chłodną głowę, zwłaszcza gdy sprawy nie układają się tak, jak byś chciał. Dziś po prostu ruszyłem na trasę – nie miałem nic do stracenia, wyrwałem od kilometra zero i walczyłem o każdy metr, aż udało mi się dojechać do mety. To była moja praca, zrobiłem to dobrze i mój czas pokazał, że to wystarczyło na złoty medal, z którego bardzo się z tego cieszę

– opowiadał podekscytowany Słoweniec.

Primož Roglič pomimo wygranego w karierze monumentu, wielkich tourów i wielu innych imprez zdawał się być nieco oszołomiony swoim sukcesem. Widać, że wyzwolił on w 31-letnim kolarzu wielką radość, która nieco odbierała mu mowę.

– Super ładne zwycięstwo. Jest pięknie. Medal jest właściwie dość ciężki. Nie wiedziałem o tym. Dla mnie jest to niesamowicie miłe, że po ciężkich zdarzeniach, które mnie spotkały osiągnąłem tak wiele. Opłaciła się cała praca, którą włożyliśmy ja, moja rodziny, ludzie wokół mnie. Dzisiaj udało mi się zdobyć złoty medal i zostać mistrzem olimpijskim. W kolarstwie głupotą jest porównywanie tych wszystkich wyścigów. Każde osiągnięcie jest wyjątkowe. Ten medal z pewnością jest dla mnie super, super wyjątkowy i jestem naprawdę szczęśliwy

– zakończył.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments