Mads Pedersen wygrał 3. etap BinckBank Tour i po raz kolejny pokazał, że powoli możemy zacząć stawiać go w pierwszym rzędzie sprinterów.
Choć Duńczyk w niedzielę stracił tęczową koszulkę, to generalnie okres po przerwie pandemicznej może uznać za bardzo udany. Już w sierpniu wygrał ostatni etap Tour de Pologne, a podczas Tour de France dwukrotnie zajął 2. miejsce (na pierwszym i na ostatnim etapie). O krok od zwycięstwa był także dwa dni temu – wtedy minimalnie pokonał Jaspera Philipsena. Dziś to on nieznacznie wygrał z Belgiem.

To zwycięstwo jest dla mnie bardzo istotne w kontekście najbliższych klasyków. Zwłaszcza w tych niepewnych czasach. Każdy wyścig może być ostatnim w roku, więc trzeba wyciągać maksimum z każdego startu

– mówił chwilę po przekroczniu linii mety.
Choć Pedersen ma w klasyfikacji generalnej dokładnie taki sam czas jak Philipsen, to on został nowym liderem wyścigu. To stawia go w bardzo dobrej pozycji wyjściowej przed kolejnymi dwoma etapami, na których, w przeciwieństwie do pozostałych zawodników z czołówki klasyfikacji generalnej, wcale nie musi stracić wysokiej pozycji, bo potrafi radzić sobie nieźle zarówno na krótkich czasówkach, jak i w brukowanym terenie. Nic dziwnego, że jego celem jest utrzymanie koszulki.

Przyjechałem tu, by zająć wysokie miejsce w “generalce” i na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Jutrzejsza czasówka nie jest zbyt długa, co bardzo mi pasuje, a ostatni etap odbędzie się we flamandzkich Ardenach. To bardzo interesująca trasa i zrobię na niej wszystko, by zapewnić swojej drużynie ostateczne zwycięstwo

– zakończył.